
Ponad 1,3 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych trafiło do Fundacji Dla Mirka kierowanej przez Jana Jabłońskiego, właściciela stajni „Na Zakręcie” pod Koszalinem. Pieniądze miały być przeznaczone na pomoc Ukraińcom z niepełnosprawnością. Po kontroli jednego z projektów PFRON stwierdził nieprawidłowości, zażądał zwrotu 651 tys. zł wraz z odsetkami i zawiadomił organy ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wokół Jabłońskiego narosły również konflikty z byłymi współpracowniczkami i niepełnoletnimi praktykantkami.
- Fundacja Dla Mirka ma pomagać m.in. osobom przewlekle chorym. Jeden z jej projektów dla obywateli Ukrainy z niepełnosprawnością został skontrolowany przez PFRON. Wykryto nieprawidłowości.
- Niepełnoletnie praktykantki i byłe współpracowniczki Jabłońskiego opisują z kolei zastrzeżenia dotyczące stajni „Na Zakręcie” i warunków utrzymywania koni.
- W tle są też spory sądowe. Jedna ze spraw dotyczy złamania palca Agnieszce Petrow. Jabłoński odpiera zarzuty i przekonuje, że jest celem kampanii oszczerstw.
Miły, uroczy, sympatyczny, gościnny – takie wrażenie początkowo robił na naszych rozmówcach Jan Jabłoński, właściciel stajni „Na Zakręcie” w Bielkowie położonym ok. 20 km od Koszalina. To również prezes zarządu fundacji o tej samej nazwie oraz innej fundacji – Dla Mirka.
Fundacja Dla Mirka ma pomagać osobom przewlekle chorym, szczególnie dzieciom z mózgowym porażeniem dziecięcym, wspierając ich leczenie i rehabilitację. Fundacja Na Zakręcie ma zajmować się terapią i rehabilitacją osób z niepełnosprawnościami, w tym hipoterapią, oraz prowadzi działania wspierające integrację społeczną.
W sieci o tych podmiotach znajdziemy niewiele informacji. Ostatnie posty w mediach społecznościowych na profilach tych organizacji mają dwa i więcej lat.
PFRON żąda zwrotu 651 tys. zł
Fundacja Dla Mirka otrzymała z PFRON dofinansowanie w ramach Modułu III programu „Pomoc obywatelom Ukrainy z niepełnosprawnością”.
Program obejmował m.in. rehabilitację, wsparcie socjalne, integrację oraz aktywizację zawodową osób z niepełnosprawnościami.
W sumie fundacja złożyła pięć wniosków. Dwa z nich otrzymały wsparcie, a łączna kwota przyznanego wsparcia wyniosła 1 341 000 zł. Pozostałe trzy wnioski nie otrzymały dofinansowania.
Pierwsze dofinansowanie, w wysokości 651 000 zł, dotyczyło zadania realizowanego od 1 lipca do 31 grudnia 2022 r. Drugie, w wysokości 690 000 zł, obejmowało okres od 2 stycznia do 30 czerwca 2023 r. Fundacja nie korzystała z pieniędzy PFRON w ramach innych programów ani konkursów.
W październiku 2025 r. PFRON skontrolował realizację pierwszego projektu, objętego umową z 18 lipca 2022 r. Jak przekazał nam Fundusz, kontrola wykazała szereg nieprawidłowości. Dotyczyły one m.in. dokumentowania kwalifikacji uczestników projektu i personelu, rozliczania wydatków oraz prowadzenia dokumentacji finansowo-księgowej.
Po kontroli PFRON zażądał od fundacji zwrotu całej kwoty wypłaconej w ramach tej umowy, czyli 651 000 zł, wraz z odsetkami naliczanymi jak dla zaległości podatkowych.
Fundacja zwróciła się do PFRON o ponowne przeanalizowanie sprawy. Fundusz rozpatrzył jej stanowisko, ale podtrzymał zarówno ustalenia kontroli, jak i żądanie zwrotu pieniędzy.
Na tym sprawa się nie zakończyła. W grudniu 2025 r., w związku z ustaleniami kontroli, PFRON złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę Funduszu. Obecnie sprawą zajmują się właściwe organy ścigania.
PFRON nie kontrolował natomiast drugiej umowy finansowanej w ramach tego programu.
Czytaj także: Patriota bez pamięci. Mamy zeznania Manasterskiego ws. wyprowadzonej kasy z fundacji
Spory trafiły przed sąd
Spór z PFRON to niejedyna sprawa dotycząca Jabłońskiego, która trafiła do organów ścigania lub przed sąd. W tle są również jego konflikty z kobietami wcześniej związanymi ze stajnią lub działalnością fundacji.
Jabłoński wystąpił przeciwko Agnieszce Petrow i Marzenie Liburze-Michniewicz. Zarzuca im nękanie, pomówienie i zniesławienie. Petrow odpowiedziała wzajemnym aktem oskarżenia. Domaga się od mężczyzny m.in. zadośćuczynienia i publicznych przeprosin. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 19 listopada.
