Kraj

Kraków zagłosował nie tylko przeciw Miszalskiemu, ale też Tuskowi i całej KO

Referendum w Krakowie nie było tylko lokalną awanturą o prezydenta miasta. W dużej mierze mieszkańcy zagłosowali też przeciwko Donaldowi Tuskowi i Koalicji Obywatelskiej. Co dalej?

Agnieszka Burzyńska
Opinia autorstwa: Agnieszka Burzyńska
Dzisiaj 23:20
3 min
Aktualizacja: Dzisiaj 23:51
Aleksander Miszalski straci stanowisko prezydenta Krakowa – zdecydowali mieszkańcy. (fot. Łukasz Gągulski / PAP)
TYLKO NA

Jeszcze dwa tygodnie temu nie byłam przekonana, że dojdzie do takiego finału. Owszem, mówiłam już wcześniej, że Krakowianie mogą odwołać Aleksandra Miszalskiego w referendum, ale pewności nie miałam.

Dziś wszystko jest jasne – takiego dokonali wyboru. Wynik referendum jest jednak dużo ważniejszy, niż decyzja o tym, kto będzie rządził Krakowem. Mieszkańcy miasta zagłosowali bowiem przeciwko Donaldowi Tuskowi i Koalicji Obywatelskiej.

Problemem dla KO już samo referendum

To zresztą politycy sami przewidywali. Pamiętam rozmowę z Grzegorzem Schetyną, który mówił, że nawet samo referendum będzie dla Platformy problemem, a co dopiero jego powodzenie. Podobnie mówili politycy PSL i Lewicy. Wszyscy rozumieli, że Kraków może stać się czymś więcej niż lokalnym konfliktem – pierwszym plebiscytem przed 2027 rokiem. 

 

Reklama
Reklama

Najciekawsze jest teraz, kto zagospodaruje ten wynik. Wcale nie jest bowiem oczywiste, że wygra na tym PiS, bo w Krakowie szyld partii Jarosława Kaczyńskiego ma swój sufit. Moim zdaniem kandydat wystawiony wyłącznie jako „kandydat PiS” może mieć ogromny problem, nawet jeśli byłaby to rozpoznawalna i lubiana Małgorzata Wassermann. 

Ciekawą opcją w grze może być Bogusław Sonik. Polityk kiedyś związany z Platformą, później z niej wypchnięty, dziś akceptowalny dla części wyborców PiS-u, ale też dla umiarkowanego centrum. Taki kandydat „do przełknięcia” dla wielu stron. 

Szybko poszło. Jest już pierwszy kandydat na nowego prezydenta Krakowa

Innym potencjalnym kandydatem na prezydenta jest Łukasz Gibała. Bez jego pieniędzy i determinacji tego referendum prawdopodobnie w ogóle by nie było. On od dawna walczy o prezydenturę w Krakowie, bardzo konsekwentnie, choć dotąd nieskutecznie. Ale takich ludzi polityka czasem w końcu wynagradza. Zwłaszcza jeśli zaczynają być kojarzeni ze sprawczością.

Reklama
Reklama

Referendum w Krakowie stało się testem siły całej koalicji rządzącej. PSL już wcześniej sugerował, że może wystawić własnego kandydata. Lewica też o tym mówi. Jeśli tak się stanie, to zacznie się prawdziwa walka wewnątrz obozu rządowego. 

Czytaj także: Inicjator referendum za odwołaniem prezydenta Krakowa: Miszalski się nie nadaje

Czy będą następne referenda? W kolejce Jacek Sutryk

I właśnie dlatego ten wynik może być groźny dla Platformy. Nie tylko dlatego, że przegrała Kraków, ale dlatego, że pokazało się coś dużo bardziej niebezpiecznego: poczucie, że „da się”. Że można ruszyć prezydenta dużego miasta, nawet jeśli wydaje się politycznie zabezpieczony. To może uruchomić kolejne podobne próby. 

Pierwszy nasuwa się oczywiście Wrocław i Jacek Sutryk. Tam już wcześniej próbowano zbierać podpisy pod referendum, ale bez skutku. Teraz sytuacja może wyglądać inaczej. Jeżeli w Krakowie udało się coś, co jeszcze chwilę temu wydawało się niemożliwe, to podobne pomysły zaczną pojawiać się w innych miastach. Zwłaszcza tam, gdzie prezydenci wygrywali niewielką różnicą głosów.

Reklama
Reklama

Sam Donald Tusk wyglądał przed referendum tak, jakby doskonale rozumiał skalę problemu. W 2024 r. pojechał do Krakowa i otwarcie wspierał Miszalskiego. Później jednak zaczął się od niego dystansować. W czasie walki referendalnej praktycznie zniknął. Nie pojawił się, nie angażował się, jakby próbował przeczekać problem.

Źródło: Zero.pl
Agnieszka Burzyńska
Agnieszka BurzyńskaDziennikarka Kanału Zero