Totalizator Sportowy wyda pół miliona zł na promocję elektronicznych gier hazardowych przez influencerów. Cel? Przyciągnięcie klientów z młodego pokolenia. Treści trafią nawet do niepełnoletnich.

- Państwo zapłaci za promocję hazardu na smartfonach – chodzi o szybkie gry za pieniądze działające podobnie jak automaty w kasynie.
- Spółka godzi się na to, by reklamy z udziałem internetowych twórców oglądały nawet dzieci.
- Ekspertka ostrzega: to wciągnie młodych w hazard i zwiększy ryzyko uzależnienia.
- Totalizator Sportowy odpowiada: wszystko jest zgodne z prawem.
Totalizator Sportowy ogłosił przetarg na kampanię gier hazardowych na telefonach i komputerach. Chodzi o tzw. Gierki, które w praktyce działają jak automaty hazardowe. Mają je promować influencerzy na TikTok-u, Instagramie i YouTube.
Spółka Skarbu Państwa (jest ona nadzorowana przez ministra aktywów państwowych, którym jest obecnie Wojciech Balczun) przeznaczy na ten cel 500 tys. zł. Chce trafić do dorosłych w wieku 18-35 lat, głównie mężczyzn. Kampania zaplanowana jest na okres od maja do czerwca 2026 r.
Totalizator zastrzega: wybrani influencerzy mogą mieć wśród obserwujących maksymalnie 10 proc. dzieci. Limit nie obowiązuje w przypadku twórców, którzy trafiają do najmłodszych dorosłych w wieku 18-24 lata. Preferowani są twórcy z jak najniższym odsetkiem niepełnoletnich odbiorców.
Rzecz w tym, że systemy weryfikacji wieku na TikToku są wadliwe i opierają się głównie na deklaracjach użytkowników. Nie da się łatwo sprawdzić, ilu nieletnich odbiorców faktycznie ma dany twórca.
– Jestem oburzona pomysłem Totalizatora Sportowego – komentuje dla Zero.pl prof. Bernadeta Lelonek-Kuleta, psycholożka z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, zajmująca się badaniem skutków hazardu.
Zdaniem ekspertki publiczna spółka chce zarabiać pieniądze na młodych ludziach, wykorzystując techniki promocyjne, które – jak podkreśla – dotychczas stosowali tylko nielegalni organizatorzy gier hazardowych. Ci, dla których bezpieczeństwo graczy nie ma najmniejszego znaczenia, bo liczą się wyłącznie zyski.
Jednoręki bandyta w telefonie
Od połowy 2017 r. Totalizator Sportowy ma monopol na organizowanie niektórych gier hazardowych poza legalnymi kasynami. Taka decyzja została podjęta w celu ograniczenia działalności firm, które żerowały na słabościach osób uzależnionych i często unikały płacenia podatków.
Zgodnie z prawem nie można reklamować grania na automatach, ale loterie czy zdrapki – owszem.
Totalizator Sportowy zaprezentował Gierki pod koniec 2020 r. Pandemia koronawirusa stworzyła idealne warunki dla takich gier: więcej czasu spędzonego przed ekranem, szybka rozrywka i możliwość grania za pieniądze.
Dziś jest ponad 90 Gierek do wyboru: niektóre wyglądają jak wirtualne kasyna, inne jak gry dla dzieci. Co miesiąc dochodzą kolejne dwie. Nie brakuje wizualnych motywów kojarzących się ze sportem.
Rozgrywka trwa od kilku do kilkudziesięciu sekund. Informację o wyniku otrzymuje się natychmiast. Decyduje wyłącznie fart, a umiejętności nie mają żadnego znaczenia. Czyli podobnie jak w przypadku tradycyjnego „jednorękiego bandyty” w kasynie.
Koszt jednego losu wynosi od złotówki do 100 zł, ale wygrana jest wcale nielicha – w 2025 r. najwyższa wyniosła ponad milion złotych (górny limit to ok. 1,5 mln zł).
Formalnie grać mogą tylko osoby pełnoletnie. W praktyce reklamy tych gier trafiają znacznie szerzej.
