- Marine Le Pen zapowiedziała start w wyborach prezydenckich mimo wyroku za sprzeniewierzenie środków publicznych.
- Politycy od skrajnej lewicy po obóz Macrona ostro reagują na decyzję liderki Zjednoczenia Narodowego.
- Kampanię może przesądzić postępowanie kasacyjne – od jego wyniku zależy sytuacja prawna kandydatki.
We wtorkowym telewizyjnym wywiadzie Marine Le Pen sprawiała wrażenie ambiwalentne. Rozłożone między powagą podjętej decyzji, a złością celowaną we francuski system sądowniczy.
Zaraz po ogłoszeniu startu w wyborach prezydenckich, podkreśliła swoją niewinność, którą zamierza dowieść w postępowaniu kasacyjnym. Zatem równolegle do batalii elektoralnej, liderka Zjednoczenia Narodowego, zamierza walczyć z systemem sędziów.
Wedle Le Pen uruchomienie procedury sądowej poniekąd automatycznie uruchamia „domniemanie niewinności”.
Jeśli jednak sąd kasacyjny nie przyjmie jej argumentów, wówczas obowiązywać będzie wyrok pierwszej instancji – o wiele bardziej dotkliwy niż ten, który usłyszała w drugiej instancji.
Tyle o zawiłościach prawnych i, co tu ukrywać, o niebezpiecznej taktyce przywódczyni Zjednoczenia Narodowego.
Nad Sekwaną werdykt uruchomił lawinę komentarzy. Dla jednych, zwłaszcza dla otoczenia i sympatyków le Pen, wyrok jest tryumfem procedur demokratycznych. W tej logice, o winie czy „dobrej woli” kandydatki na prezydenta, przesądzać będą, mówiąc górnolotnie, sami Francuzi – przy urnach. Dla drugich, podtrzymana kara, choć pomniejszona o kilka miesięcy, powinna ją wyeliminować na trwałe z francuskiej przestrzeni politycznej.
Louis Aliot krytykuje wymiar sprawiedliwości
I tak w rozmowie na antenie Figaro TV burmistrz Perpignan z ramienia Zjednoczenia Narodowego, Louis Aliot, przekonywał, że wyborcy wydali już swój werdykt. Jego zdaniem elektorat w niewielkim stopniu przywiązuje wagę do kwestii moralnych związanych ze sprawami sądowymi dotyczącymi Marine Le Pen i jej ugrupowania.
– Od 12 lat jesteśmy pod stałym ostrzałem medialnym w tej sprawie. Mimo to zostałem wybrany na burmistrza Perpignan, a następnie ponownie wybrany już w pierwszej turze (po tym, jak w pierwszej instancji Aliot został skazany i odwołał się od wyroku – przyp. red.). Wyborcy zrozumieli, o co w tym wszystkim chodzi – stwierdził wiceprzewodniczący partii, który we wtorek otrzymał wyrok w zawieszeniu w sprawie dotyczącej zakazu sprawowania funkcji publicznych. Polityk zresztą zapowiedział złożenie kasacji.
Aliot podkreślił również, że – według jego interpretacji – spór nie dotyczył fikcyjnych działań, lecz sposobu wykorzystania pracy asystentów parlamentarnych.
– Zatrudnialiśmy asystentów parlamentarnych, którzy działali na naszą rzecz i zajmowali się sprawami politycznym. Na tym właśnie polega przedmiot sporu. Dopóki nie oczyścimy się z tych zarzutów, będziemy korzystać z dostępnych środków odwoławczych – podkreślał polityk.
Jean-Luc Mélenchon: „Powrót dawnego Zjednoczenia Narodowego”
Nie gryzie się w język główny konkurent Marine le Pen w przyszłorocznych wyborach, lider Nieuległej Francji, Jean-Luc Mélenchon. Polityk skrajnej lewicy ogłosił na platformie X „koniec epizodu z efektownym, łagodniejszym wizerunkiem Zjednoczenia Narodowego pod przywództwem Bardelli” i „powrót pałki do bicia”.
Komunizujący Mélenchon stwierdził, że „Marine Le Pen ponownie odgrywa swoją najbardziej odrażającą rolę, opartą na przemocy, kłamstwach i oskarżeniach kierowanych we wszystkie strony, aby podsycać nienawiść i konflikty”.
