Technologia

Test aparatu Xiaomi 17 Ultra – czy smartfon może już zastąpić klasyczny aparat?

Xiaomi 17 Ultra to obok vivo X300 Ultra oraz Oppo Find X9 Ultra najlepiej zapowiadający się fotograficzny smartfon pierwszej połowy 2026 r. Duże matryce, wysokie rozdzielczości, rozbudowane możliwości wideo, tryby dla bardziej zaawansowanych użytkowników, logo Leica... Na papierze to wszystko wygląda dobrze, ale czy to wystarczy, aby smartfon zastąpił nam aparat?

Arkadiusz Dziermański
Opinia autorstwa: Arkadiusz Dziermański
Wczoraj 14:46
20 min
Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
  • Xiaomi 17 Ultra był w 2026 r. pierwszym typowo fotograficznym smartfonem, który zadebiutował w Europie.
  • Zestaw aparatów Xiaomi 17 Ultra powstał we współpracy z marką Leica, która współpracowała nie tylko przy kalibracji kolorów, ale też przy tworzeniu wszystkich aparatów smartfonu.
  • W tej części recenzji skupimy się wyłącznie na możliwościach fotograficznych i wideo Xiaomi 17 Ultra. 

Recenzowaniem telefonów zajmuję się od 2009 r. i czułem, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Xiaomi 17 Ultra to pierwszy model, którego test postanowiłem rozbić na dwie części – fotograficzną i ogólną. Wynika to z bardzo rozbudowanych możliwości aparatu i zmieszczenie tego w jednym tekście stworzyłoby niemiłosiernie długi artykuł albo wymusiłoby niepotrzebne kompromisy skracające jego objętość. 

Jednocześnie to niekoniecznie może być dobra informacja dla Xiaomi, bo aparat modelu 17 Ultra postanowiłem potraktować jak klasyczny aparat fotograficzny i sprawdzić, czy faktycznie jest w stanie go zastąpić.

Test Xiaomi 17 Ultra, z pominięciem możliwości fotograficznych, znajdziesz pod tym adresem

Reklama
Reklama

Zacznijmy od teorii – jak wygląda specyfikacja aparatu Xiaomi 17 Ultra i jak wypada na tle konkurencji?

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Xiaomi 17 Ultra został wyposażony w trzy aparaty:

  • Aparat główny z matrycą LOFIC typu-1 (tzw. 1-calową) o rozdzielczości 50 Mpix, obiektywem szerokokątnym 23 mm i przysłoną f/1.7, z optyczną stabilizacją obrazu.
  • Aparat portretowy z matrycą 200 Mpix w rozmiarze 1/1.4 cala, obiektywem o zmiennej ogniskowej w zakresie 75-100 mm i zmienną przysłoną f/2.4-3.0, z optyczną stabilizacją obrazu.
  • Aparat z matrycą 50 Mpix w rozmiarze 1/2.76. cala, obiektywem ulatraszerokokątnym 14 mm, kątem widzenia 115 stopni i autofocusem.

Do tego aparat do selfie o rozdzielczości 50 Mpix z autofocusem. Do specyfikacji dodajmy też laserowy autofocus, specjalny sensor odpowiadający za pomiar kolorów oraz współpracę z marką Leica. Ta dotyczyła całego systemu aparatów, a nie tylko np. aparatu głównego, jak to w ostatnich latach miało miejsce przy podobnych współpracach tego typu. Leica odpowiada tutaj za ogół kolorów zdjęć oraz wykorzystaną optykę.

Reklama
Reklama

Z jednej strony specyfikacja wygląda dobrze, szczególnie ze względu na aparat portretowy. Mieliśmy już na rynku konstrukcje ze zmienną przysłoną, były eksperymenty ze zmienną ogniskową, ale połączenie tego aparacie smartfonu do tej pory miało miejsce tylko w dwóch przypadkach. Mowa o Samsungu Galaxy Camera, który był dosłownie aparatem fotograficznym z funkcją dzwonienia. Drugim była Xperia 1 VII i oba urządzenia nie odniosły rynkowego sunkcesu.

