Miłosz Manasterski nie pamięta, jakie kwoty z jego fundacji trafiały do jego firmy. Nie pamięta, ile zorganizował konferencji, na które dostał państwową kasę. Nie pamięta też, kto wydał jego książkę o wielkich Polakach. W portalu Zero.pl opisaliśmy, jak wyprowadzano pieniądze z fundacji komentatora Republiki. Teraz dotarliśmy do tłumaczeń Manasterskiego przed skarbówką.

- Miłosz Manasterski w zeznaniach przed skarbówką wielokrotnie odpowiadał „nie wiem” i „nie pamiętam”.
- Fundacja przelała pieniądze na konto żony Manasterskiego, a także na rachunek firmy Miłosza Manasterskiego.
- NIW żąda zwrotu 700 tys. zł dotacji plus odsetek od Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii.
Miłosz Manasterski to stały komentator TVP za czasów prezesury Jacka Kurskiego, a obecnie częsty gość programów Telewizji Republika. Przedstawiany jest jako redaktor naczelny lub publicysta Agencji Informacyjnej. To portal wydawany przez spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością pod tą samą nazwą.
Manasterski jest także wiceprezesem Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii. Fundacja przez lata czerpała setki tysięcy złotych z różnych państwowych źródeł – od Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przez ministerstwo rodziny po Narodowy Instytut Wolności (NIW). Łączna kwota dotacji to około miliona złotych.
Opisaliśmy raport z audytu Izby Administracji Skarbowej w Krakowie (IAS) dotyczący działalności fundacji w 2020 r. To historia niezrealizowanych projektów, przelewów na prywatne rachunki bankowe oraz konto eksperta oceniającego projekty zgłoszone do państwowego dofinansowania.
Ujawniliśmy m.in., że we wrześniu 2020 r. fundacja przelała 35 tys. zł na konto Aleksandry Manasterskiej, żony wiceprezesa fundacji. Kontrola celno-skarbowa wykazała, że Aleksandra Manasterska przelała te środki dalej, na swój inny rachunek bankowy. Nie odpowiedziała na wezwanie do złożenia pisemnych wyjaśnień i nie stawiła się na przesłuchanie.
Manasterski nie pamięta biegu
Na przesłuchanie w końcu stawił się jednak sam Miłosz Manasterski. Dotarliśmy do jego zeznań.
Jedna ze spraw dotyczyła organizacji biegów z okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej, na które fundacja miała przeznaczyć 80 tys. zł. Pierwszy bieg odbył się w sierpniu 2021 r. Ulicami Filadelfii pobiegło ponoć 30 osób, rok później już 37.
Jedynym dowodem potwierdzającym organizację wydarzeń jest artykuł na stronie Agencji Informacyjnej. Kontrolerzy zwrócili uwagę, że fundacja nie dysponuje żadnymi fakturami ani rachunkami potwierdzającymi wydatki, choćby na nagrody dla uczestników, zabezpieczenie medyczne i wynajem namiotu dla biura zawodów.
Co więcej, nie zachowała się ani jedna fotografia, a Agencja Informacyjna Miłosza Manasterskiego nie zadbała, by artykuł o biegu w jakikolwiek sposób zilustrować.
W złożonych do NIW wyjaśnieniach Tomasz M. wskazał, że nie posiada fotografii z powodu kradzieży laptopa, na którym fotografie się znajdowały. Na dowód przedstawił „potwierdzenie złożenia zawiadomienia” na krakowskim komisariacie o włamaniu 2 stycznia 2022 r. do biura przy al. 29 Listopada w Krakowie i kradzieży książek, kamery i laptopa.
W tym miejscu Fundacja Rozwoju Centrum Macierz Polonii wynajmowała lokal od spółki Wisła Kraków. Sęk w tym, że wynajem zakończył się pół roku przed włamaniem. Poza tym drugi bieg w Filadelfii miał się odbyć pół roku po włamaniu – w sierpniu 2022 r.
Przesłuchiwany przez pracowników Małopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Krakowie Miłosz Manasterski nie potrafił udzielić informacji na temat organizacji przez fundację biegów w Filadelfii. Komentator Republiki zeznał jedynie, że fundacja w związku z organizacją biegów ponosiła koszty przewidziane w projektach grantowych, ale nie pamiętał, w jakiej wysokości. Nie pamiętał również, kto zajmował się organizacją biegów, gdzie one się odbywały, w jaki sposób je reklamowano ani jakie były nagrody dla uczestników.
Manasterski nie pamięta przyjazdu dzieci z Ukrainy
Miłosz Manasterski nie potrafił sobie przypomnieć szczegółów organizacji przyjazdu do Polski młodzieży z Ukrainy i Mołdawii. Na ten cel fundacja otrzymała 35 tys. zł z Narodowego Instytutu Wolności.
Fundacja w sprawozdaniu napisała, że wszystko odbyło się bez przeszkód. Nie przedstawiła jednak żadnej listy obecności i ani jednego zdjęcia z pobytu kilkudziesięciu osób, które zwiedzały Warszawę, Gdańsk, Gdynię, Gniezno i Kraków. Brak jakichkolwiek umów, faktur i rachunków.
Miłosz Manasterski w sprawozdaniu przekonywał, że jeden z pracowników fundacji poleciał do Mołdawii, by zebrać informacje o kandydatach do przyjazdu do Polski. Nie przedstawił jednak żadnych dowodów – biletu lotniczego, rachunku za hotel. Poza tym fundacja nikogo nie zatrudniała.
Czytaj również: Kacprzyk miał kierować SOR-em w Szpitalu Wolskim. Przedstawiono go już załodze
Przesłuchiwany w tej sprawie komentator telewizyjny stwierdził, że przyjazdem się nie zajmował i nie wiedział, kto był za niego odpowiedzialny. Nie pamiętał też, ile kosztował przyjazd dzieci ani nawet, ilu było uczestników wycieczki.
Manasterski nie pamięta, kto wydał jego książkę
Skoro Miłosz Manasterski nie pamiętał szczegółów wydarzeń, w które – jak przekonuje – nie był zaangażowany, to może będzie pamiętał o swoich przedsięwzięciach.
Pudło. Za 45 tys. zł z Narodowego Instytutu Wolności fundacja miała wydać książkę „Wielcy Polacy. Wielka historia”.
Fundacja zapewnia, że wydrukowała 5 tys. egzemplarzy i rozdała je za darmo bibliotekom w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Brazylii. Do NIW przesłała też skan okładki, na której widnieje autor: Miłosz Manasterski oraz tytuł „Wielcy Polacy, Wielka Historia Tadeusz Kościuszko, Kazimierz Pułaski, Ignacy Paderewski".
W internecie próżno szukać informacji o pozycji. Wpis na Wikipedii dotyczący Miłosza Manasterskiego wskazuje, że jest on dziennikarzem, poetą, prozaikiem i publicystą. „Opublikował dziesięć książek poetyckich, w tym dwie wydane za granicą i zbiór felietonów »Byłem ochroniarzem księdza Twardowskiego«” – czytamy. O „Wielkich Polakach” brak informacji.
Manasterski w przesłuchaniu swoją książkę określił mianem „biuletynu”, jednak nie pamiętał, jakie wydawnictwo ją wydało, ani nie potrafił podać kosztów druku. W dokumentacji fundacji nie ma faktury, która potwierdziłaby druk książki.
Manasterski nie pamięta przelewów
Kontrolerzy skarbówki przyjrzeli się transakcjom między fundacją a innymi podmiotami, w tym firmą Nowe Media Miłosz Manasterski.
4 marca 2022 r. NIW przelewa na konto fundacji 420 tys. zł. To część dotacji w ramach projektu „Powrót do Macierzy – szlakiem przodków”. Już niecały tydzień później saldo na rachunku było ujemne.
Aż 325 740 zł natychmiast wpadło na prywatne konto Tomasza M. i jego żony.
7 marca w siedmiu przelewach fundacja wytransferowała łącznie 35 tys. zł na konto firmy Nowe Media Miłosz Manasterski.
Podczas przesłuchania na zadawane pytania o przelewy Manasterski najczęściej odpowiadał „nie wiem” lub „nie pamiętam”.
Po pytaniu: „Proszę powiedzieć, jaka kwota Pana zdaniem i w jakim celu została przekazana z rachunku Fundacji na rachunki Nowe Media Miłosz Manasterski?” odpowiedział: „Nie pamiętam, jakie kwoty. Musiało chodzić o zaliczkę na poczet kosztów, wysłaną być może omyłkowo na numer konta osobistego związanego również z działalnością gospodarczą prowadzoną w tym czasie przeze mnie”.
