Reklama
Technologia

Czy wirtualny świat całkowicie pochłonie nasze dzieci?

Jeśli wierzyć dziełom popkultury przedstawiającym przyszłość, za 20 lat nasze życie przeniesie się do wirtualnej rzeczywistości, a jedynym, co pozostanie nam w świecie fizycznym, będą przyrośnięte do twarzy gogle VR. Czy taka przyszłość czeka nasze dzieci? Rozwój technologii sugeruje, że nie. Dane dotyczące nawyków i zachowań najmłodszych mówią z kolei: to zależy.

Arkadiusz Dziermański
Opinia autorstwa: Arkadiusz Dziermański
Dzisiaj 06:05
11 min
Czy wirtualny świat całkowicie pochłonie nasze dzieci? (fot. Shutterstock)
  • Młodzież spędza dziś dużo czasu w cyfrowym świecie, ale jest on zupełnie inny od tego znanego z filmów. Zamiast wirtualnych światów, najmłodsi spędzają czas w mediach społecznościowych. 
  • Najmłodsze pokolenia dostrzegają coraz więcej negatywnych skutków cyfrowego uzależnienia.
  • Bazując wyłącznie na analizie rozwoju technologii, nie ma dzisiaj najmniejszych przesłanek ku temu, aby sądzić, że w przyszłości życie naszych dzieci przeniesie się ze świata rzeczywistego do wirtualnego.

Cyfrowy świat pochłania najmłodsze pokolenia Polaków i robi to bardzo skutecznie. Dzieje się tak nawet wbrew regulaminom niektórych platform, które określają dopuszczalny wiek posiadacza konta – do tego zagadnienia jednak jeszcze wrócimy. 

Dane dotyczące czasu, jaki dzieci spędzają w sieci, są alarmujące, ale jednocześnie dają sporo nadziei. O ile tylko spełnimy kilka warunków, obecny kryzys w dłuższej perspektywie może nam wyjść na dobre. 

Ile czasu najmłodsi Polacy spędzają w cyfrowym świecie? Dużo za dużo

Reklama
Reklama

Zacznijmy od przedstawienia garści statystyk, które pokażą nam, w jakim punkcie się znajdujemy. Z raportu „Internet dzieci 2025” wynika, że 85,6 proc. dzieci w wieku 7-14 lat (2,74 mln) jest aktywnych w internecie, 91,54 proc. z nich łączy się z siecią każdego dnia. Średnio spędzają w niej 4 godziny i 29 minut dziennie. Nieco starsi (15-18 lat) notują niemal identyczny wynik: 4 godziny i 28 minut. Dla porównania – dorośli są online przez 3 godziny i 35 minut dziennie. Mówimy tu o czasie wolnym, nie uwzględniamy pracy czy edukacji. 

Z danych CBOS za 2025 r. wiemy z kolei, że 38 proc. dzieci poniżej piątego roku życia korzysta ze smartfonu, tabletu lub komputera. W przedziale 5-7 lat to 84 proc., a w przedziale 8-11 lat – aż 95 proc. Dla tej grupy średni dzienny czas skorzystania z elektroniki podłączonej do sieci to dwie godziny i z każdym rokiem życia ten czas rośnie o 17 minut. 

W 2024 roku kupiłem pamięć RAM, dzisiaj jest droższa o ponad 1000 zł. To wszystko wina AI

Media społecznościowe pochłaniają czas najmłodszych. Chociaż teoretycznie nie mogą

Choć Facebook, Instagram czy TikTok wymagają ukończenia 13. roku życia do założenia konta, korzysta z nich 58 proc. dzieci (1,4 mln) w wieku 7-12 lat. Z raportu „Internet Dzieci” wiemy, że najwięcej z nich używa komunikatorów: z Messengera korzysta 36 proc. badanych, a z WhatsAppa – 31 proc. Dla porównania: 34 proc. ma konto na TikToku, 27 proc. na Facebooku, 16 proc. na Instagramie. 

Reklama
Reklama

Ktoś mógłby szukać wymówki, mówiąc, że przecież nie można mieć Messengera bez konta na Facebooku, ale tak już nie jest. Od 2024 r. można korzystać tylko z komunikatora, choć ta opcja jest nie do końca intuicyjna. Trzeba założyć zupełnie nowe konto lub oddzielić już posiadane konto na Facebooku od Messengera, a to da się zrobić tylko z poziomu aplikacji mobilnej. 

Gorzej wygląda to w przypadku TikToka, z którego przez ponad godzinę dziennie korzysta ponad 500 tys. dzieci w wieku 7-12 lat, a połowa z nich uruchamia aplikację co najmniej 20 razy na dobę. W wakacje czas korzystania z TikToka rośnie o pół godziny dziennie.

Czy potrafisz wymienić przynajmniej sześć serwisów społecznościowych? Statystyczny polski nastolatek, jak wynika z raportu „Nastolatki” NASK z 2024 r., ma 6,5 konta w mediach społecznościowych. Oczywiście nie bierzmy tego pytania na poważnie, wiadomo przecież, że jest to np. konto główne w danym serwisie, zapasowe i do przeglądania kont incognito. Kto tak nie ma, niech pierwszy rzuci smartfonem. 

Reklama
Reklama

Test aparatu Xiaomi 17 Ultra – czy smartfon może już zastąpić klasyczny aparat?

Wbrew pozorom czas spędzany przed ekranem nie zmienia się mocno na przestrzeni dekad. Głównym problemem jest to, co przed tym ekranem robimy

To nie czas spędzany przed ekranem jest tu problemem, bo dzisiaj wcale nie spędzamy go więcej niż kiedyś. Choć mamy tu szczątkowe dane, to z najlepszego długoterminowego badania Childwise przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii w latach 1995-2014 wiemy, że w 1995 r. dzieci spędzały przed ekranem ok. 3 godzin dziennie. Głównie był to ekran telewizora. W 2005 r. – 4-4,5 godziny, a w 2014 r. – 6,5 godziny.

Amerykański raport NICHD mówi nawet o 9 godzinach przed ekranem dziennie w 2015 r. Z czasem ten ekran... maleje. Początkowo był to telewizor, później obok niego pojawiał się monitor komputera, a dzisiaj królują smartfony. To ciekawe, że wraz z rozwojem technologii spędzamy czas przed coraz mniejszymi wyświetlaczami. 

Reklama
Reklama

Czy był to czas bardziej „jakościowy” niż dzisiaj? Można się spierać, ale jak każdy szanujący się millenials powiem, że moim zdaniem tak! Bajki, programy telewizyjne czy gry komputerowe, które dzisiaj wielu postępowych ekspertów uznałoby za wysoce nieodpowiednie, budowały świadomość otaczającego nas świata, poprawiały koordynację, zmuszały do logicznego myślenia. Nikt mi nie powie, że to było gorsze od oglądania włoskich brainrotów na TikToku przez kilka godzin dziennie. 

Z drugiej jednak strony, choć dzieci w latach 90. i na początku dwutysięcznych spędzały dużo czasu przed ekranami, miały czas i chęci na inne aktywności. Z tym współcześnie nie jest dobrze i Polska zajęła 16. (przedostatnie) miejsce wśród europejskich krajów w ocenie Global Matrix. Aktywność fizyczna polskich dzieci została oceniona na D (w pięciostopniowej skali A-F). To jest jednak temat na inne rozważania, a my tu mieliśmy rozmawiać o technologii, więc zerknijmy teraz właśnie na nią. 

Obecny rozwój technologii nie pozwala uznać, że w przyszłości życie naszych dzieci przeniesie się do świata wirtualnego

Reklama
Reklama

Moim zdaniem nie ma ku temu kompletnie żadnych podstaw. Do danych zaraz wrócimy, ale zerknijmy najpierw na rozwój technologii.

Kojarzycie zapewne różne wizje przedstawiane przede wszystkim w filmach. Okulary, gogle czy hełmy VR trzymają ludzi w cyfrowym świecie, który jest o wiele ciekawszy i angażujący od otaczającej ich rzeczywistości. Jednym z najnowszych i największych tytułów jest „Player One” z 2018 r. Obecny rozwój technologii nie daje nam najmniejszych podstaw ku temu, aby myśleć, że nasze dzieci czeka podobna przyszłość. 

Technologia VR leży. Łączna baza urządzeń pozwalających na korzystanie z wirtualnej rzeczywistości w 2024 r. wynosiła 21,9 mln sztuk i tu nie pomogła nawet pandemia, która była idealną okazją na zdobycie popularności. Dobrych, jakościowych treści VR jest mało, sprzęt kosztuje dużo i często wymaga jeszcze droższego komputera. Sama technologia nie rzuca na kolana, bo mało kto może pozwolić sobie na bieganie w goglach po salonie. A siedzenie w ciężkim zestawie na głowie jest męczące. Sam VR zwyczajnie bywa męczący, więc dlaczego mielibyśmy się przenosić do wirtualnego świata, który wcale nie jest ciekawszy od rzeczywistego?

To samo dotyczy wszelkiego rodzaju metawersów. Nie wiem, jak Was, ale mnie odrzuca przebywanie w wirtualnym środowisku, które wygląda gorzej niż gry komputerowe sprzed 15 lat. W moim odczuciu nie jest to ani trochę atrakcyjne. Choć VR jest rozwijany od lat, w tej kwestii niewiele się zmienia i kompletnie nic nie zapowiada zmian w najbliższym czasie. 

Reklama
Reklama

Roblox (fot. Bloomberg / Getty Images)

Tak, jest Roblox, który jest bardzo popularną platformą, ale nic nie wskazuje na to, aby miał całkowicie pochłonąć społeczeństwo. W sierpniu 2025 r. odwiedziło go bardzo dużo osób, bo 4,72 mln polskich internautów, ale średni czas gry to miesięcznie 4 godziny i 29 minut. Są też popularne gry online, które są wskazywane jako główna aktywność w sieci przez 46,3 proc. nastolatków. Nie są to jednak wirtualne światy, o których możemy powiedzieć, że mogą w jakikolwiek sposób zastąpić nam codzienne życie. 