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Z drugiej strony smartfon Xiaomi odstaje na papierze od vivo X300 Ultra pod względem aparatu z obiektywem ultraszerokokątnym. W vivo mamy nieporównywalnie większą matrycę, ale też nie bez powodu Xiaomi jest modelem wyraźnie tańszym. 

Z kronikarskiego obowiązku dodajmy jeszcze, że do Xiaomi 17 Ultra możemy dokupić telekonwerter wraz z całym zestawem fotograficznym, ktróry wydłuża ogniskową teleobiektywu do 400 mm. Dodatkowo istnieje druga wersja smartfonu – Leitzphone, która ma nieco inną obudowę, kilka dodatków programowych oraz obracany pierścień wokół wyspy aparatów. Przede wszystkim jednak i mam wrażenie, że za mało się o tym mówi, sam fakt otrzymania takiej nazwy jest dla Xiaomi dużym wyróżnieniem. 

Reklama
Reklama

Do tej pory mieliśmy tylko dwa takie modele. Pierwszym był Leica Leitz Phone 1 z 2021 r., stworzony na bazie Sharpa Aquos R6, który był sprzedawany wyłącznie w Japonii. Drugi, jak łatwo się domyślić, był Leica Leitz Phone 2 z 2022 r., również dostępny wyłacznie w Eruopie. Leitzphone powered by Xiaomi to pierwszy model dostępny globalnie.

Test Huawei Watch Fit 5 Pro. Udana definicja zasady więcej za więcej

Aparat Xiaomi 17 Ultra w praktyce. Świetny zoom, a co poza tym?

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Najmniej do powiedzenia mam na temat aparatu głównego. Wynika to z tego, że tu trudno jest się do czegokolwiek przyczepić. Aparat jest świetny i dosłownie tu mucha nie siada. Otrzymujemy masę szczegółów, świetne kolory w praktycznie każdych warunkach oświetleniowych. 

Reklama
Reklama

W zasadzie jedyną wadą, ale czysto subiektywnie, jest szerokokątny obiektyw, na co narzekam w zasadzie we wszystkich fotograficznych smartfonach. Ogniskowa 23 mm to jest spore ograniczenie, bo pojawia się tu typowe dla szerokiego kąta zniekształcenie i nieoceniony jest cyfrowy zoom pozwalający na zmianę ogniskowej na 28 lub 35 mm. Poza zdjęciami typowo testowymi do recenzji, zdecydowaną większość fotografii np. na media społecznościowe robiłem właśnie po przybliżeniu do 35 mm. 

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Aparat z teleobiektywem to zdecydowanie największa zaleta Xiaomi 17 Ultra i to z niego korzystałem najcześciej. Głównie dlatego, że jest to coś nowego oraz to tutaj liczyłem na największe zaskoczenie, bo takiego aparatu do tej pory w smartfonach brakowało mi najbardziej. Na co dzień fotografując klasycznym aparatem bardzo rzadko korzystam z tak szerokiego kąta, jak w smartfonowych aparatach głównych. A dobrych aparatów z teleobiektywem jest nadal jak na lekarstwo. 

W przypadku Xiaomi 17 Ultra przede wszystkim nie czułem żadnych ograniczeń. Nie miałem sytuacji, kiedy stwierdzałem, że zamiast robić zdjęcie z tego miejsca, podejdę bliżej żeby zrobić je „tym lepszym” aparatem. Bez względu na to, czy korzystałem z ogniskowej 75 czy 100 mm, jakość zdjęć była tak samo dobra i ogólnie jest ona bardzo dobra. Ilość rejestrowanych detali robi duże wrażenie. Obraz jest miękki, bez agresywnej, cyfrowej charakterystyki z przeostrzeniami typowymi dla smartfonów. Jednocześnie zdjęcia zachowują cechy typowe dla takich ogniskowych w klasycznych aparatach, czyli miękko, naturalnie rozmyte tło. O czym nieco więcej powiemy sobie jeszcze przy zdjęciach portretowych w dalszej części tekstu. 

