Reklama
Kultura

„Lalka” to nie tylko Wokulski i Łęcka. Prus napisał piękną powieść także o przyjaźni

„Lalka” Bolesława Prusa wraca na ekrany, a wraz z nią dobrze znane pytania o Stanisława Wokulskiego, Izabelę Łęcką i polskie społeczeństwo. Jest jednak w powieści wątek, któremu poświęcamy zaskakująco mało uwagi: przyjaźń Wokulskiego, Rzeckiego i Szumana. Trzech zupełnie różnych ludzi łączy coś, czego nie da się sprowadzić do interesu czy korzyści.

Marcin Darmas
Opinia autorstwa: Marcin Darmas
Dzisiaj 20:02
8 min
"Lalka" to przede wszystkim historia o przyjaźni. (fot. Filmweb/Izabella Koza)
TYLKO NA
  •  „Lalka” pokazuje, że polska publiczność wciąż chce obcować z kulturą wysoką, a przekonanie o jej rzekomej niezdolności do odbioru poważnych treści może być przede wszystkim wygodnym alibi części mediów.
  • Jednym z najciekawszych, a zarazem często pomijanych tematów „Lalki” jest przyjaźń łącząca Wokulskiego, Rzeckiego i Szumana. To trzech ludzi o skrajnie różnych temperamentach i światopoglądach, których nie spaja ani interes, ani wspólna ideologia, lecz lojalność i autentyczna bliskość.
  • Właśnie w tej przyjaźni kryje się jedna z najbardziej współczesnych lekcji powieści Prusa: prawdziwa relacja zaczyna się tam, gdzie kończy się rachunek korzyści.

Było w tym oczekiwaniu na nową, serialową odsłonę „Lalki” coś niebywale pocieszającego, bo zrywającego z odwiecznym utyskiwaniem na kulturalną mizerię i na, górnolotnie rzec ujmując, duchową kondycję polskiego społeczeństwa. Proza Prusa zadaje kłam wizjom o powszechnym braku zainteresowania dla rzeczy wzniosłych – przestańmy się bać takich słów – i wielce dla ducha pożytecznych.

Można oczywiście wskazywać na fatalne badania czytelnictwa, z wyższością utyskiwać na społeczeństwo coraz mniej wyedukowane w sprawach „wyższych” i „literackich”. Ale jak bronić takiego argumentu, gdy większość mediów w pogoni za „klikiem” serwuje swoim czytelnikom mdłą papkę o celebrytach, gdy zakłada się, że odbiorca poważnych treści „nie zrozumie”, „nie doceni” albo po prostu – „nie przeczyta”. Takie myślenie przyczynia się do wzmocnienia mechanizmu samospełniającego się proroctwa. Skoro odbiorca jest „głupi” dajemy mu „głupie” treści i w ten sposób „głupim” pozostaje.

Jest w tym myśleniu, powtarzam, nastrój doskonale zakamuflowanej wyższości wobec „maluczkich”. Ale maski spadają co rusz. Nie tak dawno temu czytaliśmy raport o polskiej marce napisany niewidzialną ręką sztucznej machiny. Śmialiśmy się pospołu z „tradycyjnej chlebowatości” i „sufferingu”, które należy przekroczyć, aby z dumą tę naszą polskość na świat wypromować. Niewielu wówczas zwróciło uwagę na znamienną linię obrony człowieczej współautorki raportu, która z rozbrajającą szczerością podkreśliła, że z pomocą sztucznej inteligencji pisze 90 proc. polskich profesorów… 

Reklama
Reklama

I cóż z tego, że Konkursy Chopinowskie biją kolejne rekordy popularności w filharmonii, w telewizji, radiu i internecie? Że czytanie „Pana Tadeusza” w Teatrze Narodowym w latach 2015–2016 spotkało się z żywym zainteresowaniem. Że Wrocław gości co roku z powodzeniem jeden z lepszych festiwali muzyki barokowej na świecie?

„Lalka” pozostaje jednak trwałym pomnikiem, swoistym odwetem dzisiejszych subiektów z „Żabek” na samozwańczych Łęckich, którzy mają w pogardzie lud prosty i niepiśmienny. Powieść obezwładnia kolejnych czytelników myślami i spostrzeżeniami, które po tylu latach nie potrafią ulec dezaktualizacji. Któż bowiem nie był zirytowany fiksacją Wokulskiego na punkcie panienki z dobrego domu? Jak nie przyznać racji Julianowi Ochockiemu, gdy stwierdza: „od czasu jak przekonałem się, że wielkie damy nie różnią się od pokojówek, wolę pokojówki”. Kto nie spotkał się z pogardą lepiej sytuowanych? Kto nie zawiódł się na towarzystwie arystokratycznych pyszałków? Można by wymieniać bez końca.

Wokulski za krzakiem, Łęcka w redakcji. Recenzujemy netfliksową „Lalkę”

Wątek, o którym zapominamy. Przyjaźń w „Lalce”

Ale jest w powieści Bolesława Prusa element, na który rzadko zwracamy uwagę. W odmętach mojej pamięci nie przypominam sobie, aby w liceum polonistka poświęciła temu wątkowi choćby pół lekcji. Chodzi o przyjaźń.

Reklama
Reklama

Gdybym miał za kilka lat zaproponować nową oś narracyjną kolejnej serialowej „Lalki”, postawiłbym na relację Wokulski-Rzecki-Szuman. Może nawet zrobiłbym z historii tego osobliwego trio historię gangsterską. O rzezimieszku Wokulskim, który ślepo zakochuje się w dziewczynie z dobrego domu. O dawnym wojskowym, który pilnuje mafijnego interesu Stasia, gdy ten robi majątek na wojnie w byłej Jugosławii. O dowcipnym lekarzu Szumanie i jego szemranych interesach w Szpitalu Południowym. Cały świat im nie sprzyja, ale dogmatem ich przyjaźni nic nie może zaszkodzić. Są ze sobą na dobre i na złe.

