Kraj

Egzorcyzmy po Czarnku nie pomogły Nowackiej

Barbara Nowacka jako ministra edukacji najbardziej chciała być po prostu anty-Czarnkiem. Po dwóch latach jej rządów nie tylko nie udało jej się wprowadzić poważnych zmian, ale nawet poradzić sobie z tym pierwszym zadaniem. Nowacka stała się Czarnkiem à rebours.

Anna Wittenberg
Felieton autorstwa: Anna Wittenberg
20 marca
5 minut
Barbara Nowacka, minister edukacji przegrała wszystkie bitwy: z kościołem, prezydentem i własnym rządem. (fot. Andrzej Jackowski / PAP)

Reklama

Niedługo po tym, jak Barbara Nowacka objęła resort edukacji, w „Gazecie Wyborczej” przekonywała: „Nikt nie będzie tęsknił za czarnkową nocą”. W „Dzienniku Gazecie Prawnej” jej zastępczyni z kolei mówiła o „ideologicznych duchach Czarnka”, które pozostały w resorcie. Po dwóch latach można już podsumować, jak egzorcyzmy nowych ministerek zadziałały. TL;DR: wcale. Stare duchy po prostu zastąpiono nowymi. Przyjrzyjmy się im po kolei.


Reklama

Dzieci w szkołach niepublicznych przybywa

We wspomnianym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” minister Nowacka mówiła o tym, że rodzice za czasów Przemysława Czarnka uciekali do szkół niepublicznych. Powód? „W dużej mierze bali się tej indoktrynacji. Bali się też tego, że dzieci nie czują się w szkole bezpiecznie. W szkole PiS nie było miejsca na poszanowanie różnorodności ani na obronę słabszych”. Ucieczki do szkół niepublicznych nie udało się zatrzymać po zmianie władzy. O ile w roku 2023/2024 w 1364 niepublicznych podstawówkach uczyło się 169 tys. uczniów, w roku 2024/2025 było to już 180 tys. uczniów w 1405 szkołach. To oficjalne dane GUS.

Minister mówiła również o Instytucie Badań Edukacyjnych. To instytucja, które stanowi badawcze zaplecze MEN. „Oprócz audytu będzie przeprowadzona kontrola NIK-u” – grzmiała, wskazując, że za czasów Przemysława Czarnka były tam nieprawidłowości. Tymczasem, jak ujawnił Paweł Mrozek z Akcji Uczniowskiej, wspomniana kontrola na IBE nie zostawiła suchej nitki. Ale także za okres, w którym rządzili tam nominowani przez Barbarę Nowacką dyrektorzy. Problemów w IBE jest zresztą znacznie więcej – jak informowaliśmy z Markiem Mikołajczykiem w „DGP” i WNP.pl, pracownicy skarżyli się na atmosferę mobbingu. Po naszym tekście odwołano jednego z wicedyrektorów. Drugi liczył na prestiżowe stanowisko, do którego wymagana była habilitacja. Tę zrobił, ale z poważnym konfliktem interesów w tle. Jedna z recenzentek tuż po udzieleniu pozytywnej oceny została w IBE zatrudniona.


Reklama

Edukacja zdrowotna – przegrana wojna

Barbara Nowacka odniosła się także do tego, że Przemysław Czarnek rozdawał pieniądze swoim. „Z pieniędzy na edukację finansowano zakup m.in. obrotowej sceny czy remont podpiwniczenia kościoła, a także apartamenty i domy”. Tymczasem z projektów o wartości blisko 10 mln zł prowadzonych obecnie przez IBE, których celem jest „nowy model współpracy w edukacji” finansowana jest szkolna dyskoteka.


Reklama

Minister mówiła też, że „pan Czarnek, poza prowadzeniem indoktrynacji w szkołach, niespecjalnie zajmował się edukacją”. Dodawała też, że „szkoła opresyjna, zindoktrynowana budziła ich [rodziców – red.] sprzeciw i opór”.

To samo krytycy zarzucają jednak samej Barbarze Nowackiej, która do szkoły chciała wprowadzić obowiązkową edukację zdrowotną. Konflikt wokół tego przedmiotu w istocie nie dotyczy samej tylko biologii czy informacji medycznych jako takich, ale całej ramy aksjologicznej. Czyli tego, jak szkoła, a jak część rodziców rozumie seksualność, autonomię, antykoncepcję oraz orientację i tożsamość płciową. Minister Nowacka zamiast jednak o kontrowersjach rozmawiać, poszła na wojnę z Kościołem. I tę wojnę przegrała, w wyniku czego edukacja zdrowotna nie została wprowadzona jako przedmiot obowiązkowy.

A skoro nie był obowiązkowy, uczniowie z tego przedmiotu masowo rezygnowali. W tym szkolnym chodzi na nią około 30 proc. dzieci, ale im starsi uczniowie, tym z frekwencją gorzej. W liceach z przedmiotu zrezygnowało blisko 90 proc. uczniów. Skalę porażki pokazuje historia Joanny Scheuring-Wielgus z Lewicy. Europosłanka przyznała, że jej syn na edukację zdrowotną nie chodzi, bo szkoda mu czasu.


Reklama


Reklama

Stare problemy nie zniknęły, pojawiły się nowe

Egzorcyzmy nie bardzo się więc udały. Mało tego, stare duchy zostały zastąpione nowymi. Jak choćby likwidacją prac domowych. Mniej niż 10 procent nauczycieli uważa, że te zmiany były korzystne dla dzieci (dowodzi tego raport samego IBE).

Barbara Nowacka wprowadza też reformę edukacji. Miała ona popchnąć polską szkołę do przodu, natomiast już widać, że rozchodzi się ona w rękach. Bo MEN pod rządami polityczki popełnia przy reformie dokładnie te same błędy, co w przypadku edukacji zdrowotnej. Nauczyciele skarżą się na brak szkoleń, pilotażu, koniecznych do jej wdrożenia dokumentów, takich jak podstawy programowe do szkół ponadpodstawowych. Uczniowie szykujący się do egzaminów nie wiedzą, z jakiego zakresu mają się przygotować.

W dodatku prezydent zawetował ustawę, która miała otworzyć reformie drzwi, i Nowacka musi boksować się przy pomocy rozporządzeń. A w nich – błąd na błędzie. Na przykład w rozporządzeniu o ramowych planach nauczania zapisano, że lekcje przyrody mają być prowadzone w co najmniej dwugodzinnym bloku. Tyle że w tygodniu mają być na ten przedmiot przeznaczone trzy godziny.


Reklama

Jeśli – jak mówią polityczne plotki – premier Donald Tusk zdecyduje się wymienić Barbarę Nowacką w ramach rekonstrukcji, nikt nie będzie po ministrze płakał. Problem polega na tym, że w Koalicji nie widać na jej miejsce ani skuteczniejszego egzorcysty, ani ministra.  


Reklama

Źródło: Zero
Anna Wittenberg
Anna WittenbergZastępczyni redaktora naczelnego