Reklama
Reklama
Reklama

Maja Chwalińska po meczu. „Cały czas wierzyłam”

Maja Chwalińska
Maja Chwalińska (fot. Wu Zhizun / East News)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

– Gram w tenisa od 18 lat i myślę, że czasem trzeba po prostu wierzyć, że w odpowiednim czasie odpowiednie rzeczy się wydarzą. Ten sezon jest tego potwierdzeniem – powiedziała Maja Chwalińska, triumfatorka turnieju WTA w Wuhan. To jej pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach tej rangi.

  • – Jest dumna z tego, że wierzyłam w odwrócenie meczu – powiedziała Maja Chwalińska po wygraniu turnieju WTA 1000 w Wuhan.
  • W niedzielnym finale po blisko trzygodzinnym boju pokonała brytyjską tenisistkę Sonay Kartal 2:6, 6:4, 6:2.
  • W poniedziałek awansuje na 11. miejsce w rankingu światowym.

Obie tenisistki we wcześniejszych meczach w Wuhan imponowały grą w obronie, przebijając niemal każdą piłkę. W niedzielę grały ze sobą po raz pierwszy, a otwierający set należał do Brytyjki.

Brawo Maja! Historyczny sukces Chwalińskiej

Chwalińska przede wszystkim miała problem z serwisem i po kilkunastu minutach przegrywała 1:4. Słynąca z solidnej gry Polka popełniała też sporo niewymuszonych błędów. Łącznie w pierwszym secie miała ich 10, wobec sześciu rywalki i dość gładko przegrała go 2:6.

Chwalińska: finał był wielkim wyzwaniem

– Finał był wielkim wyzwaniem. Sonay zaczęła go bardzo dobrze. Całkowicie uniemożliwiła mi pokazywanie mojego najlepszego tenisa. Było mi ciężko pod względem fizycznym, brakowało mi energii. Jestem więc dumna z moich wysiłków, że cały czas walczyłam, że wierzyłam w odwrócenie meczu – powiedziała Chwalińska w wywiadzie dla WTA.

Reklama
Reklama

W drugiej partii zawodniczka klubu BKT Advantage Bielsko-Biała poprawiła się praktycznie w każdym aspekcie, ale początkowo wciąż lepiej prezentowała się Brytyjka. Pierwszy gem trwał 10 minut, a Chwalińska nie wykorzystała w nim trzech break pointów. Chwilę później dała się przełamać i pierwszy tytuł wydawał się oddalać.

Polka z minuty na minutę grała coraz lepiej. Szybko wyrównała na 2:2, a od stanu 4:4 wygrała dwa gemy z rzędu, co oznaczało zwycięstwo w secie.

Początek trzeciego był zupełnie inny niż dwa wcześniejsze. Obie tenisistki bowiem w czterech pierwszych gemach dość pewnie utrzymywały serwis. Później jednak wydarzenia na korcie zdominowała Chwalińska.

Podopieczna czeskiego trenera Jaroslava Machovsky'ego raz po raz nękała rywalkę swoją popisową kombinacją skrótów i lobów. Kartal próbowała szybciej kończyć wymiany, ale coraz bardziej zmęczona nie była już tak precyzyjna. W ostatnim secie zanotowała osiem zagrań wygrywających, wobec 14 niewymuszonych błędów. Chwalińska miała w nim sześć "winnerów" i pięć niewymuszonych błędów.

Spotkanie ostatecznie trwało aż dwie godziny i 43 minuty. Bardzo długi był ostatni gem, w którym Chwalińska wykorzystała trzecią piłkę meczową, a wcześniej obroniła trzy break pointy.

„Ten sezon dał mi mnóstwo satysfakcji”

To jej pierwszy tytuł w cyklu WTA. Poprzednio szansę na triumf miała w czerwcu, ale w finale przełomowego dla niej French Open przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Turnieje rangi 1000 prestiżem ustępują tylko Wielkim Szlemom.

Reklama
Reklama

– Oczywiście jestem zadowolona z wygranej. To dla mnie wielkie osiągnięcie, pierwszy tytuł WTA i od razu rangi 1000. To wiele znaczy – przyznała.

Impreza w Wuhan rozgrywana jest od 2014 r., a wcześniej wygrywały ją zawodniczki dużego kalibru. Trzy triumfy ma Białorusinka Aryna Sabalenka, dwa Czeszka Petra Kvitova, a po jednym Amerykanki Venus Williams i Coco Gauff oraz Francuzka Caroline Garcia.

Szacunek budzi, jakie rywalki Chwalińska pokonała w drodze do finału. Od 1/8 finału wygrała z 11. w rankingu Amerykanką Ivą Jovic, Greczynką Marią Sakkari, a w półfinale z Igą Świątek. W poniedziałek awansuje na 11. miejsce w rankingu światowym.

– Moim celem na początku sezonu była najlepsza setka rankingu, więc myślę, że wykonałam kawał dobrej roboty. Ten sezon dał mi mnóstwo satysfakcji. Gram w tenisa od 18 lat i myślę, że czasem trzeba po prostu wierzyć, że w odpowiednim czasie odpowiednie rzeczy się wydarzą. Ten sezon jest tego potwierdzeniem – podkreśliła. 

Reklama
Reklama