Reklama
Reklama
Reklama

Maja Chwalińska na tenisowym szczycie. Ekspert: na korcie wygrywa w sposób spektakularny

TYLKO NA
Temporary
Maja Chwalińska po zwycięstwie w finale turnieju w Wuhan (fot. Associated Press/East News / East News)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

– Maja jeszcze niedawno miała kłopoty, zastanawiała się nad końcem kariery. To jest niesamowita historia dla polskiego tenisa. Dostajemy obok Igi Świątek drugą dziewczynę, która jest w absolutnym topie światowym – mówi w rozmowie z Zero.pl Adam Romer, redaktor naczelny magazynu Tenisklub, który od lat śledził karierę zwyciężczyni turnieju WTA 1000 w Wuhan.

  • Maja Chwalińska po raz pierwszy w karierze dotarła do finału i wygrała turniej WTA rangi 1000, czyli najważniejsze oprócz Wielkich Szlemów rozgrywki w zawodowym tenisie.
  • Wygrana w Wuhan pozwoli Polce awansować na 11. miejsce w światowym rankingu.
  • – Zawodowi tenisiści, ci najwięksi, po pierwszych sukcesach rosną wraz z tymi osiągnięciami. To było widać właśnie w tym, co Maja zrobiła po French Open. Ileż to było głosów, że to zawodniczka jednego turnieju, czy jednej nawierzchni, kortów ziemnych. Natomiast okazuje się, że swój największy tytuł jak dotychczas zdobywa na kortach twardych – mówi po sukcesie Chwalińskiej Adam Romer. 

Chwalińska w Wuhan pokonała zawodniczki ze ścisłej światowej czołówki. Od 1/8 finału turnieju w Chinach wygrała z 11. w rankingu Amerykanką Ivą Jovic, Greczynką Marią Sakkari, a w półfinale z Igą Świątek.

Brawo Maja! Historyczny sukces Chwalińskiej

– Maja nie ma 180 cm wzrostu jak Aryna Sabalenka, potężnych uderzeń jak Cori Gauff ani nie serwuje jak Jelena Rybakina po 190 km/h. Natomiast to jest dziewczyna, która ma nieprawdopodobny zmysł do grania, do mieszania uderzeń, do zmiany rytmu. To są takie, można powiedzieć, szachy na korcie. Ona po prostu na tym korcie gra w szachy. I to udowadnia taką starą prawdę, że w tenisa to się jakby gra tak, żeby po prostu rywalowi jak najbardziej utrudnić sytuację. I ona to robi, mimo wydawałoby się słabych warunków fizycznych  – opisuje Adam Romer.

„Przykład Mai pokazuje, że każdy z nas dochodzi do sukcesów inną drogą”

Szef magazynu Tenisklub śledził rozwój Chwalińskiej już od lat juniorskich.

Reklama
Reklama

– Te elementy jej gry nie przyszły z czasem, ona zawsze tak grała. Znam Igę Świątek i Maję Chwalińską, to zawodniczki w tym samym wieku. Iga w wieku lat 19 została mistrzynią wielkoszlemową. Maja ma teraz lat 25. Jest, można tak powiedzieć, kobietą po przejściach. Mówiła o tym otwarcie, że miała depresję, miała kłopoty, była bliska zakończenia kariery. Wynik z Wuhan tylko udowadnia, że każdy z nas dochodzi do tych sukcesów inną drogą – opisuje dziennikarz.

Efekt Igi. Jak Polska wychowuje tenisowe gwiazdy

Przed tegorocznym French Open Chwalińska nie miała na koncie żadnej wygranej z tenisistką z top 60 rankingu. Przez ostatnie pół roku odniosła ich 13, w tym siedem z rywalkami z top 30. Jak mówi Romer, wcześniej Chwalińska wielokrotnie miała problemy w niżej punktowanych turniejach, a gdyby nie wsparcie menedżera, rodziców i trenerów polska zawodniczka prawdopodobnie nie osiągnęłaby finału Rolanda Garrosa czy tysięcznika w Wuhan. 

– Trzeba powiedzieć, że gdyby nie pewni ludzie, którzy w nią wierzyli, czy którzy byli wokół niej przez ostatnie lata, Maja prawdopodobnie by już nie grała. To też jest na pewno duża zasługa tego, że akurat takich ludzi wokół siebie miała – stwierdził Romer i wymienił nazwiska osób, które współpracowały z Chwalińską. 

Reklama
Reklama

– W pierwszej kolejności trzeba wymienić Piotra Szczypkę, jej menedżera i właściciela prezesa klubu, w którym ona gra od lat (BKT Advantage Bielsko-Biała - red.). To jest taki tenisowy wariat w pozytywnym znaczeniu. Gdyby on nie wierzył w Maję i gdyby on w nią nie inwestował, nie pomagał jej, to prawdopodobnie byśmy nie mieli dzisiaj Mai tam, gdzie ona jest. Teraz oczywiście jest łatwo mówić, że ona odnosi sukcesy, jest wielką tenisistką, ale to, co najważniejsze, to się zadziało rok, dwa, trzy lata temu – twierdzi Romer.

„Maja wygrywa w sposób niezwykle spektakularny”

Szef Tenisklubu dodał też, że dużą rolę w rozwoju Chwalińskiej odegrali jej rodzice, a także trener Paweł Kałuża, który współpracował z zawodniczką przez 12 lat: od 2008 do 2020 r. 

– Ten wynik to też zasługa m.in. Pawła Kałuży, jej trenera, który pracował z nią wiele lat. Trzeba mieć szczęście, żeby mieć dobrych ludzi wokół siebie, bo bez tego się takich sukcesów nie odnosi – dodaje Romer. 

Dziennikarz dodał też, że historia Mai Chwalińskiej może być inspiracją dla młodych zawodniczek i zawodników.  – Powiem szczerze, że się strasznie cieszę. Znam Maję, wiem jaka to jest sympatyczna dziewczyna. To jest niesamowita historia dla polskiego tenisa, dlatego że dostajemy obok Igi Świątek, która już absolutnie się w historii polskiego tenisa zapisała, drugą dziewczynę, która jest w topie światowym. Maja będzie od jutra jedenastą rakietą świata. I poza wszystkim innym, to jest dziewczyna, która wygrywa w sposób niezwykle spektakularny – podsumowuje dziennikarz. 

Reklama
Reklama