Reklama
Reklama

Zdjęcia są dobre nie tylko przy przybliżeniu optycznym, ale też cyfrowym. 8-krotny zoom, czyli ekwiwalent ogniskowej 200 mm jest więcej niż w pełni użyteczny i nie do końca można nazwać go bezstratnym przybliżeniem, ale zdjęcia zachowują bardzo dobrą jakość. Dzięki temu z tej opcji aż chce się korzystać i miło jest popatrzeć na efekty. 

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Choć aparat z obiektywem ultraszerokokątnym ma najsłabszą specyfikację, to muszę przyznać, że Xiaomi udało się z niego wycisnąć bardzo dużo. Jakość zdjęć nie odstaje tak mocno, jak się spodziewałem i wypada zaskakująco pozytywnie. Oczywiście, mamy tu typową dla smartfonowych aparatów z tak szerokim obiektywem wyraźną utratę jakości z dala od centrum kadru, a zdjęcia są mniej szczegółowe i bardzo gładkie niż z pozostałych aparatów, szczególnie w nocy, ale to nadal wygląda przyzwoicie. Do tego mamy dobre kolory, które czasem tylko minimalnie różnią się od tych, jakie oferują pozostałe aparaty. 

Spotkałem się z narzekaniem na umieszczenie aparatu z obiektywem ultraszerokokątnym, bo znajduje się on na dole wyspy. Więc fotografując w pionie łatwo jest włożyć palec w dół kadru. Faktycznie, jeśli ktoś fotografuje w pionie to trzeba sobie wyrobić nawyk trzymania palca wskazującego minimalnie niżej, albo też wystarczy robić zdjęcia tak jak należy – w poziomie 😉 

Reklama
Reklama

Zdjęcia przykładowe wykonane Xiaomi 17 Ultra w trybach automatycznych:

Test Marvo Titan Wireless RGB – jest tanio, czy jest dobrze?

Dwa tryby kolorów Leica. Ich nazwa może mylić

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Reklama
Reklama

Xiaomi 17 Ultra oferuje dwa profile fotograficzne dostępne z głównego widoku aplikacji aparatu. Nie można mylić ich z filtrami obrazu. Wydawać by się mogło, zgodnie z nawą, że Leica Vibrant da nam podkręcone kolory i bardzo efektowny wygląd zdjęć, a Leica Authentic to z kolei naturalne odwzorowanie barw. Z czym nie do końca się zgodzę.

Leica Vibrant faktycznie ma nieco bardziej nasycone kolory, ale zdjęcia nazwałbym typowo smartfonowymi. Kolorowe, jasne, z wyraźnie jaśniejszymi ciemnymi elementami kadru. Leica Authentic to z kolei ciężka czerń, lekka winieta i rzeczywiście mniej nasycone kolory. Więc koniec końców w wielu przypadkach powiedziałbym, że to Vibrant da nam nieco bardziej rzeczywiste odwzorowanie kadru, a Authentic doda zdjęciom efektownego klimatu typowego dla aparatów Leica. Te zdjęcia są bardziej „jakieś”, oryginalne, ale nie każdemu mogą przypaść do gustu. 

Smartfonowe tryby portretowe to nieporozumienie. Xiaomi 17 Ultra często nie jest wyjątkiem

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Co robi tryb portretowy w smartfonie? Jest to cyfrowa próba uzyskania efektu typowego dla obiektywów z szeroko otwartą przysłoną. Czyli mamy ostry obiekt fotografowany i miękko, ładnie rozmyte tło. W przypadku klasycznych aparatów potrzebujemy do tego obiektywu o dużym maksymalnym otworze przysłony i/lub odpowiednio długą ogniskową. Wynika to z typowo fizycznych właściwości i np. obiektywem o ogniskowej 200 mm z przysłoną f/4.0 czy nawet wyższą możemy uzyskać mocniejsze rozmycie tła niż w przypadku 24 mm i f/1.4. Dodatkowo większa matryca aparatu sprzyja lepszemu rozmyciu. Tylko teraz jak to przełożyć na smartfon?

Reklama
Reklama

Producenci smartfonów efekt portretowego rozmycia tła robią cyfrowo, sztucznie i... brzydko. Odcięcie obiektu od tła jest sztuczne, a często jego brzegi są zbyt ostro „wycięte”. Xiaomi 17 Ultra dodatkowo robi to momentami bardzo głupio. 

Ogniskowa obiektywu portretowego 75-100 mm w pełni wystarczy do tego, abyśmy w sposób czysto fizyczny uzyskali ładne rozmycie tła i miękkie, naturalne odcięcie fotografowanego obiektu od tła. Tryb portretowy czasem powoduje, że to odcięcie wygląda jak ciosane siekierą, w dodatku dawno nieostrzoną. Tak wygląda porównanie zdjęć w trybie portretowym i klasycznym:

To dosyć drastyczny przykład, ale takie efekty wychodzą dosyć często. Szczególnie w pomieszczeniach i podczas fotografowania ludzi i zwierząt. Xiaomi 17 Ultra wyraźnie lepiej radzi sobie z trybem portretowym na zewnątrz niż w pomieszczeniach. 

W tym przypadku Xiaomi powinien porzucić podążanie za rynkową modą i wykorzystać bardzo dobre możliwości swojego aparatu. Muszę jednak oddać, że kolory w trybie portretowym są faktycznie lepsze i bardzo efektowne. 

Reklama
Reklama

Test realme 16 Pro+ – smartfon, który nie zgadza się ze swoją specyfikacją

Zdjęcia Księżyca, czyli realistyczna symulacja

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Co prawda w trybach zdjęć nie znajdziemy dedykowanego trybu zdjęć Księżyca, ale Xiaomi 17 Ultra jest w stanie go rozpoznać i poinformuje nas o tym stosownym piktogramem w rogu aplikacji aparatu. Mamy tu z jednej strony typową dla smartfonów symulację, z drugiej z realistycznymi efektami.

O co chodzi? Jak niemal każdy smartfon z podobnym rozwiązaniem, Xiaomi 17 Ultra jako Księżyc traktuje niemal dowolne, silne, kuliste źródło światła w ciemnym otoczeniu. Więc tak, zdjęcie oddalonej żarówki w ciemnym pomieszczeniu też potraktuje jako naszego naturalnego satelitę i ładnie nam go wygeneruje w kadrze. 

Reklama
Reklama

Trzeba jednak oddać, że owe generowanie Księżyca jest bardzo naturalne i jeśli jest on rzeczywiście przykryty chmurami to smartfon to zauważy i lekko go nimi przysłoni. Powiedziałbym, że jest to w tym przypadku oszukiwanie, ale z klasą!

A tak wyglądają zdjęcia z aktywnym trybem zdjęć Księżyca i takie, w których udało się go nie uruchomić:

RAW-y z Xiaomi 17 Ultra edytuje się jak zdjęcia z klasycznego aparatu. Tryb profesjonalny ma jednak swoje ograniczenia

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Reklama
Reklama

Przejdźmy teraz do bardziej zaawansowanych opcji fotograficznych Xiaomi 17 Ultra, czyli trybu profesjonalnego. Do wyboru mamy zapis zdjęć w formacie JPEG oraz RAW (DNG), a dodatkowo robiąc zdjęcia w tym drugim, smartfon automatycznie zapisuje też JPEG-i. To wygodne rozwiązanie, ale zdjęcia w formacie RAW zrobimy tylko w rozdzielczości 12,5 Mpix. Do dyspozycji mamy tu tylko natywne ogniskowe każdego z aparatów, nie możemy korzystać z cyfrowego przybliżenia. 

Do dyspozycji mamy możliwość ręcznego ustawienia parametrów fotografowania, automatycznego lub półautomatycznego. Czyli jeśli zmienimy np. tylko czas otwarcia migawki to pozostałe parametry dopasują się automatycznie. Możemy też tworzyć własne ustawienia parametrów, zapisać je i szybko wczytywać. 

