- Gen. Alexus Grynkewich przedstawił w Warszawie teorię zwycięstwa NATO opartą na trzech krokach: zablokować, stępić i złamać.
- Celem Sojuszu nie jest zniszczenie rosyjskiego państwa, lecz odparcie agresji i odebranie Rosji zdolności do jej kontynuowania.
- Najpełniejszym zwycięstwem NATO jest skuteczne odstraszenie, dzięki któremu do wojny w ogóle nie dochodzi.
- Warszawa od lat jest jednym z głównych miejsc, z których Zachód wysyła Moskwie strategiczne komunikaty.
- Sojusznicza teoria zwycięstwa nie zastąpi polskiej – a tej, także na wypadek eskalacji jądrowej, wciąż brakuje.
W poniedziałek, 12 października 2026 r., podczas Warsaw Security Forum, generał Alexus Grynkewich, Naczelny Dowódca Sojuszniczych Sił NATO w Europie (SACEUR), przedstawił publicznie koncepcję określoną mianem „Teorii Zwycięstwa” Sojuszu. Wyjaśnił, w jaki sposób NATO zamierza wykorzystać swoją siłę militarną, aby odeprzeć ewentualną agresję i osiągnąć nadrzędny cel polityczny, jakim jest przywrócenie pokoju i bezpieczeństwa państw członkowskich. Jednocześnie określił granice tak rozumianego zwycięstwa, odróżniając militarne pokonanie sił agresora od strategicznego zniszczenia rosyjskiego państwa. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że koncepcję tę przedstawił w Warszawie, która w ostatnich latach stała się jednym z ważnych miejsc komunikacji strategicznej Sojuszu Północnoatlantyckiego wobec Moskwy.
Trump daje Polsce szansę. Tusk i Nawrocki muszą na chwilę zakopać topór wojenny
Teoria bezpieczeństwa
Joshua Rovner, amerykański strateg i ekspert od zagadnień bezpieczeństwa międzynarodowego, we wstępie do swojej ostatniej książki o strategii („Strategy and Grand Strategy”) napisał, że „strategia mówi o teorii zwycięstwa”, zaś „wielka strategia mówi o teorii bezpieczeństwa”. Twierdzenia te osadzone są w klasycznym podejściu do myśli strategicznej zdefiniowanym w pierwszej połowie XIX wieku przez pruskiego generała i „filozofa wojny” Carla von Clausewitza, który nauczał, że „wojna jest narzędziem polityki”, służy osiąganiu określonych celów politycznych i narzucaniu przeciwnikowi naszej politycznej woli. Dlatego cel polityczny tworzy nadrzędne kryterium, zgodnie z którym oceniamy zarówno wojenny sukces, jak i porażkę. Co to znaczy wygrać wojnę? Odpowiedź na to pytanie zależy właśnie od celu politycznego, jaki sobie postawimy – to on wyznacza, co uznajemy za zwycięstwo, i stanowi punkt wyjścia do jego teorii.
No dobrze, ale w jaki sposób kształtują się teorie zwycięstwa w sytuacji, gdy dwa lub więcej państw zawiera ze sobą sojusz? Pamiętajmy, że sojusz jest narzędziem politycznym, a zatem służy realizacji określonego, wspólnego i uzgodnionego przez sojuszników celu. Nie oznacza to jednak, że państwa tworzące sojusz muszą od początku podzielać tę samą teorię zwycięstwa, czyli jednakowo rozumieć sposób, w jaki prowadzenie wojny ma doprowadzić do osiągnięcia zamierzonych celów politycznych.
Premier o „niepokojących głosach” po obu stronach Atlantyku. „Wolny świat nie da się zastraszyć”
Dobrym przykładem jest Wielka Koalicja walcząca podczas II wojny światowej przeciwko III Rzeszy, Włochom i Japonii. Podczas konferencji w Casablance, odbywającej się w dniach 14–24 stycznia 1943 r., prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt i premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill uzgodnili zasadę bezwarunkowej kapitulacji państw Osi, którą Roosevelt publicznie ogłosił 24 stycznia 1943 r.
