Wiem, że moje słowa wielu z Was zaskoczą, ale na wstępie należy zaznaczyć, że celem ataków dronowych na czołg nie jest zniszczenie go. Brzmi to zaskakująco, ale to rzeczywistość nowoczesnego pola walki. Głównym celem jest wyeliminowanie czołgu z walki i choć termin „zniszczony” i „wyeliminowany” brzmią podobnie to nie muszą być tożsame.
Jeden dron jeden czołg
Najlepszym przykładem takiego ataku było skuteczne rażenie ukraińskim dronem nacierającego pod Awdijiwką rosyjskiego czołgu T-90. Relatywnie tańszy dron FPV uderzył w czołg, a załoga zaczęła manewrować maszyną, aż w końcu uciekła. Z tego zdarzenia mamy wyłącznie krótkie nagranie z samego drona i drugiego obserwującego atak bezzałogowca. Widz nie wie ile uderzeń dronów wcześniej przyjęła maszyna i co przeżywała załoga. Czołg nie wygląda na zniszczony, a pomimo to spanikowana załoga opuściła pojazd. Nie zniszczono maszyny, ale wyeliminowano ją z pola walki. Następnie, nagrany z tego zdarzenia obraz, zamieszczony na rosyjskich mediach społecznościowych (na tzw. runecie), ma kolejne zadanie – jest operacją psychologiczną (tzw. psyops). Ma podkopać zaufanie załóg do maszyn na których służą i przerazić wszystkich żołnierzy wojsk lądowych, że skoro najnowsze czołgi tak marnie kończą, to co stanie się z całą resztą.
Ten sam czołg, który nagrano, ale z lepiej wyszkoloną i odważniejszą załogą, która miałaby lepszą świadomość sytuacyjną, z osłoną własnych dronów, być może mógłby kontynuować natarcie. Jeżeli do tego otrzymałby najnowocześniejszy aktywny system ochrony pojazdu (ASOP) to w oczach wielu analityków wojskowych staje się niezniszczalny. Nie zgadzam się z taką opinią i już wyjaśniam dlaczego.
Od wojny azersko-ormiańskiej o Górski Karabach w 2020 r. głównym zadaniem bezzałogowców nie jest skuteczność w niszczeniu celów, ale w operacji psychologicznej (psyops). Brzmi to jak wojskowa herezja, ale to prawda. Azerbejdżan ze wsparciem tureckich i izraelskich dronów wygrał wojnę, której wcześniej nie mógł rozstrzygnąć na swoją korzyść, ponieważ zamiast skupiać się na forsowaniu górskich fortyfikacji Ormian zaczął przede wszystkim niszczyć ich zaplecze i trasy logistyczne, a materiały wideo opublikował w Internecie. Wniosek z tych materiałów dla Ormian był oczywisty: nigdzie się nie ukryjecie. Ciągnącą się dekadami wojnę, przy pomocy operacji dronowej, rozstrzygnięto w kilka tygodni. Świat zobaczył bezbronnych żołnierzy, którzy nie wiedzą nawet skąd i kiedy nadciąga śmierć i rany.
Operacja psychologiczna, czyli Psyops
Umasowienie dronów przez Ukrainę zostało wykorzystane w podobny sposób. Materiały wideo z ataków dronowych mają powodować demoralizację wojsk rosyjskich, podkopanie zaufania żołnierzy do własnych systemów. Skuteczność tej taktyki doprowadziła do powstania strefy śmierci, czyli 10-kilometrowego pasa między pozycjami obu stron, gdzie każdy poruszający się pojazd lub żołnierz ulega „wyeliminowaniu”.
Zaznaczmy, ulega wyeliminowaniu w różnych okolicznościach. Bo jeden czołg trzeba wyeliminować 10 dronami, a na inny wystarczy jeden, by przestraszyć załogę, która porzuci „tańczyka”. Bo kilkaset tysięcy trafień dronami w ciągu miesiąca to może być droga rosyjska platforma, a może być też koło od wojskowej ciężarówki. Liczy się skala. Materiały wideo z ataków są tak umiejętnie cięte, że widz zawsze ogląda go z przeświadczeniem zniszczenia. Nie jest to wyłącznie domena Ukrainy i Rosji, podobne materiały – choć na mniejszą skalę - robi choćby Hezbollah. A niebawem będzie robiła każda ze stron konfliktu zbrojnego, bo takie materiały pojawiają i z odległej Birmy i z afrykańskiego Mali. To nie jest przypadek.
Czytaj także: „Aktywna obrona”. Estonia zmienia doktrynę na wypadek rosyjskiej inwazji
Atutem drona (i mówimy o różnych wielkościach i misjach bezzałogowców) jest jego relatywnie niższa cena od pierwotnego pocisku. Drony latające na strategiczne dystanse są tańsze od pocisków balistycznych, turbo-odrzutowe drony są tańsze od pocisków manewrujących, interceptory od przeciwrakiet, dron FPV jest tańszym ersatzem przeciwpancernego pocisku kierowanego, zwiadu lotniczego, a nawet ognia moździerzowego. Z tego tytułu zwycięża w wojnie koszt-efekt. Koszt ukraińskiego drona FPV to między 500, a 5 000 USD, koszt czołgu to między 1-4 miliony USD. Przelicznik jest banalny, pokazujący, że operator drona może sobie pozwolić na utratę wielu bezzalogowców, by wyeliminować czołg. Pokazuje też, że nacierający Rosjanie wciąż nie mogą sobie pozwalać na utratę wielu czołgów.
