Kraj

Szybką ścieżkę medyczną dla polityków zbudowano za nasze podatki

To już nie są tylko miejskie legendy. Mamy dziś twarde dowody, że politycy nie tylko wpychają swoich do szpitali, ale w dodatku w ogóle się z tym nie kryją. I co najciekawsze, jest to system naprawdę ponadpartyjny: lewica, prawica, centrum. W sprawach zdrowia solidarność polityczna działa bez zarzutu.

Anna Wittenberg
Felieton autorstwa: Anna Wittenberg
09 marca
5 minut
Wiesław Szczepański z Lewicy przekazał w Sejmie byłym oraz obecnym politykom, że chętnie pomoże w ich sprawach i zaprasza do ministerialnego gabinetu. Dodał, że nadzoruje szpitale, w tym taki dla VIP-ów – pisze portal Zero.pl (fot. Piotr Nowak / PAP)

Reklama

Jakub Styczyński i Patryk Słowik opisują w poniedziałek w Zero.pl jak wiceminister Wiesław Szczepański z MSWiA zapraszał kolegów do swojego gabinetu w ministerstwie, oferując pomoc w rozwiązywaniu ich problemów. Dodawał przy tym, że ma taką możliwość, ponieważ nadzoruje resortowe placówki medyczne. Dziś twierdzi, że to nadinterpretacja. 


Reklama

Mój resort, mój gabinet jest dla państwa otwarty. Jeżeli ktokolwiek coś potrzebuje, w czymś mogę pomóc, serdecznie do siebie zapraszam. A mam również tę możliwość, że jako wiceminister spraw wewnętrznych i administracji nadzoruję szpitale, w tym również ten szpital na Wołoskiej, który jest tym szpitalem, który kiedyś świadczył i świadczy dzisiaj pomoc dla VIP-ów.

Wiesław Szczepański
wiceminister spraw wewnętrznych i administracji 

Dla polityków nie ma kolejek 

Trzeba przyznać, że jest wiceminister Szczepański człowiekiem bardzo ekumenicznym, bo pomoc zaoferował bez względu na opcję polityczną. Oferta padła podczas styczniowego spotkania Stowarzyszenia Parlamentarzystów Polskich. To taki klub dyskusyjny dla tych, którzy kiedyś zasiadali w Sejmie lub Senacie. 


Reklama

Jeśli jednak ktoś liczy na oburzenie innych polityków, także tych, którzy brali udział w spotkaniu, to uprzedzam: nie doczeka się. Bo oni nie tylko są beneficjentami tego systemu, ale jeszcze potrafią się tym chwalić i traktować jak coś oczywistego.


Reklama

Tak, jak dziś Przemysław Czarnek w rozmowie z Robertem Mazurkiem. Dziennikarz Kanału Zero zapytał kandydata PiS na premiera, czy nigdy nie załatwiał sobie wejścia do lekarza. W odpowiedzi usłyszał: „Bywały sytuacje, w których nawet nie musiałem załatwiać. Wystarczyło, że zadzwoniłem i mnie przyjmowano. Tak to niestety wygląda”. 


Reklama

Rozumiecie państwo? Zwykły pacjent stoi w kolejce, ale jeśli ważny polityk zadzwoni, drzwi nagle się otwierają.


Reklama

A co, jeśli wyjąć z kolejek polityków, ich krewnych i znajomych?

Tymczasem w systemie stworzonym przez tych samych polityków kolejki dla zwykłych pacjentów są coraz dłuższe. Według analiz, ekspertów średni czas oczekiwania na świadczenie w Polsce przekracza dziś cztery miesiące, a w wielu specjalizacjach jest znacznie dłuższy.


Reklama

Różne gremia szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest. Jedni mówią o zbyt niskiej składce zdrowotnej, inni o zbyt wysokich zarobkach lekarzy, które konsumują budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. Ale może problem polega na tym, że te kolejki po prostu nie przesuwają się, bo ciągle ktoś wstawia do nich swoich protegowanych?


Reklama

Szybka ścieżka dla kolesi

Co ciekawe, państwo tak naprawdę nie jest w stanie dokładnie zdiagnozować, ile te kolejki naprawdę trwają, bo brakuje rzetelnych danych. Odpowiedzią ma być nowy system informatyczny: Prognozowany Czas Udzielania Świadczeń. Matematyczny wzór, algorytm, średnia ruchoma z danych z ostatnich miesięcy. Wszystko bardzo nowoczesne.

Mam tylko jedno pytanie: czy w tym algorytmie pojawi się zmienna określająca liczbę polityków, których trzeba jeszcze wpuścić poza kolejką? Bo jeśli nie, to obawiam się, że model statystyczny może być nieco niedokładny.


Reklama


Reklama

W Polsce od dawna funkcjonuje powiedzenie, że warto mieć w rodzinie lekarza, księdza i prawnika. Bo wtedy człowiek jakoś sobie poradzi. Ta stara mądrość jest wciąż aktualna. Funkcjonujemy w systemie przysług i spłacania długów. Telefon tu, telefon tam. Ktoś zadzwoni do dyrektora szpitala, ktoś do ordynatora. System ochrony zdrowia musi koniecznie nabrać odporności na pozakolejkowe „ciała obce”.

Inaczej mówienie o jego naprawie nie ma sensu. Z punktu widzenia polityków nie ma większego znaczenia, czy system ochrony zdrowia zbankrutuje, czy nie. Czy szpitale dostaną pieniądze za tak zwane nadwykonania, czyli świadczenia udzielone ponad limit. Gigantyczna dziura w Narodowym Funduszu Zdrowia jest dla nich problemem księgowym, a nie historią prawdziwych ludzkich dramatów. Bo oni mają swój kolesiowski fast track.


Reklama


Reklama

Zbudowaliśmy Elizjum z naszych podatków

Największym problemem tej sytuacji jest jednak coś innego i trzeba to powiedzieć wprost: szybka ścieżka dla polityków, ich krewnych i znajomych została zbudowana za nasze podatki.

To trochę przypomina film „Elizjum” (reż. Neill Blomkamp). Na elitarnej stacji orbitalnej żyją możni tego świata. Tylko oni mają dostęp do idealnej opieki zdrowotnej. Na dole zostaje zatruta Ziemia i ludzie, którzy mogą tylko patrzeć w górę i umierać w zakładach pracy nadzorowanych przez roboty.

My też stworzyliśmy własne Elizjum. Dopóki politycy będą mogli z niego korzystać, realnie w polskiej ochronie zdrowia nic się nie zmieni. 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Anna Wittenberg
Anna WittenbergZastępczyni redaktora naczelnego