MSWiA nie znalazło żadnych uchybień w działalności podległego mu szpitala, choć NFZ wykazał, że 97 proc. pacjentów w klinice kierowanej przez prof. Marka Durlika było przyjmowanych poza kolejnością. Chirurg leczył znanych polityków obecnej koalicji rządzącej. Wiceminister spraw wewnętrznych Wiesław Szczepański mówi, że leczy się w placówce MSWiA, a pytania o czekanie w kolejce „nie rozumie”.

- Zero.pl dotarło do wyników kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA. Z ustaleń kontrolerów wynika, że 97 proc. pacjentów kliniki zajmującej się nowotworami trzustki było przyjmowanych poza kolejką.
- Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji również zakończyło swoją kontrolę. Wniosek? Nieprawidłowości brak.
- Profesor Marek Durlik – kierujący w okresie objętym kontrolą NFZ kliniką – leczył wpływowych polityków. Zero.pl zna nazwiska najważniejszych osób w państwie, których lekarzem był Durlik. Mamy na to dowody.
- Nadzorujący szpital MSWiA wiceminister Wiesław Szczepański przyznaje, że jest pacjentem nadzorowanej przez siebie placówki (ale nie prof. Durlika). Pytania o to, czy czeka w kolejce jak inni pacjenci, „nie rozumie”. Odpowiedzi czy ma wizytę w pięć minut, czy musi poczekać, odmawia.
„Kontrola stwierdziła, że sytuacje pozyskiwania darowizn w celu przeprowadzenia operacji robotycznych trzustki – nie miały miejsca” – tak na nasze pytania o sytuację w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA odpowiedział resort spraw wewnętrznych.
Swoją kontrolę przeprowadził również Narodowy Fundusz Zdrowia. Z ustaleń kontrolerów wynikło, że od początku 2022 r. do końca marca 2025 r. 97,1 proc. pacjentów kliniki chirurgii gastroenterologicznej i transplantologii przyjęto poza kolejką. Sprawa dotyczyła 2178 spośród 2244 przeanalizowanych sytuacji pacjentów kliniki.
NFZ nałożył 507,5 tys. zł kary na państwowy instytut. Kontrolę zakończył też rzecznik praw pacjenta. Również potwierdził wystąpienie nieprawidłowości.
– Zidentyfikowaliśmy przypadki, w których dokonanie darowizny pieniężnej na rzecz określonej fundacji warunkowało i umożliwiało uzyskanie szybszego terminu wykonania zabiegu operacyjnego z zakresu leczenia raka trzustki lub wykonanie tego zabiegu z zastosowaniem systemu robotowego w ramach umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia – mówi Zero.pl rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.
Mówiąc wprost: jak się zapłaciło, to się miało szybciej nowoczesną operację.
Nagranie z gabinetu i „dwie ścieżki” dla pacjentów
Kontrole były pokłosiem ustaleń dziennikarzy Zero.pl, wówczas pracujących w redakcjach Wirtualnej Polski i Rynku Zdrowia. W kwietniu 2025 r. na łamach tych portali ujawniono nagranie rozmowy pacjenta z prof. Markiem Durlikiem z prywatnego gabinetu medyka. Lekarz był w tym czasie kierownikiem wspomnianej kliniki w publicznym szpitalu (przestał pracować 31 grudnia 2025 r., przeszedł do jednej z prywatnych sieci usług medycznych).
Profesor na nagraniu mówił jasno: wpłata ok. 20 tys. zł na fundację założoną przez prof. Durlika warunkuje przeprowadzenie operacji w lepszy dla pacjenta sposób. Jak to obrazowo ujmował sam profesor, „bez rozcięcia od Zakopanego do Sopotu”.
W internecie dostępne są całe poradniki, jak z rakiem trzustki dostać się do szpitala MSWiA.
W tekście sprzed kilku dni pisaliśmy: „Ścieżki były dwie, w zależności od tego, czy ktoś po prostu chciał się dostać szybko do uznanego lekarza w renomowanym szpitalu, czy dodatkowo chciał mieć operację wykonaną robotem. Początek był taki sam: należało pójść do prywatnego gabinetu prof. Marka Durlika, zapłacić 1150 zł (650 zł za wstępną kwalifikację i 500 zł za samą wizytę). Profesor umawiał podczas tej wizyty termin przyjęcia do szpitala.
Jeśli ktoś chciał mieć operację wykonaną przy pomocy robota, należało dokonać wpłaty na fundację przyszpitalną”.
Profesor Durlik w rozmowie z Zero.pl kwestionuje ustalenia NFZ i rzecznika praw pacjenta. Mówił, że nie uzależniał dokonania zabiegów robotowych od wpłat na fundację, a przy ustalaniu terminu operacji kluczowe były aspekty medyczne. Rzecz w tym, że kontrolerzy NFZ nie znaleźli żadnych adnotacji, które uzasadniałyby dokonywanie przesunięć w kolejce – mimo że procedury nakładają obowiązek ich odnotowywania.
