Reklama
Reklama

Reklama

Reprywatyzował kamienicę „na ducha”. Jest doradcą szefa wojskowego kontrwywiadu

Reklama
TYLKO NA

Pułkownik Zbigniew L. pracuje obecnie w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Jednocześnie jest oskarżony w sprawie będącej odpryskiem afery reprywatyzacyjnej. Sąd Okręgowy w Warszawie przekazał nam, że „istnieje pewność wydania wyroku skazującego”. Uznał też, że L. kłamał przed państwową komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji.

glowne
L. doradza Jarosławowi Stróżykowi. (fot. Albert Zawada/Tomasz Gzell / PAP)
  • Zbigniew L. to wiceprokurator wojskowy z czasów PRL-u oraz prawnik wielu służb specjalnych po 1989 r. Dosłużył się w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego stopnia pułkownika. Odszedł z niej w 2015 r., niedawno wrócił.
  • Mężczyzna był zaangażowany w proces przejęcia kamienicy na warszawskiej Pradze. Reprezentował nieznanego z miejsca pobytu Józefa Pawlaka. W momencie uzyskania decyzji zwrotowej Pawlak, gdyby żył, miałby 128 lat.
  • Zbigniew L. niemal doprowadził do przejęcia kamienicy od miasta i sprzedaży jej za blisko 2,5 mln zł. Pieniądze dla nieżyjącego Pawlaka miały być przekazane na prywatny rachunek Zbigniewa L.
  • Pracujący obecnie dla kontrwywiadu wojskowego pułkownik jest oskarżony w sprawie reprywatyzacyjnej. Stołeczny sąd okręgowy nie ma wątpliwości, że dopuścił się przestępstwa.
  • Metoda „na kuratora” była jedną z powszechnych metod wyłudzania nieruchomości w Warszawie w ramach tzw. dzikiej reprywatyzacji. W jej skutek miasto utraciło majątek wart co najmniej kilka mld zł.

Reklama

Z informacji Zero.pl, uzyskanych z kilku niezwiązanych ze sobą źródeł w służbach specjalnych i wojsku, wynika, że pułkownik Zbigniew L. jest od dłuższego czasu jednym z doradców szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego generała Jarosława Stróżyka. Nie przeszkadza, że L. jest oskarżony w sprawie reprywatyzacyjnej.

Ustaliliśmy, że szef SKW ma sześciu czynnych doradców, z czego czterech jest związanych ze służbą umowami o pracę (wśród nich jest właśnie Zbigniew L.). W sumie utworzonych zostało tam osiem stanowisk doradczych, ale dwa pozostają wciąż nieobsadzone.

Po zmianie władzy do wojskowego kontrwywiadu pułkownika L. – który w 2015 r. został zwolniony z SKW – ściągnął na szefa departamentu prawnego wiceszef tej służby pułkownik Krzysztof Dusza.


Reklama

Zbigniew L. został jednak później jednym z doradców szefa SKW. Z naszych informacji wynika, że w ostatnim czasie podejmował m.in. sprawy związane z audytem i rozliczaniem nieprawidłowości w tej służbie za rządów Prawa i Sprawiedliwości.


Reklama

Służba Kontrwywiadu Wojskowego nie odpowiedziała na pytania Zero.pl, czy L. w niej pracuje i czy doradza Stróżykowi. W odpowiedzi czytamy tylko, że „szef SKW (zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy o SKW oraz SWW) jako centralny organ administracji rządowej, działający przy pomocy SKW – będącej urzędem administracji rządowej posiada prawo do kształtowania polityki kadrowej służby mając na względzie gwarancję optymalnego i prawidłowego wykonywania ustawowych zadań służby”.

Dodano, że „polityka kadrowa szefa SKW ma na celu właściwe zabezpieczenie osobowe służby, a tym samym zabezpieczenie realizacji zadań Służby Kontrwywiadu Wojskowego”.

