Znamy jego podobiznę doskonale, jednak mało kto widział go w realu. A przecież istnieje! Jest pod ścisłą ochroną gatunkową. Człowiekowi nawet nie wolno zbliżać się do jego gniazd, żeby go nie traumatyzować. Oficjalna nazwa to Orzeł Biały, potoczna – bielik.
Jak rozłoży skrzydła i wzleci to klękajcie narody: od pierwszego pióra do ostatniego po przeciwnej stronie mierzy ponad dwa metry. No i te szpony! Ten zakrzywiony dziób! Od razu widać, że to nieprzejednany drapieżnik. Jak upatrzy ofiarę, nie odpuści.
Nie bez powodu Lech, nasz protoplasta i założyciel państwa Polan, umieścił szponiastego ptaka w swym herbie, a pod jego gniazdem postanowił osiąść, nadając osadzie miano Gniezna. Pewnie bajęda z tym Lechem – za to pewniak, że orła wprowadzili na insygnia rozgałęzieni rodzinnie Piastowie jakoś w drugiej połowie XIII stulecia. Na oficjalny herb całego państwa orzeł wzbił się za Przemysława II w 1295 r., co poskutkowało nałożeniem mu na łeb korony. Także od tamtej pory ptak jest przedstawiony w pozycji gotowości do walki.
Upgrading orła
Jednak po prawie ośmiuset latach orłowi należy się modernizacja. Od maja 2025 r. dłubią przy nim eksperci powołani przez ex-ministrę Hannę Wróblewską, ponownie skrzyknięci przez jej następczynię Martę Cienkowską. Ci specjaliści mają zadecydować, jak upgradingować godło, bo ich zdaniem jego postać nie przystaje do rzeczywistości.
Konflikty wywołuje już samo nazewnictwo: to nie godło, ale herb. A może odwrotnie? Na początku grudnia 2025 r. odbyło się pierwsze posiedzenie zespołu mędrców. Zdecydowali: modyfikacji ulegną godło, flaga, a nawet hymn. Nie chodzi o ideologię, lecz o dopasowanie orła do wymogów współczesnej grafiki użytkowej i zasad heraldyki. Bo obecnie ptak ich nie spełnia.
Kanye West zagra w Polsce. Minister kultury oburza się w sieci, Lewica pyta: co Pani zrobiła?
Oglądany z odległości przypomina płaskorzeźbę (efekt „cieniowania” szarością) – a powinien być płaski. Mało tego, powinien być srebrny, lecz w heraldyce srebro zastępuje biel. Jest nad czym dyskutować i pobierać wynagrodzenie. Podczas pierwszych obrad członkowie zespołu przedstawili się sobie, wymienili koordynaty, skonsumowali kawę z ciastkiem i… ustalili działania w roku 2026. Od tamtej pory zespół spotyka się regularnie, dwa razy w miesiącu. Bo orzeł jak kura – okazał się złotonośny.
Godło na łyso
To od czego zaczynamy? Najpierw nóżki. Mają być złote od pazura po pióra. Dziób też złoty, zwrócony w prawo. No i korona, również ze szlachetnego kruszcu. Przez stulecia drapieżca ewoluował w zakresie pozy i urody, lecz dostojeństwa ani bojowego charakteru nie tracił. W dobie panowania Stanisława Augusta dodatkowo obarczono jego szpony pozłacanymi królewskimi insygniami. Nosił też złotą koronę – atrybut władzy monarszej, którego został pozbawiony w 1944 r.
Napierali na to komuniści z Wandą Wasilewską na czele. „Łysego” orła zalegalizowano w 1952. Przy okazji zdeformowano mu łeb i oko, a także odarto ze złota pazury. Do dawnej świetności wrócił po ustrojowej transformacji.
Koronę przywrócił mu w 1990 r. Andrzej Heidrich (wybitny projektant druków „poważnych” – jak znaczki pocztowe, dokumenty, banknoty i insygnia orderów). Korygując ptaka, Heidrich wzorował się na projekcie Zygmunta Kamińskiego z 1927 r., który z kolei nawiązywał do orła z czasów Poniatowskiego.
