Reklama
Kultura

110 miliardów powodów, by wątpić. Co fuzja Paramountu z Warnerem oznacza dla kina i mediów?

W zalewie apokaliptycznych narracji o przejęciu Warner Bros. Discovery przez Paramount Skydance umyka pytanie o faktyczny wpływ takiej fuzji na rynek medialno-rozrywkowy. W kapitalizmie – nawet tym pod korporacyjnym butem – wiele zależy w końcu od najmniejszych trybików ekonomicznej machiny. Czyli od nas.

Michał Walkiewicz
Opinia autorstwa: Michał Walkiewicz
Dzisiaj 19:56
12 min
Warner Bros. Discovery i Paramount Skydance są już jednością. W jakim stopniu zmieni to przyszłość mediów i rozrywki? (fot. Koshiro K / Shutterstock)
TYLKO NA
  • Wojna o przejęcie koncernu medialnego Warner Bros. Discovery trwała od października ubiegłego roku. Wygrał ją Paramount Skydance, wykładając na stół 110 mld dol. To druga największa fuzja w historii branży rozrywkowo-medialnej.
  • Połączone portfolio uwzględnia m.in. wytwórnie filmowe, stacje telewizyjne i platformy streamingowe. Jak wpłynie to na pracę, status oraz niezależność poszczególnych podmiotów: telewizji CNN, platformy HBO Max, studia Warner Bros. czy TVN-u?
  • Skydance będzie produkowało filmy pod dwiema flagami – Warnera i Paramountu. Ma wprowadzać do kin minimum 30 filmów rocznie i produkować blisko 180 programów telewizyjnych oraz seriali. Celem jest odzyskanie rynku kinowego oraz nawiązanie konkurencji ze streamingowymi potęgami formatu Netfliksa czy Amazona.

To nie jest opowieść o pieniądzach. To jest opowieść o wartościach. 110 mld dol., które Paramount Skydance przeznaczył na zakup Warner Bros. Discovery, tworząc Skydance, czyli nowego potężnego gracza na rynku mediów i rozrywki, robi wrażenie. Ale nie tak duże, jak faktyczny kulturowy kapitał obydwu marek.

Wytwórnie filmowe pamiętające czasy kina niemego; media, które rozliczały rządy, relacjonowały wojny i stały w forpoczcie kulturowej zmiany; programy rozrywkowe, na których wychowały się całe pokolenia widzów. Tam, gdzie jedni widzą „aktywa”, warto czasem dostrzec tradycję. To z nią będzie dyskutować nowy zarząd Skydance. I to podejście do niej zadecyduje o kształcie medialnego krajobrazu, gdy opadnie kurz.

Przejęcie Warner Bros. Discovery sfinalizowane. TVN zmienił właściciela

Reklama
Reklama

Akwizycja. Złe gorszego początki?

Zakupowe szaleństwo na korporacyjnych szczytach rozpoczęło się w październiku ubiegłego roku. Zadłużony na blisko 40 mld dol. koncern Warner Bros. Discovery znalazł się na celowniku Netfliksa, co analitycy odnotowali z niepokojem, dziennikarze z umiarkowaną ekscytacją, zaś internet – z panicznym strachem o orientację seksualną Harry’ego Pottera. 

Prezes Paramount Skydance, David Ellison, na premierze filmu „Top Gun: Maverick”. To film, który w czasach postpandemicznych uratował kinowe seanse. (fot. JW / Avalon / PAP)

Retoryka wypowiedzi w tym okresie wahała się od apokaliptycznej („korporacyjne megawojny nadeszły szybciej niż zakładaliśmy”) po nostalgiczną („oto koniec jakościowej telewizji”). Mnie najbardziej przekonuje jednak opowieść o przeznaczeniu, wedle której regularnie strzelający samobóje Warner zasłużył sobie na taki los. Tak się kończą dekady fatalnego zarządzania, pompowania budżetów oraz polityki kadrowej ustalanej na zasadzie rzutu kostką.

Oczywiście to, co wczoraj było zwiastunem zagłady, dziś jest typowym czwartkiem. Ponieważ do rozgrywki włączył się Paramount Skydance – firma o mniejszej wartości rynkowej niż Netflix, za to znacznie rozrzutniejsza – szybko okazało się, że akwizycja to raczej pieśń dalekiej przyszłości.

