Kwoty gigantyczne, frustracja mieszkańców jeszcze większa. Do tego stan niektórych bloków spółdzielczych wołający o pomstę do nieba. Mamy kolejne zgłoszenia z całej Polski – ludzie pokazują nam swoje czynsze z kosmosu. – Płacę 1050 zł, a blok taki, że wstyd zaprosić kogoś do siebie – opowiada nam pani Joanna z Bielska–Białej.

- Zero.pl pokazuje skalę patologii w spółdzielniach w całej Polsce. Mamy już dziesiątki zgłoszeń i czekamy na więcej.
- To, ile się płaci za mieszkania w obskurnych blokach czasami szokuje. Dodatkowo okazuje się, że problem nie dotyczy jedynie dużych miast jak Warszawa czy Wrocław.
- Czynsze grozy płacą też mieszkańcy mniejszych miast, gdzie często i zarobki są mniej atrakcyjne niż w stolicy. A litości nie ma – miesiąc w miesiąc trzeba oddać administracji część pensji czy emerytury.
Tak jest m.in. w Bielsku–Białej.
– Cześć, Bielsko–Biała (woj. śląskie). Jak to mówią mieszkańcy – region milionerów, bo ceny usług jak dla milionerów – opisuje swoją sytuację pani Joanna. Czynsz, jak na niewielkie miasto i średniej wielkości mieszkanie – płaci potężny.
Czytaj także: Czynsze grozy. Sprawdzamy, ile Polacy płacą za mieszkanie w obskurnych blokach
– Beskidzka Spółdzielnia Mieszkaniowa, osiedle Beskidzkie mieszkanie w bloku 10-piętrowym, 53 mkw., czynsz ok. 1050 zł przy trzech osobach – skarży się kobieta.
Opłata to jedno, stan bloku to drugie. Skoro stawki są takie wysokie, przynajmniej osiedle powinno wyglądać przyzwoicie. Niestety, luksusów brak.

Blok w Bielsku–Białej. Czynsz? Tysiąc złotych, w tym oczywiście fundusz remontowy (fot. Inne)
– Blok od lat nieremontowany, od zalań sypie się tynk na klatkach, na balkonie fragmenty sypiącego się ocieplenia, klatki popisane przez wandali, poniszczone windy, osoba sprzątająca przelatuje szmatą od wielkiego dzwonu – opisuje pani Joanna.
– Blok taki, że czasami wstyd zaprosić kogoś do siebie, a co gorsze sprzedać. To chyba standard w Polsce – stwierdza gorzko.
Czytaj także: Czynsze grozy. Mamy stawki z całej Polski
Rekord w Warszawie
Wróćmy na chwilę do Warszawy. Zgłosił się do nas pan Adam i jego czynsz za 70–metrowy lokal to chyba dotychczasowy rekord. Do tego warunki fatalne, bloki się sypią, remontu nie było od lat.
– To mój wymiar zaliczek opłat eksploatacyjnych w Spółdzielni Mieszkaniowej PAX (w upadłości) narzucanych przez Syndyka. Zasoby mojej enklawy spółdzielczej to trzy budynki z lat 1983–1985 r. przy ul. Jadźwingów 1 i 3 oraz Rzymowskiego 33 – mówi pan Adam z Warszawy.
Jego czynsz miesięczny – uwaga – wynosi 2010 zł. A warunki?
Budynki od początku nieremontowane (poza gaszeniem pożarów), niedocieplone – stan PRL – opisuje lokator.
– Nie wiem, czy ktoś w Warszawie i okolicach płaci więcej, u nas opłaty są średnio o 30 proc. większe niż średnia warszawska i wychodzi ponad 30 zł/mkw. – skarży się mężczyzna.
Kogo na to stać
I zadaje podstawowe pytanie: na osiedlu większa część mieszkańców to emeryci. Jak oni mają zapłacić takie koszty co miesiąc?
– Ani w Hiszpanii, ani we Włoszech nie ma czynszów. A teraz nie padnijcie. Lublin, spółdzielnia. Mieszkanie 39 mkw., 1 osoba – czynsz 927 zł, ogrzewanie dopłata za 2025 r. – 3487 zł, cały koszt ogrzewania za sezon 2025 r. tego mieszkania, tylko rozliczenie ciepła – trzy podzielniki ciepła to 5633 zł. Uważam, że to bandyctwo – komentuje w sieci internautka Sylvia.
I od razu odpowiadają jej inne osoby.
– Ludzie dostają po 2 tys. zł emerytury, z czego połowa idzie na czynsz w kawalerce. Chore!!! – pisze Martyna.
Czy jest szansa na zmianę? Jest i mówił o tym ekspert na łamach Zero.pl.
– Problemem jest to, że zarządy spółdzielni trwają latami na swoich stanowiskach, często betonując system, tak, by ci, którzy są, a może nie są, a powinni być, najważniejsi – czyli spółdzielcy, nie mogli ich odwołać. A każdej organizacji przydaje się przewietrzenie raz na kilka lat. Układy, układami, ale to również wina samych spółdzielców, którzy zbyt mało uwagi poświęcają temu, co dzieje się z ich majątkiem. To również wina tego, że nie pilnują członków rad nadzorczych, którzy zbyt często zapominają, w interesie kogo w tych radach są, i którzy nie potrafią patrzeć na spółdzielnię z perspektywy jej rozwoju i ochrony substancji mieszkaniowej w horyzoncie wieloletnim – tłumaczy doświadczony samorządowiec Dariusz Kacprzak.
Poza tym, „odbetonowanie” systemu i pozbycie się nieuczciwych prezesów też wchodzi w grę. Przykład podał warszawski radny i aktywista miejski Jan Mencwel.
– To już się moim zdaniem dzieje. Ostatnio na przykład udało się to spółdzielni Torwar. Mieszkańcy się skrzyknęli i udało się odwołać stary zarząd, więc jest to możliwe – zachęca do działania Mencwel.
Nasza akcja „Czynsze Grozy” trwa. Apelujemy do naszych Czytelników. Czekamy na informacje o wysokości waszych czynszów, chcemy je zobaczyć ze szczegółami, tak by precyzyjnie opisać patologię w spółdzielniach i nie przestawać patrzeć na ręce prezesom. Spróbujmy odbetonować ten chory system razem.
Zgłoś się tutaj, wystarczy kliknąć:


