Reklama
Zdrowie

Od głodówki do korporacji. Jak Łukasz Jankowski buduje elitę lekarską

Od protestu głodowego najmłodszych lekarzy do stanowiska najważniejszego medyka w Polsce. Łukasz Jankowski ponownie wygrał wybory w samorządzie lekarskim. Plan na obecną kadencję: wytłumaczyć Polakom, że lekarz to elitarny zawód.

Patryk Słowik
Opinia autorstwa: Patryk Słowik
Dzisiaj 06:00
8 min
Łukasz Jankowski ponownie wygrał wybory w samorządzie lekarskim. Plan na obecną kadencję: wytłumaczyć Polakom, że lekarz to elitarny zawód. (fot. Leszek Szymański/PAP/Karolina Bartyzel/NIL)

22 maja 2026 r., godz. 4:35, Jachranka pod Warszawą. Na Krajowym Zjeździe Lekarzy pada ogłoszenie: Łukasz Jankowski, dotychczasowy prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, wygrywa ponownie. Przez kolejne lata będzie głosem przeciętnego polskiego eskulapa.

Kilka godzin wcześniej, podczas prezentacji kandydatów, Jankowski przekonuje koleżanki i kolegów uczestniczących w wyborach, że należy przypomnieć pacjentom, iż zawód lekarza jest zawodem elitarnym – w dobrym tego słowa znaczeniu.

– Przestajemy się wstydzić tego, że lekarz zarabia godnie. Bronimy interesów lekarzy i jesteśmy korporacją zawodową w dobrym sensie – stwierdza Jankowski (cytat za „Gazetą Lekarską”).

Niespełna 10 lat temu, w 2017 r., Łukasz Jankowski był jednym z organizatorów protestu rezydentów. Jako bardzo młody lekarz stał na czele strajku głodowego. Trochę niezdarnie pokazywał do telewizyjnych kamer, które ogrywały sprzeciw najmłodszych lekarzy wobec rządu, kartki z suchymi kośćmi, symbolem tego, na jakie zakupy stać polskiego rezydenta przed świętami Bożego Narodzenia.

Reklama
Reklama

Młodzi pogonili starych

Łukasz Jankowski, rocznik 1987, na proteście rezydentów wybił się jak nikt inny. Udało mu się przekonać młodych kolegów do zaangażowania się w sprawy samorządu lekarskiego. W efekcie towarzystwo, które od lat niemal należało się najbardziej nobliwym medykom, często z profesorskimi tytułami, zostało rozgonione przez młodych gniewnych.

Jankowski najpierw w 2018 r. został prezesem Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, a w 2022 r. wygrał wybory na prezesa całego samorządu – został szefem Naczelnej Rady Lekarskiej. Wygrał wybory z Andrzejem Matyją, poprzednim prezesem, profesorem nauk medycznych, zatopionym w środowisku lekarskim od stu lat.

A teraz Jankowski zrobił to, co Matyi się nie udało: uzyskał reelekcję. Choć obóz jego przeciwników był dość silny (wybory na prezesa samorządu lekarskiego opierają się na wybieraniu najpierw delegatów w okręgach, a potem ci delegaci głosują na Krajowym Zjeździe Lekarzy), to przewaga Jankowskiego była wyraźna.

Do 2030 r. będzie kierował lekarskim samorządem.

Reklama
Reklama

Ideały prezesa

Czy Łukasz Jankowski zdradził ideały? To pytanie zadawało mi wielu znajomych, w tym także lekarze.

W 2017 r. objawił się bowiem młody, ambitny chłopak, który dużo mówił o potrzebach najgorzej zarabiających medyków oraz perorował o niedostatkach publicznego systemu ochrony zdrowia.

W 2026 r. mamy już typowego gracza samorządowego, który specjalizuje się w obliczaniu swojego poparcia, a za najistotniejsze uważa przekonywanie ludzi do elitarności zawodu.

Gdy w mediach mówi się o patologiach ochrony zdrowia, Jankowski najczęściej milczy. Gdy zaś mówi się o zarobkach lekarzy, z reguły w negatywnym dla medyków kontekście, Jankowski pojawia się od razu i przekonuje, że z jednej strony to mit, iż lekarze zarabiają aż tak dużo, a z drugiej – to chyba dobrze, że leczą nas dobrze wynagradzani ludzie.

Reklama
Reklama

Szkopuł w tym, że mieszanie dyskusji o ideałach do debaty o prezesie samorządu zawodowego jest pomyleniem pojęć. Reformy systemu ochrony zdrowia można (a nawet trzeba) wymagać od ministra zdrowia, prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, premiera, ogółem – polityków. Szef samorządu lekarskiego – czy to się komuś podoba, czy nie – jest od dbania o interesy lekarzy.

Zapytałem niedawno Marcelinę Zawiszę, posłankę Partii Razem, o to, czy środowisko lekarskie szantażuje dziś Polskę. Wysokie zarobki, groźby, że jak czegoś lekarze nie dostaną, to wyjadą z kraju, zalegalizowana forma łapówek w postaci „wejścia” do publicznego systemu przez prywatną wizytę.

– Nie chcę mówić o szantażu, ale moim zdaniem – przede wszystkim – źle stawiasz wektor. Każda grupa zawodowa ma prawo walczyć o to, by mieć jak najlepsze warunki pracy dla siebie. A rolą tych, którzy tworzą system, jest ważyć racje. Krótko mówiąc, miej pretensje do polityków, nie do lekarzy. Bo zadaniem polityków jest stworzyć system pacjentocentryczny, a nie lekarzocentryczny – odpowiedziała Zawisza.

Nie mylmy więc roli szefa samorządu zawodowego z rolą reformatora państwa.

Reklama
Reklama

Logiczny koniec protestu

W internecie bez trudu można znaleźć wiele moich pretensji do Łukasza Jankowskiego. On sam uważa, że media często traktują go niesprawiedliwie, co – moim zdaniem – jest nieprawdą, bo w gruncie rzeczy jest traktowany bardzo łagodnie.

Warto jednak być uczciwym w ocenach. Protest rezydentów z 2017 r. był pęknięciem. Młodzi lekarze powiedzieli wtedy: nie będziemy już grzecznymi dziećmi systemu. Nie będziemy pracować za poczucie misji. Nie będziemy słuchać, że zawód lekarza jest powołaniem, gdy słowa o powołaniu tak naprawdę oznaczają „odrób pańszczyznę, kiedyś się dorobisz”.

Paradoksalnie, moim zdaniem, Jankowski nie zdradził tamtego protestu. On go doprowadził do logicznego końca. Bo protest z 2017 r. w gruncie rzeczy, niezależnie od chęci zyskania sympatii pacjentów, nie był wcale o pacjentach. Był przede wszystkim o lekarzach. O ich pieniądzach, czasie, godności, pozycji. O tym, że młody lekarz nie chce już być tanią siłą roboczą w państwowym szpitalu, który utrzymuje się na jego ambicji, lęku i poczuciu obowiązku.

Reklama
Reklama

Dzisiejsza opowieść Jankowskiego o elitarności zawodu jest więc kontynuacją wypowiedzianą innym językiem. Bo Jankowski nie musi już mówić językiem protestu, tylko może mówić z pozycji szefa korporacji zawodowej. Korporacji, która – to nie jej wina – wywalczyła sobie w ostatnich latach bardzo dużo.

Na bakier z jawnością

W szczegółach prezesa samorządu lekarskiego jednak jest już za co krytykować. Jego podejście do jawności jest urągające przyzwoitości.

Łukasz Jankowski w ostatnich latach strzegł bowiem niczym największej tajemnicy świata informacji o swoim wynagrodzeniu. Samorząd lekarski przegrał nawet o to sprawę przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. A i tak Jankowski odmawiał udzielenia odpowiedzi.

Skończyło się więc tak, jak się skończyć musiało: czego Jankowski nie chciał ujawnić, odkryły i opublikowały media. Luiza Jakubiak i Mariusz Polak w portalu RynekZdrowia.pl poinformowali, że prezes samorządu lekarskiego zarabia 40 tys. zł brutto miesięcznie. To, zaznaczmy, zarobki Jankowskiego wyłącznie w samorządzie lekarskim. Jest on także praktykującym lekarzem, więc jego łączne dochody są znacznie wyższe.

Reklama
Reklama

Samorząd lekarski utrudnia też analizę działania jego pionu dyscyplinarnego. Radczyni prawna Jolanta Budzowska zwróciła się z prośbą o udzielenie informacji statystycznych dotyczących odpowiedzialności zawodowej lekarzy i samorząd stwierdził, że odpowiedzi udzieli po dwóch miesiącach. Jako oficjalny powód wskazano brak danych w posiadaniu Naczelnej Izby Lekarskiej.

Sęk w tym, że bez tych danych władzom samorządu ciężko było cokolwiek zmieniać w praktyce odpowiedzialności zawodowej. A Jankowski szedł do samorządu z hasłem uzdrowienia środowiska i wprowadzenia zmian, które miałyby z niego eliminować „czarne owce”.

Albo więc skończyło się na obietnicach, albo znaleziono wymówkę, by nie udostępnić danych, o które poprosiła prawniczka.

To istotne choćby dlatego, że Łukasz Jankowski ma pełne prawo być rzecznikiem interesów lekarzy. Ale im głośniej mówi o elitarności zawodu, tym bardziej musi zaakceptować, że elita będzie rozliczana z jawności, etyki i odpowiedzialności.

Reklama
Reklama

Realna odpowiedzialność

Odpowiedzialność zawodowa lekarzy – realna, nie iluzoryczna – będzie zresztą największym wyzwaniem stojącym przed szefem samorządu lekarskiego. Trudno bowiem od niego oczekiwać reformowania całego systemu ochrony zdrowia, bo to nie jego rola. Raczej będzie on hamulcowym zmian, bo wiele z nich sprowadzać się będzie do ograniczania dalszych wzrostów zarobków lekarzy. A nieuczciwe byłoby wymagać od prezesa samorządu lekarskiego, by to poparł.

Bez wątpienia jednak środowisko lekarskie – bądź co bądź liczne, bo lekarzy w Polsce jest ponad 140 tys. – wymaga urealniania odpowiedzialności zawodowej. Gdy mamy bowiem do czynienia z przypadkami ewidentnego łamania kodeksu etyki – jak np. branie pieniędzy za zabiegi, których się nie przeprowadziło, promowanie produktów tytoniowych, fałszowanie dokumentacji medycznej – należy oczekiwać jasnego komunikatu, że na takie praktyki nie ma zgody i eliminowania nieuczciwych jednostek z zawodu.

Czy Jankowski się tym zajmie, czy nadal będzie skupiał się głównie na walce o wynagrodzenia lekarzy? Zobaczymy. Zobaczymy też, jaki ma dalszy plan na siebie. W 2030 r. wciąż będzie młodym człowiekiem, z ogromnym doświadczeniem w samorządzie zawodowym, bez możliwości ubiegania się o kolejną reelekcję. Kto wie, może wtedy będzie można go rozliczać z reformowania całego systemu?

Źródło: Zero.pl
Patryk Słowik
Patryk SłowikDziennikarz