Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim wszczęła śledztwo w sprawie masowego śnięcia ryb w rzece Bóbr, do którego doszło po spuszczeniu wody ze zbiornika Pilchowice. Wojewoda wprowadziła zakaz korzystania z rzeki, a spółka Tauron powołuje specjalną Radę Społeczną. W mediach pojawiają się kolejne zdjęcia martwych ryb, bobra czy nurtu rzeki wypłukującego stuletnie osady przemysłowe.

- Postępowanie jest prowadzone w kierunku przestępstwa przeciwko środowisku z art. 182 Kk; śledczy zabezpieczają pełną dokumentację od inwestora i wykonawcy.
- Wojewoda dolnośląska wydała zakaz korzystania z rzeki Bóbr; badania wykazały brak toksyn, ale ogromne zmętnienie wody i krytyczny brak tlenu.
- Właściciel zapory odpiera zarzuty o niedopełnienie procedur, deklaruje środki na zarybianie oraz powołuje Radę Społeczną, która ma ruszyć 9 lipca.
Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim wszczęła śledztwo dotyczące masowego śnięcia ryb po spuszczeniu wody ze zbiornika Pilchowice. Działanie to było konieczne, aby rozpocząć wart 93 mln zł remont tamtejszej zapory, należącej do spółki Tauron Ekoenergia. Postępowanie prowadzone jest pod kątem popełnienia przestępstwa przeciwko środowisku z artykułu 182 Kodeksu karnego. Chodzi o zanieczyszczenie wody w skali, która może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi lub spowodować istotne obniżenie jej jakości.
Jak poinformowała prok. Ewa Węglarowicz-Makowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, śledczy planują zabezpieczyć pełną dokumentację od inwestora, wykonawcy oraz organów wydających zgody na poszczególne etapy prac. Sytuacja jest poważna – do ubiegłego tygodnia z wody odłowiono ponad 20 t martwych ryb. Na szczęście w ostatnich dniach nie odnotowano nowych masowych przypadków śnięcia, a parametry natlenienia rzeki uległy poprawie.
Pilchowice. Wprowadzono surowy zakaz korzystania z rzeki Bóbr
W związku z zagrożeniem mikrobiologicznym, wojewoda dolnośląska Anna Żabska wydała rozporządzenie wprowadzające całkowity zakaz korzystania z rzeki Bóbr na odcinku od zapory Pilchowice do zbiornika Rakowiec. Decyzja ta zapadła po analizie laboratoryjnej próbek wody. Rzecznik wojewody Tomasz Jankowski przekazał, że woda na tym fragmencie rzeki kategorycznie nie spełnia wymogów przewidzianych dla kąpielisk oraz miejsc okazjonalnie wykorzystywanych do rekreacji.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska uspokaja jednak, że dotychczasowe analizy nie wykazują obecności toksycznych substancji chemicznych. Główną przyczyną kataklizmu okazało się gwałtowne poruszenie osadów dennych przy zrzucie wody, co doprowadziło do gigantycznej zawiesiny i tzw. przyduchy, czyli drastycznego deficytu tlenu. Sprawę monitoruje Międzyresortowy Zespół ds. Odry, jako że Bóbr jest bezpośrednim dopływem tej drugiej, kluczowej dla kraju rzeki.
Tauron odpiera zarzuty i powołuje okrągły stół
Zarząd spółki Tauron stanowczo podkreśla, że cała procedura zrzutu wody była realizowana zgodnie z planem, a firma już wcześniej sygnalizowała możliwość wystąpienia lokalnych śnięć ryb. Przedstawiciele koncernu zapewniają, że inwestycja prowadzona jest z zachowaniem najwyższych norm prawnych i środowiskowych. Co więcej, w celu zażegnania kryzysu i wypracowania merytorycznego dialogu z mieszkańcami, Tauron podjął decyzję o powołaniu specjalnej Rady Społecznej ds. sytuacji na rzece Bóbr, która pod patronatem Starosty Lwóweckiego rozpocznie pracę 9 lipca.
Koncern energetyczny zapowiedział także uruchomienie wieloletniego programu rekultywacji rzeki i zbiornika, obejmującego m.in. zarybianie i odbudowę bioróżnorodności we współpracy z naukowcami. Przypomnijmy, że modernizacja stuletniej zapory w Pilchowicach ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa powodziowego Dolnego Śląska. Obiekt odegrał kluczową rolę podczas kataklizmu w 2024 roku, a eksperci podkreślają, że bez kompleksowego remontu ścian i upustów dennych nie ma bezpiecznej alternatywy dla ochrony ludzkiego życia.
Katastrofa ekologiczna w Pilchowicach. Krytyka Tauronu i ministerstwa
Grzegorz Idziak, aktywista ekologiczny z Wrocławia, w swoich mediach społecznościowych opublikował pojawiające się w przestrzeni publicznej zdjęcia z miejsca katastrofy ekologicznej. Widać na nich m.in. martwego bobra oraz nurt rzeki wypłukujący poprzemysłowe zanieczyszczenia.
