
Konfrontacja z Federacją Rosyjską wejdzie w decydujący etap podczas najbliższej zimy – twierdzi Jacek Siewiera. Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego tłumaczy w rozmowie z Zero.pl, co miał na myśli, mówiąc o „zasadniczym akordzie”.
- Jacek Siewiera podtrzymuje ocenę, że „zasadniczy akord” konfrontacji z Rosją nastąpi tej zimy. W rozmowie z Zero.pl zaznacza, że zagrożenie nie musi oznaczać klasycznego natarcia pancernego.
- Były szef BBN wskazuje na ataki dronowe, uderzenia z powietrza, dywersję i sabotaż niszczący infrastrukturę krytyczną.
- Zdaniem eksperta uderzenia wymierzone w sojuszników Kijowa to jedyna dostępna dla Moskwy forma eskalacji, która może osłabić zachodnie wsparcie.
– Uważam, że jej zasadniczy akord jest przed nami. On będzie miał miejsce tej zimy – stwierdził w piątek Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, pytany na antenie Radia Zet o konfrontację z Rosją.
Słowa odbiły się szerokim echem. Siewiera pytany przez Zero.pl, czy je podtrzymuje, mówi wprost: – Jeśli chodzi o konfrontację: tak.
– Konfrontacja jest tą fazą wojny, która ją bezpośrednio poprzedza i może płynnie przechodzić w otwarte działania zbrojne, w pełnoskalowe rozwinięcie operacyjne wojsk, może przechodzić również w inwazję i wtargnięcie na terytorium państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Uważam, że dzisiaj nie ma nikogo odpowiedzialnego, kto mógłby w sposób kategoryczny wykluczyć taki scenariusz – ocenia.
Prawdopodobieństwo wojny konwencjonalnej
Z tym że wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski w rozmowie z Zero.pl stwierdził, że „nie wierzy w wojnę konwencjonalną”. – Nie czuję, że mamy dzisiaj bezpośrednie zagrożenie, że przyjedzie do nas czołg albo przyleci samolot. Jestem jednak głęboko przekonany, że jesteśmy w stanie pełnoskalowej, cyfrowej wojny z Rosją. Do tego akty sabotażu. Podpalenia, próby zamachów – mówił.
– Wicepremier może mieć rację w odniesieniu do klasycznej wojny konwencjonalnej rozumianej jako rozwinięcie operacyjne ugrupowania brygad, wyznaczone linie frontów oraz pełnoskalowe natarcie na naszą granicę z użyciem ciężkich związków pancernych i zmechanizowanych. W tym sensie jak najbardziej się zgadzam. Tyle że to nie jest jedyna forma prowadzenia walki we współczesnym świecie – komentuje Siewiera.
I dodaje: – Spójrzmy na Bliski Wschód: mamy tam do czynienia z konfliktem, który dotyczy dziewięciu państw, prowadzi go mocarstwo, a mimo to nie ma klasycznych linii frontu. Nie ma konwencjonalnej wojny rozumianej jako zmasowane natarcie sił lądowych na terytorium przeciwnika.
– Natomiast uderzenia z powietrza, ataki dronowe, dywersja i sabotaż mogą pociągać za sobą liczne ofiary w ludziach, zniszczenia infrastruktury krytycznej, mogą wywołać potężną destabilizację funkcjonowania państw, a przede wszystkim doprowadzić do złamania jedności politycznej Sojuszu – ocenia.
Stały element doktryny wojennej Rosji
Były szef BBN wskazuje, że przed opisywanym przez niego scenariuszem konfrontacji ostrzegają zarówno europejskie służby partnerskie, jak i służby wywiadowcze Stanów Zjednoczonych.
– Dokładnie taki scenariusz w ramach szeroko zakrojonych działań hybrydowych był realizowany w 2014 r. przez Federację Rosyjską. Jest to stały element jej doktryny wojennej, który zawsze poprzedza większość działań zbrojnych prowadzonych przez Moskwę – zaznacza.
Zdaniem Siewiery Federacja Rosyjska ma obecnie niewiele narzędzi, aby uzyskać bezwzględną dominację na polu walki nad Ukrainą. – Uderzenia wymierzone w sojuszników Kijowa wydają się jedyną formą eskalacji, którą Moskwa wciąż posiada w swoim asortymencie, a której dotąd w pełni nie wykorzystała, a która może realnie wpłynąć na politykę państw Zachodu w zakresie dalszego wsparcia Ukrainy. Nie widzę żadnego racjonalnego powodu, dla którego Federacja Rosyjska miałaby dzisiaj z takiej możliwości nie skorzystać – mówi.
Siewiera o słowach Nawrockiego
Siewiera jest przy tym sceptyczny wobec słów prezydenta Karola Nawrockiego, który w rozmowie z „Rzeczpospolitą” stwierdził: – Poziom zagrożenia nie zmienił się istotnie w ciągu ostatniego pół roku. (…) Mam trochę żalu do nieodpowiedzialnych polityków, którzy straszą Polaków wojną z powodów czysto politycznych, sondażowych.
– Poczekajmy do marca. Jak rozumiem, są osoby, które uważają, że sytuacja geopolityczna wokół nas się nie pogarsza. Pozostaje mi jedynie pogratulować dobrego samopoczucia – komentuje.
Może zainteresuje Cię także:

