Wsparcie wojskowe dla Ukrainy powinno w pierwszym rzędzie służyć realizacji interesu narodowego Polski, a nie Kijowa. To fundamentalna zasada polityki wschodniej, którą warto przypomnieć dzisiaj, gdy wiemy, że Siły Zbrojne Ukrainy już piąty rok stawiają opór Rosjanom, a prezydent Zełenski prowokuje Polskę dla doraźnych korzyści politycznych.
Jednocześnie Kreml cały czas eskaluje agresywne kroki wobec państw regionu, w tym Polski, i coraz częściej ingeruje w przestrzeń powietrzną RP. W powyższym kontekście przekazanie Ukrainie polskich efektorów do systemu obrony powietrznej „Patriot” w 2024 r. pokazuje ułomność decyzyjną rządu premiera Tuska. To nie tylko lekkomyślność, ale i brak obserwacji zmieniających się okoliczności.
Czytaj także: Gorący spór prezydenta z rządem. Poszło o wsparcie udzielone Ukrainie
Warto przypomnieć
Prześledźmy kilkuletnią historię konfliktu na Ukrainie i jego roli w środowisku bezpieczeństwa RP. W 2022 roku mieliśmy do czynienia z momentem historycznym, w którym decydowały się losy naszego regionu, a także to, czy w ogóle będzie dalej istnieć suwerenna państwowość ukraińska, tworząca bufor między agresywną, neoimperialną Rosją a południowo-wschodnią Polską. Jako rząd Zjednoczonej Prawicy podjęliśmy wówczas trudną, ale konieczną decyzję o przekazaniu stronie ukraińskiej zróżnicowanych pakietów wsparcia, które pozwoliły odeprzeć ofensywę rosyjską, odzyskać część zaatakowanych terenów, a przede wszystkim utrzymać Kijów i tamtejszy rząd.
Nasze działanie wynikało z historycznej możliwości redukcji potencjału rosyjskiego, utrzymania wroga dalej od naszych granic i związania go trudnymi walkami. Przy tym niektóre formy wsparcia były związane z bezpośrednią korzyścią dla polskiego przemysłu zbrojeniowego, czego dowodem jest zawarty w czerwcu 2022 roku, największy po 1989 roku, wart 3 mld zł kontrakt polskiej zbrojeniówki na dostawy armatohaubic „Krab” – bezprecedensowy sukces eksportowy naszego państwa.
Najpierw wsparcie Ukrainy
Zgodnie z podawanymi już wcześniej danymi kontynuowaliśmy wsparcie w 2023 r., niemniej w węższym zakresie. Wówczas znacznie więcej zasobów przekazywano już na budowę własnych zdolności Sił Zbrojnych RP, kontynuując zresztą trend wzrostowy w wydatkach obronnych, widoczny od przeprowadzonego przez nasz rząd Strategicznego Przeglądu Obronnego w latach 2016–2017. Wchodzący wówczas w życie Pakiet Wzmocnienia Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na lata 2023–2025 był bezpośrednią odpowiedzią na konieczność uzupełnień sprzętowych.
Przeczytaj także: Donacje na Ukrainę będą jawne. Kosiniak-Kamysz zapowiedział
Sfinansowano go między innymi ze środków Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, nowego mechanizmu finansowania potrzeb bezpieczeństwa państwa, pozwalającego odciążyć regularny budżet MON. Polska nie wykorzystała w pełni potencjału współpracy obronnej z Ukrainą (szczególnie w zakresie szybko ewoluujących technologii obecnych na tamtejszym polu walki). Podjęliśmy jednak trudne decyzje, które zabezpieczyły geopolityczny interes Polski, a następnie przedstawiliśmy konsekwentny plan przyspieszonego przezbrojenia na nowoczesny sprzęt, szczególnie w domenie lądowej i powietrznej. Jego efekty są widoczne i realizowane do dzisiaj.
Zmiana sytuacji strategicznej
W kolejnych latach sytuacja na froncie rosyjsko-ukraińskim nie wymagała już tak szeroko zakrojonego, interwencyjnego wsparcia władz RP i wartość przekazywanych pakietów wsparcia wojskowego spadła, co potwierdzają szczątkowe dane przekazane przez MON. Wynikało to z ocen politycznych dokonywanych jeszcze pod koniec naszych rządów, które wskazywały na coraz mniejszą gotowość władz ukraińskich do współpracy z Polską, a także coraz większą aktywność innych państw w relacjach z Kijowem.
Czytaj także: Niemiecki europoseł uderza w Ukrainę: to rani uczucia polskich obywateli
Np. niemiecki rząd prezentował już wówczas znacznie większą aktywność niż w 2022 roku, gdy wątpił w ogóle w sens wspierania ukraińskiej niepodległości. Kijów usztywnił stanowisko na wielu polach, choćby w kwestiach rolnych. Przede wszystkim jasne już jednak było, że Ukraina nie da się łatwo połknąć Rosji, stawia zaciekły opór i jest w tym kreatywna, w tym w zakresie kluczowych systemów obrony powietrznej.
Jednocześnie Rosja coraz bardziej eskalowała agresję wobec Polski i innych państw sojuszniczych, otwarcie ingerując w naszą przestrzeń powietrzną. W 2023 roku siły powietrzne państw NATO interweniowały ponad 300 razy w związku z agresywnymi działaniami Kremla, a następne lata przyniosły coraz poważniejsze naruszenia, na czele z wtargnięciem rosyjskich dronów we wrześniu 2025 r. Podsumowując, po 2023 r. kryzys ewoluował, zaś Polska stanęła przed rosnącym zagrożeniem atakiem w domenie powietrznej. W przypadku państwa ignorującego prawo międzynarodowe i zarządzanego przez elity o mentalności mafijnej – jak Rosja – nie jest do niego konieczny pełnoskalowy konflikt. Wystarczy wola Kremla.
Kosztowny błąd
W 2024 roku budowany przez Polskę wielopiętrowy system obrony powietrznej potrzebował wszelkich dostępnych zasobów. Nie jest tajemnicą, że nadal mamy liczne luki, właściwie na każdym poziomie: od najniższego poziomu (zabezpieczenia np. przed bezzałogowcami), przez pośrednie, aż po najwyższy, obsługiwany przez amerykańskie systemy „Patriot”.
To sprawdzony sprzęt, czego dowiodły zarówno wojna na Ukrainie, jak i konflikty bliskowschodnie. Gwarantuje relatywnie wysokie szanse wykrycia i neutralizacji celów, w tym rakiet balistycznych, pocisków manewrujących czy lotnictwa przeciwnika, charakteryzujących się wysoką wartością i odgrywających kluczową rolę w agresji takiego przeciwnika jak Rosja.
W związku z powyższym efektory do tego systemu, szczególnie nowoczesne pociski PAC-3 MSE, są drogie i bardzo pożądane przez licznych użytkowników. Koszt jednego to ok. 4 mln dolarów, zaś Pentagon już w 2024 roku wynegocjował z producentem, firmą Lockheed Martin, zwiększenie przepustowości produkcyjnej. W tym samym roku Polska zdecydowała się przekazać Ukrainie wyżej wymienione pociski, co potwierdził minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.
Każdy rząd powinien brać odpowiedzialność za podejmowane decyzje, szczególnie w tak wrażliwej kwestii jak bezpieczeństwo narodowe. Szczególną rolę odgrywa w tym domena powietrzna, od lat coraz częściej naruszana przez Rosję. Jeżeli jakieś zasoby należy traktować jako szczególnie cenne, to są to właśnie rakiety do najbardziej zaawansowanego systemu obrony powietrznej, jaki posiadamy, czyli „Patriot”. Dziś wiemy już, że przekazano je bez wyraźnych korzyści państwu, które w coraz większym stopniu dystansuje się od nas. Polski rząd nie zorientował się, że sytuacja w 2024 roku jest zupełnie inna niż dwa lata wcześniej. To poważny błąd.