Oznaczało to, że politycznym celem Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w wojnie z państwami Osi miało być doprowadzenie do sytuacji, w której Niemcy, Włochy i Japonia bezwarunkowo poddadzą się zwycięzcom, zdając się na łaskę i niełaskę zwycięzców w kwestii swojej przyszłości. Alianci zamierzali tym samym uzyskać możliwość decydowania o politycznej i strategicznej przyszłości pokonanych państw.
Uzgodnienie tak rozumianego celu politycznego nie przesądzało jednak o sposobie jego osiągnięcia. Poszczególni członkowie koalicji mieli bowiem odmienne interesy strategiczne, różnie oceniali znaczenie poszczególnych teatrów działań wojennych i nie zawsze zgadzali się co do tego, jakie operacje militarne najszybciej doprowadzą do zwycięstwa. Kwestie te były jednym z zasadniczych przedmiotów uzgodnień na konferencji w Teheranie, odbywającej się w dniach 28 listopada – 1 grudnia 1943 r., podczas której Roosevelt i Churchill spotkali się z Józefem Stalinem. Trzej przywódcy uzgodnili wówczas między innymi przeprowadzenie w 1944 r. alianckiej operacji desantowej w północnej Francji, skoordynowanej z ofensywą Armii Czerwonej na froncie wschodnim. Jednocześnie Stalin zgłaszał zastrzeżenia do publicznego formułowania żądania bezwarunkowej kapitulacji Niemiec, obawiając się, że może ono wzmocnić determinację Niemców do kontynuowania walki.
Przykład ten pokazuje zatem, że nawet w przypadku sojuszu, którego członkowie są zgodni co do nadrzędnego celu politycznego wojny, wypracowanie wspólnej teorii zwycięstwa wymaga dodatkowych uzgodnień dotyczących sposobu wykorzystania siły militarnej, podziału zadań, kolejności podejmowanych działań oraz warunków, których spełnienie pozwoli uznać wojnę za zakończoną sukcesem. Innymi słowy, wspólny cel polityczny stanowi punkt wyjścia do stworzenia sojuszniczej teorii zwycięstwa, ale sam w sobie jeszcze jej nie tworzy. Powstaje ona dopiero w wyniku uzgodnienia, w jaki sposób wysiłki militarne, polityczne i gospodarcze poszczególnych sojuszników mają wspólnie doprowadzić do osiągnięcia zamierzonego rezultatu politycznego.
A jak wygląda to w przypadku NATO, czyli najważniejszego i najtrwalszego sojuszu wojskowego współczesnego świata? Czy Sojusz Północnoatlantycki ma własną teorię zwycięstwa?
Czy Putin zaryzykuje wojnę z NATO? Jeden moment będzie szczególnie niebezpieczny
Cel wspólnego działania
Poszukując odpowiedzi, warto zacząć od dokumentu założycielskiego Sojuszu, czyli Traktatu Północnoatlantyckiego, podpisanego w Waszyngtonie 4 kwietnia 1949 r. Jego preambuła zawiera bowiem niezwykle ważną deklarację polityczną, która określa nie tylko wartości łączące państwa członkowskie, lecz także zasadniczy cel ich wspólnego działania:
Strony niniejszego traktatu potwierdzają swą wiarę w cele i zasady Karty Narodów Zjednoczonych oraz pragnienie życia w pokoju ze wszystkimi narodami i wszystkimi rządami. Są zdecydowane ochraniać wolność, wspólne dziedzictwo i cywilizację swych narodów, oparte na zasadach demokracji, wolności jednostki i rządów prawa. Dążą do umacniania stabilizacji i dobrobytu na obszarze północnoatlantyckim. Są zdecydowane połączyć swe wysiłki w celu zbiorowej obrony oraz zachowania pokoju i bezpieczeństwa.