Dlatego nie uważam hipotezy o końcu „dronozy” za trafną. Zwolennicy takiej prognozy twierdzą, że wskazują na to trzy dowody, które pojawiły się w ostatnich tygodniach. Po pierwsze, rzekomo udane natarcie rosyjskiego czołgu, rosyjskie manewry z Chinami oraz ostatni rajd pancerno-zmechanizowany ze strony Ukrainy. Rozłóżmy te trzy przypadki na tzw. czynniki pierwsze.
We wrześniu Rosjanie podali, że czołgi T-90M z 228. Gwardyjskiego Pułku Strzelców Zmotoryzowanych przełamały front w Donbasie. Tym przełamaniem miało być przejechanie przez jedną z maszyn 12 kilometrów, od swoich pozycji. Rajd ten stał się rzekomym dowodem na koniec „dronozy”, co jest o tyle absurdalne, że załoga uciekła z czołgu po 40 trafieniem drona. Faktycznie, udało się jej odwlec wyeliminowanie czołgu przez bezzałogowce, użyto więcej dronów, ale finalnie efekt był podobny. Czołg ten, podobnie jak inne rosyjskie maszyny, został dopancerzony prowizorycznymi antydronowymi ekranami i wyglądał jak jeż.
Główna strefa śmierci to około 10-kilometrów terenu między walczącymi stronami. Ale za nią są kolejne pasy terenu również rażone przez przez bezzałogowce. Przejechanie strefy śmierci nie jest równoznaczne z przełamaniem frontu, bo dawna nomenklatura na zerówkę (null), czyli pierwszą linię frontu, się zdezaktualizowała. Trafniejsza jest analogia o tzw. szarej strefie (grey zone), pasie ziemi niczyjej, nad która dominują drony. Ponadto, rajd ten miał wymiar taktyczny a nie strategiczny, nie było więc żadnego wielkiego przełamania. Nie bagatelizuję tej sytuacji, bo pokazuje ona, że Rosjanie uczą się operacji pancernych pomimo dominacji dronów, a jest to szalenie niebezpieczne.
Ćwiczenia z dronami
Kolejnym dowodem na kres „dronozy” mają być ćwiczenia Federacji Rosyjskiej z państwami Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym oraz Chińską Republiką Ludową - „Centrum 2026”. Ten argument jest jeszcze bardziej absurdalny od poprzedniego. Powodem końca dronozy ma być skuteczne zaprezentowania systemu aktywnej obrony Arena-M „w akcji” na T-90 M, który rażony dronami je neutralizował. Sęk w tym, że nie wszystkie, a ćwiczebne natarcia Rosjan poprzedziły drony podpalające, a obok jeździł czołg-dron „Szturm”. Taki to koniec „dronozy”.
Czytaj także: Planowane ataki nożowników? Szef MON: Leży to w strategii Federacji Rosyjskiej
Arena-M to rosyjski aktywny system ochrony do neutralizacji zagrożeń przeciwpancernych, takich jak pociski kierowane, granaty i drony FPV. System ten jest modernizowany. Opinie po ćwiczenia są niejednoznaczne, poprzednio także nie było pewności czy Arena-M jest skuteczna czy nie. Załóżmy, że jest. Co to oznacza? Nawet jeżeli liczbę amunicji ochronnej zwiększono z 12 do 36, to nie da się tego robić w nieskończoność. Jeżeli na wyeliminowanie czołgu będzie potrzeba 50 dronów, to w skali produkcji na Ukrainie (10 milionów sztuk rocznie) jest to wciąż korzystne w wojnie koszt-efekt. Ponadto, załóżmy papierową wersję, że rosyjski czołg osłaniany jest z powietrza przez swoje drony, ma dodatkowe ekrany ochronne i nowy ASOP (co jedno może przeszkadzać drugiemu), pod pancerzem jedzie dobrze wyszkolona załogą, ze świadomością sytuacyjną i z dobrym dowódcą. To wciąż są tylko ludzie, których psychika ma wytrzymać kilkadziesiąt uderzeń bezzałogowców, z czego część podpali maszynę.
Ten wyścig jest też w drugą stronę. Ukraińcy, aby pokazać, że nie są gorsi, wysłali do szturmu swój czołg w obstawie M2 Bradley wspierany przez droniarzy z formacji Kod 9.2. Natarcie przeprowadzono w obwodzie charkowskim, pojazdy były – podobnie jak rosyjskie – dopancerzone ekranami-samoróbkami i wyglądały jak pojazdy z Mad Maxa.
Operowały w obstawie lotniczej dronów. Kijów pochwalił się, że wykonały swoją misję. Obie strony pokazały, że śmielej operują czołgami, ale wciąż obawiają się dronów dominujących na polu walki. Jeżeli to jest dowód na koniec „dronozy”, to znaczy że rewolucja dronowa wciąż trwa.