Czytaj też: Politycy walczą na fałszywki z AI. „Niedopuszczalne chwyty”


Reklama

Zadanie: przejąć kamienicę

Zbigniew L. to bohater jednej z najgłośniejszych spraw uznawanych za przejaw tzw. dzikiej reprywatyzacji. Chodzi o usiłowanie przejęcia od miasta kamienicy przy ul. Łochowskiej 38 w Warszawie. Kamienica ta, zamieszkała w chwili usiłowania przejęcia przez ponad 20 rodzin, niemalże trafiła w ręce spółki specjalizującej się w odnawianiu nieruchomości i sprzedaży „apartamentów”. Aby jednak doprowadzić do remontu i sprzedaży, najpierw trzeba pozbyć się lokatorów. W wypadku Łochowskiej 38 mowa o ludziach mieszkających w swoich mieszkaniach po kilkadziesiąt lat.


Reklama

Kamienica przy ul. Łochowskiej 38 w Warszawie. (fot. Radek Pietruszka / PAP)

Do Zbigniewa L., radcy prawnego, zgłosiły się trzy osoby będące spadkobiercami dawnego współwłaściciela kamienicy. Ludziom tym, w najlepszym dla nich razie, należałaby się połowa udziałów w kamienicy. Prawo jednak jest tak skonstruowane, że w takiej sytuacji o uzyskaniu nieruchomości nie mogłoby być mowy.

Drugim współwłaścicielem był Józef Pawlak. Szkopuł w tym, że nikt od lat 40. XX wieku go nie widział.


Reklama

Opcje z punktu widzenia Zbigniewa L. i jego klientów były dwie: albo przyjąć, że nic z przejęcia kamienicy nie wyjdzie, albo znaleźć Józefa Pawlaka. Zbigniew L. miał w tym interes finansowy: umówił się bowiem z klientami, że w razie niepowodzenia całej sprawy nie otrzyma żadnego wynagrodzenia. Gdy kamienicę uda się odzyskać i sprzedać, dostanie kilka procent wartości transakcji.


Reklama

Zbigniew L. w 2009 r. został kuratorem Pawlaka, formalnie uznanego przez Urząd m.st. Warszawy za osobę o nieznanym miejscu pobytu. Warszawska palestra zaproponowała na to stanowisko inną osobę, ale magistrat nalegał na wybór Zbigniewa L. W ten sposób zaczął reprezentować 100 proc. uprawnionych do ubiegania się o zwrot kamienicy.

 


Reklama

Kurator „ducha”

Pawlak w rzeczywistości zmarł w 1949 r., co można było ustalić na podstawie dostępnych dokumentów archiwalnych. Na sprawdzenie tego potrzeba było dwóch dni roboczych. Wystarczyło zajrzeć do ksiąg meldunkowych dla nieruchomości przy ul. Nowy Świat 24 – ostatniego znanego adresu Pawlaka. Z dokumentów wynikało jednoznacznie, że po wojnie mieszkał tam wraz z żoną, a zmarł 29 marca 1949 r.


Reklama

Ale ani Zbigniew L., ani warszawski urząd tego nie zrobiły. Przypomnijmy: stwierdzenie, że Pawlak nie żyje, uniemożliwiłoby przejęcie kamienicy.

W 2011 r. stołeczny ratusz wydał decyzję o zwrocie nieruchomości, przyznając część praw osobie, która – gdyby żyła – miałaby wówczas 128 lat. Decyzję tę podpisał ówczesny wiceszef Biura Gospodarowania Nieruchomościami Jakub R., jedna z kluczowych postaci późniejszego śledztwa reprywatyzacyjnego.

Zbigniew L. był pytany później przez członków komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji, czy nie uznał za nieprawdopodobne, że ponadstuletni mężczyzna, którego ostatni raz widziano kilkadziesiąt lat wcześniej, żyje. Odparł, że „to teoretycznie możliwe”.


Reklama

Kolos na glinianych nogach. O słabych punktach Rosji i jak je wykorzystać


Reklama

Prywatny rachunek Zbigniewa L.

Po wydaniu decyzji zwrotowej Zbigniew L. oraz jego klienci przystąpili do poszukiwań nabywcy nieruchomości. Szybko znaleźli firmę specjalizującą się w zakupie starych kamienic do renowacji. Umówiono cenę 2,45 mln zł, co było kwotą poniżej szacowanej ceny rynkowej.

W umowie wpisano, że połowę pieniędzy dostaną klienci Zbigniewa L. Drugą połowę – tę przeznaczoną dla Józefa Pawlaka – na prywatny rachunek miałby otrzymać jego kurator. I gdy Pawlak się znajdzie, L. oddałby mu jego środki.

Sprawa skomplikowała się u notariusza. Ten bowiem uznał, że nie ma podstaw, aby pieniądze dla nieznanego z miejsca pobytu Pawlaka trafiły na rachunek jego kuratora. Ostatecznie więc zdecydowano, że najpierw trafią na depozyt notarialny. Z depozytu na konto Zbigniewa L. trafiłyby po przeniesieniu własności nieruchomości przy ul. Łochowskiej 38 na rzecz kupującej spółki i wpisaniu stosownych zmian w księdze wieczystej.


Reklama

Jeszcze większe komplikacje pojawiły się, gdy nieruchomość miała zostać faktycznie wydana. Sprawa trafiła do władz dzielnicy Praga-Północ, gdzie została ponownie przeanalizowana. Ówczesny burmistrz dzielnicy Wojciech Zabłocki zwrócił uwagę, że w toku całego postępowania nikt nie zweryfikował, czy Józef Pawlak w ogóle żyje. Po analizie dokumentów zawiadomiono prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa, co w praktyce zablokowało wydanie budynku i doprowadziło do ponownego zbadania sprawy. Temat nagłośnił „Dziennik Gazeta Prawna” (autorem publikacji był Patryk Słowik, obecny redaktor naczelny Zero.pl).


Reklama

„Stołeczni urzędnicy postanowili zwrócić kamienicę, w której mieszkały 24 rodziny, osobie mającej 128 lat. A właściwie prawnikowi, który uznał, że będzie reprezentował jej interesy” – pisał Słowik.

Od tego momentu Łochowska 38 i działalność Zbigniewa L. była traktowana jako jeden z przejawów patologii reprywatyzacyjnej. Sprawa ta została przeanalizowana przez komisję weryfikacyjną ds. reprywatyzacji.

Najpierw ulga, potem oskarżenie

Zbigniew L. tłumaczył przed komisją, że miał świadomość „zaawansowanego wieku” Pawlaka, jednak uznawał, że „teoretycznie możliwe” jest, iż właściciel wciąż żyje. Twierdził, że podejmował działania mające na celu jego odnalezienie – wysyłał pisma do instytucji i próbował dotrzeć do rzekomego syna (w rzeczywistości była to obca osoba o takim samym nazwisku – Pawlak). Jednocześnie nie wystąpił do sądu o uznanie Pawlaka za osobę zmarłą. Po dowiedzeniu się, że jego rzekomy podopieczny nie żyje od dziesięcioleci, przyznał, że „poczuł ulgę”.


Reklama

Szczególne wątpliwości wzbudził fakt, że w czasie prowadzenia sprawy reprywatyzacyjnej L. jednocześnie kierował biurem prawnym SKW. Twierdził, że poinformował przełożonych o swojej działalności i uzyskał zgodę na pełnienie funkcji kuratora, a jego praca w służbach nie miała żadnego związku z prowadzonym postępowaniem.


Reklama

Zbigniew L. został zatrzymany przez policję 25 marca 2019 r. Usłyszał wtedy zarzuty, a półtora roku później, 31 sierpnia 2020 r., Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała przeciwko niemu akt oskarżenia do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa.

Pierwszy z zarzutów dotyczył składania fałszywych zeznań przed komisją weryfikacyjną. Według aktu oskarżenia Zbigniew L. miał 16 i 25 stycznia 2018 r. – będąc uprzedzonym o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań – niezgodnie z prawdą twierdzić, że jako zatrudniony w SKW posiadał zgodę przełożonych na wykonywanie czynności wynikających z umowy zlecenia, w tym reprezentowanie określonych osób przed organami administracji i sądami administracyjnymi, a także że informował przełożonych o pełnieniu funkcji kuratora „osoby nieznanej z miejsca pobytu”.

Podejrzany w aferze GetBack zginął na Malcie. Twierdził, że ktoś go prześladuje


Reklama

Drugi zarzut miał znacznie poważniejszy ciężar gatunkowy. Chodziło o to, że w okresie od 18 maja 2016 r. do 29 grudnia 2016 r., działając jako kurator Józefa Pawlaka – według śledczych – nie dopełnił obowiązków związanych z ochroną interesów majątkowych osoby pozostającej pod kuratelą.


Reklama

Według oskarżenia nie ustalił miejsca pobytu tej osoby, nie zadbał o rzetelne ustalenie wartości udziału w nieruchomości, a następnie zawarł w jej imieniu przedwstępne umowy sprzedaży dotyczące udziału w warszawskiej nieruchomości za cenę niższą od rzeczywistej wartości.

Różnica miała wynosić 411 tys. zł, co – zdaniem oskarżyciela – sprowadzało bezpośrednie niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody majątkowej ustalonym spadkobiercom.

Sąd: istnieje pewność skazania

Ustaliliśmy, że sprawa karna Zbigniewa L. miała już dwa istotne etapy sądowe. Potwierdza nam to rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Anna Ptaszek. Najpierw, 25 września 2024 r., Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uniewinnił L. od obu stawianych mu zarzutów.


Reklama

Następnie, po wniesieniu apelacji przez prokuraturę, 18 marca 2025 r. Sąd Okręgowy w Warszawie częściowo uchylił ten wyrok. W największym skrócie sąd uznał, że L. przed komisją weryfikacyjną mówił nieprawdę oraz że uniewinnienie go od zarzutu złego dbania o interesy Józefa Pawlaka było niewłaściwe.


Reklama

W pierwszej kwestii sąd okręgowy przyjął, że oskarżony jako wieloletni pracownik i dyrektor biura prawnego SKW musiał wiedzieć, iż zgoda na dodatkowe zajęcie powinna być udzielona w formie pisemnej, drogą służbową, zgodnie z ustawą o SKW. W ocenie sądu twierdzenia o rzekomej zgodzie ustnej nie miały więc znaczenia prawnego.

Jednocześnie sąd uznał, że z materiału dowodowego nie wynika, aby Zbigniew L. rzeczywiście otrzymał zgodę przełożonych na pełnienie funkcji kuratora i reprezentowanie określonych osób jako pełnomocnik.

„Skoro składając w 2018 r. w Warszawie zeznania, mające służyć za dowód w postępowaniu prowadzonym (…) przed Komisją do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich, będąc uprzedzony przez przewodniczącego Komisji o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań – odpowiadając twierdząco, że zgodę takową posiadał – to dopuścił się zarzucanego mu czynu” – przekazała nam sędzia Ptaszek.


Reklama

Sędzia dodała, że „występek ten jednak zawierał znikomy stopień społecznej szkodliwości bowiem z akt sprawy nie wynika, aby wypowiedź ta – w kontekście przedmiotu i zakresu działania Komisji do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich – miała jakiekolwiek znaczenie”.


Reklama

W odniesieniu do drugiego zarzutu Sąd Okręgowy zajął stanowisko dużo bardziej stanowcze. Uchylił wyrok uniewinniający i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania sądowi rejonowemu. Zarazem dał jednoznaczne stanowisko niższej instancji, jak należy się zachować.

Z uzasadnienia wynika bowiem, że sąd odwoławczy uznał materiał dowodowy za na tyle mocny, iż daje on podstawy do przyjęcia odpowiedzialności oskarżonego. Według tej oceny Zbigniew L., działając jako kurator osoby nieznanej z miejsca pobytu i podejmując czynności zmierzające do sprzedaży udziału w nieruchomości, naraził spadkobierców na stratę w wysokości 411 tys. zł.

Sąd podkreślił, że jako czynny zawodowo radca prawny miał pełną świadomość ciążących na nim obowiązków, a mimo to nie zadbał o sporządzenie wyceny nieruchomości przed zawarciem umów. Taka wycena została sporządzona dopiero na etapie postępowania przygotowawczego i wskazała, że wartość udziału w nieruchomości została wcześniej przyjęta na zaniżonym poziomie.


Reklama

Anna Ptaszek poinformowała nas, że sąd w tej sprawie przyjął, iż „istnieje pewność wydania wyroku skazującego”.


Reklama

***

W toku dzikiej reprywatyzacji w Warszawie ucierpiało co najmniej 55 tys. osób. Część z lokatorów przejmowanych kamienic była zastraszana, bita, odcinano im media, siłą wyrzucano ich z mieszkań. Jolanta Brzeska, warszawska działaczka lokatorska, w 2011 r. została spalona w lesie. Sprawców tej zbrodni do dziś nie ustalono.


Reklama