
Malowniczy zakątek Mazur może zmienić się nieodwracalnie. Tak przynajmniej uważają ci, którzy alarmują, że inwestorzy chcą niedaleko Krutyni budować osiedle luksusowych rezydencji. – To śmiertelne zagrożenie – grzmi stojący na czele protestu sołtys Gałkowa. Jeden z inwestorów odpiera jednak zarzuty. I zapewnia, że choć obecnie sam nie wie, co mógłby wybudować, to krajobrazu nie zniszczy.
- Inwestorzy przejmują Mazury. Budują hotele, pensjonaty, siedliska i gospodarstwa agroturystyczne. Plany inwestycyjne objęły również Polanę Ukciańską, malowniczy i prestiżowy zakątek Mazur.
- Gdy do urzędu gminy trafiły pierwsze dokumenty, okoliczni mieszkańcy, z sołtysem Aleksandrem Potockim na czele, zaczęli protestować. Jak twierdzą, inwestorzy planują budowę osiedla luksusowych rezydencji, które mogą nieodwracalnie zniszczyć bezcenny i chroniony krajobraz.
- Jeden z inwestorów odpiera jednak wszystkie zarzuty. Tłumaczy, że obecnie sam nie wie, co mógłby wybudować. Ale zapewnia, że nie zamierza niszczyć okolicy, w której zbudował swój dom.
- Pojechaliśmy na miejsce, aby porozmawiać z mieszkańcami i zobaczyć działki, które mogą zostać zabudowane. Odwiedziliśmy również urząd gminy, jednak burmistrz nie znalazł czasu na rozmowę.
Malownicze łąki, pola i lasy, nieopodal rzeka Krutynia, okrzyknięta mianem jednej z najpiękniejszych w kraju. To krajobraz Polany Ukciańskiej, która przyciąga nie tylko turystów, lecz także ludzi z listy najbogatszych i tych znanych z pierwszych stron gazet. Wzdłuż szutrowych dróg rozrzucone są więc nie tylko gospodarstwa agroturystyczne i pensjonaty. Jest też luksusowy hotel, obok którego mieści się słynna Stadnina Koni Ferensteinów, widać okazałe rezydencje. Kawałek dalej stoi restauracja i pensjonat, które prowadzi Aleksander Potocki, sołtys wsi Gałkowo.
– To wszystko, co tutaj widać, ma zniknąć – opowiada Potocki, przejeżdżając między polami. – Żyjemy z turystów, z tego, że jest tu przestrzeń, natura i czyste powietrze. Raptem pojawia się jednak grupa bardzo bogatych ludzi, którzy chcą budować wręcz osiedle, jak to powiedział inwestor, luksusowych domów agroturystycznych. Myśmy wyliczyli, że może to być nawet 80 budynków. Nie mówię, że inwestor tyle wybuduje, ale może to zrobić – stwierdza.
Inwestorzy swoje plany mają na papierze, a konkretnie w Zintegrowanych Planach Inwestycyjnych, z którymi zwrócili się do gminy. ZPI to nowe narzędzie planistyczne, w którym gmina negocjuje z inwestorem nie tylko warunki zabudowy, ale też budowę inwestycji uzupełniających na rzecz lokalnych społeczności. W maju 2026 r. radni gminy Ruciane-Nida wyrazili zgodę na sporządzenie planów obejmujących okolice Gałkowa, Wojnowa, Nowej Ukty i Zameczka. Choć w dokumentach mowa jest o „zabudowie zagrodowej”, to protestujący mieszkańcy z sołtysem Potockim na czele alarmują, że charakter planowanych inwestycji może być zupełnie inny.
– Nie planuję tam 80 domów, nie planuję betonowania tej przestrzeni, nie buduję na środku Krutyni. Nie planuję też żadnych domów na wynajem – odpiera jednak zarzuty Sławomir Golonka, przedsiębiorca i jeden z inwestorów.
„Śmiertelne zagrożenie”
Dolina Krutyni i Polana Ukciańska to tereny chronione. Znajdują się w Mazurskim Parku Krajobrazowym, przestrzeni Rezerwatu Biosfery UNESCO „Jeziora Mazurskie” i obszarze Natura 2000, dlatego nowym inwestycjom sprzeciwiają się nie tylko lokalne stowarzyszenia, sołectwa, ale również Mazurski Park Krajobrazowy. Jak zauważa dr Jerzy Kruszelnicki, przewodniczący Fundacji na rzecz Ochrony Mazurskiego Parku Krajobrazowego, rezerwat biosfery to jedyny w województwie obiekt pod egidą UNESCO. – Jeśli chcemy zachować przyrodę, to musimy trzymać się tego, co jest w prawie miejscowym. Uważam, że sprawę należy zamknąć na tym etapie, odrzucając te wszystkie plany inwestycyjne – stwierdza. – Pierwotnie to rozwiązanie (ZPI – przyp. red.) miało przecież nie dotyczyć terenów chronionych, tylko przyspieszyć inwestycje budownictwa wielorodzinnego w aglomeracjach – zauważa.
– Te pola przetrwały dzięki przepisom prawa, które my, jako mieszkańcy, respektujemy. Nie podobają nam się niektóre zapisy, ale takie jest prawo – mówi z kolei sołtys Potocki. – Dzisiaj ZPI jest śmiertelnym zagrożeniem dla tych wszystkich pól, dla naszych wiosek. To niezwykle niebezpieczny precedens, bo już jest jedna inwestycja w Kamieniu, która przeszła. Mamy nadzieję, że u nas uda się zatrzymać tę nadchodzącą katastrofę – dodaje.
Gdy mijamy kolejne wioski, sołtys opowiada, że w niemal każdej znaleźć można gospodarstwo na sprzedaż. – Sprzedajmy więc to, co jest, a nie budujmy – mówi.

Aleksander Potocki jest sołtysem wsi Gałkowo, właścicielem restauracji i pensjonatu (fot. Konrad Zamaro / Kanał Zero)
– Ale każdy musiał się najpierw wybudować, pan również – zauważam.
– Nikt z nas nie jest przeciwnikiem tego, żeby ktoś wybudował swój dom, zamienił oborę, której nie używa, na pensjonat. Jesteśmy przeciwni inwestorom, którzy przyjeżdżają, zabudowują, oddają w prowadzenie komuś innemu, zatrudniają obcokrajowców i wyjeżdżają. Zapytany kiedyś, czy Gałkowo i to, co ja robię, jest biznesem, odpowiedziałem: to jest sposób na życie – odpowiada sołtys Potocki. – Wszyscy, którzy wybudowali cokolwiek na Polanie Ukciańskiej, zrobili to zgodnie z przepisami, zgodnie z planem ochrony Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Każdy z nas wie, ile to jest dokumentów, ile procedur trzeba było zachować – podkreśla.
O swoich obawach mówią również mieszkanki Wojnowa, jednej ze wsi, w której okolicy mogłaby powstać nowa inwestycja. – Staniemy się po prostu taką drugą Warszawą – obawia się Urszula. – Martwię się, jak to będzie wyglądało, bo mamy tutaj niesamowity skarb. Miałam do czynienia z tysiącami osób, które do nas przyjeżdżają, i wiem, że spacer do Gałkowa przez drogi wśród łąk to główny punkt programu. Zniszczenie natury i przestrzeni, którą tu mamy, zajmie rok albo dwa, ale nie wróci to nigdy – alarmuje Joanna.
– Inwestycje są ważne, szczególnie dla takiej gminy jak nasza, gdzie turystyka jest głównym źródłem dochodu. Tylko pytanie, jakim kosztem? Czy my nie strzelimy sobie w kolano? – zastanawia się mieszkanka Wojnowa.

Dolina Krutyni i Polana Ukciańska to malowniczy, ale też prestiżowy zakątek Mazur (fot. Konrad Zamaro / Kanał Zero)
Inwestor odpiera zarzuty
Zupełnie inaczej sprawę widzi jeden z inwestorów. Sławomir Golonka zwraca uwagę, że wśród protestujących przeciwko jego planom są ci, którzy w tej samej okolicy zrealizowali swoje inwestycje. – Przez 30 lat, mimo że wokół powstało wiele budynków, nigdy nie wystąpiłem przeciwko żadnemu sąsiadowi. Uważałem, że jeżeli przechodzi prawidłowy proces uzyskania pozwolenia na budowę, to ja mogę mieć swój pogląd na ten temat, ale nie jestem od tego, żeby wydawać decyzje za powołane do tego urzędy – mówi. Co więcej, według inwestora część osób, które podpisały się pod protestem, jednocześnie wnioskowała o wydanie warunków zabudowy na tym samym obszarze.