W tych kilku zdaniach zawarta jest istota politycznego porozumienia, na którym opiera się NATO. Sojusz został powołany jako organizacja zbiorowej obrony, której podstawę prawną stanowi art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych, uznający przyrodzone prawo państw do samoobrony indywidualnej lub zbiorowej w przypadku napaści zbrojnej. Jest to jeden z dwóch podstawowych wyjątków od ustanowionego w Karcie Narodów Zjednoczonych zakazu użycia siły w stosunkach międzynarodowych, obok działań podejmowanych na podstawie upoważnienia Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Patrioty i 100 żołnierzy trafią do Polski. Premier Szwecji zapowiada
Sygnatariusze Traktatu Waszyngtońskiego świadomie ograniczyli jednak geograficzny zakres zobowiązania do obrony zbiorowej. Zgodnie z art. 6 Traktatu obejmował on przede wszystkim terytoria państw członkowskich w Europie i Ameryce Północnej, terytorium Turcji, wyspy pozostające pod jurysdykcją państw członkowskich na północnym Atlantyku, położone na północ od Zwrotnika Raka, a także określone siły zbrojne, okręty i samoloty, w tym na Morzu Śródziemnym. W pierwotnym brzmieniu Traktatu przewidziano również szczególny wyjątek dotyczący francuskich departamentów Algierii. Co do zasady wyłączono natomiast spod traktatowych gwarancji obronnych rozległe posiadłości kolonialne europejskich członków Sojuszu, zwłaszcza znajdujące się w Afryce i Azji.
Rozwiązanie to miało zasadnicze znaczenie polityczne. NATO nie miało być instrumentem obrony imperiów kolonialnych swoich europejskich członków ani narzędziem prowadzenia wojen służących utrzymaniu ich zamorskich posiadłości. Było regionalnym sojuszem obronnym, którego nadrzędnym celem politycznym było i pozostaje zapewnienie pokoju, bezpieczeństwa i wolności państwom członkowskim oraz stworzenie warunków, w których ich społeczeństwa mogłyby rozwijać się bez obawy przed zewnętrzną agresją.
Z punktu widzenia rozważań o teorii zwycięstwa ma to fundamentalne znaczenie. W przypadku NATO zwycięstwo nie musi bowiem oznaczać militarnego pokonania przeciwnika w wojnie. Przeciwnie, najpełniejszą realizacją politycznego celu Sojuszu jest sytuacja, w której do wojny w ogóle nie dochodzi, ponieważ potencjalny agresor zostaje skutecznie odstraszony od użycia siły. Jeżeli jednak odstraszanie zawiedzie, zwycięstwo musi oznaczać co najmniej odparcie agresji i przywrócenie bezpieczeństwa państwom członkowskim.
Alarm nad Litwą. Poderwano myśliwce NATO, zamknięto lotnisko. Po 40 minutach odwołano zagrożenie
Dlatego teoria zwycięstwa NATO zawsze musi odpowiadać na dwa powiązane ze sobą pytania: w jaki sposób zapobiec wybuchowi wojny oraz, jeśli mimo wszystko do niej dojdzie, jak ją zakończyć na warunkach pozwalających osiągnąć nadrzędny cel polityczny Sojuszu.
Nie oznacza to jednak, że Sojusz może ograniczyć się do deklarowania pokojowych intencji. Wiarygodne odstraszanie wymaga bowiem zdolności do prowadzenia wojny i przekonania przeciwnika, że w przypadku agresji jego cele polityczne i militarne nie zostaną osiągnięte. Innymi słowy, aby skutecznie zapobiegać wojnie, NATO musi posiadać przekonującą teorię zwycięstwa na wypadek, gdyby odstraszanie zawiodło.
I właśnie w tym miejscu pojawia się niezwykle interesujący problem. O ile bowiem nadrzędny cel polityczny NATO pozostawał przez ponad siedemdziesiąt siedem lat zasadniczo niezmienny, o tyle odpowiedź na pytanie, w jaki sposób należy go osiągnąć, podlegała daleko idącej ewolucji. Zmieniały się zagrożenia, technologie wojskowe, relacje sił między mocarstwami, a wraz z nimi strategie odstraszania oraz koncepcje prowadzenia i zakończenia ewentualnej wojny.