Skargi na poprzednią kampanię
W 2025 r. Totalizator Sportowy zamówił dużą telewizyjną kampanię reklamową Gierek. Dynamiczne spoty pokazywały, że grać można (i cieszyć się z wygranej) właściwie wszędzie: w pracy, na spacerze z psem, przy obiedzie, w taksówce, w autobusie czy w domu na kanapie.
Kampania wzbudziła kontrowersje. Komisja Etyki Reklamy działająca przy Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy otrzymywała skargi, że spoty propagują „hazard w sposób lekki i rozrywkowy, co może wprowadzać odbiorców w błąd i zachęcać do nieodpowiedzialnej gry”. Komisja nie dopatrzyła się nieprawidłowości. Przy czym KER nie jest instytucją publiczną, lecz organizacją powiązaną z komercyjnymi firmami.
Promocja Gierek odbywała się też na kanale YouTube „LOTTO. Radość wygrywania”. Zamieszczono tam kilka wywiadów z młodymi osobami: influencerami i sportowcami.
Była to po prostu reklama Gierek. Po rozmowach z zaproszonymi gośćmi prowadząca zachęcała ich do sprawdzenia, jak działają elektroniczne zdrapki na smartfona. Ewentualnie do wzięcia udziału w aktywności fizycznej na zasadach przypominających grę hazardową. Najpopularniejszy materiał ma blisko ćwierć miliona wyświetleń.
W styczniu 2026 r. Totalizator Sportowy zamówił też dużą kampanię reklamową w radiu na temat jednej z Gierek.
Dzieci obejrzą reklamy hazardu
Państwowa spółka chce teraz jeszcze skuteczniej trafić do młodych klientów. Ogłosiła przetarg wart 500 tys. zł dla agencji reklamowych, które znajdą influencerów do promocji Gierek.
Totalizator Sportowy przyznaje, że korzystał już z usług internetowych twórców np. Krzysztofa Adamka, Rafała Jonkisza, Agnieszki Stachurskiej, Wujaszka Lifestyle, Sandry Grabarczyk, Oli Nowak, Michała Mikołajczyka, Wygiczystego oraz Mrs. Lillyy. W sieci nie ma żadnych śladów po tej współpracy, więc nie wiadomo, dokładnie, na czym polegała.
W szczegółach zamówienia czytamy, że treści influencerów trafiające do odbiorców powinny koncentrować się na rozrywce, emocjach związanych z graniem. Wolno odnosić się do pozytywnych emocji związanych z udziałem w zabawie, radości w przypadku wygranej, natomiast nie można obiecywać wygranej.
Odbiorcami będą osoby, które „traktują grę jako formę relaksu, odprężenia i dawki ekstra emocji związanych z szybką wygraną”.
Influencerzy będą mogli wykorzystywać różne sposoby dotarcia reklam do widzów: krótsze i dłuższe formy wideo, opowieści itp. Ma być lekko i zrozumiale.
Są też bezpieczniki: influencerzy nie mogą współpracować z branżami wrażliwymi typu hazard (sic!), alkohol, kryptowaluty, szybkie pożyczki, freakfighty czy inne treści nieetyczne.
Mogą też mieć co najwyżej 10 proc. nieletnich odbiorców na danym kanale promocyjnym. Preferowany jest możliwie niski odsetek dzieci wśród obserwujących. Jeśli twórcy trafiają głównie do młodych dorosłych, to procent nieletnich subskrybentów może być wyższy niż 10 proc. – tu już nie ma ograniczeń.
Totalizator Sportowy nie wymaga od agencji rzetelnego sprawdzenia wieku odbiorców. Jedynie tego, czy konta widzów są prawdziwe, a nie prowadzone przez boty.
To, że platformy społecznościowe mają kłopot z weryfikacją wieku, udowodnili francuscy urzędnicy, którzy w 2024 r. doprowadzili do usunięcia 642 tys. kont na TikToku należących do dzieci poniżej 13. roku życia. Tamtejszy organ regulacyjny ds. mediów i komunikacji cyfrowej (ARCOM) podawał, że blisko połowa dzieci w wieku 11-12 lat miała konta na chińskiej platformie rozrywkowej.
Warto też mieć na uwadze, że w nowoczesnych mediach społecznościowych użytkownicy oglądają głównie przypadkowe treści, a nie pochodzące od twórców, których się subskrybuje. Nie ma pełnej kontroli nad tym, jak algorytm portalu wyświetla treści i jakim odbiorcom.
Pokazywanie dzieciom angażujących reklam hazardu może skutkować poważnymi problemami z uzależnieniem, gdy tylko będą mogli legalnie sięgnąć po Gierki czy innego rodzaju gry hazardowe.
Profesor Bernadeta Lelonek-Kuleta
Pełnoletni nie oznacza dojrzały
Negatywne skutki mogą odczuwać także młodzi dorośli. Z badań CBOS wynika, że osoby w wieku 18-24 lata osiągają najwyższe wskaźniki tzw. problemowego hazardu, a część z nich może być bardzo uzależniona.
– To szczególnie wrażliwa grupa. Większość młodych dorosłych nie ma pełnej kontroli nad swoimi zachowaniami – spostrzega dr hab. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Ekspertka wyjaśnia, że to często osoby niedojrzałe: wiele mieszka z rodzicami, nie ma własnych pieniędzy, a jedynie kieszonkowe. Tymczasem Totalizator Sportowy chce, aby oni mogli grać zawsze i wszędzie, siedem dni w tygodniu. W dodatku o wygrane sięgające ponad milion złotych.
Według psycholożki państwowa spółka w sposób nieodpowiedzialny uderza w pierwszą grupę młodych dorosłych, na których zezwala im prawo. I robi to w sposób żywcem wyjęty z poradnika stosowanego dotychczas przez nielegalne firmy hazardowe działające wyłącznie dla zysku. One od dawna chętnie korzystają ze współpracy z twórcami internetowymi.
– Organizatorzy gier starają się podtrzymać mylne przekonanie, że zdrapki czy internetowe loterie są lekką, nieszkodliwą rozrywką, niemającą nic wspólnego z tradycyjnym hazardem jak np. automaty do gier. I cały czas przesuwają granicę etyki. Kampania Totalizatora Sportowego to ewidentnie krok w złą stronę – przekonuje prof. Bernadeta Lelonek-Kuleta.
Totalizator Sportowy: to zgodne z prawem
Portal Zero.pl poprosił Totalizator Sportowy o wyjaśnienie sprawy. Przedstawiciele biura prasowego odpowiadają, że spółka nie kieruje swoich działań marketingowych do osób niepełnoletnich. Stosuje też mechanizmy ograniczające możliwość dotarcia przekazu do tej grupy. Firma nie odnosi się wprost do pytania, dlaczego dopuszcza, by reklamy oglądały osoby nieletnie.
Wszystkie działania, w tym komunikacyjne, prowadzone są z uwzględnieniem zasad odpowiedzialnej gry oraz w pełnej zgodności z obowiązującymi przepisami prawa, w tym ustawą o grach hazardowych.
Biuro prasowe Totalizatora Sportowego
Pracownicy państwowej spółki nie tłumaczą, dlaczego nie zdecydowali się na ograniczenie widoczności materiałów promocyjnych do reklam wyświetlanych tylko osobom dorosłym (a przynajmniej deklarującym się jako pełnoletnie).
Zdaniem Totalizatora Sportowego ogłoszony przetarg spełnia odpowiednie standardy bezpieczeństwa. Treści mają być oznaczone jako przeznaczone dla dorosłych. W przekazie ma być zaś unikany kontekst mogący „budzić wątpliwości z perspektywy społecznej odpowiedzialności”.
O komentarz do sprawy poprosiliśmy również Ministerstwo Finansów. Słyszymy, że resort nie może narzucać strategii marketingowych podmiotom oferującym usługi hazardowe. W tym także wyboru sposobu reklamy, o ile mieści się to w przepisach dotyczących reklamy hazardu ujętych w ustawie o grach hazardowych.
Z kolei Ministerstwo Aktywów Państwowych sprawujące nadzór właścicielski nad Totalizatorem Sportowym nie odpowiedziało na nasze pytania.
