Boualem Sansal jest głosem wołającym nierzadko na pustyni, przestrzegającym przed szerzeniem się propagandy Braci Muzułmańskich. To pisarz przestróg i apeli, aby nie gasić świateł francuskiego rozumu i wymogów republikańskiego wychowania.
Francuski pisarz algierskiego pochodzenia nie stroni jednak również od ostrych sądów.
„Wszystkie meczety na terenie Francji należy natychmiast zamknąć” – mówił dwa lata temu w wywiadzie udzielonym na falach radia „Frontières”. Dodawał bez owijania w bawełnę, że nie są to już przecież „miejsca kultu, lecz politycznej agitacji”.
Deklaracje francusko-algierskiego pisarza rozsierdziły algierski reżim Abd al-Madżida Tabbuna. Ale Sansal nie przestraszył się. Otwarcie poparł roszczenia terytorialne Maroku w sporze z Algierią. Bowiem, w jego przeświadczeniu, mają one swoje historyczne uzasadnienie.
„Cały problem bierze się z decyzji podjętej przez rząd francuski: kiedy Francja skolonizowała Algierię, cała zachodnia część kraju była częścią Maroka, Tlemcen, Oran, a nawet aż do Maskary (…) Francja zdecydowała w ten sposób arbitralnie narysować granicę” – tłumaczył Sansal. I dodawał lapidarnie: „Cała zachodnia Algieria była od zawsze częścią Maroka”.
Za walkę z islamskim zagrożeniem, za niesubordynację wobec algierskiego reżimu, pisarz został aresztowany w 2024 r. po wylądowaniu na lotnisku w Algierze i osadzony w więzieniu przez blisko rok. Za kratami nie zdołano zmiażdżyć ani jego odwagi ani nieprzejednania. Autorowi „Roku 2084” postawiono zarzuty z artykułu 87 algierskiego kodeksu karnego, który sankcjonuje „akt terrorystyczny lub wywrotowy – każdy czyn wymierzony w bezpieczeństwo państwa, integralność terytorialną i prawidłowe funkcjonowanie państwowych instytucji”.
Sansalowi odebrano wolność, zakazywano mu pisać i czytać. Nie miał dostępu do lichej, więziennej biblioteki. Reglamentowano mu kontakty z obrońcą i rodziną. Sansal nigdy się nie ugiął. Zredukowany do milczenia, postanowił współwięźniów edukować, uczył francuskiej literatury, Balzaka, Hugo, Dumasa. Być może Sansal medytował nad swoją zemstą? Choć jest natury pokornej, niewinnej jak konwalia.
Państwo skapitulowało. Prywatyzacja ruszyła, łomot dostają pacjenci
„Rok 2084” – literacka wizja zagrożeń dla Zachodu
Autor dystopijnej powieści „Rok 2084” niejednokrotnie przestrzegał świat Zachodu przed szerzeniem się radykalnego Islamu. Z kasandrycznych nawoływań uczynił paliwo swojej literackiej twórczości. „Pisanie to jedyny oręż, jaki posiadam, aby przeobrażać rzeczywistość” – z rozbrajającą szczerością wyznał na antenie radia Akadem.
Przetłumaczony na język polski „Rok 2084” jest oczywistym nawiązaniem do Orwella i projektuje upadłą cywilizację Woltera i Kartezjusza pod rządami państwa islamskiego. W „nowym, wspaniałym świecie” panuje powszechna kontrola, kłamstwo, brutalna dominacja i poniżenie kobiet. Główny bohater po rekonwalescencji w górskim sanatorium, wyrusza w podróż w poszukiwaniu sobie podobnych, wewnętrznie wolnych i cichych.
Francji nie udało się uwolnić Sansala pomimo osobistych interwencji Emmanuela Macrona. Na corocznej odprawie ambasadorów prezydent Francji upomniał się o los pisarza.
– Algieria, która tak bardzo kochamy i z którą dzielimy tak wiele dzieci i tak wiele historii, uwikłała się w historię, która ją hańbi.
Na odpowiedź Abd al-Madżid Tabbuna nie trzeba było długo czekać. Mniej dyplomatycznie nazwał Sansala „oszustem”
– Wysyłacie do naszego kraju oszusta, który wyparł się swojej tożsamości, nie wie kim był jego własny ojciec. Przychodzi do nas i mówi na że połowa Algierii należy do innego państwa.
Sprawa Sansala to również upadek prestiżu Francji, która nie potrafiła skutecznie się ubiegać o uwolnienie własnego obywatela. W wyniku interwencji niemieckiej dyplomacji, Sansala w końcu wypuszczono po blisko roku więzienia.
Państwo oszukało młodych lekarzy. „Uczymy się bezsilności”
Krytyka we Francji i spór o wolność słowa
Znaczące, iż nie był to koniec udręczeń francuskiego pisarza. Gdy jeszcze siedział w więzieniu atakowali go parlamentarzyści skrajnej lewicy. I tak posłanka „Nieuległej Francji” Sandrine Rousseau, z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że „Sansal nie był aniołem”. Wskazywała przy tym na jego liczne, antyislamskie wypowiedzi urągające, w jej mniemaniu, lwiej części francuskiego społeczeństwa. Zawarta została sugestia, że Sansala spotkała słuszna kara.
Autora „Roku 2084” nie złamały więzienie, wrogość Islamu, reżim Abd al-Madżid Tabbuna. W ostatnim czasie nasiliły się ataki ze strony jego „literackiej ojczyzny”.
W rozmowie z francuskimi mediami przyznaje, że czuje się zmęczony narastającą falą krytyki i, jak twierdzi, próbami ograniczenia jego wolności słowa.
Sprawa Sansala wywołała we Francji szeroką debatę – zarówno dotyczącą jego poglądów, jak i relacji Paryża z Algierią. W ostatnich miesiącach pisarz znalazł się pod ostrzałem części mediów i komentatorów. Krytykowano jego wypowiedzi publiczne, decyzje wydawnicze, w tym odejście od Gallimarda na rzecz Grasseta.
W najnowszych wypowiedziach Sansal nie kryje frustracji. Jak twierdzi, stał się celem zorganizowanej kampanii dyskredytującej.
– Dlaczego miałbym zostać we Francji, skoro jestem atakowany od rana do wieczora? – pyta retorycznie. – To już nie jest krytyka, do której jestem przyzwyczajony, ale czyste zniewagi.
Pisarz uważa, że padł ofiarą „dyktatury myśli”, która ma na celu jego uciszenie.
– Przedstawiają mnie jak przestępcę. To gorsze niż dyktatura w Algierii – mówi, podkreślając, że odczuwa presję oraz próby zastraszenia.
Sansal potwierdza, że poważnie rozważa emigrację.
– Wyjadę. Do Szwajcarii, do Belgii… i stamtąd nadal będę mówił, co myślę – zapowiada.
Jednocześnie zaznacza, że nie ma żalu do francuskiego społeczeństwa.
– Francuzi są wspaniali. Spotykam się z ogromną życzliwością – mówi w wywiadzie dla Le Figaro. – Problemem jest garstka „oligarchów myśli”, małych biurowych dyktatorów.
Na razie nie wiadomo, kiedy dokładnie pisarz podejmie decyzję o ewentualnym wyjeździe.
Nie złamały Boualema Sansala ani mury algierskiego więzienia, ani toporna przemoc reżimu, ani cisza narzucona przymusem. Nie złamał go świat, który jawnie gardzi wolnością. Złamać – lub przynajmniej nadkruszyć – próbuje go dopiero świat, który wolność ma wpisaną w swoje sztandary.
To nie Algier okazał się dla niego najtrudniejszym przeciwnikiem, lecz Paryż. Nie cela, lecz salon. Nie cenzor w mundurze, lecz cenzor w garniturze. Na szczęście, jak zauważył Emil Cioran: „Nie mieszka się w kraju, mieszka się w języku. Ojczyzna to właśnie to, nic innego”.