Aktualnie największym trendem jest sztuczna inteligencja. Inwestują w nią największe firmy i kraje świata. Dąży się do tego, żeby AI nas wyręczała i zastępowała, głównie w cyfrowym świecie, zamiast nas do niego wciągać. 

Chińska karta graficzna miała zawstydzić Nvidię. Testy wydajności nie wypadły zbyt dobrze

Reklama
Reklama

Pandemia pokazała nam, że świat cyfrowy jest zły

Paradoksalnie okres pandemii, w którym przenieśliśmy wiele aktywności do świata cyfrowego, może nam wyjść na dobre. Zobaczyliśmy, że to nie jest coś, czego chcemy. Nie tak chcemy funkcjonować i w dłuższej perspektywie to powinno zaprocentować. O ile tylko wygrzebiemy się z dołka, w którym się znaleźliśmy. 

Okres pandemii przyczynił się do przesilenia czasu spędzanego online. Przed zamknięciem nas w domach ten czas stale rósł, ale w 2022 r. wystrzelił. Z serii raportów „Nastolatki” NASK-u wynika, że średni czas online nastolatków w Polsce w 2014 r. wynosił 3 godziny i 40 minut. W 2020 r. 4 godziny i 50 minut, w 2024 r. – 5 godzin i 36 minut, a w 2025 r. – 4 godziny i 59 minut. 

Raport „Stan Młodych 2025” Fundacji Wyższe Sprawy wskazuje, że tylko 13 proc. młodych osób w Polsce nie doświadcza samotności. „Diagnoza Młodzieży 2026” pokazuje, że 40 proc. nastolatków wykazuje objawy depresyjne, a 60 proc. żyje w stanie chronicznego stresu i przemęczenia. 

Widzimy problemy, znamy ich skutki. Pozostaje pytanie – co z tym zrobimy?

Reklama
Reklama

Fortnite wraca do App Store. Symboliczny koniec zmian w polityce Apple

Nasze dzieci nie będą żyć w przyszłości w cyfrowym świecie. Ale w 2026 r. musimy je z niego wyciągnąć

Trudno jest nie zejść tutaj na tematy polityczne, ale jasno trzeba powiedzieć, że problemami związanymi z wpływem treści cyfrowych na współczesną młodzież nie ma kto się zająć. Zarządzająca resortem cyfryzacji Lewica dużo mówiła o tym na starcie kadencji i na mówieniu się skończyło. Skrajna prawica w tej sprawie wcale nie jest lepsza. Bo za ich czasów „depresję to się, hyhy, pasem leczyło albo robotą w ogrodzie”. Chłopski rozum prawem, nie towarem!

Problemem jest też to, że o szkodliwym wpływie cyfrowego świata, w moim odczuciu, mówi mało poważnych, zasięgowych organizacji, mediów czy – niech stracę – influencerów. Bo trudno poważaną nazwać pewną fundację o przekazie często zbieżnym z rosyjskim, która o szkodliwym wpływie smartfonów na młodzież mówi, ale w kontekście emisji pola elektromagnetycznego przez nadajniki sieci komórkowych, które wywołają plagę nowotworów. 

Reklama
Reklama

Jakby jednak nie patrzeć, cyfrowy świat i czas spędzany przez dzieci i młodzież online jest problemem dzisiaj i najmłodsze pokolenia to dostrzegają. Raport Fundacji Orlen pokazuje, że 61,5 proc. nastolatków ocenia, że ich czas ekranowy jest zbyt długi. 56 proc. osób niepełnoletnich zgadza się ze stwierdzeniem, że powinny mniej korzystać ze smartfonu.

Mam wrażenie, że pokolenia będące dzisiaj u władzy w Polsce mogą kompletnie nic z tym nie zrobić. Choć kraje zachodnie, jak Francja, pokazują nam, jak należy postępować choćby w związku z zakazem używania telefonów komórkowych w szkołach. Ale kiedy do władzy dojdą dzisiejsze najmłodsze pokolenia, będą bogate w doświadczenia i mogą zrobić wszystko, aby w przyszłości ograniczać wpływ cyfrowego świata. 

Gdybym miał oceniać szanse na to, czy cyfrowe interakcje zastąpią fizyczne, powiedziałbym, że są niewielkie, a problemy, które mamy dzisiaj, wynikają z przyczyn społecznych, a nie z rozwoju technologii. Cyfrowy świat oferuje dzisiaj coraz mniej dobrych, ambitnych, naprawdę dopracowanych treści i możliwości, które byłyby w stanie skutecznie pochłonąć całe społeczeństwa. Dzisiaj jest to ucieczka do innego świata, ale nie jest to świat lepszy i najmłodsi coraz częściej to dostrzegają. O ile nie wydarzy się żaden kataklizm lub technologiczna rewolucja, nie widzę najmniejszych szans, aby w Polsce połowy XXI wieku świat cyfrowy zastąpił świat rzeczywisty. 

Źródło: Zero.pl
Arkadiusz Dziermański
Arkadiusz DziermańskiDziennikarz