Od wielu lat wiadomo, że Federacja Rosyjska prowadzi wobec państw Zachodu działania hybrydowe. Szczególnie dobrze rozpoznany jest ich wymiar informacyjny: dezinformacja, operacje wpływu, podsycanie napięć społecznych, ingerowanie w debatę publiczną, wykorzystywanie tematów polaryzujących społeczeństwa oraz próby osłabiania zaufania do instytucji państwa i struktur NATO. Do tego dochodzą cyberataki, działania agenturalne, presja migracyjna, prowokacje oraz inne instrumenty pozostające poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego.
Natomiast to, co obserwujemy w ostatnich tygodniach, wskazuje na to, iż coraz większą rolę zaczynają odgrywać działania fizyczne: podpalenia, sabotaż, rozpoznawanie zakładów przemysłowych, incydenty z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych, próby ingerencji w infrastrukturę krytyczną oraz zainteresowanie przedsiębiorstwami bezpośrednio związanymi z przemysłem obronnym i wsparciem Ukrainy.
Czytaj także: Ukraina: Dron uderzył w lokomotywę pociągu Kijów–Warszawa
To właśnie ta zmiana powinna zwracać szczególną uwagę.
Nie mamy już do czynienia wyłącznie z próbą wpływania na opinię publiczną czy destabilizowania debaty politycznej. Coraz wyraźniej pojawia się element oddziaływania na realne zdolności państw NATO: produkcję, logistykę, energetykę, transport i funkcjonowanie przemysłu obronnego.
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: czy Rosja prowadzi przeciwko Zachodowi działania hybrydowe? Powinno natomiast brzmieć: czy obserwowane obecnie przejście od dominujących dotąd operacji informacyjnych i cybernetycznych do coraz częstszych działań fizycznych oznacza wejście rosyjskiej kampanii hybrydowej w nową fazę?
A jeżeli tak, możemy zadać jeszcze poważniejsze pytanie: czy ta faza ma służyć wyłącznie zwiększaniu presji na Zachód, czy również przygotowaniu środowiska operacyjnego przed większym kryzysem na wschodniej flance NATO?
Sprawdź również: Ukraina: Dron uderzył w ciężarówkę 800 m od granicy z Polską
Możliwe, że mamy do czynienia z fazą przygotowania środowiska operacyjnego przed znacznie poważniejszym kryzysem na wschodniej flance NATO.
Nie oznacza to, że Rosja podjęła decyzję o ataku na Polskę, Litwę, Łotwę czy Estonię. Nie ma dziś podstaw, by taki wniosek formułować jako fakt. Jednak dynamika zdarzeń, ich charakter oraz dobór celów każą postawić pytanie bardziej niepokojące: czy obecne sabotaże, podpalenia, cyberataki, incydenty dronowe i rozpoznawanie infrastruktury nie są jednocześnie testem naszych systemów bezpieczeństwa przed operacją o większej skali?
Byłaby to logika dobrze znana z działań rosyjskich: najpierw rozpoznać przeciwnika, poznać jego procedury, sprawdzić reakcje społeczne i polityczne, a dopiero później zdecydować, jak daleko można przesunąć granicę ryzyka.
Wojna przesuwa się coraz bliżej Polski
13 września rano pojawiły się informacje o kolejnych rosyjskich uderzeniach w zachodniej Ukrainie. Szczególnie istotne były zdarzenia w bezpośrednim sąsiedztwie granicy polsko-ukraińskiej: uderzenie w stację paliw, a następnie atak na infrastrukturę kolejową związaną z połączeniem Kijów–Warszawa.
Zachodnia Ukraina, w tym Wołyń, znalazła się pod szczególnie intensywną presją rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych. Trafiony został również należący do polskiej grupy Cersanit zakład w Czyżywce w obwodzie żytomierskim.
Polecamy też: Ukraina proponuje rozejm energetyczny. Zełenski mówi o warunku
To istotna zmiana. Rosyjskie działania coraz mocniej dotykają przestrzeni bezpośrednio związanej z logistyką pomiędzy Ukrainą a NATO. Nie chodzi już tylko o cele na głębokim zapleczu ukraińskiego frontu. Coraz większego znaczenia nabierają korytarze transportowe, infrastruktura paliwowa, kolejowa i przemysłowa związana z zachodnim wsparciem dla Ukrainy. W tym samym czasie w Bułgarii doszło do eksplozji i pożaru magazynu przedsiębiorstwa EMCO, dostarczającego uzbrojenie Ukrainie. Wilno czasowo zamknęło lotnisko po informacji o możliwym bezzałogowym statku powietrznym, a z bazy w Šiauliai poderwano samolot NATO.
