Prezydent ma dobre notowania zarówno sondażowe, jak i wśród polityków. Ci ostatni, rzecz jasna, nie powiedzą tego do mikrofonu, ale po cichu przyznają, że bokser jest kimś na politycznym ringu. Jednak nie tylko własne zasługi pozwoliły Nawrockiemu na zdobycie zawiści / szacunku. Przede wszystkim pomogli mu Homo tuskus democratus (rodzaj: ludzie, gatunek: tuskowate, podrodzaj: urojeniowce).
Kampania prezydencka, ale również ta dziwna kampania poprezydencka tego środowiska poszły najgorszymi torami Unii Demokratycznej. Młodszym warto przypomnieć. UD była ugrupowaniem postsolidarnościowym, opartym na przekazie wyższościowym – my, zasłużeni dla polskiej kultury, nauki i demokracji, mamy niejako naturalne prawo do rządzenia. A rząd dusz to w ogóle mamy zagwarantowany. Kiedy u progu transformacji Lech Wałęsa (tak, tak, ten obecny pieszczoch warszawki i krakówka) podeptał świętości i rozpoczął kampanię prezydencką, zaczęła się „wojna na górze”. Najkrócej mówiąc: wybierz mądrych, a nie głupich – i nadchodzącą wraz z Wałęsą dyktaturę. (Urojeniowcy z zasady wierzą w jej nadejście.)
Czytaj również: Od wiz do kiełbasy. Nowe życie Piotra Wawrzyka
Tusk się śmieje
Jednym z wyśmiewających wyższościowe histerie „udeckiego salonu” był sam Donald Tusk, który w końcu doprowadził do rozłamu w partii-córce UD, czyli w Unii Wolności. Co wtedy pisała o zdradzieckim Tusku oraz o Pawle Piskorskim „Gazeta Wyborcza”... No mniej więcej, że żmije bezczeszczą święty przybytek demokracji.
Zarówno ta lekcja, jak i kolejne zostały zapomniane w 2025 r. Podczas tamtej kampanii dr Nawrocki to był już nie tylko prostak z ludu, ale po prostu z nizin społecznych. Tygodnik „Polityka”, marzec 2025: „Nawet wyborcy PiS nie chcą mieć za prezydenta kumpla kryminalistów. Zapowiada się upadek »obywatelskiego kandydata«”... Po wyborze nie mamy lepiej, skoro na oficjalnej stronie KO czytać mogliśmy o prezydencie RP jako o „królu kiboli”. W rezultacie poprawną prezydenturę Karola Nawrockiego łatwo postrzegać jako wielki sukces nowej głowy państwa. A także, warto dodać, pani prezydentowej, kolejnej bardzo udanej pierwszej damy w naszych dziejach.
Lepszy Wróbel w felietonie niż wilk w kampanii
Jest i drugi czynnik sprzyjający prezydentowi. Oni, czyli Kaczyński i Tusk, zużywają się – i to widać. Premier rządzi byle jak, licząc na to, że emocje wyborców mało są powiązane z jakością podejmowanych decyzji, zwłaszcza długofalowych. Prezes zamknął PiS w formacie rozgoryczonych narodowców, lecz cisną go Konfederacje. Ożywić pisowską prawicę ma Mateusz Morawiecki, premier z czasów Covid i przyjaźni z Kijowem. Serio?
Nawrocki na wolnym polu
Karol Nawrocki ma zatem stosunkowo wolne pole. W narracjach prawicy o już-już nadchodzącej likwidacji państwa polskiego nie ma rzeczywistej diagnozy, to piana dla ogłupiałej widowni, a w praktyce rządów KO widać pustkę. A jednak Nawrocki nie potrafi wykroczyć poza prawicowe komunały. Tak było, kiedy prawica podnosiła larum w sprawie związków partnerskich w jakiejkolwiek formie. Czy wtedy, kiedy opowiadał bajki na temat wygrywającej w 1944 r. Warszawy. Czy kiedy fuka na zbawienne dla kraju, ale wrogo przyjmowane przez część prawicy, OZE.
Prezydent zmarnował ten rok. Kraj nie „mówi Nawrockim”, bo Nawrocki „mówi prawicą”. Ta dość bezrefleksyjnie odtwarza płyty z pomstowaniem na Niemcy, na Brukselę, na wiatraki, na tęczową zarazę, na Ukrainę, na agenta Tuska, a nawet na islamskie zagrożenie (w Polsce!). Tyle że w tych nużących narracjach jest mniej więcej tyle prawdy, ile w alarmach o płynącej fali faszyzmu wspieranego przez prezydenta Nawrockiego.