Dodatkowo są relacje pacjentów potwierdzające, że odpłatność wpływała na sposób operowania. A także nagranie, z którego wprost wynika, że szybki termin przyjęcia był ustalany w prywatnym gabinecie lekarza.
MSWiA się uchyla, profesor leczył najważniejszych polityków
Nie wiadomo, jak to możliwe, że MSWiA w toku kontroli nie stwierdziło zastrzeżeń, choć zarówno NFZ, jak i rzecznik praw pacjenta, dostrzegli gigantyczne nieprawidłowości.
Resort nie odpowiedział na nasze pytania o zakres kontroli oraz prośbę o przekazanie wniosków pokontrolnych. Minister Marcin Kierwiński (Koalicja Obywatelska) oraz wiceminister odpowiedzialny za nadzór nad szpitalem Wiesław Szczepański (Nowa Lewica) nie znaleźli czasu na spotkanie z nami, choć próby podejmowaliśmy przez kilka tygodni. Szczepański wstępnie zaprosił nas na spotkanie do resortu, ale potem rzeczniczka prasowa Karolina Gałecka odwołała spotkanie.
Wiadomo natomiast, że prof. Marek Durlik leczył bardzo wpływowych polityków, w tym jedną z czterech najważniejszych osób w państwie.
Znamy nazwiska tych osób, a także mamy dowody na to, że były pacjentami Durlika. Nie publikujemy jednak ani nazwisk, ani tych dowodów – szanując prywatność polityków, którzy mają prawo do zachowania w tajemnicy informacji na temat swojego stanu zdrowia.
Wystarczy wskazać, że profesor otwarcie chwalił się swoimi znajomościami. A od niektórych polityków na najwyższych stanowiskach państwowych przyjmował pisemne podziękowania, które pokazywał innym lekarzom i urzędnikom państwowym.
„To nie przez Szczepańskiego”. Wiceminister wyjaśnia
Choć Wiesław Szczepański nie znalazł czasu na spotkanie, porozmawiał z nami przez telefon. Wiceminister spraw wewnętrznych wyjaśnił, że opublikowaliśmy „niesprawdzony paszkwil”, bo „dobrze wiemy, że to wszystko nie jest przez Szczepańskiego” (nigdzie nie wskazaliśmy, że sytuacja w PIM MSWiA była winą wiceministra).
Wiceminister dodał, że ustalenia NFZ trafiły do MSWiA „dopiero w tej chwili, w styczniu”, podczas gdy nasza rozmowa ze Szczepańskim odbyła się 25 lutego 2026 r., a odpowiedzi o braku nieprawidłowości w szpitalu dostaliśmy z resortu 16 stycznia 2026 r.
Spytaliśmy też wiceministra, czy korzysta z usług Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, który nadzoruje. Szczepański wskazał, że „jeżeli się źle czuje, to ma tam lekarza rodzinnego”. Na pytanie, czy czeka w kolejce tak jak wszyscy inni pacjenci, stwierdził, że nie rozumie pytania. Po doprecyzowaniu („czy przychodził pan i w ciągu pięciu minut był przyjmowany, czy po dwóch tygodniach, gdy akurat była możliwość zapisu?”) stwierdził, że nie odpowie w tej chwili na to pytanie. I że nie rozumie, skąd nasze zainteresowanie tą kwestią, bo przecież widzimy, że jest teraz zdrowy.
Śledztwo prokuratury i CBA. W grę wchodzi zarzut korupcyjny
W kwietniu 2025 r. MSWiA po publikacji Wirtualnej Polski i Rynku Zdrowia powiadomiło o sprawie Centralne Biuro Antykorupcyjne. CBA złożyło zaś w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.
Piotr Antoni Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, informuje Zero.pl, że jego jednostka „nadzoruje śledztwo w sprawie uzależniania wykonania czynności służbowej w okresie od 1 stycznia 2022 r. do 15 kwietnia 2025 r. w Warszawie przy ul. Wołoskiej 137 w związku z pełnieniem funkcji publicznej Kierownika Kliniki Chirurgii Gastroenterologicznej i Transplantologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, w krótkich odstępach czasu i wykonaniu z góry powziętego zamiaru, od otrzymania korzyści majątkowej”.
Tą korzyścią – w ocenie śledczych – może być otrzymanie pieniędzy w łącznej kwocie nie mniejszej niż 215 550,92 zł, poprzez uwarunkowanie przeprowadzenia w klinice pojedynczych zabiegów chirurgicznych leczenia nowotworu trzustki z użyciem robota da Vinci od dokonania wpłaty pieniędzy w kwocie 16 580,84 zł lub 19 464,54 zł na rzecz Fundacji przy Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie.
Chodzi o czyn z art. 228 par. 4 kodeksu karnego w związku z art. 12 par. 1 kodeksu karnego, za który grozi kara pozbawienia wolności od roku do lat 10.
Śledztwo w całości powierzono do prowadzenia delegaturze CBA w Warszawie.
Obejrzyj materiał Jakuba Styczyńskiego o skandalu w szpitalu MSWiA:


