Posłowie Konfederacji ściągnęli do Sejmu robota. Urządzenie, które chodzi i mówi, wzbudziło powszechną wesołość. Filmikom w mediach społecznościowych nie ma końca – wrzucają je i politycy, i dziennikarze. I trudno się dziwić, bo happening rzeczywiście sympatyczny, a prawda jest taka, że w parlamencie jest zwykle potwornie nudno, więc wszystko, co łamie rutynę, przyciąga uwagę. Ale skoro już tę uwagę mamy, powiedzmy sobie szczerze, że bez robotów sytuacja Polski za kilka lat będzie naprawdę niewesoła. W dużej mierze opieramy się nieustannie na pracy ludzkich rąk. A tych coraz szybciej będzie ubywało.
Luka na 2,1 mln pracowników już na horyzoncie
Z symulacji przeprowadzonej dwa lata temu przez Polski Instytut Ekonomiczny wynika, że do 2035 r. w Polsce rynek pracy może się zmniejszyć o niemal 2,1 mln pracowników. Najbardziej oczywiście dostanie przemysł – w tym sektorze pojawi się luka na 405 tys. pracowników. W handlu z kolei – na 308 tys.
A im później, tym gorzej. Ponieważ zasadniczo przestaliśmy się rozmnażać, w 2030 r. osób w wieku 20–64 lata będzie mniej o 1,1 mln niż dziś. W 2040 r. – o 2,2 mln mniej, a w 2050 r. – o 4,6 mln mniej.
Krótko mówiąc: czeka nas katastrofa demograficzna, za którą – o ile nie zaplanujemy odpowiednich działań – przyjdzie katastrofa ekonomiczna. Do tych działań należą: polityka prodemograficzna, migracyjna i, właśnie, robotyzacja.
Inwestycje w robotykę wyhamowały
Tymczasem pod koniec 2024 r. w Polsce działało 26,4 tys. robotów przemysłowych. 81 robotów przypadało na 10 tys. pracowników sektora produkcyjnego, najwięcej branży automotive. Dla porównania – w Niemczech na 10 tys. pracowników przemysłu przypada 449 robotów, a w Korei Południowej, która jest liderem rankingu zamieszczonego w raporcie „World Robotics 2025” – 1,2 tys. takich urządzeń.
Zresztą, do azjatyckich gospodarek w ogóle nie mamy porównania. W samym tylko 2024 r. ponad połowa nowo zainstalowanych robotów przemysłowych na świecie przypadła na Chiny.

Z informacji podawanych przez branżowe media wynika, że robotyzacja w Polsce zwalnia. W 2024 r. pojawiło się łącznie 2,3 tys. nowych robotów, o 11 proc. mniej, niż trzy lata wcześniej.
Polską robotyzację hamują bariery: finansowa, kadrowa, kulturowo‑organizacyjna i instytucjonalna. Rozdrobniony przemysł mierzy się z wysokimi kosztami inwestycji. Brakuje elastycznych modeli finansowania oraz programów wsparcia, które nie grzęzną w biurokratycznej magmie. Dodatkowo wciąż brakuje wykwalifikowanych specjalistów, którzy byliby w firmach liderami robotyzacji. Sytuacji nie poprawia też to, że wiele firm wciąż opiera się na krótkoterminowym zarządzaniu kosztami pracy.
Choć więc miło porozmawiać sobie z robotem – influencerem (przy okazji – niezła reklama dla właściciela jego kont w mediach społecznościowych), posłowie powinni skupić się na przełamywaniu barier, które hamują polską robotyzację. Powyżej gotowa lista problemów.
Co ciekawe w Sejmie pracuje zespół ds. polityki przemysłowej, który co prawda nie sprowadził robota do parlamentu, ale dyskutował o wdrażaniu sztucznej inteligencji w polskim przemyśle. Ale tam posłów Konfederacji nie ma. Może więc tak naprawdę w sejmowym happeningu jednak nie chodziło o żadną poważną dyskusję.