– Niewiele wiemy o składzie zawiesiny. Dotychczas opublikowano tylko jedno badanie z trzech punktów pomiarowych, najbliższych tamie. Badanie obejmowało azot, fosfor, niektóre metale ciężkie, takie jak ołów, arsen czy rtęć. Pojawił się komunikat o fenolach, których zawartość była poniżej granicy oznaczalności – mówi nam Idziak.
Aktywista odnosi się do wypowiedzi niektórych polityków o zawartości rtęci.
– Chciałbym zdementować pogłoski rozpowszechniane przez niektórych polityków, np. byłego ministra Marka Gróbarczyka, o dwukrotnym przekroczeniu normy rtęci. Jedno badanie, gdzie norma spożywcza jest wysoko postawiona, wykazało dziesięciokrotnie mniejszą zawartość. Z kolei norma środowiskowa dotycząca wód stojących i płynących przekroczona została o 50 proc. Tu tylko specjaliści mogą się wypowiedzieć o szkodliwości tego poziomu.
Grzegorz Idziak zwraca uwagę na komunikaty władz oraz publikowane dane.
– Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska publikuje łagodzące i mówiące o poprawie sytuacji komunikaty. Tymczasem w niedzielę sytuacja poprawiła się tylko w jednym punkcie pomiarowym, we Lwówku. W Marczowie, 11 km od zapory, parametry tlenowe się pogorszyły – badania mówią o 45 proc. zawartości tlenu, gdzie dla ryb łososiowatych krytyczny jest poziom 50 proc.
– Obecna sytuacja jest pozornie dobra. Jest zimno, spadła temperatura wody. Jak tylko wzrośnie, to ponownie wrócimy do sytuacji kryzysowej. Jest to pewne – podkreślił.
– Wyniki badań laboratoryjnych nie są publikowane codziennie. W niedzielę pobierano kolejne próbki i do tej pory nie ma wyników. Brak publikacji będzie powodował wzrost podejrzliwości opinii publicznej. Ministerstwo Klimatu i Środowiska fatalnie zarządza obecnym kryzysem. Brakuje sztabu kryzysowego na poziomie ministerialnym. Sprawą zajmuje się sztab na poziomie województwa. Na razie sytuacja dotyczy jednego powiatu, ale za chwilę będzie dotyczyć kolejnych, a może wyjść poza granice województwa - do Lubuskieg0 – tłumaczy.
Ekolog przypomniał wcześniejsze katastrofy.
– Jest to kolejne zdarzenie na polskich wodach. W 2020 r. katastrofa na Baryczy doprowadziła do śmierci 2-3 mln ryb i raków. Do dzisiaj nie ma winnych. Minister Woś się wtedy nie pojawił, nie pojawił się również wiceminister Ozdoba – byli zbyt zajęci kampanią prezydencką Andrzeja Dudy. W 2023 r. po katastrofie na Odrze mieliśmy polityczną przepychankę. A dzisiaj cynicznie wyciągane są wyniki badań rtęci.
– Tauron powołał Radę Społeczną. To tak, jakby oskarżony urządzał konferencje śledcze. To Tauron przecież doprowadził do tej katastrofy – mówi.
– Niektóre organizacje ekologiczne wypowiadają się zbyt skromnie, nie widać z ich strony żadnej akcji w związku z tą katastrofą. Nie słyszałem, aby ktoś wybierał się 9 lipca na spotkanie Rady Społecznej powołanej przez Tauron, choćby dla nadzoru, jakie pomysły się tam pojawią – dodaje nasz rozmówca.
– Środowiska ekologiczne uważają, że zagrożenie stwarza zbiornikomania. Zbiorniki wodne nie są projektowane w sposób przyszłościowy – zbiornik w Pilchowicach w 2024 r. się przelewał, a z tego co wiemy, Tauron nie przewidział przebudowy w kierunku zwiększenia retencji, tymczasem suchy zbiornik przyjąłby „każdą ilość” wody. Naszym zdaniem duże zbiorniki powinny być suche, przepływowe, gdzie nurt rzeki naturalnie oczyszcza wodę. Nauka jest zgodna – nie da się pogodzić w zbiorniku, w którym stoi woda trzech funkcji: przeciwpowodziowej, nawadniania i środowiskowej. Retencja powinna być mała i rozproszona, a większe zbiorniki muszą mieć duże rezerwy – produkcja energii nie pozwala na wystarczające obniżanie poziomu lustra wody. Osobnym skandalem jest ignorowanie przez Tauron potrzeb środowiskowych rzeki, Pilchowice nie mają przepławki dla ryb wędrownych, środowiskowo są dwa Bobry: poniżej i powyżej zapory, podobnie jest na rzece Bystrzycy we Wrocławiu, gdzie 11 lat trwa batalia o przepławki – wyjaśnia Idziak.
– Powtórzę, wody to jedność, muszą być więc zarządzane pod każdym względem przez jeden podmiot. W polskich warunkach najodpowiedniejsze jest MKiŚ mające narzędzia do ochrony przyrody. I to jest jedna z nauk, która powinna być wyciągnięta z wszystkich, powtarzających się katastrof ekologicznych na naszych rzekach – podsumował ekolog.