Spotkanie NATO w Polsce. USA nie zaprosiły części państw
Od groźby wojny totalnej do elastycznego reagowania
W pierwszych dekadach zimnej wojny zasadniczym zagrożeniem dla NATO była możliwość agresji Związku Sowieckiego i podporządkowanych mu państw Układu Warszawskiego na Europę Zachodnią. Wobec przewagi przeciwnika w siłach konwencjonalnych Sojusz coraz silniej opierał swoje bezpieczeństwo na amerykańskim arsenale jądrowym.
Szczególne znaczenie miało przyjęcie przez NATO 23 maja 1957 r. koncepcji strategicznej MC 14/2, kojarzonej z doktryną zmasowanego odwetu (massive retaliation). Jej zasadniczym założeniem było odstraszanie Związku Sowieckiego poprzez groźbę zastosowania broni jądrowej, również w odpowiedzi na agresję konwencjonalną na dużą skalę. Sojusz zakładał, że potencjalny agresor musi liczyć się z możliwością błyskawicznej eskalacji konfliktu do poziomu wojny jądrowej, której konsekwencje mogłyby zagrozić samemu istnieniu państw uczestniczących w konflikcie.
Była to logika odstraszania oparta na perspektywie katastrofalnej eskalacji. W przypadku wojny na dużą skalę zakładano możliwość przeprowadzenia niszczycielskiej kontrofensywy jądrowej, a nie jedynie ograniczonego rozstrzygnięcia militarnego na obszarze zaatakowanym przez przeciwnika. Jednocześnie trzeba pamiętać, że nawet strategia z 1957 r. dopuszczała reagowanie środkami konwencjonalnymi w przypadku niektórych scenariuszy użycia przez Sowietów broni jądrowej.
Wraz z rozbudową sowieckiego arsenału jądrowego i pojawieniem się zdolności do zadania Stanom Zjednoczonym niszczycielskiego uderzenia odwetowego wiarygodność groźby automatycznego przejścia do wojny totalnej zaczęła jednak słabnąć. Coraz trudniej było bowiem zakładać, że Stany Zjednoczone zdecydują się na wymianę strategicznych uderzeń jądrowych w odpowiedzi na każdy rodzaj agresji przeciwko europejskim sojusznikom.
Dlatego 12 grudnia 1967 r. NATO przyjęło nową koncepcję strategiczną MC 14/3, opartą na doktrynie elastycznego reagowania (flexible response). Zakładała ona możliwość odpowiedzi na agresję na różnych poziomach intensywności, od obrony konwencjonalnej, poprzez kontrolowaną eskalację, aż po użycie strategicznej broni jądrowej. Celem było zwiększenie wiarygodności odstraszania przez zapewnienie Sojuszowi większej swobody wyboru sposobu reagowania.
W amerykańskim planowaniu strategicznym perspektywa wojny jądrowej obejmowała również możliwość zniszczenia kluczowych struktur kierowania państwem i siłami zbrojnymi Związku Sowieckiego. Odtajniony amerykański przegląd polityki wyboru celów jądrowych z 28 listopada 1978 r. wymieniał wśród celów planowania wojny powszechnej: zniszczenie sowieckiego przywództwa politycznego i wojskowego oraz systemów dowodzenia i kontroli. Była to więc również koncepcja pozbawienia przeciwnika zdolności do kierowania wojną, określana mianem dekapitacji strategicznej.
Rutte odpowiada Rosji na groźby nuklearne. „Nie mają szans nas pokonać”
Trzeba jednak rozróżnić amerykańskie plany użycia strategicznej broni jądrowej od formalnie przyjętej strategii całego NATO. Nie były one dokumentami tożsamymi, choć amerykański potencjał jądrowy stanowił podstawowy filar odstraszania Sojuszu.
Jednocześnie stopniowo utrwalało się przekonanie, że totalna wojna jądrowa między supermocarstwami nie może przynieść zwycięstwa rozumianego jako osiągnięcie racjonalnego celu politycznego za akceptowalną cenę.
