Przełom w niemieckiej polityce nastąpił już w roku ubiegłym. Najpierw Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) przegłosowała wspólnie z Alternatywą dla Niemiec (AfD) Plan Pięciopunktowy, zakładający zasadniczą rewizję polityki imigracyjnej. Było to wielkie zwycięstwo AfD, ponieważ jej głosy były rozstrzygające w sprawie dla nacjonalistycznej prawicy politycznie najważniejszej.
Czytaj także: Historyczne zwycięstwo AfD. Reaguje kanclerz Niemiec
Potem przyszły wybory regionalne w Saksonii i Brandenburgii, po których AfD, przekraczając barierę 30 proc. głosów, zmieniła się z ugrupowania walczącego o status dużej partii w partię dominującą w Niemczech Wschodnich i aspirującą do dominacji w skali narodowej.
Nieznana przyszłość
Ten ubiegłoroczny kontekst pokazuje właściwy sens ostatnich wyborów w Saksonii-Anhalt. Oczywiście warto rejestrować liczby. Zdecydowane przekroczenie przez AfD progu 40 proc., otwierającego szansę na większość bezwzględną w Landtagu (której ostatecznie Alternatywa nie uzyskała), to zupełnie nowy poziom poparcia, to wejście na ostatnią prostą w drodze do władzy w całej Republice Federalnej. Ale to jeszcze przyszłość, a ta jest zawsze nieznana, nawet najbliższa.
Sprawdź również: AfD wygrywa w Saksonii-Anhalt. Ekspert: Zamyka się pewien okres w historii Niemiec
Nie wiemy, czy AfD utworzy rząd krajowy w Magdeburgu. Może to zrobić z narodowo-lewicowym Sojuszem Sahry Wagenknecht (BSW) albo, teoretycznie, z dysydentami z CDU, co jest o tyle możliwe, że wielu czołowych działaczy AfD (na czele z Aleksandrem Gaulandem, honorowym przewodniczącym partii) to właśnie… dysydenci z CDU. Ale może też oczywiście powstać koalicja wszystkich przeciw AfD. Potem wypadki pobiegną dalej. Trwała jest zmiana tendencji społecznych.
Ów renesans nacjonalizmu w Niemczech nie musi wcale oznaczać rehabilitacji Trzeciej Rzeszy. Raczej jej relatywizację. W oficjalnej ideologii AfD rządy Hitlera to ledwie dwunastoletni epizod w wielkiej tysiącletniej historii Niemiec. AfD zwiastuje więc nie powrót Trzeciej Rzeszy, ale Pierwszej i szczególnie Drugiej. Albo po prostu powstanie Czwartej.
Najkrócej mówiąc, Niemcy (a AfD jest na poły produktem, na poły akceleratorem tego procesu) w coraz większym stopniu poczucie winy będą zamieniać na poczucie krzywdy. Widzieliśmy to już w historii co najmniej trzy razy. Niemieckie poczucie krzywdy (inni byli silni, gdy Niemcy były pozbawione narodowej jedności, „samostanowienia") legło u genezy Drugiej Rzeszy. Przy czym pretensje były przez długi czas kierowane przeciw… Rosji, która uniemożliwiła liberalne zjednoczenie w czasach Wiosny Ludów. A potem to właśnie „pierwsza Ostpolitik" Bismarcka, byłego ambasadora w Petersburgu, umożliwiła zjednoczenie w 1871 roku.
Drugie poczucie krzywdy (Niemcy mają takie samo prawo do światowej ekspansji i do kolonii jak Anglia czy Francja) skutkowało pierwszą wojną światową. Trzecie, największe, „krzywdy wersalskiej", stało się fundamentem Trzeciej Rzeszy, przyniosło nazizm i wojnę totalną.
To były różne tendencje, niekiedy wzajemnie kolidujące. Ale za każdym razem poczucie krzywdy kierowało Niemcy przeciw Europie i ku montowaniu koalicji rewizjonistycznych. Gdy myślimy o przyszłości „Niemiec i Europy" (w Niemczech bardzo lubią ten zrost), oczywiście warto mieć świadomość, że postępy AfD wywołają przynajmniej przejściową rezerwę sporej części krajów europejskich wobec Niemiec. To tworzy podwójną koniunkturę dla Polski. Po pierwsze, nasze przestrogi będą bardziej zrozumiałe. Po drugie, Niemcy będą potrzebowały akceptacji, co (pod warunkiem jasnego formułowania i forsowania agendy naszych interesów) tworzy też pewne możliwości poważniejszej rozmowy.
Im więcej, tym mniej
Należy jednak brać pod uwagę dynamikę nastrojów opinii niemieckiej. Im bardziej będzie rosła rezerwa Europy wobec Niemiec, tym bardziej będzie malała (i tak bardzo ograniczona) rezerwa Niemiec wobec Rosji. Niemcy AfD chcą bowiem wracać do tradycyjnej pruskiej polityki współpracy z Rosją, czyli, w dalszej perspektywie, współdominacji w Europie.
Warto przeczytać: Szefernaker ostrzega przed AfD. „To jest dla nas problem”
Oczywiście od życzeń do ich spełnienia droga daleka, a nawet największa partia nie reprezentuje całego kraju. Ale tendencje w socjologii mają charakter obiektywny. Ludzie zawsze biorą pod uwagę reakcje innych ludzi. To jeden z mechanizmów tworzenia się świadomości społecznej. Wybory jednych upewniają innych w ich intuicjach. Dlatego wzrosty poparcia dla nowych ruchów bywają procesami długotrwałymi i trwają tak długo, dopóki nie osiągną swojego optimum. A w tym wypadku do tego jeszcze daleko.
Efekt wyborów w Saksonii-Anhalt poznamy, zanim jeszcze powstanie rząd w Magdeburgu. Bo w najbliższych dniach nowe wybory w b. NRD: w Berlinie (co mniej istotne, stolice są zawsze inne od prowincji) i przede wszystkim w Meklemburgii. Niech komentatorzy śledzą wyniki i fakty, ale politycy powinni przede wszystkim rozważać tendencje, bo, jak mówi przysłowie, które zawsze powtarzam: rządzić znaczy przewidywać.