Każde z tych wydarzeń może mieć odrębne przyczyny. Ale analiza bezpieczeństwa nie może ograniczać się wyłącznie do badania każdego przypadku z osobna. Znaczenie ma także ich nagromadzenie, geografia oraz profil celów.
Może Cię zainteresować: Trump: Ukraina musi przestać atakować rosyjskie rafinerie
Dwa tygodnie, które zmieniły perspektywę
Od końca sierpnia liczba incydentów związanych z przemysłem obronnym i infrastrukturą krytyczną gwałtownie wzrosła. 30 sierpnia spłonęła hala produkcyjno-magazynowo-biurowa przedsiębiorstwa JFG Composites w Lublinie, produkującego komponenty kompozytowe wykorzystywane między innymi w lotnictwie. Dobę później doszło do podpalenia obiektu Grupy WB w Skarżysku-Kamiennej.
Następnie podobne zdarzenia zaczęły pojawiać się w innych państwach NATO.
1 września w Niemczech odnotowano dwa incydenty dotyczące infrastruktury energetycznej. W Brandenburgii potwierdzono sabotaż wymierzony w instalacje w pobliżu elektrowni Jänschwalde. W tym samym czasie uszkodzona została infrastruktura w rejonie Rommerskirchen. W nocy z 2 na 3 września w Monachium z jadącego samochodu wyrzucono urządzenia zapalające w rejonie przedsiębiorstw związanych z sektorem obronnym: Rohde & Schwarz oraz Helsing.
4 września w Wielkiej Brytanii zatrzymano mężczyznę, który według tamtejszej prokuratury zbierał informacje o zakładach produkujących drony, przesyłał ich lokalizacje oraz interesował się możliwością zakłócania sieci bezprzewodowych. W tym przypadku pojawił się bezpośredni wątek kontaktu ze strukturą określaną jako GRU Volunteer Corps, związaną z rosyjskim wywiadem wojskowym. 8 września rumuńska SRI poinformowała o udaremnieniu operacji sabotażowej koordynowanej przez Federację Rosyjską. 10 września ujawniono informacje dotyczące rosyjskich działań związanych z możliwością ingerencji w podmorską infrastrukturę telekomunikacyjną.
Kto jest celem
To pozornie paradoksalne, ale część obecnych działań przeciwko Polsce może mieć znaczenie nie tylko w kontekście Polski. Jeżeli w przyszłości doszłoby do poważnego kryzysu w państwach bałtyckich, Polska stałaby się jednym z najważniejszych elementów całej operacji NATO. To przez nasze terytorium przebiega podstawowy lądowy korytarz łączący resztę Sojuszu z Litwą, Łotwą i Estonią.
Warto przeczytać: Kolejny zgrzyt na linii Polska–Ukraina. Kijów ostro o zniszczeniu pomnika UPA
Przez Polskę musiałyby być przerzucane:
- wojska,
- amunicja,
- paliwo,
- sprzęt,
- części zamienne,
- środki medyczne,
- systemy obrony powietrznej,
- oraz cała infrastruktura logistyczna niezbędna do utrzymania działań.
W takim scenariuszu szczególnego znaczenia nabierają:
- kolej,
- drogi,
- mosty,
- porty,
- lotniska,
- centra logistyczne,
- magazyny,
- energetyka,
- telekomunikacja,
- oraz zakłady przemysłu obronnego.
Czyli dokładnie te kategorie infrastruktury, wokół których obserwujemy obecnie szczególne zainteresowanie rosyjskich działań hybrydowych. Dlatego nie można wykluczyć, że część obecnych operacji ma podwójny charakter. Z jednej strony ma powodować bieżące straty i presję polityczną. Z drugiej, może dostarczać przeciwnikowi wiedzy o tym, jak funkcjonuje zaplecze NATO w Europie Środkowo-Wschodniej.
Sprawdź też: Rusza sojusz dronowy UE-Ukraina. Wśród uczestników polska firma
Co daje przeciwnikowi jeden pozornie niewielki sabotaż?
Każdy taki incydent pozwala obserwować:
- jak szybko działa ochrona,
- jak reaguje Policja,
- kiedy pojawia się ABW,
- w jaki sposób służby dzielą się informacjami,
- jak szybko zakład przywraca produkcję,
- czy funkcjonują alternatywne źródła zasilania,
- jak wygląda reakcja kryzysowa,
- jakie informacje trafiają do mediów,
- jak reaguje społeczeństwo.
