- Polska wydała w dekadę minimum 300 mld zł na transformację, a mimo to ceny energii dla biznesu wzrosły.
- Ponad 60 proc. rachunku za prąd stanowią obecnie koszty systemowe, a nie samo wytwarzanie prądu.
- Mimo rekordowego deficytu budżetowego, Polska planuje bilionowe wydatki energetyczne do 2040 r.
Rok 2025 Polska zamknęła deficytem sektora finansów publicznych na poziomie 7,2 proc. PKB. Wyższe wartości notowano jedynie podczas globalnego kryzysu finansowego w latach 2009–2010, kiedy deficyt sięgał około 7,4 proc. PKB. W czasie pandemii COVID-19 wyniósł 6,9 proc. PKB.
Przeczytaj także: Prezydent nie odpuszcza ws. polityki klimatycznej. Będzie nowe pytanie referendalne
Dzisiejsza sytuacja fiskalna nie jest przypadkiem. Trwa wojna za wschodnią granicą, rosną wydatki na obronność, a system ochrony zdrowia i system emerytalny wymagają coraz większych nakładów publicznych. Podczas prezentacji wykonania budżetu za 2025 r. na forum Rady Dialogu Społecznego przedstawiciele Ministerstwa Finansów poinformowali, że wydatki na ochronę zdrowia wyniosły około 230 mld zł, na obronność około 170 mld zł, a koszty obsługi długu publicznego przekroczyły 100 mld zł rocznie.
Niezależnie od tego, czy bliżej nam do fiskalnego konserwatyzmu prof. Leszka Balcerowicza, czy do podejścia zwolenników prof. Grzegorza Kołodki, dopuszczającego wyższy deficyt, jeżeli finansuje on inwestycje zwiększające potencjał rozwojowy gospodarki, jedno pytanie pozostaje wspólne: jaki efekt gospodarczy przynoszą wydatki finansowane środkami publicznymi? To pytanie dotyczy także transformacji energetycznej.
Znacznie rzadziej pojawia się pytanie o rezultaty osiągnięte dzięki poniesionym nakładom.
Przeczytaj także: Polskie firmy tracą grunt pod nogami. „Energia powinna być tania, dopiero potem zielona”
Z punktu widzenia przedsiębiorców, odbiorców energii i finansów publicznych właśnie rezultaty powinny być podstawowym kryterium oceny polityki energetycznej. W latach 2015–2025 na transformację energetyczną w Polsce przeznaczono co najmniej 300 mld zł. Kwota obejmuje między innymi inwestycje sieciowe, programy wsparcia OZE, termomodernizację budynków, Fundusz Modernizacyjny, środki KPO oraz inne instrumenty finansowane ze środków krajowych i europejskich.
Jednocześnie w 2015 r. przedsiębiorcy płacili za energię elektryczną 80 euro/MWh. Dzisiaj całkowity koszt energii dla wielu odbiorców biznesowych wynosi ponad 300 euro/MWh (dane Eurostatu). Różnica jest istotna nie tylko z perspektywy przedsiębiorców. Wysokie koszty energii wpływają na inwestycje, konkurencyjność eksportu, lokalizację nowych zakładów przemysłowych oraz tempo wzrostu gospodarczego.
Dlaczego energia dla firm jest droga?
Przeczytaj także: Czynsze grozy. Płacą krocie a mieszkają w slumsach. „Wstyd kogoś zaprosić”
W dyskusji o cenach energii uwaga koncentruje się zwykle na kosztach wytwórczych energii elektrycznej. Tymczasem coraz większą część rachunku stanowią koszty niezwiązane bezpośrednio z samym wytwarzaniem energii (blisko 60 proc. ceny na rachunkach). Do rachunku odbiorcy końcowego trafiają koszty utrzymywania rezerw mocy, rozbudowy sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, bilansowania systemu, magazynowania energii, opłaty regulacyjne oraz podatki.
Przykładem jest opłata mocowa. W 2015 r. nie istniała. Obecnie wynosi ona 219 zł/MWh. Jej celem jest finansowanie utrzymywania dyspozycyjnych mocy niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa dostaw energii z powodu konieczności integracji przewymiarowanych pogodozależnych źródeł odnawialnych w systemie elektroenergetycznym.
Doświadczenia niemieckie pokazują skalę tego problemu. Według danych Bundesnetzagentur operatorzy sieci ograniczyli w latach 2015–2025 produkcję około 75,5 TWh energii z odnawialnych źródeł energii. To wolumen odpowiadający mniej więcej połowie rocznego zużycia energii elektrycznej w Polsce. Koszty działań stabilizujących system elektroenergetyczny oraz rekompensat dla producentów energii wyniosły w tym okresie około 23,5 mld euro.
Jeżeli zatem kraj zbliżony geograficznie do Polski i posiadający około dwukrotnie wyższy udział pogodozależnych OZE niż Polska nadal mierzy się z jednymi z najwyższych kosztów energii w Europie oraz ponosi dziesiątki miliardów euro kosztów stabilizacji systemu, to sama skala inwestycji nie może być uznawana za miarę sukcesu transformacji. Pokazuje to, że ocena transformacji energetycznej nie może ograniczać się do kosztów budowy nowych źródeł energii, lecz musi uwzględniać również długoterminowe koszty funkcjonowania całego systemu elektroenergetycznego.
Nie jest to argument przeciw odnawialnym źródłom energii. Jest to argument za analizą pełnych kosztów systemowych. W energetyce koszt technologii nie kończy się na budowie źródła wytwórczego. Obejmuje również koszty sieci, bilansowania systemu, utrzymywania rezerw mocy oraz zapewnienia bezpieczeństwa dostaw. Dlatego porównanie technologii powinno uwzględniać całkowity koszt energii dostarczonej odbiorcy końcowemu.
Nie istnieją inwestycje energetyczne niezależne od kosztu
Przyjęty Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu zakłada inwestycje liczone w bilionach złotych do 2040 r. Oznacza to jedną z największych decyzji inwestycyjnych podejmowanych przez państwo po 1989 r. Jednocześnie, podążający za niemieckim, projektowany model rozwoju polskiego systemu elektroenergetycznego wskazuje ryzyko niedoboru mocy w systemie w okresie zimowym. W raporcie „Konkurencyjność czy Transformacja – nowa mapa energetyczna Polski” (ponad 1300 pobrań na https://300zlmwh.pl/) wskazujemy, że przy takich parametrach system może mierzyć się z zimowym deficytem mocy rzędu od 9,2 do 12,5 GW.
Natomiast w polskiej debacie publicznej coraz częściej pojawia się pogląd, że niektóre inwestycje energetyczne powinny być realizowane niezależnie od ich kosztu. Z perspektywy przedsiębiorców, podatników i ministra finansów trudno zaakceptować takie podejście. W warunkach wysokiego deficytu i rosnącego długu publicznego nie istnieją inwestycje energetyczne niezależne od kosztu.
Każdy koszt ostatecznie trafia do rachunków odbiorców energii, budżetu państwa lub obu jednocześnie. Dlatego każda technologia energetyczna – niezależnie od tego, czy mówimy o offshore, energetyce jądrowej, energetyce węglowej, magazynach energii, źródłach gazowych czy modernizacji sieci – powinna podlegać tej samej ocenie ekonomicznej oraz ocenie rezultatów.
Stąd transformacja energetyczna będzie oceniana nie po liczbie zainstalowanych megawatów, lecz po rachunkach za energię, bezpieczeństwie dostaw i konkurencyjności gospodarki. Im szybciej zaczniemy rozmawiać o pełnych kosztach systemowych transformacji energetycznej, tym większa szansa, że unikniemy błędów, za które ostatecznie zapłacą przedsiębiorcy i konsumenci. To właśnie ta perspektywa powinna stać się punktem odniesienia dla oceny kolejnego etapu transformacji energetycznej w Polsce.


