7 października w Ostrołęce 19-letni uczeń zaatakował nożem uczniów i nauczycieli. Prokuratura postawiła mu dziewięć zarzutów, w tym usiłowania zabójstwa wielu osób. Dzień później, w szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach w powiecie wyszkowskim, 15-latek zaatakował nożem trzy osoby. 37-letnia kobieta zmarła, a dwie kolejne osoby zostały ranne. Kolejne dni przyniosły informacje o następnych niepokojących zdarzeniach.
Nie wiemy czy te wydarzenia mają ze sobą jakikolwiek związek i byłoby nieodpowiedzialne tworzenie na tej podstawie łatwych uogólnień. Ale tak poważne zdarzenia w polskich szkołach w ciągu kilku dni każą postawić pytanie, którego nie wolno zlekceważyć: czy możemy zawczasu nauczyć się czegoś od państw, które z problemem przemocy z użyciem noża zmagają się od lat?
Planowane ataki nożowników? Szef MON: Leży to w strategii Federacji Rosyjskiej
Niechlubny przykład
Najbardziej pouczający jest przykład Anglii, a szczególnie Londynu. Kiedy w 2016 r. rozpoczynałem misję ambasadora RP w Wielkiej Brytanii, jednym z najpoważniejszych tematów bezpieczeństwa były zamachy terrorystyczne. W kolejnych miesiącach Wielką Brytanią wstrząsnęły ataki w Westminsterze, Manchesterze czy na London Bridge. Terroryzm pozostawał oczywiście poważnym zagrożeniem, ale z czasem w codziennej debacie o bezpieczeństwie coraz wyraźniej pojawiał się inny problem: knife crime – przestępstwa i ataki z użyciem noża.
Była to zmiana, którą można było obserwować niemal na bieżąco. Coraz częściej media informowały o kolejnych ugodzeniach nożem, coraz częściej ofiarami byli bardzo młodzi ludzie, a niekiedy osoby zupełnie przypadkowe. Temat przestał być wyłącznie problemem pewnych dzielnic czy środowisk przestępczych. Stał się jednym z najbardziej niepokojących elementów codziennego bezpieczeństwa wielkiego miasta.
Atak 15-letniego nożownika. Wojewoda podjął decyzję w sprawie szkół
Problem oczywiście nie narodził się wtedy. Ale właśnie około lat 2017–2018 jego skala zaczęła wywoływać wyjątkowo silne społeczne zaniepokojenie. W Londynie odnotowano ponad 12 tys. przestępstw z użyciem noża, co oznaczało wzrost o niemal jedną czwartą w porównaniu z rokiem poprzednim. Władze Londynu przyjęły wówczas specjalną strategię walki z przestępczością z użyciem noży.
Początkowo w debacie publicznej problem bardzo często łączono z młodzieżowymi gangami. I rzeczywiście, w wielu przypadkach zarówno sprawcami, jak i ofiarami byli młodzi mężczyźni, a przemoc wiązała się z konfliktami między grupami przestępczymi, handlem narkotykami czy rozbojami. Szybko okazało się jednak, że taki obraz jest zdecydowanie zbyt prosty. Już londyńska strategia z 2017 r. zwracała uwagę, że większość przestępstw z użyciem noża nie była kwalifikowana jako związana z gangami.
To bardzo ważna lekcja także dla nas. Społeczeństwo może długo uspokajać się myślą, że przemoc dotyczy „kogoś innego”: przestępców, gangów, niebezpiecznych dzielnic. Tymczasem, gdy zwyczaj noszenia noża zaczyna się upowszechniać, rośnie prawdopodobieństwo, że narzędzie, które miało służyć do zastraszania albo rzekomej samoobrony, zostanie użyte podczas zwykłego konfliktu.
Jednym z najbardziej niebezpiecznych mechanizmów jest bowiem przekonanie młodego człowieka, że musi mieć przy sobie nóż, ponieważ inni także mogą go mieć. W ten sposób poczucie zagrożenia samo napędza spiralę. Nóż przestaje być postrzegany jako broń, a zaczyna być traktowany jako zabezpieczenie. To moment szczególnie groźny.
Znaczący wzrost
Skala brytyjskiego problemu pozostaje poważna. Według danych z marca 2026 r. w ciągu roku policja w Anglii i Walii odnotowała blisko 49 tys. przestępstw z użyciem noża lub ostrego narzędzia. Sam Metropolitan Police Service odnotował w Londynie 13 806 takich przypadków. To ponad tysiąc miesięcznie.