Osobno przed sądem toczy się jeszcze inna sprawa dotycząca obrażeń ciała Agnieszki Petrow. Chodzi o złamanie kobiecie palca. 22 września zakończono postępowanie dowodowe, a strony wygłosiły mowy końcowe. Oskarżyciele posiłkowi wnieśli o uznanie Jabłońskiego za winnego i wymierzenie mu kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania. Obrona domaga się uniewinnienia, wskazując również na możliwość działania w obronie koniecznej. Wyrok ma zapaść w grudniu.
Wątpliwości miała też Fundacja Marwari
Jeszcze przed kontrolą PFRON wątpliwości dotyczące dokumentacji i rozliczeń związanych z działalnością Jana Jabłońskiego miała Fundacja Marwari z Tychów. Do maja 2025 r. współpracowała z nim przy zajęciach z hipoterapii. Plany zakładały również szerszą działalność i stworzenie obiektu terapeutycznego.
Kierująca fundacją, wspomniana wcześniej, Marzena Libura-Michniewicz pomagała Jabłońskiemu przy wnioskach o dofinansowanie i miała wgląd w część dokumentów. Jak relacjonuje, dostrzegła w nich nieprawidłowości, które później zgłaszała m.in. powiatowemu lekarzowi weterynarii w Koszalinie, policji i prokuraturze.
Prokuratura Rejonowa w Koszalinie początkowo odmówiła wszczęcia dochodzenia. Fundacja Marwari zakwestionowała tę decyzję i złożyła ponowne zawiadomienie wraz z wnioskiem o uwzględnienie dodatkowych dowodów i przesłuchanie świadków. 1 września prokuratura odmówiła podjęcia postępowania na nowo.
Pod koniec kwietnia do Libury-Michniewicz zgłosiły się cztery niepełnoletnie uczennice odbywające praktyki u Jabłońskiego. Znalazły w internecie jej wpis, w którym odcinała się od współpracy ze stajnią, i przesłały jej wykonane tam zdjęcia.
– Trzy lata tam jeździłam i nie widziałam tego, co zobaczyłam na tych zdjęciach. Dostałam też fotografie z 2023 r., pokazujące, w jakim stanie były konie – mówi.
Po zapoznaniu się z materiałami Fundacja Marwari przekazała sprawę policji. Libura-Michniewicz zwracała uwagę zarówno na stan zwierząt, jak i warunki praktyk niepełnoletnich uczennic. Według jej relacji domek, w którym nocowały, nie miał ogrzewania, a na terenie obiektu znajdowały się niezabezpieczone przewody elektryczne.
Libura-Michniewicz wspomina też, że kiedy Jabłoński przebywał w szpitalu, przez około trzy tygodnie pomagała w prowadzeniu obiektu. Twierdzi, że zabrakło wtedy siana, a konie były wyraźnie wychudzone. Według jej relacji w tym okresie jeden z koni padł. Zaznacza jednak, że nie zna diagnozy weterynaryjnej ani bezpośredniej przyczyny śmierci zwierzęcia.
Praktyki przerwane po kilku dniach
Wróćmy do wspomnianego wątku praktyk. Cztery niepełnoletnie uczennice Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Wincentego Witosa w Boninie rozpoczęły obowiązkowe praktyki u Jabłońskiego w kwietniu tego roku. Niektóre wcześniej jeździły w jego stajni konno. Na czas praktyk zamieszkały w należącym do fundacji domku kempingowym.
Rozmawiamy z jedną z dziewcząt za zgodą rodzica. Prosi o zmianę imienia. Nazwijmy ją Ania.
Według niej praktyki szybko zaczęły wyglądać inaczej, niż zakładały. – Pan Jabłoński zaczął się zachowywać tak, jakbyśmy miały być jego służącymi, pracownicami w tej stajni, a nie kimś, kto chce się czegoś nauczyć. Mówił nam, co mamy robić i robiłyśmy to same. Nie byłyśmy niczego uczone – relacjonuje.
Niepokój wzbudził w nich również stan zwierząt. Ania opisuje poplątane grzywy, brud i zaniedbanie koni. Po kilku dniach uczennice zaczęły szukać informacji o Jabłońskim w internecie i skontaktowały się z Marzeną Liburą-Michniewicz. Zdecydowały się wrócić do domów. Praktyki zakończyły się po niecałym tygodniu.
Później zaczęły publikować w internecie negatywne opinie o stajni. Jabłoński pojawił się 26 czerwca w ich szkole i domagał się usunięcia wpisów oraz spotkania z rodzicami, co potwierdza nam dyrektorka placówki. We wrześniu ponowił prośbę na piśmie. Rodzice nie zgodzili się na spotkanie, a szkoła zaznaczyła, że nie może nakazać uczennicy usunięcia opinii ani rozstrzygać o jej prawdziwości.
Szkoła wcześniej nie współpracowała z Jabłońskim. Przed rozpoczęciem praktyk przedstawił on zaświadczenie o niekaralności.
