Reklama
Wojsko

„Tarcza Wschód”, czyli polska linia umocnień na tle doświadczeń Ukrainy

Linie umocnień przeżywają renesans na współczesnych polach bitew. Tam gdzie trwają walki, masowo rozrzuca się miny i rozstawia zapory przeciwpancerne. Stalowe jeże chroniły ukraińskie miasta w 2022 r. a rosyjska Linia Surowikina zatrzymała kontrofensywę Ukraińców na Zaporożu w 2023 r. Są też negatywne przykłady jak umocnienia Ormian broniące Górski Karabach, czy historyczna „Linia Maginota”, która stała się symbolem zmarnowanej fortyfikacji. Z których wzorców skorzysta Polska?

Michał Bruszewski
Opinia autorstwa: Michał Bruszewski
Dzisiaj 20:19
8 min
Zabrost Wielki, 20.08.2026. Budowa zapory w ramach dnia dla mediów dot. polsko-niemieckiej współpracy przy realizacji programu „Tarcza Wschód”, 20 bm. w miejscowości Zabrost Wielki. (mr) PAP/Marcin Obara (fot. Marcin Obara / PAP)

– Po dwóch latach programu Tarczy Wschód w wielu miejscach osiągana jest wstępna gotowość operacyjna – zaznaczył w piątek wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.

Na budowę „Tarczy Wschód” wydano już 10 mld euro. Polska linia umocnień ma mieć potencjał odstraszania i jest jego zdaniem „wielką misją” oraz „projektem sojuszniczym”, ponieważ w budowie umocnień pomagają wojskowi inżynierowie z niemieckiej Bundeswehry, a dołączyć mają Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi.

–Budujemy nie mur na granicy, lecz system, który ma dać Polsce jak i NATO przewagę czasu, terenu i informacji – stwierdził w piątek zastępca szefa Sztabu Generalnego WP gen. broni Stanisław Czosnek. W jego opinii „Tarcza Wschód” staje się elementem szerszej architektury obrony NATO.

Tarcza Wschód, a miecz

Inną sprawą jest program o kryptonimie „Wschodni Miecz”, który pojawił się na briefingu Ministerstwa Obrony Narodowej. Ma on polegać na zdolności Polski do dalekiego rażenia przeciwnika poza naszymi granicami (nawet na dystansie tysiąca kilometrów). Interpretuję go właśnie jako zdolności, a nie wyłącznie dedykowany do samej Tarczy Wschód, bo „wschodnim mieczem” będą przecież zarówno pociski JASSM dla bojowego lotnictwa, amunicja do artylerii rakietowej, użycie naszych przyszłych AH64 Apache, oraz rokujących bezzałogowców takich jak Warmate 50, Dron Striker, a być może polski Shahed, czyli Hornet (którego nazwy nie można mylić z amerykańsko-ukraińskim dronem, który niszczy szlaki logistyczne na zapleczu frontu wojny rosyjsko-ukraińskiej).  

Reklama
Reklama

Czym jest Tarcza Wschód? To strategiczny program ufortyfikowania wschodniej granicy Polski – na ile to możliwe w czasach pokoju – planowany na lata 2024-2028. Tarcza Wschód będzie się docelowo składać z kilku „warstw”. Najbardziej widoczne, w postaci żelbetonowych zapór przeciwczołgowych są budowane umocnienia – zabudowa linearna i zapory inżynieryjne, a za nimi okopy i stanowiska strzeleckie. Nie mniej ważne są środki do rozpoznania i przeciwdziałania (drony i satelity), logistyka oraz magazynowanie, a także mobilność nad granicą i odpowiednia infrastruktura. Nie jest to program odosobniony, bo analogicznie budowana jest Bałtycka Linia Obrony – wspólny projekt Litwy, Łotwy i Estonii.

Jak raportuje Sztab Generalny Wojska Polskiego, zabezpieczono już 150 km newralgicznych odcinków granicy (za pół roku ma to być 200 km), zablokowano 5 przejść granicznych (spotka to kolejne 12), zbudowano 18 miejsc składowania, do końca 2026 r. na wschód przemieszone zostanie 300 tys. betonowych jeży, pozyskano ponad 100 działek o powierzchni prawie 580 ha. Tarcza Wschód powstaje na ziemiach skarbu państwa, samorządowych oraz nabytych.

Tarczę Wschód wspierać będą systemy przeciwlotnicze i antydronowe (w ramach programu SAN), pojazdy minowania narzutowego Baobab-K oraz Baobab-G, bezzałogowe systemy rozpoznawcze takie jak FlyEye i poszukiwawczo-uderzeniowe Gladiusy.

Reklama
Reklama

MON zapewnia, że Polska potrzebuje 48 godzin by m.in. przy pomocy systemów Baobab zaminować wschodnią granicę naszego kraju. Ponadto Polska wypowiedziała Konwencję Ottawską, która zabraniała nam wykorzystania min przeciwpiechotnych (jedynie z opcją przeciwpancernych). Według oficjalnych danych, Polska jeszcze w czasie trwania pierwszej fazy wojny rosyjsko-ukraińskiej, zniszczyła ponad milion min przeciwpiechotnych ze swojego arsenału. Liczę, że przezornie kierownictwo naszego państwa zadbało o to, by wspomniane miny cudem odnalazły się w magazynach wbrew skrupulatnie wypełnionym tabelkom.

Polska Linia Umocnień

Swego czasu gen. Wiesław Kukuła powiedział, że „Tarcza Wschód” to nie jest „polska Linia Maginota”. Upiór nieszczęsnego ministra wojny Francji, André Maginota, wisi nad każdą linią umocnień i wszyscy po doświadczeniach Francji z 1940 r. zadają sobie wyłącznie jedno pytanie: zadziała czy nie?

Obyśmy nigdy nie musieli tego sprawdzać, ale warto zrozumieć na czym opiera się klęska niektórych projektów umocnień. Trauma okopów I wojny światowej sprawiła, że w latach 1929-1934 r. ufortyfikowano (właściwa Linia Maginota) granicę z Niemcami i Luksemburgiem lekceważąc, z winy marszałka Phillipe Pétain’a kierunek Ardenów. Zapomniano o odcinku granicy z Belgią, przez którą właśnie uderzyły wojska III Rzeszy. Umocnienia na tej granicy były słabsze, ale to właśnie tam była główna oś natarcia.

Reklama
Reklama

Mało tego, niemiecka grupa armii „C” miał za zadanie wiązać Linię Maginota, więc wojska niemieckie rozlewały się po Francji, a fortyfikacja trwała. Doszło do paradoksu, że 14 czerwca Niemcy już byli w Paryżu, a forteca Fermont i Immerhof trwały w zasadzie do końca czerwca. Operacja się udała, ale pacjent zmarł – fortyfikacja okazała się skuteczna, ale Francja szybko przegrała wojnę, bo Niemcy ją ominęli.

Nowszy przykład

Tyle, że to przykład z XX w. Z ostatnich konfliktów zbrojnych warto przytoczyć 2020 r. i konflikt o Górski Karabach pomiędzy Azerbejdżanem, a nieuznawaną Republiką Arcach i Armenią.

Ormiańska wojna obronna 2020 r. w Górskim Karabachu powinna być wojskową przestrogą, że dogodne linie obrony bez wsparcia z powietrza są niewiele warte na współczesnym polu walki. Co wydarzyło się między 1994 r. – gdy Ormianie pokonali Azerów, a 2020 r. – gdy w kiepskim stylu przegrali 44-dniową wojnę?

Górskie ukształtowanie terenu, na którym walczono przecież się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, Ormianie kontrolowali dogodne pozycje obronne, ufortyfikowali je i kolejne próby azerskich ataków rozbijały się o ormiańską linię obrony. Wojna o Górski Karabach wydawała się nie do przegrania przez Ormian, bo na straży stał górski pas umocnień. Tymczasem Azerbejdżan ze wsparciem Turcji przeprowadził kampanię lotniczo-dronową, która przerwała linie zaopatrzenia Ormian, podkopała ich morale, bo każdy pojazd na tyłach był narażony na atak.

Reklama
Reklama

Dronowa wojna psychologiczna sprawiła, że górskie umocnienia stały się bezużyteczne, bo opór złamano w powietrzu. Azerowie podeszli z artylerią pod Stepanakert – stolicę Arcachu i było już de facto po wojnie.

To przykłady negatywne, ale wojna rosyjsko-ukraińska wielokrotnie potwierdziła zasadność fortyfikacji jako takich, a wręcz nastał renesans najtańszych rozwiązań. Rebelia prorosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy, inspirowana i wspierana przez Moskwę, z fazy manewrowej w 2014 r. przerodziła się w wojnę okopową w latach 2015-2022. Kopano transzeje i umacniano się na pozycjach.

Ukraińskie fortyfikacje

W lutym 2022 r. pod każdym miastem stawiano stalowe jeże, relatywnie tanie (mogą być spawane z torów kolejowych), które blokowały ruch pojazdów i na tzw. blokpostach uniemożliwiały transport rosyjskim dywersantom, w miastach frontowych, wymuszały na Rosjanach omijanie zapór.

Co do skuteczności umocnień warto zauważyć, że ukraińskie miasto Awdijiwka broniło się w latach 2014-2024, czyli przez dziesięć lat. Na tzw. linii styku na Ukrainie zaroiło się od min. Ograniczyło to manewr wojsk pancernych i zmechanizowanych. Przekonywali się o tym nie tylko Rosjanie, ale także Ukraińcy.

Źle rozplanowana ukraińska kontrofensywa z czerwca 2023 r. zderzyła się z tzw. Linią Surowikina (od nazwiska generała Siergieja Surowikina), która to wytyczona przez Zaporoże opierała się o gęste pola minowe, rowy przeciwczołgowe i linie okopów. Ukraińcy byli przygotowani by poradzić sobie z tą linią umocnień bo posiadali wozy inżynieryjno-saperskie Leopard 2HR HMBV, Wisent-1 MC, pojazdy rozminowania UR-77 z wydłużonym ładunkiem, pojazdy inżynieryjne IMR-2, a czołgi torujące miały zamontowane trały.

Reklama
Reklama

Co, więc poszło nie tak? Pojazdy były atakowane przez kierowane pociski przeciwpancerne, z powietrza przez drony-kamikadze FPV albo Lancet. Ofensywę widziano z powietrza i rażono zanim specjalistyczne pojazdy mogły przedrzeć się przez gęstą sieć blokad.

To samo obecnie robią Ukraińcy zasypując tzw. strefę śmierci dronami. Zanim rosyjskie pojazdy przedrą się do ukraińskich umocnień są rażone z powietrza.

I w tym tkwi sekret umocnień. Same z siebie mogą być bezużyteczne. Wspierane z powietrza stają się realnym zagrożeniem dla atakującego przeciwnika. Co logiczne, nie może on nacierać przez pola minowe i zapory, musi je albo ominąć, albo niszczyć z użyciem wojsk inżynieryjnych i specjalistycznego sprzętu. To zawsze daje czas obrońcom. Linia umocnień musi być także większą częścią strategii państwa, a nie tylko zaporą na poziomie taktycznym.

Źródło: Zero.pl
Michał Bruszewski
Michał BruszewskiDziennikarz