- Marine Le Pen została skazana na zakaz kandydowania oraz rok dozoru elektronicznego.
- Zdaniem części komentatorów wyrok może wzmocnić Zjednoczenie Narodowe zamiast je osłabić.
- Liderka francuskiej prawicy jeszcze dziś odniesie się do orzeczenia w telewizji TF1.
Sąd Apelacyjny w Paryżu orzekł jednak również wobec liderki Zjednoczenia Narodowego rok dozoru elektronicznego. To istotne, ponieważ wcześniej zapowiadała, że jej decyzja o starcie w wyborach będzie uzależniona od tego, czy nie zostanie skazana na obowiązek noszenia elektronicznej bransoletki.
Do wyroku Marine Le Pen ma odnieść się jeszcze dziś podczas wywiadu w głównym wydaniu dziennika telewizyjnego o godz. 20.00 na antenie TF1.
Wyrok może wzmocnić Zjednoczenie Narodowe
Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie Marine Le Pen, jedno wydaje się pewne – wyrok może paradoksalnie zwiększyć polityczne szanse francuskiej skrajnej prawicy. Drugi wniosek jest szerszy: jeśli wydawało się, że napięcia między polityką a wymiarem sprawiedliwości są wyłącznie polską specyfiką, francuska rzeczywistość pokazuje coś zupełnie innego.
W ostatnich latach Zjednoczenie Narodowe osiągało kolejne sukcesy wyborcze. Partia wprowadziła rekordową liczbę deputowanych do Zgromadzenia Narodowego, a od 2002 roku jej kandydat regularnie awansuje do drugiej tury wyborów prezydenckich.
Jednocześnie ugrupowanie przeszło proces tzw. dediabolizacji. Przestało być utożsamiane wyłącznie z antysemickimi i rasistowskimi wypowiedziami swojego założyciela. Skazanie Marine Le Pen za nielegalne zatrudnianie pracowników w Parlamencie Europejskim może sprawić, że w oczach części wyborców stanie się ona symbolem walki z establishmentem.
W takim scenariuszu Le Pen mogłaby odegrać rolę politycznej męczennicy, poświęcając własną karierę na rzecz swojego politycznego następcy – Jordana Bardelli.
Pędził po bulwarach. „Obok ojca z dzieckiem ciśnie 80 km/h”
O co oskarżono Marine Le Pen?
Jednym z najważniejszych dowodów w sprawie był e-mail wysłany 16 czerwca 2014 roku przez skarbnika partii Walleranda de Saint-Justa. „Nie damy sobie finansowo rady jeśli przez najbliższe lata nie będziemy drastycznie oszczędzać i nie wykorzystamy wszystkich możliwości finansowych, jakie daje nam Parlament Europejski” – pisał współpracownik Marine le Pen.
Trzej sędziowie sądu apelacyjnego przez niemal pięć miesięcy analizowali odpowiedź na podstawowe pytanie: czy Marine Le Pen dopuściła się sprzeniewierzenia środków publicznych?
Śledztwo dotyczyło zatrudniania przez europosłów Frontu Narodowego asystentów finansowanych przez Parlament Europejski, którzy – według oskarżenia – wykonywali pracę wyłącznie na rzecz partii.
Sąd pierwszej instancji uznał, że w latach 2004–2016 funkcjonował zorganizowany system finansowania pracowników ugrupowania z pieniędzy Parlamentu Europejskiego. Skazanych zostało 25 osób, choć apelację złożyła jedynie część z nich.
Marine Le Pen konsekwentnie przekonywała, że działała w dobrej wierze i zaprzeczała istnieniu zorganizowanego mechanizmu wyprowadzania środków.
Zdaniem sądu problemem była jednak nie tylko sama konstrukcja systemu, ale również zachowanie oskarżonych. W uzasadnieniu pojawiały się zarzuty ostentacji, braku umiaru, fatalnych zeznań, pychy, przekonania o własnej nietykalności oraz, jak określali to krytycy, infantylnych wyjaśnień.
Jedna z oskarżonych przyznała, że nie zamieszkała w Strasburgu, choć wymagały tego obowiązki służbowe, ponieważ jej córka nie chciała zmieniać szkoły.
Kolejne napięcia na linii Ukraina-Polska. „Będzie trudno znaleźć porozumienie”
Kara czy polityczny prezent?
Choć sprawa dotyczy nielegalnego wykorzystania środków publicznych, wielu komentatorów uważa, że wyrok może bardziej pomóc niż zaszkodzić Zjednoczeniu Narodowemu.
Według tej interpretacji francuski establishment, próbując powstrzymać skrajną prawicę, stworzył Marine Le Pen możliwość przedstawienia się jako ofiary systemu.
Jednocześnie trudno kwestionować samą odpowiedzialność polityczki. Parlamentarzyści ówczesnego Frontu Narodowego zatrudniali członków własnej partii na fikcyjnych stanowiskach finansowanych przez Parlament Europejski. Marine Le Pen posunęła się nawet do finansowania z budżetu biura poselskiego własnego ochroniarza.
Problem fikcyjnych etatów nie jest jednak we Francji nowy. Podobne afery dotyczyły Jacques'a Chiraca oraz byłego premiera François Bayrou.
Nie ulega wątpliwości, że Marine Le Pen powinna ponieść konsekwencje swoich działań. Zwrot środków, oddanie nienależnie pobranych pieniędzy czy wysoka grzywna wydawały się naturalnymi sankcjami. Prokuratorzy zdecydowali się jednak zażądać wyjątkowo surowej kary, co – zdaniem krytyków – nie miało precedensu w historii V Republiki.
Spór o francuski wymiar sprawiedliwości
Krytycy wyroku zwracają uwagę na relacje między francuskim wymiarem sprawiedliwości a polityką. Ich zdaniem system pozostaje silnie powiązany z egzekutywą.
Przypominają również głośne wyroki ostatnich lat: skazanie Nicolasa Sarkozy'ego, skazanie François Fillona oraz uniewinnienie François Bayrou, któremu również stawiano zarzuty dotyczące fikcyjnego zatrudnienia.
Spór dotyczy także reakcji mediów. Część komentatorów uważa, że od momentu postawienia zarzutów Marine Le Pen była oceniana nie tylko przez sąd, ale również przez opinię publiczną.
„Ma za swoje”. „Gdyby działała zgodnie z prawem, nie miałaby problemów” – takie komentarze pojawiały się we francuskich mediach.
Pojawiają się również opinie, że gdyby Marine Le Pen reprezentowała lewicę, zostałaby potraktowana łagodniej. Zwolennicy tej tezy twierdzą, że współczesna polityka coraz częściej podporządkowuje procedury demokratyczne moralnym ocenom przeciwników politycznych.
Co zrobi Marine Le Pen?
Jeżeli Marine Le Pen zdecyduje się kandydować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, elektroniczna bransoletka może stać się jednym z najważniejszych symboli jej kampanii. Będzie mogła przedstawiać ją jako dowód politycznych prześladowań i próbę odebrania Francuzom prawa wyboru.
Jeśli natomiast przekaże pałeczkę Jordanowi Bardelli, może wykreować się na postać, która poświęciła własną karierę dla przyszłości swojego obozu. W takim scenariuszu to właśnie Bardella stanie się głównym beneficjentem politycznego kapitału zbudowanego wokół tej sprawy.
O tym, jaką decyzję podejmie Marine Le Pen, dowiemy się jeszcze dziś wieczorem podczas jej wystąpienia we francuskiej telewizji.