Miliard „kontaktów z przekazem”. Tak publikacja Zero.pl przejęła internet
W dokumentacji fundacji brak jest jakichkolwiek umów zawartych pomiędzy fundacją a Miłoszem Manasterskim lub jego firmą. Nie ma też faktur wystawionych przez firmę Nowe Media, które uzasadniłyby wypłatę środków.
„Omyłka” to zresztą częste wytłumaczenie Miłosza Manasterskiego. Gdy sąd nałożył na fundację grzywnę za niezłożenie sprawozdania finansowego, Manasterski poprosił o umorzenie, tłumacząc, że nie spełnił swojego obowiązku w terminie z powodu „omyłki”.
Manasterski nie pamięta staży w USA
Pamięć Miłosza Manasterskiego zawiodła też przy pytaniach dotyczących organizacji staży dla dwóch osób w Baruch College w Nowym Jorku. Te nie doszły do skutku, a pieniądze z NIW się rozeszły. Na pewno nie trafiły do osób, które wyłoniono do wyjazdu.
25 tys. zł w gotówce i 40 tys. zł przelewem miała otrzymać pewna kobieta. Małopolski Urząd Celno-Skarbowy w Krakowie postanowił ją przesłuchać. Wyjaśniła, że nie zna żadnego przedstawiciela fundacji, nie zawarła z nią żadnych umów, nie była na stażu w USA i nie miała pojęcia, że na jej konto trafiły jakieś pieniądze, bo nimi dysponował jej mąż.
Kontrola celno-skarbowa wykazała, że pieniądze z fundacji rzeczywiście trafiły na konto męża przesłuchiwanej. IAS podaje, że mężczyzna to „podobno szwagier” Tomasza M. Jak jednak kobieta potwierdziła odbiór 25 tys. zł w gotówce, jednocześnie nie mając pojęcia o ich przyjęciu? Jak czytamy w raporcie – „podpis złożony przez panią (tu pada imię i nazwisko – red.) na protokole przesłuchania świadka odbiega od podpisu widniejącego na dokumencie”.
20 tys. zł w gotówce otrzymał też Damian Kadet, natomiast 20 tys. zł przelewem trafiło na konto Damiana Kandela. Tak przynajmniej wynika z dokumentacji fundacji. Fakt jest jednak taki, że obaj mężczyźni nie istnieją. W rzeczywistości pieniądze trafiły do Daniela Kufla, byłego działacza Solidarnej Polski, który był też ekspertem Narodowego Instytutu Wolności oceniającym wnioski, również z programu, z którego Fundacja Rozwoju Centrum Macierz Polonii otrzymała dotację w 2020 r.
Manasterski nie pamiętał, komu zostały przyznane stypendia, kto zajmował się organizacją staży ani z jaką uczelnią fundacja podpisała umowy. Pamiętał jedynie, że były problemy z wyjazdem ze względu na pandemię COVID-19.
Zadaliśmy Miłoszowi Manasterskiemu pytanie, z czego wynikają jego problemy z pamięcią. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Narodowy Instytut Wolności żąda od Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii zwrotu pełnej sumy dotacji – 700 tys. zł plus odsetki.
Michał Braun, dyrektor NIW dla Zero.pl:
Sprawa grantu dla fundacji Manasterskiego pokazuje dwie kwestie. Z jednej strony absolutne poczucie bezkarności Manasterskiego, jego najbliższych i współpracowników i świadomość tego, że w państwie PiS przy odpowiednich kontaktach można robić wszystko – łącznie z przelaniem na prywatne konta setek tysięcy złotych z grantu.
Z drugiej strony ta sprawa potwierdza ówczesny patologiczny system grantowy w NIW, który wtedy nadzorował minister Gliński. Organizacja bez doświadczenia złożyła wniosek, najwyższe noty przyznali ludzie związani z PiS, dyrektor NIW, powołany przez Glińskiego, akceptował kolejne sprawozdania z realizacji projektu, którego nie było, fundacji, której prezesem był człowiek także nominowany przez Glińskiego na publiczne funkcje. Jakie konsekwencje ponieśli główni sprawcy tego procederu?
Dyrektor Kaczmarczyk po zwolnieniu z NIW został zatrudniony przez Karola Nawrockiego w Instytucie Pamięci Narodowej, a Manasterski otrzymał order od prezydenta Dudy i pracę w Telewizji Republika. Dziś w Instytucie działa system transparentny i sprawiedliwy, nadzorowany przez organizacje pozarządowe, funkcjonuje biuro kontroli i szereg bezpieczników, które sprawiają, że podobne sytuacje nie mogłyby się wydarzyć.