Już widzę, jak dziarsko kroczą Krakowskim Przedmieściem z giwerami za pasami, w długich, skórzanych płaszczach i siejąc panikę w warszawskim półświatku.

Wyprostujmy przy tej okazji zasadnicze nieporozumienie. Wielu z nas z pewnym rozczuleniem czytało „Pamiętniki Starego Subiekta”. Z Rzeckiego czynimy w powszechnym odbiorze w najlepszym razie uroczą pierdołę. Ma swoje starcze rytuały, przyzwyczajenia, mieszka bez żony z ślepym pudlem… A Rzecki to przecież dawny zabijaka! Węgierski piechur. Zwróćmy uwagę, że jako jedyny służył w armii i okrucieństwa wojny znał doskonale; wymienia w swoich diariuszach poległych przyjaciół.

Reklama
Reklama

Rzecki to czuły kompan i spowiednik. Od niego dowiadujemy się wielu szczegółów z młodości Stacha. Ba! Pomieszkiwali razem zresztą długo, przed podjęciem studiów przez Stacha.

Rzecki i Szuman to zresztą para przyjaciół, którą każdy chciałby mieć w swojej paczce. Jeden wiernie służący – i pomocą przy interesach, i życiowymi radami. Drugi – piekielnie inteligentny, niemal cyniczny, z którym można wymienić poglądy o ostatnich, technologicznych nowinkach (w mojej wyimaginowanej adaptacji Szuman co rusz przynosi Wokulskiemu najnowsze gadżety, smartfony i komputery).

Rzecki nie ogranicza się do prowadzenia sklepu. Próbuje urządzić Wokulskiemu życie. Interesuje się jego samotnością, miłością, a później próbuje go nawet skierować w stronę Stawskiej. W swoich zapiskach mówi wprost, że chce „wyswatać” Stacha. 

Nie pomylcie „Lalki”! Ekranizacje mogą namieszać uczniom w głowach

Wokulski, Rzecki i Szuman jak warszawska rodzina Soprano

Właśnie w tej przedziwnej konfiguracji Wokulski-Rzecki-Szuman tkwi coś więcej niż tylko materiał na literacki odpowiednik warszawskiej rodziny Soprano. Łączy ich bowiem nie interes, nie wspólny biznes, nie polityczna konfraternia i nawet nie podobieństwo charakterów. Przeciwnie, trudno wyobrazić sobie trzech bardziej od siebie różnych ludzi.

Reklama
Reklama

Rzecki jest człowiekiem pamięci, lojalności i wiary w dawny porządek; Szuman – sceptycznym, przenikliwym obserwatorem, który ludzkie namiętności ogląda z dystansem lekarza; Wokulski zaś miota się pomiędzy romantycznym porywem a kultem czynu. A jednak właśnie oni, każdy na swój sposób, trzymają się siebie.

Cyceron pisał, że „źródło przyjaźni tkwi raczej w popędzie naturalnym niż w potrzebie, bardziej w skłonności serca połączonej z pewnym uczuciem miłości niż w obliczu korzyści, jakie przyjaźń przyniesie”. I trudno o lepszy opis tej trójki. Nikt tutaj nie kalkuluje, co mu się opłaci. Rzecki nie potrzebuje Wokulskiego do prowadzenia sklepu, Szuman nie potrzebuje go do poukładanych i dobrze prosperujących interesów, a Wokulski nie potrzebuje ani jednego, ani drugiego, aby pomnażać majątek. Potrzebują siebie z powodów znacznie starszych od rachunku ekonomicznego – bo po prostu są sobie bliscy.

Cyceron dodawał przy tym rzecz jeszcze bardziej zasadniczą: przyjaźń nie może istnieć bez cnoty. Nie chodzi oczywiście o świętoszkowatą nieskazitelność charakteru, bo wtedy Wokulski musiałby zostać z tej paczki natychmiast wyrzucony. Chodzi raczej o zdolność pozostania przy drugim człowieku także wtedy, kiedy jego wybory wydają się niezrozumiałe, nierozsądne albo zwyczajnie fatalne. Rzecki nie przestaje być przyjacielem Stacha, kiedy ten traci głowę dla Izabeli. Szuman nie przestaje nim być, kiedy dochodzi do wniosku, że przyjacielowi grozi katastrofa.

Reklama
Reklama

Wokulski, który nie daje się ocalić

Jeden próbuje go ratować sercem, drugi rozumem. Obaj jednak pozostają na posterunku. I może właśnie dlatego „Lalka” mówi o przyjaźni więcej niż niejeden współczesny poradnik o relacjach: przyjaciel to nie ten, kto zawsze przyklaskuje, lecz ten, kto zostaje, kiedy człowiekowi zaczyna się walić świat. Rzecki i Szuman nie potrafią ocalić Wokulskiego przed nim samym. Potrafią jednak zrobić coś może jeszcze ważniejszego – nie odwrócić się od niego.

W ostatniej scenie „mojego” serialu Wokulski wpada w zasadzkę podczas porachunków z konkurującą bandą. Nad zwłokami Stacha stoją przyjaciele. I wtedy pada najlepsze podsumowanie ustami Szumana: „Tysiąc centnarów śniegu, rozdzielonego na płatki, tylko przysypują ziemię, nie szkodząc najmniejszej trawce; ale sto centnarów śniegu, zbitych w jedną lawinę, burzy chałupy i zabija ludzi.”

Reklama
Reklama

Obejrzyj także:

Źródło: Zero.pl
Marcin Darmas
Marcin DarmasDziennikarz