Sondaż SW Research dla Zero.pl dobitnie pokazuje, że przed polskimi importerami chińskich aut elektrycznych jeszcze dużo pracy. Tylko co dziesiąty badany rozważa bowiem zakup takiego auta. A dodajmy, że zainteresowanie Polaków zakupem „elektryków” niezależnie od kraju pochodzenia tak naprawdę nigdy nie było zbyt wysokie. Było za to rozdmuchane nieistniejącym już programem „NaszEauto”.

- Auta elektryczne w Polsce w 2025 r. sprzedawały się najlepiej w historii. Była to zasługa rządowych dopłat.
- W 2026 r. ich sprzedaż w Polsce na pewno się skurczy, choć branża zakłada, że spadek będzie mniejszy, niż można się spodziewać. Dla przykładu: w Niemczech po zakończeniu programu dopłat w 2023 r. sprzedaż spadła o połowę.
- Do Polski w minionym roku odważnie wszedł szereg chińskich producentów, którzy często oferują auta elektryczne.
- Z sondażu SW Research dla Zero.pl wynika, że zdecydowana większość Polaków na ten moment w ogóle nie rozważa zakupu chińskiego auta elektrycznego.
Na początek garść suchych faktów. Zgodnie z wynikami badania, tylko co dziesiąty Polak planuje zakup chińskiego auta elektrycznego – takiej odpowiedzi na pytanie „Czy planuje Pan/Pani zakup chińskiego samochodu elektrycznego?” udzieliło dokładnie 10 proc. respondentów.

Przytłaczająca większość ankietowanych jednak w ogóle takiego planu nie ma – aż 78,1 proc. biorących udział w sondażu odpowiedziało „nie”. Zdania nie ma 11,9. respondentów.
Co ciekawe, wraz z posiadanym majątkiem stosunek do chińskich aut elektrycznych (czytaj: kosztowniejszych niż auta spalinowe) nie zmienia się. Zgodnie z wynikami naszego sondażu wśród osób o dochodzie netto powyżej 7 tys. zł twierdząco odpowiada tylko 11,2 proc. respondentów. Czyli praktycznie tyle, ile w całej badanej grupie.
Te dane to prawdziwa katastrofa dla chińskich importerów
Jak na dłoni widać tutaj dwa fakty. Pierwszy: wieloletnie wbijanie kierowcom do głowy elektromobilności, do tego pompowane rządowymi dopłatami (za nami przecież już dwa programy), nie przyniosło właściwie żadnego skutku. Drugi: Chińczycy, choć zrobili w Polsce furorę ze swoimi przystępnymi cenowo autami spalinowymi, do aut elektrycznych kierowców nad Wisłą nie przekonali.
Niezależnie od wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania, płci czy zarobków z sondażu SW Research dla Zero.pl wynika jasno: Polacy chińskich aut elektrycznych nie chcą.
Ja przesadnie zdziwiony nie jestem, bo Polacy generalnie takich aut nie chcą, nie szczególnie wierzę, że akurat chińskie pochodzenie robi tu dużą różnicę. Jako osoba, która jeździła w życiu już pewnie kilkudziesięcioma autami elektrycznymi, w tym także chińskimi, jako osoba, która auta elektryczne mimo wszystko lubi, mam wrażenie, że… chyba jednak też bym się na ten moment wstrzymał z takim zakupem.
To bardzo proste – „elektrykom” ciągle brakuje uniwersalności. Mówię to, chociaż wielokrotnie w rozmowach prywatnych podkreślałem, że ja nie robię dużych tras i właściwie to mógłbym jeździć autem elektrycznym. Dostrzegam ich zalety: łatwość (nie mylić z przyjemnością) prowadzenia czy niskie koszty eksploatacji (o ile nie planujesz jako użytkownik ładować się tylko „na mieście”). Jednak po tegorocznej zimie mówiąc wprost odechciało się nawet i mi. Na mrozie zasięg aut elektrycznych drastycznie spada i zwyczajnie w kilku sytuacjach miałem ich dość.
Do tego dochodzi szereg obaw już takich „typowo chińskich” – związanych z jakością tych aut, wartością rezydualną i serwisem. To, co można przełknąć przy stosunkowo tanim aucie spalinowym za ok. 100-120 tys. zł, robi się problematyczne przy często dwukrotnie droższym aucie elektrycznym. Zresztą – Polacy, jeśli kupują chińskie auta elektryczne, to te najmniejsze: BYD Dolphin Surf oraz Leapmotor T03. A na przykład najpopularniejszym takim autem w Polsce jest dość duża (i kosztowna) Tesla Model Y.
Co dalej ze sprzedażą w Polsce?
Zapewne nie to samo, co w Niemczech, kiedy u nich z dnia na dzień skończyły się dopłaty. Okej, aktualnie Niemcy mają co prawda nowy system dopłat do aut elektrycznych, ale kiedy poprzedni program skończył się w grudniu 2023 r., na początku 2024 r., sprzedaż runęła. Ale dosłownie runęła. Z miejsca spadła o mniej więcej połowę.
Interes posypał się tak, że Niemcy zrezygnowali wtedy z założonego planu, który zakładał wprowadzenie na rynek 15 mln aut elektrycznych do 2030 r.
U nas będzie zapewne trochę inaczej – głównie dlatego, że sprzedaż aut elektrycznych, choć napompowana medialnie, i tak była dość niszowa. W minionym roku w Polsce zarejestrowano niemal 600 tys. nowych aut, z czego auta elektryczne stanowiły jedynie ok. 43 tys.
Chińczycy do tego wyniku dołożyli swoją cegiełkę, ale nie była ona znacząca. Wśród pięciu najpopularniejszych w Polsce marek była tylko jedna chińska – BYD, ale oni sprzedawali właśnie głównie swojego „malucha” Dolphin Surf. W każdym razie sprzedali oni 8 proc. z całości. Pozostałe marki w czołówce to Audi, Mercedes, BMW i oczywiście Tesla.
Dlatego ten segment nadal będzie pędzić (choć to chyba złe słowo) swoją ścieżką, a auta elektryczne pozostaną zabawkami dla bogatych. A ci po prostu wolą zachodnie konstrukcje. Najpewniej można za to spodziewać się rabatów w miejsce dawnych dopłat. Zresztą to już się dzieje.
Skończyły się dopłaty do elektryków. A teraz zgadnijcie, co zaczęli robić importerzy
Warto zauważyć, że nawet Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności przewiduje spadki sprzedaży, a to ciało, które otwarcie lobbuje za elektromobilnością w Polsce.
Według ich szacunków w tym roku z salonów powinno wyjechać ok. 30 tys. osobowych elektryków. Mniej niż w 2025 r., ale więcej niż w 2024 r. Złośliwie powiem, że jeśli oni tak uważają, to ten wynik będzie jeszcze gorszy.
Problem nie tylko dla Chińczyków
Spadek sprzedaży po zakończeniu programu dopłat odczują jednak nie tylko gracze z Państwa Środka. Brak dopłat stanowi problem dla każdego i każdy będzie musiał sobie z tym poradzić we własny sposób. Poprosiłem o komentarz w tej sprawie Stanisława Dojsa, PR Managera w Hyundai Motor Poland. Mój rozmówca odrobinę zbagatelizował problem – albo udowodnił, że akurat jego pracodawca wie, że nie ma co liczyć na wielką sprzedaż aut elektrycznych w Polsce.
– Sprzedaż aut elektrycznych w Hyundai jest liczona dla całego europejskiego rynku. Sprzedajemy auta elektryczne w tylu segmentach na tak wielu różnych rynkach, że przejściowy spadek liczby sprzedanych aut w Polsce nie stanowi dla nas zmartwienia. Prezes Hyundai Motor Europe podkreślał niedawno, że Hyundai jako cały koncern nie zamierza od nikogo kupować praw do emisji CO2, tylko spełni założone cele w oparciu o własną produkcję i sprzedaż aut elektrycznych. Tutaj nawet chwilowy spadek sprzedaży tych aut w Polsce nie sprawi, że nasze cele europejskie się zmienią – powiedział dla Zero.pl.
Niezmiennie od powyższych okoliczności to nie będzie miły czas dla tych importerów, którzy mocno oparli swoją strategię o auta elektryczne (choć dodajmy, że zmuszają ich do tego centrale). Rynek aut elektrycznych w Polsce czeka stagnacja zamiast oczekiwanego rozwoju. A to przecież ta gałąź motoryzacji, w której Chińczycy wiodą prym.
