Odwołany kilka miesięcy temu prezydent Krakowa był oskarżany o zatrudnianie partyjnych kolegów w miejskich instytucjach. Przeciwnicy samorządowca rozwiesili billboardy informujące, że Kraków jest miastem epidemii kolesiostwa. Nic dziwnego, że w trwającej kampanii wyborczej kandydaci na prezydenta miasta zajmują stanowisko w tej kwestii.
Niezależnie od tego, kto dochodzi do władzy, z czasem może ulec pokusie kolesiostwa w urzędzie i miejskich spółkach. Nawet jeśli początkowe założenia miał dobre. Ja bym bardzo chciał tego uniknąć.
Przypadki zatrudniania w instytucjach publicznych bliskich współpracowników polityków spotykają się z krytyką wielu osób. Jednak w przestrzeni publicznej pojawiają się głosy usprawiedliwiające takie działanie. Warto przyjrzeć się argumentom, które przytaczają politycy.
Sprawa Wojciecha Króla. Sejm podjął decyzję
Kwestia zaufania
W kwietniu 2025 r. media opisywały przypadek awansu 24-letniej działaczki PSL, Justyny Czopek. Asystentka wojewody Krzysztofa Klęczara została zastępcą dyrektora Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego. Zaledwie rok wcześniej obroniła tytuł magistra. Z informacji prasowych wynika, że zanim trafiła na wyższe stanowisko w korpusie służby cywilnej, zajmowała się komunikacją medialną, koordynacją kalendarza polityka oraz organizacją spotkań.
Dawid Serafin w artykule opublikowanym 15 kwietnia 2025 r. na portalu Interia.pl przytoczył wypowiedź wojewody małopolskiego, w której odniósł się do nieprzeprowadzenia konkursu na stanowisko zastępcy dyrektora. Wojewoda stwierdził, że: „Być może warto było to zrobić, ale ja odpowiadam głową za wdrożenie przepisów ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej w Małopolsce. Mam prawo oprzeć się na osobie, do której mam pełne zaufanie”.
Pilne wystąpienie premiera. Ujawnił analizę wywiadów, wskazał na Rosję
Politycy, uzasadniając zatrudnianie bliskich współpracowników w instytucjach publicznych, najczęściej wskazują na zaufanie, jakim ich darzą. Zaufanie w relacjach zawodowych powinno być oparte na zweryfikowanych kwalifikacjach i osiągnięciach. Urzędnik zatrudniony w kierowanym przez polityka urzędzie nie pracuje wyłącznie dla niego. Urzędnik przede wszystkim pracuje dla państwa i jego obywateli. To obywatele ostatecznie ponoszą konsekwencje działań urzędników. To również oni składają się na ich pensje. Mają prawo oczekiwać, że publiczne pieniądze są wypłacane ludziom o odpowiednich kwalifikacjach. Polityk oczywiście może mieć szczere intencje zatrudnienia osoby kompetentnej. Czy jednak społeczeństwu powinna wystarczyć jedynie wiara w jego uczciwe zamiary?
Pewnie niektórzy rodzice pozwalali prowadzić dziecku samochód na podwórku. Może przed rozpoczęciem kursu na prawo jazdy przyszły kierowca świetnie radził sobie za kierownicą. Czy jednak odpowiedzialny rodzic chciałby, aby jego dziecko jeździło samochodem po ulicach przed zdaniem egzaminu? Sprawdzenie kompetencji nie sprawi, że ktoś z pewnością nie spowoduje wypadku.
Jednak wymóg przejścia przez egzaminacyjne sito ogranicza takie ryzyko. Tak samo weryfikacja kompetencji urzędników minimalizuje ryzyko ich błędnych działań. Nawet politycy podlegają niezależnej ocenie wyborców. Czy zatem zaufanie, jakim polityk darzy daną osobę, powinno decydować o jej zatrudnieniu na koszt podatników?
Prawo wyboru współpracowników
Równie szybką karierę jak była asystentka wojewody małopolskiego w służbie cywilnej za rządów Prawa i Sprawiedliwości robił Przemysław Bednarski. Historię 25-letniego dyrektora biura ministra klimatu Michała Kurtyki opisała „Rzeczpospolita” w artykule z 23 sierpnia 2020 r. Przemysław Bednarski przed objęciem stanowiska był szefem gabinetu politycznego ministra Henryka Kowalczyka, a wcześniej jego doradcą. W polskiej administracji było więcej osób, które z gabinetów politycznych trafiły na stanowiska urzędnicze. Czy takie transfery oznaczają, że politycy chcą pracować z osobami o konkretnych poglądach? Nieraz z ich ust padało stwierdzenie, że minister ma prawo dobierać swoich współpracowników. Czy to prawo powinno dotyczyć także urzędników?
Grzybobranie wymknęło się spod kontroli. Kto obroni las przed mieszczuchami?
W Polsce nie mamy jednolitych zasad zatrudniania urzędników. W odniesieniu do części stanowisk przepisy przewidują sformalizowane procedury naboru. Jednocześnie obsadzenie wielu z nich nie wymaga otwartej rekrutacji. O zatrudnieniu konkretnej osoby decyduje polityk lub osoba przez niego powołana. Dotyczy to głównie stanowisk kierowniczych.
Natomiast zatrudnienie szeregowego urzędnika często wymaga przeprowadzenia otwartego i konkurencyjnego naboru. Wyroki sądów administracyjnych i ustalenia Najwyższej Izby Kontroli wskazują, że nawet procedury konkursowe nie zawsze są rzetelne. Brak transparentnych zasad naboru i weryfikacji kompetencji powoduje, że politycy mają możliwość zatrudniania na stanowiskach urzędniczych politycznych współpracowników.
Król podjął decyzję. Wiemy, kto przedstawi Sejmowi informację o działalności RMN
W wielu krajach istnieje wyraźne rozdzielenie stanowisk politycznych od urzędniczych. Ich odrębność wynika z odmiennych ról, jakie pełnią politycy i urzędnicy w demokratycznym państwie. Celem działania partii politycznych jest wpływanie metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa. Zwycięzcy wyborów określają kierunki jego działania. Od woli polityków zależy kształt obowiązującego prawa. To oni rządzą, a struktury urzędnicze realizują zadania państwa.
Zakres wpływu polityków na obsadę stanowisk w urzędach w innych państwach nie jest jednolity. Jednak zatrudnianie i awansowanie urzędników w oparciu o kompetencje jest cechą wspólną wielu krajów. Zawodowi urzędnicy pracują dla każdej demokratycznej władzy, a ich poglądy nie mają wpływu na wykonywanie obowiązków. Pozycja zawodowa urzędnika nie zależy wyłącznie od woli polityka.
A co, gdy urzędnik zawdzięcza posadę politykowi? Czy w takim wypadku nie będzie bardziej skłonny wykorzystać stanowiska, żeby mu się odwdzięczyć? Czy zawsze będzie rzetelny i bezstronny? Czy nie będzie obawiał się przekazać informacji, które podważą słuszność opinii patrona? To polityk podejmuje decyzje. W interesie państwa i społeczeństwa jest, aby robił to w oparciu o rzetelne i bezstronne informacje. Czy chęć współpracy polityka z określoną osobą powinna być ważniejsza niż pewność obywateli, że urzędnicy w każdej sytuacji będą rzetelni i bezstronni?
Partia pomoże?
Michał Drewnicki powiedział, że chciałby uniknąć pokusy kolesiostwa. Jego zapewnienie, że „w urzędzie i miejskich spółkach o zatrudnieniu będą decydować udokumentowane kompetencje i doświadczenie, a nie znajomości czy legitymacja partyjna”, to za mało. Poradniki dla osób będących na diecie zalecają eliminowanie pokus. W końcu to okazja czyni złodzieja. Aby wytrwać w postanowieniu, prezydent Krakowa nie może mieć swobody zatrudniania znajomych. W tym celu rekrutacje w podległych mu podmiotach powinny być prowadzone zgodnie z przejrzystymi regułami, opartymi na weryfikacji kompetencji kandydatów.
PISM bez dyrektora. Premier odwołał szefa państwowego instytutu
W uniknięciu pokusy mogą pomóc koledzy z partii zasiadający w Sejmie. Wystarczy, że posłowie Prawa i Sprawiedliwości złożą projekty ustaw przewidujące transparentne zasady zatrudnienia we wszystkich podmiotach publicznych. Być może posłowie koalicji rządzącej pomogą. Będąc w opozycji, mnóstwo czasu i energii poświęcali na tworzenie list działaczy Prawa i Sprawiedliwości zatrudnionych w instytucjach publicznych. Prawo i Sprawiedliwość również przygotowywało podobne listy z nazwiskami członków partii rządzących. Może pora skończyć z tą polityczną tradycją i zmienić prawo? Społeczeństwo też skorzysta. W końcu uleganie pokusie kolesiostwa przez polityków odbiera obywatelom prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach.