– Nie rozumiem, dlaczego jedni mogą, a drudzy nie – zastanawia się Golonka. – Uważam, że legalnie wybrane władze gminy są od procedowania takich rzeczy. Był okres na konsultacje, uwagi zostały zgłoszone i rozumiem, że zostaną uwzględnione przy podejmowaniu wszelkich decyzji – zaznacza.
We wnioskach, które opublikowano na stronach gminy, zawarte są tylko ogólne plany. Na mapach widać zarysowane drogi, ale informacji o tym, co konkretnie miałoby powstać, nie ma. – Jak większość osób, które posiadają ziemię, dbam o zabezpieczenie jej wartości. I złożyłem w tej chwili wnioski o to, żeby ta wartość nie uległa deprecjacji. To, co planuję zbudować, będzie przedmiotem analiz – tłumaczy inwestor. – Jednym słowem: nie da się powiedzieć, co planuję. ZPI nie jest pozwoleniem na budowę. Dopiero przy pozwoleniu odpowiednie instytucje będą decydować, czy konkretny budynek może powstać – zauważa.
– Trzeba wykluczyć to, że chcę zrobić krzywdę mieszkańcom, przyrodzie, otoczeniu – zaznacza. Inwestor twierdzi również, że wielu mieszkańców wprowadzono w błąd, bo do petycji dołączono zdjęcia domów szeregowych, które stoją ciasno jeden obok drugiego. – To na pewno nie jest w żadnym z moich dokumentów – zaznacza. – Do tej pory na tej ziemi, którą mam w większości od 25 lat, zbudowałem swój dom. Mazury są moim ukochanym miejscem, część tych gruntów widać z moich okien – mówi.

Sławomir Golonka jest jednym z inwestorów, którzy odpierają zarzuty sołtysa (fot. Konrad Zamaro / Kanał Zero)
– Jeżeli miałby pan coś budować, co by to było? – dopytuję.
– Tylko takie domy, jak mój dom – stwierdza Golonka. – Na pewno jest wiele osób, które tak jak ja będą chciały się przenieść tutaj z dużych miast. Prosta argumentacja ekonomiczna mówi, że zniszczenie krajobrazu spowoduje, że jakakolwiek inwestycja nie miałaby sensu, więc dlaczego miałbym go zniszczyć?
Inwestor podkreśla również, że wniosek, który trafił do urzędu, jest „normalną procedurą administracyjną”. – Niczego złego nie zrobiłem – stwierdza Golonka. – Jeżeli w tym miejscu nie wolno wybudować, to gdzie wolno wybudować na Mazurach cokolwiek? Nad rzekami, nad jeziorami, w lesie? ZPI pokazuje pewną wizję, jak mogłoby to wyglądać w wariancie maksymalnym, ale wiedząc od razu, że on nie jest realny – stwierdza.
Czytaj też: Metr wody i niemal 10 milionów dotacji. Tak rodzinna gmina marszałka odbuduje remizę OSP
Decyzja w rękach gminy
W dobre intencje inwestorów nie wierzy sołtys Aleksander Potocki.
– Taka inwestycja zabierze gości lokalnym agroturystycznym kwaterom. Wodociąg, który jest w Ukcie, nie jest w stanie obsłużyć tak ogromnego zużycia wody. Już teraz kanalizacja w Nidzie wybucha w piwnicach – wylicza zagrożenia. – Głęboko wierzę, że radni nas posłuchają. Nie chcemy, by zniszczone zostało to, co nam przynosi dochód, co jest częścią naszego życia. Wierzę, że rada nie przyjmie planów inwestycyjnych i to szaleństwo się skończy. Liczę na naszych ludzi, których my wybraliśmy, że wszystko sprawdzą i przeprowadzą kontrolę. I wtedy się okaże, czy jest tak, jak być powinno – stwierdza sołtys.

Działki objęte Zintegrowanymi Planami Inwestycyjnymi to dzisiaj pola i łąki (fot. Konrad Zamaro / Kanał Zero)
Władze gminy na naszą prośbę o rozmowę z burmistrzem nie odpowiedziały. W trakcie realizacji materiału burmistrz nie znalazł czasu na rozmowę.