Obraz stajni w internetowych opiniach nie jest jednoznaczny. W Google ma ona ocenę 4,7 na podstawie 88 komentarzy. Obok krytycznych wpisów są również liczne opinie chwalące sposób prowadzenia stajni i podejście Jabłońskiego do ludzi i zwierząt.
Policja prowadzi czynności sprawdzające
31 sierpnia do Prokuratury Rejonowej w Koszalinie wpłynęło zawiadomienie. Jak przekazała nam rzeczniczka Prokuratury Okręgowej (odpowiada również za Prokuraturę Rejonową w Koszalinie), 3 września 2026 r. materiały trafiły na policję w celu przeprowadzenia czynności sprawdzających w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Policja potwierdza, że czynności trwają. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że chodzi o możliwe zatrucie niektórych osób obecnych podczas praktyk preparatem dla koni.
5 października z kolei w Prokuraturze Rejonowej w Koszalinie wszczęte zostało śledztwo w sprawie uporczywego nękania małoletnich praktykantek przez Jana Jabłońskiego. Chodzi o czas od 26 czerwca do 7 września tego roku.
„Nie czuję się bezpiecznie”
Zastrzeżenia do sytuacji w stajni ma również Liwia Chodakowska, absolwentka technikum hodowli koni, która od sierpnia 2025 r. do początku 2026 r. pomagała Jabłońskiemu m.in. przy hipoterapii. Dziś pozostaje z nim w konflikcie.
Oglądamy zdjęcia i nagrania zwierząt. Liwia zwraca uwagę m.in. na stan kopyt. Twierdzi też, że zimą zdarzały się dni, kiedy konie przez cały dzień pozostawały bez siana.

Przerośnięte kopyta u zwierząt ze stajni Jana Jabłońskiego. (fot. archiwum prywatne)
Opowiada również o wypadku podczas treningu jednego z koni. Według niej Jabłoński gwałtownie położył na jego grzbiecie spodnie wypchane sianem. Spłoszony koń miał ją przewrócić i po niej przebiec. Jak mówi, po zdarzeniu wykonano jej prześwietlenie z powodu podejrzenia złamania nogi.
Po zakończeniu współpracy Chodakowska zaczęła publikować zdjęcia ze stajni. Twierdzi, że Jabłoński zagroził jej wówczas zgłoszeniem do urzędu pracy i doprowadzeniem do cofnięcia dotacji na otwarcie salonu stylizacji paznokci, o którą się starała.

Kadr z terenów stajni. (fot. archiwum prywatne)
Konflikt trwa do dziś. Chodakowska mówi, że Jabłoński pojawił się niedawno u jej sąsiadów. On twierdzi, że poinformował ich wówczas, iż Chodakowska miała wcześniej próbować nakłonić go do złożenia w imieniu fundacji zawiadomienia dotyczącego rzekomego przestępstwa popełnionego przez sąsiada, nie przedstawiając mu – według niego – wiarygodnych dowodów. Chodakowska temu zaprzecza.
Po wizycie Jabłońskiego u sąsiadów kobieta zadzwoniła na policję.
– Nie czuję się bezpiecznie, kiedy ten człowiek przyjeżdża niemal pod mój dom – mówi.
Jabłoński odpiera zarzuty
Kilkukrotnie rozmawialiśmy z Janem Jabłońskim. Mężczyzna ostatecznie odmówił autoryzacji i wysłał oświadczenie przygotowane przez prawnika, w którym nie wyraził zgody na publikację „jakichkolwiek materiałów prasowych dotyczących jego osoby oraz reprezentowanej przez niego fundacji przed zakończeniem postępowania sądowego” dotyczącego zniesławienia.
We wcześniejszych rozmowach z nami Jabłoński odpierał stawiane mu zarzuty i przekonywał, że warunki pobytu praktykantek zostały wcześniej zaakceptowane przez ich rodziców, a same uczennice miały być zainteresowane przede wszystkim jazdą konną, a nie pracą przy zwierzętach. Zapewniał, że stan zdrowia koni jest regularnie kontrolowany, a przeprowadzane od 2025 r. inspekcje, w tym weterynaryjne, nie potwierdziły zarzutów dotyczących zaniedbania zwierząt, na co – jak podkreślał – posiada dokumentację.
Negatywne publikacje i oskarżenia pod swoim adresem uważał za trwającą od kwietnia 2025 r. kampanię oszczerstw, której celem – według niego – ma być przejęcie jego nieruchomości, stajni i fundacji, a krytyczne opinie praktykantek postrzega jako próbę ataku ze strony ich rodziców.
W odniesieniu do pozostałych zarzutów twierdził m.in., że przygotowywał praktykantkom świeże posiłki, siano dla koni kupuje na bieżąco od okolicznego rolnika, a konflikt z Liwią Chodakowską wiąże również z jej rozliczeniami z fundacją i sporem dotyczącym kursu hipoterapii.
Jabłoński oskarża Marzenę Liburę-Michniewicz o pomówienia, a także wskazuje, że dwukrotnie próbowano podpalić jego nieruchomość, przy czym postępowanie w tej ostatniej sprawie zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy.
Może zainteresuje Cię także:

