Reklama
Reklama
Reklama

„Legalne niewolnictwo”. Franczyzobiorcy Żabki o długach i depresji

TYLKO NA
listing
Spała w sklepie, myła się w zlewie. Franczyzobiorczyni Żabki o pracy po 17 godzin. (fot. Kanał Zero)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Pracują po 17 godzin, zadłużają się, kłócą z bliskimi, a część traci zdrowie psychiczne. W reportażu Kanału Zero franczyzobiorcy Żabki opisują, jak wygląda ich życie w sieci. Spółka odpowiada, że model jest rentowny, a większość współpracowników nie ma zadłużenia.

  • Bohaterowie reportażu Kanału Zero opisują pracę trwającą nawet 17 godzin na dobę. Część franczyzobiorców wspomina o zadłużeniu sięgającym 400 tys. zł oraz załamaniach nerwowych.
  • Rozmówcy wskazują na narzucanie asortymentu przez przedstawicieli i ciągły stres. Napięcia przenosiły się bezpośrednio do domów, wywołując poważne konflikty rodzinne.
  • Przedstawiciel spółki zaznacza, że zrzesza ona ponad 11 tys. franczyzobiorców w ponad 13 tys. sklepów. Podkreśla, że model jest rentowny, a większość partnerów nie ma długów.
  • Ruszyła „Interwencja Zero”, zupełnie nowy, interwencyjny program w Kanale Zero. Odcinki emitowane są na żywo od poniedziałku do piątku o godz. 8 rano.

Zielone szyldy sklepu Żabka każdego dnia mijane są na ulicach polskich miast przez miliony osób. Po drugiej stronie lady, jak opowiadają bohaterowie reportażu Kanału Zero, toczą się dramaty. Franczyzobiorcy Żabki opisują pracę po kilkanaście godzin na dobę, noce spędzone na rozkładaniu towaru i koszty, które według nich przerastają przychody. Niektórzy mówią o długach sięgających nawet 400 tys. zł, lęku i depresji. 

Jedna z bohaterek reportażu Moniki Krześniak mówi wprost, że jej doświadczenie skończyło się szpitalem psychiatrycznym, próbami samobójczymi i widmem utraty dzieci. Wierzyła, że prowadzenie sklepu da jej niezależność i pozwoli spełnić marzenia rodziny. Dziś twierdzi, że gdyby wiedziała wcześniej, jak to wygląda, nigdy by się na to nie zdecydowała. Przekonuje, że całość przedstawiono jej „tak pięknie”, że w to uwierzyła.

Najtrudniejszy moment, jak opowiada, nadszedł, gdy w domu zabrakło pieniędzy nawet na jedzenie. Ma dwóch synów: trzymiesięcznego i sześcioletniego. Starszy, według jej relacji, "płakał, że nie było na jabłuszko". Wtedy uznała, że zawiodła wszystkich i że lepiej, żeby jej nie było.

Reklama
Reklama

– Wzięłam sobie sznurek i poszłam do lasu. Ucałowałam syna. Ucałowałam chrześnicę – opowiadała.

Uratowało ją zdjęcie dziecka, które wyświetliło się na ekranie telefonu.

Rodzina pod presją

Kobieta mówi, że prosiła o pomoc opiekę społeczną, ale jej stan psychiczny nie pozwalał na podjęcie pracy. Dziś, jak relacjonuje, toczą się rozmowy o odebraniu jej dzieci z powodów finansowych. Mówi też, że przyjmuje leki, w tym uzależniające, bo bez nich nie byłaby w stanie funkcjonować. Twierdzi, że sieć odebrała jej reputację i tożsamość, a największe straty poniosło jej zdrowie.

Podobne doświadczenia opisuje kolejny rozmówca Kanału Zero. Sklep był formalnie prowadzony przez żonę, więc, jak mówi, nie miał żadnej mocy, by protestować. Nie chciał zamawiać towaru, który narzucała mu przedstawicielka sieci, bo uważał, że wie, co się sprzedaje, i nie zamierzał wyrzucać własnych pieniędzy. Według niego żona usłyszała wtedy, że ma „usunąć męża”, bo inaczej sieć zabierze jej sklep.

Efektem, jak mówi, były domowe spory. Małżonkowie żyli „jak pies z kotem”, a świadkami kłótni były dzieci. Mężczyzna opowiada, że telefony od przedstawicielki sieci odbierane na głośnomówiącym słyszał także on. Przyznaje, że sam też nie był w lepszej kondycji, a para straciła wspólny język. Zamiast się wspierać, jak mówi, pogłębiali problemy.

„Bo ja w sklepie moim mieszkałam”

Inna rozmówczyni opisuje życie, które nazywa „legalnym niewolnictwem”. Mówi, że przez pierwsze trzy miesiące spała, jadła i myła się w sklepie, w zlewie. Początkowo nie stać jej było na pracownika, więc dokładała oszczędności. Zapewnia, że dni od szóstej do dwudziestej trzeciej nie były wyjątkiem, a noce spędzała na układaniu towaru. Pomagali jej mama i mąż.

Reklama
Reklama

Kobieta podkreśla, że od początku mówiła rekruterom, iż nie szuka etatu i nie zamierza stać w sklepie po 17 godzin. Według niej usłyszała, że model Żabki zakłada dwie osoby na zmianie i franczyzobiorcę jedynie jako wsparcie. Dziś mówi:

– Czuję się bardzo oszukana.

Miała prowadzić działalność gospodarczą, a, jak twierdzi, znalazła się na „ukrytym etacie”, w którym ktoś zarządza jej czasem.

Przedstawiciel Żabki Polska, pytany o średni czas pracy franczyzobiorców, odpowiedział, że takich danych nie ma ani nie mierzy. Wskazał, że modele są różne: jedni spędzają w sklepie całe dnie, inni działają rzadziej, a część prowadzi sklepy rodzinnie. Dodał, że sieć liczy ponad 13 tys. sklepów i 11 tys. franczyzobiorców, więc przedsiębiorca może prowadzić sklep efektywnie.

Według niego gdyby model nie był rentowny, nikt by w nim nie pracował. Zapewnił też, że większość franczyzobiorców nie ma zadłużenia wobec sieci. Rozmówcy reportażu twierdzą natomiast, że doświadczają czegoś innego, i zabiegają o ustawę franczyzową.

Franczyzobiorcy Żabki opowiedzieli Monice Krześniak o dramatach, które przeżyli, prowadząc sklepy. Czują się zmanipulowani przez przedstawicieli sieci i pozostawieni sami sobie przez państwo. Dziś walczą o to, by politycy uregulowali franczyzę ustawą.

Reklama
Reklama

Dlaczego ich historie potoczyły się tak fatalnie? Co na to sama Żabka? Więcej w materiale na Kanale Zero.

Jeśli jesteś w trudnej sytuacji, nie wahaj się sięgnąć po profesjonalne wsparcie. Gdzie szukać pomocy?

  • 116 111 – całodobowy telefon zaufania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę dla dzieci i młodzieży
  • 116 123 – całodobowy telefon zaufania Instytutu Psychologii Zdrowia PTP dla osób dorosłych
  • 800 70 22 22 – całodobowy telefon Fundacji Itaka dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym
  • zwjr.pl – platforma pomocowo-edukacyjna poświęcona zapobieganiu samobójstwom
Reklama
Reklama