W połowie października firmy monitorujące ruch na orbicie okołoziemskiej odnotowały nietypowe zachowanie rosyjskiego satelity Kosmos-2612. Przez kilka dni manewrował on blisko satelity ICEYE-X36, zbliżając się na 500 metrów (niektóre estymacje alarmują nawet o krótszym dystansie 26 metrów).
X36 to polsko-fiński rozpoznawczy satelita należący do amerykańskiej spółki ICEYE US. Urządzenie jest wyposażone w innowacyjny radar z syntetyczną aparaturą (SAR). Wykonuje bardzo dokładne zdjęcia powierzchni Ziemi w nocy oraz przez gęstą powłokę chmur. Dostarcza dane Wojsku Polskiemu oraz siłom zbrojnym Ukrainy.
Jak ważny jest wywiad satelitarny potwierdził 2021 r., gdy Pentagon już wiedział, że Federacja Rosyjska szykuje inwazję przeciw Ukrainie. W dobie zdjęć satelitarnych nie da się już ukryć dużych militarnych operacji ofensywnych.
Czytaj także: Ewakuują rannych latającymi dronami. Kolejna rewolucja technologiczna w Ukrainie
Dlaczego Kosmos-2612 zbliżył się do ICEYE-X36? To celowy manewr kosmiczno-lotniczych sił Federacji Rosyjskiej. Grupa sześciu rosyjskich satelitów wystrzelonych w kwietniu 2026 r. – w tym Kosmos-2612 – służy do wywiadu i prowokacji wobec innych obiektów.
Kosmos-2612 celowo zużywa więcej paliwa, manewrując w strefie innego satelity, by wymusić na nim nagłą, nieplanowaną korektę lotu. Bliskość kolizji można wytłumaczyć błędem nawigacyjnym, gdy w istocie to celowe działanie. Prowokacja satelity Kosmos-2612 jest bezprecedensowa. Ponadto, mógł on zbierać dane na temat naszego satelity.
Taranowanie w kosmosie
Choć „pojedynek” między satelitami nie jest tak spektakularny jak figury akrobatyczne „Sokoła Millenium” to wszelako pokazuje nam, że wojna z Ziemi przenosi się do domeny kosmicznej. Nietrudno sobie wyobrazić, że w razie rozszerzenia się wojny, rosyjskie satelity inspekcyjne mogą taranować satelity innych państw. A następnie zrzucić to na karb usterki.
Problem jest jeszcze głębszy, ponieważ – przykładowo – dostęp do łączności satelitarnej dzieli Zachód a nie go jednoczy. Każdy słyszał o systemie Starlink. W skrócie: jest to globalna konstelacja stworzona przez amerykańską firmę SpaceX należącą do Elona Muska, która dostarcza szybki i bezprzewodowy Internet o wysokiej jakości na cały świat. Starlink to usługa cywilna, Starshield to usługa militarna dla amerykańskiego Pentagonu.
Starlink, w pewnym sensie, ocalił Ukrainę. To szerokopasmowy internet satelitarny, który zostaje jedynym „oknem na świat” w czasie kryzysu. W pierwszej fazie wojny, jeszcze przed dominacją dronów, dał on przewagę żołnierzom ukraińskim w łączności. W obecnej fazie wojny jest podstawą w pilotażu dronów. Do tego stopnia Starlink sprawdził się w tej wojnie, że Rosjanie zaczęli w nieautoryzowany sposób korzystać ze Starlinków w ukraińskich okopach, kupując usługę na „słupy” zarejestrowane w Unii Europejskiej.
Z uwagi na bliskość pozycji obu stron firma SpaceX miała problem z ich wyłączeniem. Masowe odłączenie „rosyjskich Starlinków” spowodowałoby także wygaśnięcie usługi po ukraińskiej stronie frontu. Miesiące negocjacji między resortem obrony Ukrainy a firmą Elona Muska spowodowały finalnie odłączenie Rosjan od Starlinków na początku lutego 2026 r., a w czasie masowych wyłączeń zweryfikowano ukraińskie Starlinki i je po prostu przywrócono.
Ze Starlinkiem źle, bez niego jeszcze gorzej
Po akcji z wyłączeniem Rosjanie przez tygodnie byli dosłownie ślepi i głusi na froncie, okładając artylerią własne pozycje. Kreml, skoro nie może korzystać ze Starlinków, zaczął ten system intensywnie zwalczać. Trwają prace nad rosyjskim systemem Rasswiet (pol. świt). A przykładem walki jest system walki radioelektronicznej (WRE – Wołna Kupoł Garant), który zakłóca na froncie starlinkowe połączenia.
Starlink i firma SpaceX na Zachodzie nie są jednak obiektem westchnień, a zazdrości. Dosłownie kilka dni temu oskarżono Waszyngton o to, że ograniczył połączenie Starlinkowe dla Ukrainy, próbując wymusić na niej ustępstwa w wojnie. Donald Trump to zdementował, urzędnicy Białego Domu również, ale historia ta żyje własnym życiem.
„Wall Street Journal” twierdzi, że decyzję podjął Elon Musk. Pełną łączność podobno przywrócono, ale pojawił się tutaj wątek systemu Starshield i ograniczeń w działaniach ofensywnych Ukrainy wobec Rosji (chodzi o ataki lotnicze w głębi terytorium Federacji Rosyjskiej). Miał on dotknąć ukraińskie drony poruszające się powyżej prędkości 160 km/h.
Traciły one łączność. Niepokojąco zbiegło się to z zakupem przez USA oleju napędowego z Rosji. Ograniczenie mocy Starlinków pokazało, kto ma łącznościowy monopol w wojnie rosyjsko-ukraińskiej i może to być formą „zmiękczania” postawy Wołodymyra Zełenskiego, mającego „szorstką” relację z Trumpem. Przywrócenie Starlinków pokazuje jednak, że ukraińska obrona wciąż „wisi” na satelitach Elona Muska i dzięki nim, wciąż walczy. Starlink jest „mieczem obosiecznym” w rękach Kijowa – bez tego narzędzia Ukraina nie byłaby w stanie się bronić.
Monopol prawicowego Elona Muska na łączność satelitarną w czasach kryzysu jest w niesmak pokłóconej z Trumpem Unii Europejskiej. Bruksela pracuje obecnie nad Digital Network Act (DNA), który to ma wyrzucić firmy amerykańskie (i chińskie) z dostępu do tzw. widma radiowego. Chodzi o bezpośrednie łączenie się smartfonów z satelitami (Direct To Cell). Bruksela chce wyrzucić SpaceX z przetargu na częstotliwości i zarezerwować te pasma dla technologii europejskiej.
Ponadto krytyczne połączenia dla europejskich administracji ma obsługiwać system IRIS2. Wykorzystujący kilkaset satelitów komunikacyjnych IRIS2 ma być dziełem konsorcjum SpaceRISE, francuskiego Eutelsatu, luksemburskiego SES i hiszpańskiego Hispasat. W lipcu szef polskiego MSWiA podpisał umowę z Komisją Europejską na udział Polski w tym projekcie. Projekt ten wpisuje się, podobnie jak SAFE, w podkreślaną wszędzie niezależność strategiczną Europy. Problem w tym, że konfrontuje to Europę z USA, czyli głównym sojusznikiem Polski w NATO.
Cała sprawa nie spodobała się w Waszyngtonie. Ambasador USA przy Unii Europejskiej Andrew Puzder zagroził „katastrofalnymi działaniami odwetowymi”.
– Europejskie firmy nie staną się bardziej konkurencyjne tylko dlatego, że ograniczy się konkurencyjność firm amerykańskich – zaznaczył w rozmowie z „Financial Times”. I tutaj pętla się zamyka, ponieważ – póki co – Ukraina oraz państwa europejskie, na wypadek kryzysu, są zdane na system Starlink.
Pierwsze satelity systemu IRIS2 zostaną wystrzelona na orbitę w 2029 r. Usługa ma ruszyć w 2030 r. Oznacza to – jeśli założymy brak opóźnień – że za cztery lata Europa zyska swojego Starlinka. Sęk w tym, że Donald Tusk zapowiedział atak Federacji Rosyjskiej nie w oknie czasowym kilku lat, ale kilku miesięcy. Kluczowy system na czas wojny, jakim jest Starlink, jest obiektem kłótni na Zachodzie, a nie jednoczenia się w obliczu zagrożenia.