Ta wersja trwała do 2018 r., kiedy – z inicjatywy ministra Piotra Glińskiego – znów zaczęto kombinować przy państwowych symbolach. Godło postanowiono dostosować do aktualnych technologii, wedle których skrzydła miały być idealnie symetryczne; w koronie – prześwity; nogi pokryte złotem po całości. I najważniejsze – płaska sylwetka, bez niby-cieniowania.
Flaga świętuje
W 2004 r. drugi dzień maja został ustanowiony Dniem Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Choć nie jest wolny od pracy, właściwie nim jest, bo ma fantastyczną lokalizację – pomiędzy 1 a 3 maja. Ma też orle konotacje – w 2004 r., w toku prac legislacyjnych, Senat RP zaproponował zastąpić Dzień Flagi RP Dniem Orła Białego. Nie przeszło, Sejm nie uznał, zostało jak poprzednio – biały pas nad czerwonym.
Ale w jakim odcieniu? Tradycja nakazywała karmazyn. Jednak w przeszłości był kłopot z uzyskaniem tego barwnika – karmazyn produkowano z larw czerwca polskiego, drogiego ingredientu, na który mogła sobie pozwolić tylko arystokracja i najbogatsza szlachta. Toteż posiłkowano się barwnikami tańszymi, aż doszło do PRL-owskiego tandetnego cynobru. Po 1989 flaga odzyskała barwy stosowane do 1930 r. – pas bieli nad pasmem karmazynu. A na białym tle bytuje orzeł umieszczony na czerwonej tarczy.
„Morzeł” na różowo i słodko
Z orłami trzeba ostrożnie. Nie zawsze nasz narodowy drapieżca wygląda groźnie. Warto przypomnieć ciekawą historię, gdy orzeł był… jadalny, z białej czekolady. Zapisał się w historii jako „morzeł”, co bynajmniej nie dodawało mu dystynkcji, choć mierzył 2 m wzwyż, rozpiętość jego skrzydeł osiągała 3,2 m, a waga ok. 500 kg.
Hasło propagandowe głosiło, że „orzeł może” – stąd „morzeł”. Inicjatorem wydarzenia była radiowa Trójka we współpracy z „Gazetą Wyborczą”, zaś honorowym patronem – prezydent RP Bronisław Komorowski. Łakociowy orzeł teoretycznie propagował optymizm, wzajemną życzliwość rodaków oraz wiarę we własne, polskie siły – w istocie zaliczył medialną i propagandową wpadkę.
Nie pomogła nawet piosenka Artura Andrusa „Orzeł może”. A było tak: 13 lat temu, w Dniu Flagi, warszawskim Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem przedefilował marsz, którego kulminacyjnym punktem stało się uroczyste odsłonięcie przed Pałacem Prezydenckim orła wyrzeźbionego z czekolady (sponsorował Wedel).
Boualem Sansal: więzienie w Algierii, krytyka we Francji i możliwa emigracja
Miało być optymistycznie: z helikopterów zrzucano ulotki promujące inicjatywę, zaś przechodniom rozdawano różowe okulary, kapelusze i balony. Po marszu czekoladowego ptaka umieszczono w siedzibie Trójki. Potem miał być zjedzony, ale nikt się nie połakomił i pomysł zarzucono, oficjalnie ze względów sanitarnych, tak naprawdę – moralno-ideologicznych. Żreć godło? Nie godzi się.
PS Niedawno w poznańskim zoo wykluło się pisklę bielika olbrzymiego, ptasiego kolosa większego od naszego bielika o ponad półmetrową rozpiętość skrzydeł i monstrualny dziób, mogący rozpłatać wieloryba, o ile taki znajdzie się w pobliżu. Ale nasz piastowski orzeł nie oddaje olbrzymowi tego, co najważniejsze: tarczy.