Retoryka wpisu, diapazon złych uczuć wyrażonych przez głównego oponenta le Pen, pokazują w jakim tonie odbywać się będzie przyszłoroczna kampania prezydencka.
Gabriel Attal oskarża Le Pen o presję na sąd
Inny kandydat, który również już zadeklarował wolę startu w wyborach, szef obozu Macronistów w Zgromadzeniu Narodowym i były premier, Gabriel Attal oskarżył w Marine Le Pen o wywieranie „presji na Sąd Kasacyjny”, aby nie wydał rozstrzygnięcia w jej sprawie przed wyborami prezydenckimi, oraz o „branie kampanii jako zakładnika” poprzez prowadzenie „wojny sądowej”.
– Słyszymy dziś ze strony jej zwolenników oraz jej adwokata wypowiedzi, które mają wywrzeć presję na sąd kasacyjny, aby decyzja nie zapadła przed wyborami prezydenckimi – powiedział Attal na falach publicznego France Inter.
Jeśli sąd odrzuciłby skargę kasacyjną Marine Le Pen przed wyborami, liderka Zjednoczenia Narodowego mogłaby być zmuszona do prowadzenia kampanii z dozorem elektronicznym.
– Słuchając pani Le Pen, pomyślałem, że są to te same odruchy i ta sama retoryka, którą prezentowałby Donald Trump (...). Mamy polityczkę dwukrotnie skazaną za sprzeniewierzenie środków publicznych, która prowadzi swego rodzaju wojnę sądową, aby móc wystartować w wyborach” – dodał lider obozu prezydenckiego.
Jego zdaniem Marine Le Pen „bierze całą kampanię prezydencką jako zakładnika”, ponieważ „do marca wszystko może się jeszcze zmienić, a jej kandydatura zależy wyłącznie od decyzji sądu”.
– W każdym innym europejskim kraju tego typu zachowanie wywołałoby ogromne oburzenie – grzmiał polityk.
Édouard Philippe: Le Pen należy pokonać przy urnach
Wyrok skomentował również umiarkowany gaullista, premier w pierwszym rządzie Macrona, Édouard Philippe.
– Wolę uczestniczyć w kampanii i pokonać panią Le Pen przy urnach wyborczych, niż widzieć, jak znika z życia politycznego w wyniku decyzji sądu – powiedział polityk na antenie BFMTV. Były premier dodał, że cieszy go możliwość dalszego prowadzenia debaty politycznej.
– To kwestia, która stawia ją przed własnym sumieniem. Nie mam potrzeby się w tej sprawie wypowiadać – ma prawo startować i z tego prawa korzysta. Będzie musiała wyjaśnić swoje stanowisko Francuzom – stwierdził Philippe.
Jego wypowiedź wpisuje się w grono głosów krytycznych wobec politycznego wykorzystywania procedur sądowych przeciwko Marine Le Pen, choć sam polityk zaznaczył, że ostateczna ocena jej kandydatury powinna należeć do wyborców.
– To nie są te same fakty, to nieprawda – odpowiedział François Bayrou, odnosząc się do przywoływania jego sprawy przez Marine Le Pen.
Były premier, którego nazwisko pojawiało się w związku ze sprawą asystentów parlamentarnych francuskich centrystów, jest regularnie wskazywany przez liderkę Zjednoczenia Narodowego jako przykład podobnego postępowania.
Marine Le Pen ponownie odwołała się do tej sprawy podczas wtorkowego wywiadu w programie na antenie TF1. W przeciwieństwie do niej Bayrou został jednak w 2024 r. uniewinniony. Jak przypomniał prowadzący program, Gilles Bouleau, sprawy różniły się także pod względem wysokości domniemanego sprzeniewierzenia środków publicznych.
– Kiedy pani Le Pen mówi, że chodzi o te same fakty, to nie jest prawda. Nie byłem europosłem – powiedział Bayrou w rozmowie z Sud Radio. Polityk zaznaczył również, że wyrok sądu w jego sprawie stwierdził, że nie istniał systemowy proceder tworzenia fikcyjnych etatów.
Marine Le Pen rozpoczęła swoją kampanię elektoralną u boku swojego delfina, Jordana Bardelli, od wizyty w departamencie Sarthe. Tam rozmawiała z Francuzami na regionalnym targu.
W tym samym czasie Zjednoczenie Narodowe uruchomiła stronę kampanii le Pen oraz ogłosiło hasło jej kandydatury: „Odrodzenie dla Francji”.