Dalej pokazuje, czy incydent wywołuje działania całego państwa, czy pozostaje problemem lokalnym.
Z punktu widzenia potencjalnego przeciwnika są to informacje operacyjne. Można więc powiedzieć, że każdy incydent jest jednocześnie testem. Jeżeli reakcja jest szybka i skoordynowana, przeciwnik dowiaduje się, że dany kierunek jest trudny. Jeżeli reakcja jest chaotyczna, rozproszona albo przewidywalna, uzyskuje informację o słabości systemu.
Najbardziej niebezpieczny scenariusz zaczyna się od działań hybrydowych
Możemy na szybko zastanowić się, ilu i jakich działań hybrydowych doświadczyły już państwa NATO, tj.: sabotaże, cyberataki, operacje informacyjne, zakłócenia GPS, incydenty z BSP oraz testami systemów obrony powietrznej, presja na granicach, rozpoznawanie infrastruktury.
To wszystko już za nami. Co przed nami?
Czytaj również: Ukraina wprowadza ciszę na froncie. Powodem wizyta Witkoffa i Kushnera
Test artykułu 5
Kolejnym etapem może być wydarzenie już bardziej otwarcie militarne. Rosyjski dron albo pocisk uderza w obiekt na terytorium Litwy, Łotwy lub Estonii. Rosja natychmiast twierdzi, że był to przypadek. Albo że pocisk należał do Ukrainy. Albo że doszło do błędu technicznego. Powstaje sytuacja, w której NATO nie dyskutuje jeszcze o sposobie odpowiedzi. Najpierw musi uzgodnić, co właściwie się wydarzyło. Jeszcze bardziej niebezpieczny byłby scenariusz niewielkiej operacji lądowej albo prowokacji granicznej. Nie musi chodzić o zajęcie Wilna, Rygi czy Tallina. Wystarczyłoby stworzenie ograniczonego faktu dokonanego. Niewielki fragment terytorium. Krótka operacja. Ofiary. Niejasność dotycząca sprawców. A następnie natychmiastowa rosyjska propozycja „deeskalacji”.
Wtedy prawdziwym celem operacji nie byłoby zdobycie kilkunastu kilometrów kwadratowych. Celem byłoby odpowiedzenie na pytanie: czy NATO rzeczywiście będzie gotowe ryzykować dużą konfrontację z Rosją w obronie każdego centymetra terytorium Sojuszu?
Jeżeli państwa NATO zaczęłyby się w tej sprawie publicznie spierać, Rosja osiągnęłaby sukces strategiczny znacznie większy niż wartość zajętego terenu. Podważyłaby wiarygodność artykułu 5. A to jest fundament całego systemu bezpieczeństwa europejskiego.
Dlaczego Polska może znaleźć się pod presją jeszcze przed takim kryzysem? Ponieważ w przypadku operacji bałtyckiej trzeba utrudnić NATO możliwość szybkiego reagowania. Nie trzeba niszczyć wszystkich polskich linii kolejowych. Wystarczy czasowo zablokować kilka kluczowych węzłów. Nie trzeba niszczyć całego przemysłu zbrojeniowego. Wystarczy zakłócić działanie kilku strategicznych przedsiębiorstw. Nie trzeba wyłączyć całej sieci energetycznej. Wystarczy stworzyć problemy w miejscach kluczowych dla transportu, wojska lub produkcji. Nie trzeba sparaliżować całej Polski.
Wystarczy opóźnić reakcję NATO o kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin.
Polecamy też: Rosja o niedzielnych atakach. „Cele o charakterze militarnym”
W kryzysie militarnym czas jest zasobem strategicznym. Dlatego obecne zainteresowanie logistyką, przemysłem obronnym, energetyką i infrastrukturą transportową powinno być analizowane także właśnie w takim kontekście.
Siedem–osiem miesięcy krytycznych
W tym kontekście inaczej brzmi wypowiedź premiera Donalda Tuska z 28 sierpnia, że najbliższe siedem–osiem miesięcy może być okresem krytycznym. Nie należy jej interpretować jako zapowiedzi rosyjskiego ataku w konkretnym terminie.
Znacznie bardziej racjonalne jest potraktowanie jej jako ostrzeżenia, że okres do wiosny 2027 roku może przynieść znaczne podniesienie poziomu rosyjskiej presji wobec Ukrainy i wschodniej flanki NATO. Może to oznaczać kolejne etapy eskalacji. Czyli możemy spodziewać się najpierw zwiększenia liczby działań hybrydowych. A co później? To temat na odrębną analizę.


