Reklama
Reklama
Reklama

Awantura z Horną-Cieślak, odebranie dzieci i eksmisja. Rodzice przedstawili swoją wersję

interwencja-03-igp
Kanał Zero rozmawiał z rodzicami, których dzieci zostały odebrane w wyniku interwencji rzeczniczki praw dziecka (fot. Kanał Zero)

Po awanturze na ulicy rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak miała doprowadzić do odebrania dwojga małych dzieci rodzicom. W rozmowie z Kanałem Zero rodzice po raz pierwszy opowiadają swoją wersję wydarzeń.

  • Jak tłumaczy matka dzieci, krzyczała na syna, bo wybiegł na jezdnię, a wulgarnych słów użyła wobec rzeczniczki, która bez przedstawienia się fotografowała dzieci. 
  • W ciągu 48 godzin dzieci trafiły do placówki opiekuńczej, a niedługo później rodzina dostała wypowiedzenie mieszkania; sąd nakazał jednak powrót dzieci do rodziców już drugiego dnia.
  • Mimo wyroku sprawa się nie kończy – rzeczniczka złożyła zawiadomienie o znęcaniu się nad dziećmi, co rodzice odbierają jako odwet za przegrane postępowania.

Od kilku dni w Polsce głośno o sprawie dwojga małych dzieci, które po incydencie na ulicy zostały odebrane rodzicom z inicjatywy rzeczniczki praw dziecka Moniki Hornej-Cieślak. Sąd uznał jednak, że dzieci powinny wrócić do domu.

Po tym, jak rzeczniczka publicznie broniła swoich działań, głos postanowili zabrać także rodzice. W rozmowie z Bartoszem Michalskim i Michałem Bebło w Kanale Zero opowiedzieli, jak wyglądała cała sprawa z ich perspektywy.

Zdarzenie, od którego wszystko się zaczęło, rozegrało się na ulicy, gdy matka odprowadzała dzieci do przedszkola. Jak relacjonuje, syn kilkukrotnie wybiegał na jezdnię, mimo upomnień. Gdy w końcu ruszające samochody stworzyły realne zagrożenie, kobieta miała podnieść głos i siłą odciągnąć chłopca z drogi. W tym momencie, jak twierdzi, podeszła do niej nieznana kobieta i zaczęła kwestionować sposób, w jaki traktuje dziecko.

Reklama
Reklama

Według matki nieznajoma – która dopiero później przedstawiła się jako rzeczniczka praw dziecka – nie okazała żadnej legitymacji ani dokumentu potwierdzającego tożsamość, mimo że kobieta o to prosiła. Miała też potajemnie fotografować dzieci, nie wyłączając dźwięku w telefonie.

Wersje, które się wykluczają

To właśnie od tego momentu relacje obu stron zaczynają się rozjeżdżać. W wywiadzie dla „Gońca” rzeczniczka twierdziła, że matka używała wulgarnych określeń bezpośrednio wobec dziecka. Kobieta temu zaprzecza – przyznaje, że użyła ostrych słów, ale skierowanych do rzeczniczki, w reakcji na robienie zdjęć dzieciom bez jej zgody i wyjaśnienia, w jakim celu.

Rozbieżności dotyczą też dalszego przebiegu zdarzenia. Rzeczniczka opisywała, że dzieci nie chciały iść z matką i kurczowo trzymały się drzwi czy szyby. Kobieta zaprzecza – według niej dzieci, mimo że wystraszone i idące niechętnie, w żadnym momencie się nie opierały. Twierdzi też, że to rzeczniczka szarpała się z nią o drzwi wejściowe do klatki schodowej, próbując wejść za rodziną do mieszkania, czego ostatecznie nie zdołała zrobić.

W tle sprawy pojawiły się też doniesienia o przeszłości rodziców – w tym o tzw. niebieskiej karcie oraz odsiadywanym wcześniej przez mężczyznę wyroku za rozbój. Matka twierdzi, że procedura niebieskiej karty dotyczyła warunków mieszkaniowych sprzed obecnego związku, nie przemocy domowej. Oboje zaprzeczają, jakoby między nimi dochodziło kiedykolwiek do przemocy, a sąd rozpoznający sprawę o odebranie dzieci miał uznać, że dawny wyrok ojca nie ma związku z sytuacją rodzinną ani bezpieczeństwem dzieci.

Sprawa się nie kończy

Mimo że dzieci wróciły do domu, sprawa nie została zamknięta. Jak przekazują rodzice, rzeczniczka praw dziecka złożyła zawiadomienie dotyczące znęcania się nad dziećmi. Rodzice odbierają ten krok jako reakcję na przegrane przez nią postępowania sądowe i deklarują, że chcą opowiedzieć swoją historię przede wszystkim po to, by podobna sytuacja nie spotkała innej rodziny.

Reklama
Reklama

Wielu szczegółów tej sprawy nie da się dziś niezależnie zweryfikować – sprawy rodzinne objęte są tajemnicą, a wersje obu stron różnią się diametralnie. Faktem pozostaje jednak, że sąd, który miał zdecydować o dalszych losach dzieci, uznał, iż powinny one wrócić do rodziców, a rodzinie należy się instytucjonalne wsparcie i kredyt zaufania.

Cała rozmowa z rodzicami dzieci poniżej:

Obejrzyj także:

Reklama
Reklama