Gdy Robert Lewandowski trafiał do Chicago Fire, władze tego klubu nie ukrywały, że chcą, by Polak doprowadził swoją nową drużynę do kolejnego sukcesu w lidze. Od ostatniego mistrzostwa dla „Strażaków” minęło już prawie 30 lat, a współautorami tego sukcesu byli Polacy. – Nikt się nie spodziewał tego, że z tej drużyny może coś być – mówi w rozmowie z Zero.pl jeden z zawodników Fire, Jerzy Podbrożny.

- Zanim do Chicago Fire trafił Robert Lewandowski, historię tego klubu pisało polskie trio. Jerzy Podbrożny, Roman Kosecki i Piotr Nowak zdobyli dla „Strażaków” pierwsze i jak do tej pory jedyne mistrzostwo USA oraz puchar tego kraju.
- – Zrobiliśmy niespodziankę – mówił o tych tytułach Jerzy Podbrożny w rozmowie z Zero.pl. Chicago Fire zdobyło puchar i mistrzostwo w 1998 r., choć rok wcześniej klub jeszcze nie istniał.
- Prawie 30 lat po tych sukcesach nowy rozdział w historii Chicago Fire ma napisać Robert Lewandowski. – Na pewno dla Chicago to dobry transfer pod względem reklamowym. Wiadomo, jakie to miasto. Jest wielu Polaków, których taki piłkarz przyciągnie. Tuż przed transferem Roberta Lewandowskiego popełniono jednak błąd – stwierdził były piłkarz „Strażaków”.
20 goli i tytuł mistrza kraju w pierwszym sezonie w Lechu Poznań, 25 w drugim oraz kolejne zwycięstwo w lidze. Potem dwa lata w Legii, oba zakończone mistrzostwem kraju i świetnym wynikiem strzeleckim (14 bramek, 15 bramek). Gdy Jerzy Podbrożny wyjeżdżał do Chicago Fire, można było stawiać domy na to, że kolejne zdobyte przez niego bramki to kwestia czasu. Chętni na taki zakład nie straciliby dachu nad głową: reprezentant Polski spełnił oczekiwania kibiców i już w pierwszym sezonie w USA zaliczył 12 asyst oraz 7 bramek: 6 w sezonie zasadniczym i 1 w finale play-offów.
Mowa o kibicach z Polski, bo amerykańskich jeszcze nie było. Jerzy Podbrożny trafił do Chicago Fire tuż po tym, jak założono ten klub, czyli w 1998 r.
– To była nowa drużyna. I tak wszystko zostało ułożone lepiej niż w Polsce. Różnicą było też podejście: na początku zawodnicy traktowali grę może nie pobłażliwie, ale na większym luzie. Nikt się nie spodziewał tego, że z tej drużyny może coś być. W klubie marzono tylko o tym, żeby jak na pierwszy sezon załapać się, chociaż do pierwszej rundy play-offów, to już byłby sukces – relacjonował Podbrożny.
Napastnik trafił do kadry, w której był m.in. wicemistrz Europy z Czechami Lubos Kubik, i meksykański bramkarz-legenda Jorge Campos. Przede wszystkim jednak do klubu trafiło polskie trio: Jerzy Podbrożny – za 150 tys. dolarów z hiszpańskiej Meridy, Roman Kosecki po rozwiązaniu kontraktu z Legią i Piotr Nowak – za 500 tys. euro z TSV Monachium.
Chicago Fire i pierwszy tytuł w historii. Polacy głównymi autorami sukcesu
Jak opowiadał Podbrożny, władze Chicago Fire marzyły o tym, by klub dotarł do play-offów, czyli turnieju, którego zwycięzca zostaje mistrzem MLS-u. W pierwszym sezonie istnienia piłkarze Fire zajęli drugie miejsce w tabeli sezonu zasadniczego, przeszli baraże i zwyciężyli w finale. W spotkaniu z D.C. United (2:0) najlepszym zawodnikiem był Piotr Nowak, a Jerzy Podbrożny zdobył pierwszą bramkę.
– Zrobiliśmy niespodziankę. Drużyna w końcu się ułożyła, choć początki były trudne. Wszystko musiało się dotrzeć, jak to w grupie, bo Amerykanie raczej byli luźniejsi, nieprzyzwyczajeni do grania pod presją. Musieliśmy ich zachęcać do większego zaangażowania. Może to dzięki temu osiągnęliśmy te sukcesy – mówił Podbrożny.
Dodał też, że po czasie amerykańscy zawodnicy Chicago, którzy stanowili prawie 90 proc. całej kadry, przyjęli ten model pracy. Zaznaczył też, że ich luźne podejście nie oznaczało, iż rywalizacja na boisku była mniej zacięta niż w innych krajach. – Liga mnie zaskoczyła. Nie była słaba, jak każdy myślał w tamtym czasie. Graliśmy mecze z drużynami z Anglii, m.in. Derby County z Premier League i zremisowaliśmy, wygraliśmy z Legią Warszawa – opowiadał.
Lewandowski może zostać najlepszym zawodnikiem MLS. „Polacy nie wiedzą, o czym mówią”
Polskie trio w Chicago Fire. „Dużo rozmów, spotkań i żartów”
Występy Polaków w Chicago ściągały na trybuny naszych rodaków, którzy mieszkali w USA. W 1997 r. w całej aglomeracji Chicago mieszkało ok. 850 tys. osób deklarujących polskie pochodzenie. –
Dało się odczuć, że to polskie miasto. Sam załatwiałem bilety dla Polonii, m.in. Wisły Chicago, którą prowadził mój pierwszy trener z Resovii, Rafał Wirtz. Często się tam też spotykaliśmy, odwiedzałem Wisłę, poznałem dzięki niej wspaniałych ludzi. Jak tylko miałem możliwość, zawsze brałem jak najwięcej możliwych biletów i zostawiałem im. Przychodziło wiele osób z klubu, ale oprócz tego wielu Polaków zawsze było na naszych meczach – opowiadał Podbrożny.
W pierwszym sezonie w MLS Podbrożny w zaliczył 12 asyst. Więcej miał tylko Eduardo Hurtado z MetroStars (obecnie New York Red Bulls, 14) i Marco Etcheverry (D.C. United, 13).
– Ja, Roman Kosecki i Lubos Kublik, wicemistrz Europy z reprezentacją Czech, mieszkaliśmy ze sobą na jednym osiedlu, spotykaliśmy się ze sobą non-stop. Dużo rozmów, przebywania ze sobą. I żartów, z których słynął zwłaszcza Roman. Piotrek mieszkał dwie ulice od nas, widywaliśmy się bardzo często – opowiadał Podbrożny.
Pierwszy sezon polskiego trio przyniósł Chicago Fire jedyny sukces w historii tego klubu: wygraną w MLS Cup i US Open Cup, czyli krajowym pucharze. Do kadry USA trafiło kilku amerykańskich zawodników, którzy współtworzyli drużynę „Strażaków”: Chris Armas, Zach Thornton czy Jesse Marsch, późniejszy trener RB Lipska, Leeds United, obecnie prowadzący kadrę Kanady.
Drugi sezon był dla Chicago Fire, w tym dla polskiego trio, dużo mniej udany. Drużyna szybko odpadła z play-offów, z US Open Cup pożegnała się po 1/8 finału, a w sezonie zasadniczym była 3. w Konferencji Zachodniej (bilans: 18 wygranych, 14 porażek).
– Niektórzy chcieli się sami bardziej pokazać i przestali grać dla drużyny. Tym bardziej tego nie rozumiem, że pierwszy rok pokazał, jak rozwijali się Amerykanie. Kilku z nich trafiło do reprezentacji – wspominał Podbrożny.
Chicago Fire pamięta o Polakach
Reprezentant Polski podkreślił, że pomimo wyników w drugim sezonie w MLS bardzo dobrze wspomina mieszkanie i grę w Chicago.
– Centrum było piękne, a miasto bardzo dobre do życia. My ze względu na lokalizację centrum treningowego mieszkaliśmy nieco za Chicago, ale po meczu zawsze przyjeżdżaliśmy na kolację, którą klub organizował z drużyną i rodzinami piłkarzy. Jeździłem też sam, by obejrzeć miasto, spotkać się ze znajomymi – opowiedział i dodał: – Najprzyjemniejsza przygoda pod względem sportowym to na pewno mistrzostwo i zdobycie pucharu, bo nikt się tego nie spodziewał. Nikt na to nie liczył, że nowa drużyna może zdobyć wszystko w pierwszym sezonie. Do tego świetnie się tam mieszkało, żyło na luzie.
Pamięć o pucharach, które Polacy wywalczyli dla Chicago, jest pielęgnowana do tej pory.
– Co jakiś czas lecę do Chicago, bo klub organizuje co 5 lat pełne rocznice tego sukcesu, a my zawsze jesteśmy zaproszeni. Ta data przypada to w następnym roku, ale już teraz, w październiku, mam zaproszenie do USA od kibiców Fire, którzy organizują imprezę przed meczem. Zapraszają m.in. kilku zawodników z tamtego czasu – opowiadał Podbrożny.
Lewandowski w Chicago Fire. „Błędem była sprzedaż napastnika”
Prawie 30 lat po tym, jak do Chicago trafiło polskie trio Podbrożny, Kosecki, Nowak, nowym „Strażakiem” został Robert Lewandowski. To zdecydowanie najlepszy zawodnik Fire w historii i najgłośniejszy transfer w historii klubu.
– Na pewno dla Chicago to dobry transfer pod względem reklamowym. Wiadomo, jakie to miasto. Jest wielu Polaków, których taki piłkarz przyciągnie – stwierdził Podbrożny, ale podkreślił, że drużyna nie jest jeszcze przygotowana, by móc wydobyć z „Lewego” wszystko, co najlepsze.
– Jednym minusem transferu wydaje mi się, że to to, iż pozwolono odejść z klubu zawodnikowi, który był najskuteczniejszym napastnikiem drużyny w poprzednim sezonie – mówił Podbrożny, nawiązując do transferu Hugo Cuypersa. W 2025 r. Belg zdobył dla Chicago 19 goli, a po sezonie został wykupiony przez meksykańskie Monterrey.
– Mając go, dokupując do tego Roberta, aby grali razem, można doprowadzić do tego, że „Lewy” ma na boisku dużo łatwiejsze zadanie. Presja rozkładałaby się między dwoma napastnikami, a Polak miał trochę więcej miejsca – podkreślał Podbrożny i dodał: – Na razie widać, że presja spoczywa głównie na Lewandowskim. Widziałem, że Fire wygrali ostatni mecz, piąty z rzędu, co się jeszcze nie zdarzyło. Ale Polak znowu nie zdobył bramki. Na pewno był to trochę zły ruch, że pozwolono takiemu zawodnikowi odejść.
Były zawodnik Chicago uważa też, że transfer Lewandowskiego do MLS-u wpłynie na jego sytuację w reprezentacji. – Dojazdy będą bardziej uciążliwe. Przelot trwający kilkanaście godzin, nawet w biznesklasie, jest dość uciążliwy. Do tego jest jeszcze zmiana czasu, konieczność przestawienia się. Zmęczenie po takim locie jest dużo większe, niż po trasie z Barcelony czy Monachium. Dużo trudniej jest grać w kadrze, będąc w Europie, niż w MLS – uważa Podbrożny.
Jerzy Podbrożny rozegrał w Chicago 55 meczów: zdobył w nich 10 bramek i zaliczył 15 asyst. Roman Kosecki strzelił 12 goli i miał 19 ostatnich podań, a Piotr Nowak, który grał w Chicago od 1998 do 2002 r., zdobył 26 bramek i 31 asyst w 114 meczach. W Chicago Fire grał też później także Tomasz Frankowski, Krzysztof Król, Kacper Przybyłko czy Przemysław Frankowski.