Reklama
Reklama

Netflix chciał wykupić połowę koncernu, głównie część filmową i streamingową. Paramount – całość. A przy okazji był gotowy pokryć koszty wynikające z opóźnienia negocjacji oraz oczekiwania na sądowe glejty. Mówię o tym jak o orzechach laskowych, ale chodzi o grube pieniądze – kara za wycofanie się ze wstępnej umowy z Netfliksem wyniosła dla przykładu aż 2,8 mld dol.

Jako że całe przedsięwzięcie pachniało szyderstwem z praw antymonopolowych, do boju szybko ruszyły hollywoodzkie związki zawodowe oraz prokuratura. Te pierwsze zajęły się głównie oprotestowywaniem spółki o tak gigantycznym zadłużeniu, co wydaje się niemalże obietnicą masowych zwolnień. Ta druga skonsolidowała 12 stanowych prokuratorów pod wodzą Roberta Bonty z Kalifornii.

Prokuratorom udało się opóźnić fuzję o kilkanaście tygodni, ale ostatecznie 30 września Paramount dostał zielone światło na mocy ugody z koalicją Block The Merger. Wcześniej, w czerwcu, inicjatywę poparł bez większych zastrzeżeń Departament Sprawiedliwości. Według przedstawicieli Wydziału Antymonopolowego połączenie nie stanowiło zagrożenia dla uczciwej rynkowej konkurencji.

Oczywiście, jak to w Hollywood, wszyscy mają rację i wszyscy się mylą. Skydance faktycznie zwiększy konkurencję, tyle że w ogródku wielkich korporacji. Gorzej z mniejszymi graczami, z którymi dotąd musiały rywalizować i Warner, i Paramount Skydance.

Reklama
Reklama

Kadry. Niewłaściwi ludzie na właściwych miejscach?

Paramount jest właścicielem m.in. stacji telewizyjnej CBS, kanału Nickelodeon dla dzieci i młodzieży, platformy streamingowej Paramount+, a także głównej oraz satelickich wytwórni filmowych.

Warner Bros. Discovery kładzie na stole m.in. telewizję CNN, kanały TNT, Discovery i Eurosport, platformę HBO Max, a także – z naszej perspektywy jest to istotne –  telewizję TVN oraz serwis Player.pl.

Choć podobne zestawienia prowokują do używania wielkich kwantyfikatorów, warto schłodzić sobie głowę. Po pierwsze – nie jest to największa tego rodzaju fuzja w historii branży medialno-rozrywkowej. Za taką wciąż uchodzi połączenie internetowego giganta AOL z Time Warner za 182 mld dol. w 2001 r.

Po drugie – nowo powstały kolos, przynajmniej w swym niemowlęcym okresie, będzie miał zbyt krótkie rączki, by zaszkodzić konkurencji (zwłaszcza, jeśli chodzi o wartość rynkową). Skydance, z astronomicznym zadłużeniem wysokości 79 mld dol., przez dłuższy czas będzie oglądać plecy Netfliksa, Disneya i Sony.

Larry Ellison, założyciel Oracle Corporation i jeden z najbogatszych ludzi świata, wyłożył na fuzję 40 mld dol. z własnej kieszeni. Jego syn, właściciel oraz wieloletni prezes Paramount Skydance, stanie na czele nowej firmy. Pomoże mu dotychczasowy prezes Mattela, Ynon Kreiz. Kartą przetargową tego ostatniego okazał się gigantyczny sukces „Barbie” – jednego z niewielu filmów z portfolio Warner Bros., które w ostatnich latach przekroczyły magiczną granicę miliarda dolarów wpływów.

Reklama
Reklama

Z firmą pożegnało się dotychczasowe szefostwo filmowej dywizji Warnera – Pamela Abdy i Michael De Luca. Jak donosi portal Deadline, o swoim odejściu dowiedzieli się z mediów, choć płakać raczej nie będą, bo ich kontrakty obowiązują do 2030 r. i będą mogli liczyć na dobrą rekompensatę.

Na złotym spadochronie wyląduje też prezes całego Warner Bros. Discovery, David Zaslav, którego odprawa ma wynieść od 550 do 890 mln dol. Oto nagroda za regularne przepalanie hollywoodzkich pieniędzy. 

Krąży po sieci mem, w którym Goku i Vegeta, bohaterowie serii „Dragon Ball”, przejęci losem Bogu ducha winnych cywili, postanawiają stoczyć pojedynek „gdzieś na uboczu”. W następnym obrazku widzimy ich w boju na pustej sali kinowej. Wyświetlają akurat „Supergirl” – jedną z najdotkliwszych porażek finansowych Warnera w ostatnich latach. Nakręcony za ok. 280-290 mln dol. film (włączając koszty promocji) zarobił w kinowych kasach na całym świecie marne 126 mln.

Odpowiedzialni za „Supergirl” oraz za całe superbohaterskie portfolio DC Comics James Gunn i Peter Safran zostają na swoich stanowiskach. Przy całej sympatii do Gunia jako reżysera, naprawdę trudno mi zrozumieć tę decyzję. Ich zamaszysty plan restartu komiksowych marek nie zgrał się z potrzebami widzów. Superbohaterowie znajdują się w stanie artystycznej stagnacji, flagowe marki – jak „Superman” – zarabiają grubo poniżej oczekiwań, a serialowa „nitka” planu Gunna i Safrana to jeden wielki chaos.

Reklama
Reklama

W streamingu sytuacja kadrowa wygląda nieco lepiej. Casey Bloys z HBO, George Cheeks kierujący segmentem TV oraz Jean-Briac Perette (jeden z najbardziej zaufanych żołnierzy Zaslava odpowiedzialny za streaming) będą mieli większe kompetencje. Kto wie, być może nakieruje ich to na słuszny pomysł dodatkowych inwestycji w technologię. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby aplikacja HBO Max, dla odmiany, zaczęła działać.

W obecnej sytuacji trudno również wyobrazić sobie dalsze funkcjonowanie serwisu Paramount+ (zaś na polskim poletku – należącego do Paramount Skydance i Comcastu SkyShowtime). Jeśli bowiem HBO chce powalczyć o subskrybentów z Netfliksem i Amazonem, musi jak najciaśniej zewrzeć szyki.

Jutro (nie) idziemy do kina. Kanapa wygrywa walkę o widza 

Strategia. Bez gwałtownych ruchów

Ponieważ spotkałem się już w mediach z przestrogami przed „rozdmuchiwaniem” narracji o związkach Ellisonów z Donaldem Trumpem, warto przypomnieć, że senior rodu przekazał 45 mln dol. organizacji wspierającej ostatnią kampanię prezydenta. Że junior zadawał szyku na kolacji z Trumpem oraz Xi Jinpingiem, przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej. I że medialną twarzą amerykańskiego projektu Stargate jest głównie Oracle, pomimo zaangażowania innych firm, takich jak OpenAI czy Nvidia.

Reklama
Reklama

Oddzieliłbym tu natomiast same relacje od teorii spiskowych związanych z potencjalnym funkcjonowaniem Skydance. Czy oznacza to bowiem, że korporacja zunifikuje treści pod jedną banderą? Czy CNN zamieni się w propagandową tubę Białego Domu? Czy w kinie czeka nas powrót do czasów Reagana i odwrót od liberalnych wartości? Po trzykroć – nie sądzę.

Z oświadczenia wydanego wczoraj przez Danę Goldberg i Josha Greensteina, nowych szefów filmowej części Skydance, wynika jasno, że zarówno Warner Bros., jak i Paramount pozostaną w warstwie symbolicznej rozdzielone. Zachowają swoje logotypy, określone strategie budowania marki oraz własny repertuar.

Jak przekonują Goldberg i Greenstein, będą też tworzyć z myślą o swojej dotychczasowej widowni. Choć będę się upierał, że jest to zbyt rozmyta kategoria, by używać jej z kamienną twarzą w 2026 r. Widzów Warnera i Paramountu łączyło bowiem w ostatnich latach głównie to, że siedzieli na kanapach i oglądali Netfliska.

Na mocy ugody z prokuratorami Skydance ma produkować m.in. minimum 30 filmów rocznie, z czego przynajmniej 20 ma doczekać się regularnej kinowej dystrybucji w 45-dniowym „okienku”. Do tego ma powstawać nie mniej niż 180 produkcji telewizyjnych, od seriali po programy rozrywkowe.

Reklama
Reklama

Jest to niezbyt ambitny plan, biorąc pod uwagę aż 15 mld dol. budżetu operacyjnego. Ale nie będę narzekał – ostatecznie chodzi przecież o to, żeby wyciągnąć kino za uszy z bagna.

O jakość mediów w obrębie spółki (na razie) nie ma co się martwić. W CBS powstała już specjalna rada, która będzie dbała o niezależność redakcji. Na swoich stanowiskach pozostają też Mark Thompson, czyli redaktor naczelny CNN, oraz Bari Weiss, szefowa CBS News. Wszyscy mają działać pod czujnym okiem News Editorial Independence Board, czyli nowej wewnętrznej instytucji, kontrolującej niezależność przekazu w programach informacyjnych. Czas pokaże, czy mowa o listku figowym, czy o poważnym organie regulacyjnym.

Sprawa TVN-u wciąż jest otwarta. Polski rząd wreszcie wygramolił się z wanny nakrytej kołdrą i przypomniał sobie, że stacja jest na liście podmiotów chronionych przez państwowo. Oznacza to, że teraz nad sytuacją musi pochylić się Minister Aktywów Państwowych.

Jeśli uzna, że połączenie Warnera i Paramountu uderza w nasze bezpieczeństwo, negatywna decyzja poskutkuje kłopotami dla nowego właściciela TVN-u. Rząd będzie mógł wymusić na nim sprzedaż akcji spółki TVN S.A., co z kolei doprowadziłoby do licytacyjnej wojny o „bezpańską” telewizję.

Milly Alcock w filmie „Supergirl", reż. Craig Gillespie, 2026 r. Produkcja okazała się artystycznym i finansowym niewypałem (fot. materiały prasowe)

Widz. Dlaczego Skydance to nasz problem?

W utopijnym świecie Skydance pomaga branży kinowej dzięki przemyślanej strategii producencko-wydawniczej. Nawiązuje rywalizację z Disneyem i Netfliksem, a strumień pieniędzy z kinowych kas oraz streamingowych subskrypcji pozwala firmie obsługiwać gigantyczny dług.

Reklama
Reklama

Nieograniczany przez polityczne sympatie Ellisonów Skydance tworzy jakościową rozrywkę, a od czasu do czasu zgarnia Oscara dla prestiżu. Infrastruktura jest wspólna, interesy bywają rozbieżne, ale generalnie wszyscy trzymają się za ręce ku chwale podwójnego dziedzictwa. W ciągu kolejnych trzech lat dostajemy 100 filmów, z których przynajmniej połowa nie prowokuje myśli ostatecznych i zarabia sensowne pieniądze.

Kamer(k)a… Akcja! Jak youtuberzy zmieniają współczesne kino

Jest to mało prawdopodobny scenariusz. Ale jeśli w podawanych opinii publicznej opowieściach o kultywowaniu korzeni jest ziarnko prawdy, pewne jego elementy mogą się ziścić. Bez względu na to, czy ktoś rozsądny weźmie pod but hamulcowych, z Jamesem Gunnem na czele, czy nie, będziemy mogli z czystym sumieniem zagłosować portfelem. 

Dla nas, zwykłych widzów, oznacza to mniej więcej tyle, że fuzja może nieco „uporządkować” życie entuzjastów kina i telewizji. Rozszerzyć wybór w ramach mniejszej liczby platform streamingowych (przyczyniając się tym samym do walki z piractwem), ułatwić dostęp do sportowych kanałów, a nawet, potencjalnie, obniżyć cenę abonamentu. Zaś w planie symbolicznym – przywrócić dawny blask obydwu wytwórniom i nieco przyspieszyć artystyczną rekonwalescencję Hollywood.

Reklama
Reklama

A może, najzwyczajniej w świecie, wejdziemy w erę korporacyjnych megawojen. Skydance zażyczy sobie rękę i nogę za dostęp do streamingu, dziesiątki tysięcy ludzi związanych z biznesem filmowym straci pracę, a Trump z Ellisonem wyślą Harry’ego Pottera na siłownię. It’s Hollywood, baby!

Reklama
Reklama