Europa przygotowuje się na wojnę handlową z Chinami, a Niemcy są skłonne poprzeć unijne plany wprowadzenia nowych ceł chroniących europejski przemysł - napisał w czwartek dziennik „Handelsblatt”. Jak podkreślił, to właśnie Niemcy stały się epicentrum nowego „chińskiego szoku”.

- Rośnie spór między kolejnymi europejskimi stolicami a Państwem Środka.
- W opinii „Handelsblatt” w niemieckim rządzie rośnie gotowość do przyjęcia ostrzejszego kursu wobec Pekinu i dążenia do bardziej zrównoważonych relacji handlowych.
- Dziennik zwrócił uwagę, że oznacza to zmianę strategii, bo dotychczas Berlinowi trudno było sformułować jednolitą politykę wobec Chin ze względu na silne uzależnienie dużych koncernów, takich jak Volkswagen i BASF, od chińskiego rynku.
„Handelsblatt” wskazał, że chińscy producenci wkraczają z tanimi i coraz lepszymi jakościowo towarami w kluczowe sektory niemieckiej gospodarki - motoryzację, budowę maszyn i przemysł chemiczny. Według badania londyńskiego proeuropejskiego think tanku Centre for European Reform (CER) przez rozwój chińskiego eksportu Niemcy straciły już około 400 tys. miejsc pracy.
Według gazety rząd w Berlinie pozytywnie ocenia dokument przygotowany przez Francję, Hiszpanię, Włochy, Holandię i Litwę, w którym postulują one znacznie bardziej zdecydowaną politykę handlową. Kraje te domagają się m. in. wyższych ceł ochronnych oraz częstszego nakładania ceł na „sektorowe zakłócenia handlu”, zamiast żmudnego badania pojedynczych produktów - wyjaśniono.
Dziennik zwrócił uwagę, że najdalej idącym pomysłem jest nowe „narzędzie odporności”, uruchamiane, gdy zakłócenia rynkowe zagrażają bezpieczeństwu gospodarczemu UE. Miałoby ono opierać się na wyjątku dotyczącym „bezpieczeństwa narodowego”, przewidzianym w przepisach Światowej Organizacji Handlu (WTO).
Kiedyś radyklane, dziś konieczne. Bruksela zapowiada reformy w handlu z Chinami
W dokumencie celowo nie wymieniono Chin z nazwy, co w ocenie niemieckiego rządu zmniejsza ryzyko, że Pekin uzna te plany za prowokację i odpowie cłami odwetowymi - zaznaczył „Handelsblatt”. Berlin ma jednak jeszcze zastrzeżenia i na razie nie przyłącza się do inicjatywy, żądając gwarancji, że działania pozostaną zgodne z regułami WTO - czytamy. Na razie ministerstwo gospodarki Niemiec ostrożnie ocenia szerokie cła z obawy, że mogą nie działać wystarczająco precyzyjnie.
Jak podała gazeta, w Brukseli przygotowywane są środki, które jeszcze kilka lat temu uchodziłyby za radykalne - cła sektorowe i ostrzejsze procedury ochrony handlu. Unijny komisarz ds. przemysłu Stephane Sejourne powiedział „Handelsblatt”, że Europa musi ostrzej reagować na chińskie nadwyżki mocy produkcyjnych, bo „zagrażają one podstawowym (jej) interesom gospodarczym”.
Niemcy walczą o dostęp do chińskich minerałów
Cytowany przez dziennik szef Austriackiego Instytutu Badań Ekonomicznych (WIFO) Gabriel Felbermayr pochwalił unijny dokument, ostrzegł jednak, by w reakcji wobec Chin „nie posuwać się za daleko”. Jego zdaniem właściwą drogą pozostaje konstruktywna oferta dla Pekinu, „a nie budowanie murów”.
Ministra gospodarki Niemiec Katherina Reiche przebywa z wizytą w Chinach, gdzie w środę zaapelowała o zapewnienie niemieckim firmom niezawodnego dostępu do metali ziem rzadkich. Opowiedziała się za modelem konkurencji przynoszącym obustronne korzyści, podkreślając, że rywalizacja gospodarcza powinna być ukształtowana w sposób służący interesom obu stron. Jednocześnie zaznaczyła, że nieuczciwej konkurencji należy przeciwstawiać się „odpowiednimi instrumentami”.
Niemcy, trzecia największa gospodarka świata, są szczególnie narażone na rosnący protekcjonizm i zmiany w światowym handlu, znajdując się pod presją zarówno rosnącej konkurencji ze strony Chin, jak i ceł USA.
W 2025 r. Chiny były największym partnerem handlowym Niemiec. Obecnie w Chinach działa około 5 tys. niemieckich firm.
