W świecie tenisa, gdzie każdy turniej kojarzy się z luksusem, szampanem i milionami na koncie, historia Mai Chwalińskiej brzmi jak z zupełnie innej bajki. Jej droga na szczyt nie wiodła przez czerwone dywany, lecz przez ból, kontuzje i depresję. Od myśli samobójczych i rakiety wypadającej z ręki – do finału Rolanda Garrosa. Jej historia to dowód, że największe zwycięstwa wygrywa się w głowie.