Wśród dostępnych opcji znajdziemy też zmianę trybu pomiaru, co jest przydatne szczególnie podczas fotografowania w trudnych warunkach oświetleniowych. Czy dostępnym opcjom czegoś brakuje? Tak, zdecydowanie brakuje mi tu opcji zdjęć seryjnych, które są dostępne tylko z samowyzwalaczem. Co moim zdaniem kompletnie nie ma sensu. Chciałem je wykorzystać do konkretnego rodzaju zdjęć i może od tego zacznijmy, bo to jedyna poważniejsza wada, z jaką się tu spotkałem. 

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Reklama
Reklama

Panningu, czy też jak kto woli panoramowania, używa się do fotografowania ruchomych obiektów w celu uzyskania konkretnego efektu. Nasz obiekt w ruchu ma być ostry, a cała reszta rozmyta. W trybie automatycznym jest to niemal niemożliwe, bo smartfon skraca czas otwarcia migawki, czego efektem jest ostry obiekt, jak i tło. Nam zależy na wydłużeniu czasu migawki, a do tego potrzebujemy też zdjęć seryjnych i dobrego śledzenia autofocusu. 

Zdjęć seryjnych nie mamy w trybie Pro, więc zostają szybkie palce, a śledzenie autofocusu... Jest, ale to skomplikowany temat. Aby śledzić obiekt musimy dotknąć go na ekranie dwukrotnie. W trudniejszych warunkach oświetleniowych i kiedy obiekt w kadrze jest niewielki, jak np. jadący samochód czy lecący ptak, wymuszenie śledzenia go bywa trudne. Jeśli już go złapiemy, działa to dobrze, ale zanim go złapiemy, często wymaga to wielu prób.

Koniec końców jest to bardzo trudne. Da się, ale dodanie zdjęć seryjnych znacznie poprawiłoby efekt końcowy, a mi udało się uzyskać takie ujęcia:

Reklama
Reklama

Jeśli chodzi o same zdjęcia RAW to przede wszystkim, to nie są idealnie surowe zdjęcia bez żadnej obróbki. Takie oferuje chyba tylko Huawei, ale efekt jest taki, że ich edycja jest prawie że niemożliwa. Xiaomi 17 Ultra automatycznie odszumia zdjęcia RAW i nie uznałbym tego za wadę. To nie jest ekstremalnie agresywne pozbycie się szumu, więc przy edycji zawsze można ten efekt dodatkowo poprawić, albo zostawić dla uzyskania większej „klimatczności” ujęć.

Jedynym, może nie tyle problemem co lekką wadą, RAW-ów z Xiaomi 17 Ultra są bardzo jasne zdjęcia nocne z automatycznie dobranymi parametrami. To kwestia zmiany parametrów i wprawy, ale niech nie przerażą Was tak wyglądające zdjęcia nocne. Zdjęcie przed edycją:

Zdjęcie edytowane:

Reklama
Reklama

To na szczęście można bardzo łatwo poprawić podczas edycji i tutaj śmiało mogę powiedzieć, że RAW-y z Xiaomi 17 Ultra edytuje się praktycznie tak samo, jak w przypadku aparatów kompaktowych ze średniej półki za 3, 4 czy nawet 5 tys. złotych. Plastyka zdjęć jest bardzo duża, zakres tonalny szeroki i tu naprawdę jest czym się bawić, a efekty zaskoczą niejedną osobę, bo trudno jest powiedzieć, że to są zdjęcia wykonane za pomocą smartfonu. 

Do edycji dodajmy jeszcze, że Xiaomi 17 Ultra nie ma natywnego profilu kolorystycznego w Adobe Lightroom i firma nie planuje działań, które mogłyby to zmienić. Jak przekazało mi Biuro prasowe Xiaomi:

Reklama
Reklama

Obecnie nie planujemy wprowadzenia profilu kolorystycznego dla Xiaomi 17 Ultra. Zależy nam na dostarczaniu naszym użytkownikom jak najlepszych wrażeń z korzystania z naszych produktów, dlatego nie wykluczamy zaimplementowania tego typu rozwiązań w przyszłości

Xiaomi 17 Ultra to nie tylko fotografia. Z filmami radzi sobie... Nie tak dobrze jak ze zdjęciami

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Na rynku smartfonów od lat mamy prostą zasadę – są smartfony fotograficzne i iPhone do nagrywania wideo. Co ciekawe, producenci za bardzo nie próbują walczyć z tym stereotypem i choć modele z Androidem mają nieraz rozbudowane możliwości filmowe, tak nie przebija się to zbyt mocno ani w mediach, ani materiałach promocyjnych. 

Reklama
Reklama

Xiaomi 17 Ultra potrafi nagrywać filmy w 8K i 30 klatkach na sekundę, 4K w maksymalnie 120 klatkach i FullHD w nawet 1920 klatkach na sekundę. Czyli bardzo zwolnionym tempie. A to wszystko w zgodności z Dolby Vision. Do tego mamy dużo dodatkowych opcji w tym bardziej profesjonalnych jak wyświetlanie histogramu i zebry (prześwietlonych miejsc kadru), focus peaking, jest też śledzenie dźwięku powiązane ze śledzeniem autofocusu. 

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Choć zdecydowanie moją ulubioną funkcją jest prompter. Do krótkich nagrań na potrzeby mediów społecznościowych to świetna sprawa, choć niestety jesteśmy wtedy ograniczeni do nagrywania przednim aparatem. Ale w materiałach, w których dodajemy dużo ujęć ilustracyjnych i mało „gadającej głowy” sprawdza się to bardzo dobrze. 

Jedynym poważniejszym minusem wśród dostępnych opcji jest ograniczenie działania wzmocnionej stabilizacji obrazu do maksymalnej rozdzielczości 2.8K. W 4K mamy tylko podstawową stabilizację, ale jest ona wystarczająca np. do nagrywania z ręki podczas spokojnego chodzenia. 

Reklama
Reklama

Xiaomi 17 Ultra w trybie profesjonalnym pozwala na nagrywanie w płaskim profilu kolorystycznym (LOG) oraz korzystanie z własnych LUT-ów. Czyli gotowych profili kolorystycznych o z góry ustalonej stylistyce obrazu. Jeśli to za mało, dodatkowo mamy opcję włączenia opcji LOFIC HDR. Czyli, w dużym skrócie, zwiększenia realnego zakresu dynamicznego obrazu, ale musimy pamiętać, że tylko aparat główny dysponuje matrycą LOFIC.

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Nagrania nie są złe, ale jednocześnie nie rzucają na kolana i nawet nie stały obok możliwości fotograficznych Xiaomi 17 Ultra. W nagraniach w trybie automatycznym bardzo mocno widać typowo cyfrowe przetwarzanie obrazu. Jest on miejscami przeostrzony, zbyt kontrastowy, efekt HDR z włączonym Dolby Vision bywa zbyt agresywny i jeśli priorytetem są dla Ciebie filmy, to dużo lepszą opcją będzie jakiś prosty aparat. 

Nagrania w płaskim profilu to zdecydowanie opcja dla zapaleńców. Jeśli zastanawiasz się, skąd wziąć LUT do kolorowania, to jest on do pobrania na oficjalnej stronie internetowej Xiaomi i z niego też korzystałem do podstawowego kolorowania obrazu przed dalszą edycją. Rozpiętość tonalna tych nagrań jest wyraźnie wyższa i jakość nagrań w dobrym oświetleniu jest zdecydowanie wyższa. W filmach nocnych, przyznaję że zabrakło mi motywacji do odszumiania materiału na potrzeby recenzji, ale szum jest bardzo wyraźny, więc jak wspominałem, to zdecydowanie opcja dla zapaleńców.

Reklama
Reklama

Tak wyglądają przykładowe nagrania w trybie automatycznym:

A tak pokolorowane z płaskiego profilu Xiaomi v-LOG:

Reklama
Reklama

Test Motorola Signature – najlepsza Motorola w historii. Tylko kto ją kupi?

