Prokuratura i Centralne Biuro Antykorupcyjne sprawdzają, czy szef kliniki szpitala MSWiA uzależniał wykonywanie nowoczesnych operacji raka trzustki od wpłat na fundację. Z kontroli NFZ wynika, że 97 proc. pacjentów oddziału prof. Marka Durlika przyjmowano poza kolejką, a darowizny przyspieszały termin zabiegu i dostęp do robota da Vinci.

- Zero.pl dotarło do wyników kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA. Stwierdzono, że prawie wszyscy pacjenci kliniki zajmującej się nowotworami trzustki byli obsługiwani niezgodnie z przepisami.
- Kontrola NFZ potwierdziła, że wpłaty na działającą przy szpitalu fundację wiązały się z szybszym terminem operacji i dostępem do robota chirurgicznego w klinice zarządzanej przez prof. Marka Durlika.
- Sprawą zajmują się prokuratura oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne. Śledczy sprawdzają, czy dochodziło do uzależniania wykonywania czynności służbowej od otrzymania korzyści majątkowej lub osobistej.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie nadzoruje sprawę dotyczącą działań byłego kierownika kliniki szpitala MSWiA. Śledztwo w całości powierzono delegaturze CBA w Warszawie – dowiedział się portal Zero.pl.
Piotr Antoni Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, informuje, że chodzi o podejrzenie uzależniania wykonania czynności służbowej w warszawskim szpitalu MSWiA, „w krótkich odstępach czasu i wykonaniu z góry powziętego zamiaru, od otrzymania korzyści majątkowej”. Sprawdzany jest okres od 1 stycznia 2022 r. do 15 kwietnia 2025 r.
Tą korzyścią – w ocenie śledczych – może być otrzymanie pieniędzy w łącznej kwocie nie mniejszej niż 215 550,92 zł, poprzez uwarunkowanie przeprowadzenia w klinice pojedynczych zabiegów chirurgicznych leczenia nowotworu trzustki z użyciem robota da Vinci od dokonania wpłaty pieniędzy w kwocie 16 580,84 zł lub 19 464,54 zł na rzecz Fundacji przy Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie.
Formalnie mowa o czynie z art. 228 par. 4 kodeksu karnego w związku z art. 12 par. 1 kodeksu karnego, za który grozi kara pozbawienia wolności od roku do lat 10.
Nagranie z prywatnego gabinetu powodem kontroli
Działania śledczych są pokłosiem publikacji autorów Zero.pl, którzy w kwietniu 2025 r. (wówczas na łamach Rynku Zdrowia i Wirtualnej Polski), ujawnili nagranie z gabinetu prywatnego prof. Marka Durlika, który szefował kliniką w szpitalu MSWiA.
Lekarz mówił na nim jasno: wpłata ok. 20 tys. zł na fundację warunkuje przeprowadzenie operacji w lepszy dla pacjenta sposób. Spotkanie w prywatnym gabinecie kosztowało 1150 zł (650 zł za wstępną kwalifikację i 500 zł za samą wizytę). Profesor umawiał podczas tej wizyty termin przyjęcia do szpitala.
Po tekście kontrolerzy Narodowego Funduszu Zdrowia sprawdzili funkcjonowanie kliniki szpitala MSWiA. Nieprawidłowości wykryto w przypadku 97,1 proc. pacjentów oddziału.
Kontrola potwierdziła też, że przez lata funkcjonował system, w którym pacjenci byli zmuszani do wpłat na fundację przyszpitalną. Przyznało tak 36 osób, do których NFZ wysłał ankiety.
NFZ nałożył na szpital MSWiA karę w wysokości 507,5 tys. zł.
Dyrekcja szpitala musi przeprosić
Postępowanie w tej sprawie zakończył również rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. Stwierdził naruszenie zbiorowych interesów pacjentów. Nakazał szpitalowi zaprzestanie nielegalnej praktyki oraz zobowiązał dyrekcję do wystosowania przeprosin w kierunku pacjentów.
– Zidentyfikowaliśmy przypadki, w których dokonanie darowizny pieniężnej na rzecz określonej fundacji warunkowało i umożliwiało uzyskanie szybszego terminu wykonania zabiegu operacyjnego z zakresu leczenia raka trzustki lub wykonanie tego zabiegu z zastosowaniem systemu robotowego w ramach umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia – mówił Bartłomiej Chmielowiec dla Zero.pl.
Lekarz nie zgadza się z wynikami kontroli
Profesor Marek Durlik nie jest już kierownikiem kliniki w szpitalu MSWiA (przestał pracować 31 grudnia 2025 r., przeszedł do jednej z prywatnych sieci usług medycznych).
W rozmowie z Zero.pl kwestionuje ustalenia NFZ i rzecznika praw pacjenta. Podkreśla, że przy ustalaniu terminu operacji kluczowe były aspekty medyczne, a pacjenci w gorszym stanie byli ustawiani jako pilniejsi w kolejce do zabiegu. Innymi słowy, zdaniem Durlika kolejka przy poważnych chorobach nic nie mówi, bo trzeba patrzeć nie kto pierwszy przyszedł, tylko kto pierwszy wymaga operacji.
Rzecz w tym, że kontrolerzy NFZ nie znaleźli żadnych adnotacji, które uzasadniałyby dokonywanie przesunięć w kolejce – mimo że procedury nakładają obowiązek ich odnotowywania.
Dodatkowo są dowody w postaci relacji pacjentów, że odpłatność wpływała na sposób operowania. A także nagranie, z którego wprost wynika, że szybki termin przyjęcia był ustalany w prywatnym gabinecie lekarza.


