Byliście zaskoczeni awanturą wokół netflixowej „Lalki”? Poczekajcie na to, co będzie się działo przy nowej interpretacji „Opowieści z Narnii”. Na razie krytyka w stronę filmu w reżyserii Grety Gerwig („Barbie”) płynie od oburzonych środowisk chrześcijańskich w USA. Można jednak być pewnym, że gdy film wejdzie w lutym 2027 r. na ekrany światowych kin, spolaryzowani do granic możliwości widzowie staną po dwóch stronach barykady. W Polsce będzie podobnie. W przyszłym roku mamy nad Wisłą wybory, więc kolejny „zamach” na świętość dokonywany przez „lewackiego Netflixa” wyląduje na partyjnych sztandarach. Szczególnie że dotyczy to oryginału uważanego za dzieło na wskroś chrześcijańskie.
110 miliardów powodów, by wątpić. Co fuzja Paramountu z Warnerem oznacza dla kina i mediów?
Nowa „Narnia” pod ostrzałem. Spór o chrześcijańskie przesłanie sagi C.S. Lewisa
„Narnia: Siostrzeniec czarodzieja” jest jedną z najbardziej wyczekiwanych ekranizacji. W kinach pojawi się 12 lutego, natomiast już dwa miesiące później ma trafić na Netflixa. W ostatnich dniach pojawiały się jednak głosy mówiące, że przedstawiciele Netflixa obawiają się, iż najdroższa produkcja w historii platformy (280 mln dol. budżetu) może być klapą. Krążą plotki, że Netflix zażądał dokrętek, natomiast Gerwig przy stole montażowym potrzebowała innego reżysera do pomocy. To wszystko może być elementem jakiegoś rodzaju kampanii zbudowanej na zamieszaniu wokół filmu. Nie wiemy tego. Wiemy natomiast, że film już teraz jest krytykowany za zmiany, jakich dokonano w adaptacji „Narnia: Siostrzeniec czarodzieja”.
Amerykanie nie dawali mu szans. Tak powstał pierwszy Bond
C.S. Lewis jest jednym z najważniejszych apologetów chrześcijaństwa. „Opowieści z Narnii” są otwarcie naszpikowane odniesieniami do Starego i Nowego Testamentu. Temat stworzenia świata, wygnania z Narnii, zdrady, przebaczenia, poświęcenia, śmierci niewinnego i w końcu powstania ze świata martwych są elementami wprost nawiązującymi do Biblii. Te odniesienia można też znaleźć we „Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena. Panowie się zresztą znali i to właśnie Tolkien miał spowodować, że Lewis zaczął dryfować w stronę katolicyzmu.
Gdy w 2005 r. Disney wypuścił „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”, brytyjscy duchowni polecali film swoim wiernym. Bez wątpienia ekranizacja Gerwig z takim przyjaznym podejściem chrześcijan się nie spotka, choć podczas oficjalnych eventów związanych z ekranizacją temat chrześcijańskich odniesień w sadze Lewisa się pojawia. Prowadzący nowojorskie spotkanie z Gerwig na Broadwayu Stephen Colbert podkreślał, że seria o Narnii go ukształtowała pod kątem duchowym. Colbert jest znanym katolikiem w amerykańskim show-biznesie. Gerwig natomiast uczęszczała do katolickiego liceum, co potem wykorzystała w swoim świetnym „Lady Bird”. W jednym z wywiadów mówiła też, że historia emancypacji Barbie i opuszczenie przez nią bezpiecznego i kolorowego świata ma w sobie ducha przypowieści o wypędzeniu z Edenu.
Aslan jako kobieta? Obsada Meryl Streep wywołała burzę wokół „Narnii”
Czy takie odniesienie, kluczowe przecież dla twórczości Lewisa, pojawi się w interpretacji Gerwig? Środowiska chrześcijańskie w USA obawiają się, że zmiana lwa Aslana, który przez interpretatorów pisarza jest porównywany do archetypu Jezusa, na postać mówiącą głosem Meryl Streep oznacza wdrukowanie ideologii woke do konserwatywnego dzieła Lewisa. W poprzedniej ekranizacji Aslan mówił głosem Liama Neesona.
Informacja o zmianach obsadowych wywołała wściekłość amerykańskiej prawicy. Współpracowniczka Donalda Trumpa Jenna Ellis w swoim programie radiowym uznała, że Gerwig dokonała profanacji samego Chrystusa, obsadzając w roli Aslana kobietę. Isabel Brown z konserwatywnego Daily Wire uznała, że decyzja o obsadzeniu Streep jest jednoznacznym zaprzeczeniem intencji Lewisa, który nie ukrywał, że Aslan jest inkarnacją Chrystusa w świecie Narnii. „To celowe szyderstwo z chrześcijaństwa” – napisała Brown.
Noże w szkołach, gry pod pręgierzem. Nowe, nie znałem
Podobne zarzuty pojawiały się, gdy Kevin Smith w swojej „Dogmie” w roli Boga obsadził Alanis Morissette. Tyle że on robił odjazdową i autorską prowokację, a Netflix bierze się za dzieło absolutnie święte dla dużej części chrześcijan. Po wypuszczeniu zwiastuna wybuchły nowe kontrowersje. Według niektórych głosów film może być… propagandą transgenderyzmu. Świadczyć o tym ma kolorystyka i klimat przypominający klipy Davida Bowiego.
Seth Udinsky w Christian Post pisał, że samo obsadzenie Streep sugeruje transpłciowość Aslana. Ja w zwiastunie nie dostrzegam nawiązań do glamrockowego świata Bowiego, ale konserwatywne środowiska już kiedyś żarliwie protestowały przeciwko jego udziałowi w kinie dotykającym postaci Jezusa. Bowie wcielił się w Poncjusza Piłata w wyklętym „Ostatnim kuszeniu Chrystusa” Martina Scorsesego.
Gerwig w oświadczeniu tłumaczyła, że chciała w tej roli kogoś, kto pokaże głębię postaci i nie będzie jednocześnie pretensjonalny oraz „będzie miał w sobie powagę i autorytet, bez traktowania samego siebie ze śmiertelną powagą” – powiedziała. Jednak Ted Baehr z chrześcijańskiego Movieguide, który pomaga rodzicom wybierać wartościowe produkcje dla swoich dzieci, zauważył, że choć Gerwig jest utalentowaną reżyserką, to decyzja, by zmienić płeć Aslana, może niepokoić chrześcijańskich rodziców. Jego zdaniem pełnych chrześcijańskich alegorii książek Lewisa nie można adaptować w stylu, jaki zastosował Christopher Nolan w „Odysei”. Chodziło mu o awanturę po obsadzeniu w roli Heleny Trojańskiej czarnoskórej Lupity Nyong’o.
Od Jamesa Bonda po „Narnię”. Najgłośniejsze spory o obsadę w historii kina
Historia kina jest pełna awantur o obsadę filmów i seriali opartych na kultowej literaturze i klasyce popkultury. Gdy czarnoskóra piosenkarka Halle Bailey została obsadzona jako syrenka Ariel w produkcji Disneya „Mała syrenka”, popularność zyskał hasztag #niemojaAriel. W zeszłym roku Disney obsadził w roli Królewny Śnieżki Latynoskę Rachel Zegler. Film okazał się finansową katastrofą, co niektórzy przypisywali politycznie poprawnej decyzji studia o zmianie śnieżnobiałej postaci na aktorkę o korzeniach kolumbijskich.
Nie tylko kwestie rasowe rozpalają podobne kłótnie. Przecież obsadzenie Daniela Craiga (notabene w nowej „Narnii” wciela się w czarodzieja) w roli Jamesa Bonda ściągnęło na film gniew fanów poprzednich agentów 007. W moim przekonaniu to najlepszy Bond po Seanie Connerym. Fani Batmana nie wyobrażali sobie w roli Człowieka Nietoperza Michaela Keatona, zaś Jokera w interpretacji Heatha Ledgera. Obaj są dziś niekwestionowanymi twarzami Gotham City. Ten drugi za rolę dostał pośmiertnego Oscara. Kwestionowano Idrisa Elbę w roli Heimdalla w „Thorze”, a potem Brytyjczyk zagrał w sześciu filmach z uniwersum MCU.
„Lalka” kontra „Lalka”. Podobno film jest lepszy od serialu. Podobno film jest gorszy od serialu
Nie inaczej było z Tomem Cruise’em jako Lestatem w „Wywiadzie z wampirem”. Nie tylko fani powieści Anne Rice byli oburzeni tym wyborem. Również Rice odcinała się od filmu, choć po latach napisała list przepraszający Cruise’a, który stworzył, jak się okazało, rolę kultową. Azjaci byli oburzeni, że w ekranizacji ikonicznej japońskiej mangi Masamunego Shirowa „Ghost in the Shell” główną rolę powierzono białej aktorce Scarlett Johansson.
Dziś jest to nie do pomyślenia, choć działa to tylko w jedną stronę. Można to jednak zrozumieć. W końcu kiedyś nikomu specjalnie nie przeszkadzało, że Czyngis-chana grał… John Wayne. Chrześcijańskim środowiskom nie wadziło też, że w bardzo popularnym (również w Polsce) filmie „Chata” w roli Boga wystąpiła czarnoskóra Octavia Spencer. Dobrze, że Jezusa z Nazaretu zawsze grali aktorzy o semickich rysach… nieprawdaż? Ironizuję oczywiście. Jakoś nikt nie kręcił nosem na niebieskookich blondynów, jak Robert Powell i Max von Sydow, w produkcjach, które są emitowane w telewizji w każdą Wielkanoc. Narnia więc może przeżyje głos Meryl Streep w roli Lwa Jezusa, skoro Szwed do dziś zachwyca nas jako Żyd z Nazaretu.