Atak nożownika w Ostrołęce. Prokuratura: W plecaku miał ładunek wybuchowy
Trzeba przy tym zachować precyzję. Nie każdy taki przypadek oznacza ugodzenie człowieka. W wielu zdarzeniach nóż służy do grożenia, zwłaszcza podczas rozbojów. Jednak w tysiącach przypadków dochodzi również do zadania obrażeń. I choć najnowsze dane pokazują w Londynie spadek liczby takich przestępstw, problemem pozostaje skala, którą trudno uznać za normalną część życia europejskiej metropolii.
Szczególnie poruszające są historie ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z przestępczością ani gangami. Niedawno szeroko komentowana była śmierć 18-letniego Henry'ego Nowaka, studenta zabitego w Southampton w grudniu 2025 r. Nie była to londyńska zbrodnia związana z gangami, lecz właśnie dlatego ta historia tak mocno działa na wyobraźnię. Młody człowiek podczas przypadkowego spotkania został śmiertelnie ugodzony nożem. Jego zabójca został później skazany na dożywotnie więzienie.
Takie wydarzenia podważają poczucie, że przemoc z użyciem noży zawsze pozostaje ograniczona do świata przestępczego. Ofiarą może paść ktoś, kto znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie.
Atak nożem w warszawskim autobusie. Policja szuka napastnika
Same zakazy nie wystarczą
Brytyjczycy odpowiedzieli na problem również przez stopniowe zaostrzanie prawa. W Anglii i Walii zasadniczo nie wolno nosić w miejscu publicznym większości noży i ostrych narzędzi bez uzasadnionego powodu. Wyjątkiem jest przede wszystkim niewielki składany, nieblokowany scyzoryk o krawędzi tnącej nieprzekraczającej 3 cali, czyli 7,62 cm.
Jednak brytyjskie doświadczenie pokazuje zarazem, że same zakazy nie wystarczają.
Dlatego działania policyjne połączono z profilaktyką, pracą szkół, lokalnych społeczności i organizacji młodzieżowych. Rozwijano programy wczesnej interwencji oraz działania skierowane do młodych ludzi najbardziej narażonych na wejście w spiralę przemocy. W niektórych szpitalach pracownicy zajmujący się młodzieżą docierają do ofiar już na oddziałach ratunkowych, próbując wykorzystać moment, w którym można jeszcze przerwać cykl przemocy i odwetu.
Logika jest prosta: policja może odebrać nóż i zatrzymać sprawcę. Państwo musi jednak zrobić coś więcej – doprowadzić do tego, by młody człowiek wcześniej nie uznał noszenia noża za coś normalnego, potrzebnego czy dającego poczucie bezpieczeństwa.
Reagować trzeba już teraz
Dlatego ostatnie wydarzenia w Polsce należy potraktować bardzo poważnie. Ostatnie tragiczne zdarzenia nie oznaczają, że Polska już podąża brytyjską drogą. Nie mamy podstaw, aby mówić o polskiej epidemii knife crime. Ale właśnie dlatego warto reagować już teraz.
Potrzebujemy jasnych zasad dotyczących wnoszenia niebezpiecznych narzędzi do szkół, szybkiej reakcji na groźby i sygnały przemocy oraz dobrej współpracy nauczycieli, rodziców, psychologów i policji. Trzeba również zwracać uwagę na młodych ludzi, którzy zaczynają nosić nóż nie dlatego, że planują przestępstwo, lecz – jak sami mówią – „dla bezpieczeństwa”. Właśnie tutaj może rozpoczynać się niebezpieczna spirala.
Reakcja rządu po atakach nożowników. Sejm przyjął ustawę
Anglia nie jest dla Polski proroctwem. Jest ostrzeżeniem.
Podczas mojej misji w Londynie widziałem, jak w stosunkowo krótkim czasie pojęcie knife crime weszło na stałe do języka mediów, polityków, policji i zwykłych mieszkańców. Problem, który przez pewien czas można było postrzegać jako dotyczący przede wszystkim określonych środowisk, stał się jednym z istotnych wyzwań dla bezpieczeństwa publicznego.
To doświadczenie powinno skłaniać nas do działania, zanim podobne określenie będzie nam potrzebne w Polsce. Najlepszy moment, by zatrzymać kulturę noszenia noża, jest wtedy, gdy jeszcze się ona nie zakorzeniła.