Xiaomi 17 Ultra ma bardzo rozbudowany edytor zdjęć

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Możliwości edytora zdjęć Xiaomi 17 Ultra znacznie wykraczają poza to, co oferują smartfony. Na dobrą sprawę, gdyby dodać tutaj możliwość tworzenia masek, są tu dostępne niemal wszystkie opcje znane choćby z Adobe Lightroom.

Jeśli chodzi o podstawową edycję to mamy tu suwaki od dosłownie wszystkich potrzebnych opcji. Wliczając w to odszumianie, krzywą gamma i kolorów, a nawet podstawowe narzędzia do color gradingu, są też narzędzia portretowe, łącznie z opcją wyszczuplenia ciała. Albo też możemy zdać się na edycję za pomocą AI, której... nie polecam. Za często lubi przesadnie rozjaśnić i wręcz prześwietlić kadr. 

Reklama
Reklama

Xiaomi 17 Ultra i Oppo Find X9 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Pozostałe funkcje AI działają jak należy. Poza, znaną od lat opcją w Xiaomi, jaką jest efektowna zamiana nieba, mamy tu możliwość rozszerzenia kadru i wygenerowania go za pomocą sztucznej inteligencji (jak w Photoshopie), usuwanie niechcianych elementów z kadru czy dodanie efektu bokeh. Swoją drogą wyglądającego znacznie lepiej i mniej sztucznie niż w trybie portretowym. 

Test Huawei Watch GT Runner 2. To nie jest tylko zegarek do biegania

Xiaomi 17 Ultra może nie być najlepszym, ale jest najbardziej opłacalnym fotosmartfonem 2026 roku

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Reklama
Reklama

Xiaomi 17 Ultra, jak wspominaliśmy na wstępie, może nie mieć najlepszego zestawu aparatów, ale ma swoje do powiedzenia i nie jest na straconej pozycji. Przede wszystkim dlatego, że oferuje najbardziej zaawansowaną i wydaje mi się, że najbardziej uniwersalną konstrukcję teleobiektywu. Zmienna przysłona, zmienna ogniskowa i duża matryca pozwalająca na korzystanie z cyfrowego przybliżenia z niedużą utratą jakości to coś, co mocno mnie zastanawia w starciu z Oppo X9 Ultra (którego testem aktualnie się zajmuję). 

Całościowo Xiaomi 17 Ultra ma bardzo dobry aparat. Świetny aparat główny, śmiało można powiedzieć, że przełomowy aparat z teleobiektywem i skazywany przeze mnie na porażkę, ale zaskakująco przyzwoity aparat z obiektywem ultraszerokokątnym. Do tego bardzo duża plastyczność zdjęć RAW, które niewiele ustępują tym z klasycznych aparatów, aparat do selfie z autofocusem i bardzo rozbudowana opcja edycji zdjęć bez konieczności korzystania z dodatkowego oprogramowania. Na tle zdjęć mogą roczarować filmy, które choć przyzwoite i z wieloma dostępnymi, użytecznymi opcjami, nie są w stanie dorównać do poziomu zdjęć.

Gdyby Xiaomi 17 Ultra miał zastąpić aparat, przydałby mu się tryb zdjęć seryjnych w trybie Pro oraz lepsze i wygodniejsze w obsłudze śledzenie obiektów. Te dwie rzeczy najmocniej mi przeszkadzały. 

Mimo wszystko, aparat Xiaomi 17 Ultra należy oceniać wysoko i bardzo pozytywnie, a smartfon na tle fotograficznej konkurencji wyróżnia się ceną. 6 299 zł w momencie pisania tego tekstu to znacznie mniej niż ceny Oppo Find X9 Ultra ( 7 399 zł) i vivo X300 Ultra (8 499 zł). Jako aparat – polecam, a czy polecam jako smartfon? Tego dowiecie się z drugiej części testu, która jest dostępna pod tym adresem. 

Źródło: Zero.pl
Arkadiusz Dziermański
Arkadiusz DziermańskiDziennikarz