21 listopada 1985 r., podczas szczytu w Genewie, prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan i przywódca Związku Sowieckiego Michaił Gorbaczow potwierdzili wspólne stanowisko, że wojny jądrowej nie można wygrać i nigdy nie należy jej prowadzić.
Było to fundamentalne oświadczenie polityczne. Oznaczało uznanie, że w warunkach wzajemnej zdolności do zadania katastrofalnych strat tradycyjne pojęcie zwycięstwa militarnego traci znaczną część swojego sensu. Istotą odstraszania stawało się niedopuszczenie do wojny, której konsekwencji żadna ze stron nie byłaby w stanie zaakceptować.
Nie oznaczało to jednak rezygnacji z planowania obrony konwencjonalnej ani z możliwości ograniczonego wykorzystania broni jądrowej. W strategii NATO współistniały różne sposoby zapobiegania agresji i, w razie konieczności, jej odparcia.
Rosja ostrzega NATO. Moskwa grozi użyciem broni jądrowej w sprawie Królewca
Współczesna teoria zwycięstwa NATO
Po zakończeniu zimnej wojny Sojusz Północnoatlantycki wielokrotnie modyfikował swoją strategię, dostosowując ją do zmieniającego się środowiska bezpieczeństwa.
Po rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 r., a zwłaszcza po agresji na Ukrainę i aneksji Krymu w 2014 r., Sojusz rozpoczął dostosowywanie swojej koncepcji obrony do nowej sytuacji. Liczył się z możliwością, że rosyjski atak nastąpi, zanim państwa członkowskie zdążą skoncentrować siły wystarczające do jego odparcia. Istotnym elementem odstraszania pozostawała więc groźba ukarania agresora (deterrence by punishment), także przez późniejszą kontrofensywę w przypadku przejściowej utraty części terytorium traktatowego.
To oczywiście nie oznaczało, że NATO przyjmowało utratę terytorium jako akceptowalną fazę obrony. Sojusz wzmacniał jednocześnie wysuniętą obecność wojskową i rozwijał zdolności do uniemożliwienia przeciwnikowi osiągnięcia jego celów (deterrence by denial). W Polsce jednym z elementów dostosowania systemu obronnego do nowych zagrożeń było rozpoczęte w 2016 r. formowanie Wojsk Obrony Terytorialnej. Przewidywano je do użycia właśnie w scenariuszu tymczasowego zajęcia części polskiego terytorium przez Rosję i działań partyzanckich na tyłach wojsk rosyjskich. W scenariuszu czasowej utraty terytorium odzyskanie go i przywrócenie stanu sprzed agresji pozostawałoby jednym z najważniejszych kryteriów militarnego zwycięstwa.
„Poważny incydent” w pobliżu bazy RAF. Zatrzymania i ewakuacja mieszkańców
Po wznowieniu przez Rosję agresji na Ukrainę 24 lutego 2022 r. Sojusz dokonał kolejnej adaptacji. Na szczycie NATO w Madrycie 29 czerwca 2022 r. przyjęto nową Koncepcję Strategiczną Sojuszu. Wobec rosnącego zagrożenia rosyjskiego NATO położyło większy nacisk na odstraszanie przez uniemożliwienie przeciwnikowi osiągnięcia jego celów (deterrence by denial). Oznaczało to wzmocnienie zdolności do obrony „każdego centymetra” terytorium państw członkowskich już od pierwszych chwil konfliktu.
Właśnie w tym kontekście należy rozpatrywać wystąpienie generała Alexusa Grynkewicha, Naczelnego Dowódcy Sojuszniczych Sił NATO w Europie (SACEUR), wygłoszone 12 października 2026 r. podczas Warsaw Security Forum, w którym dowódca strategiczny NATO przedstawił teorię zwycięstwa NATO.
Znaczenie tego wystąpienia wynika przede wszystkim z faktu, że jego autorem był najwyższy dowódca wojskowy Sojuszu w Europie, odpowiedzialny za przygotowanie i prowadzenie operacji mających realizować cele polityczne uzgodnione przez państwa członkowskie. Generał Grynkewich podkreślił zresztą, że choć przedstawia tę koncepcję jako „własną teorię zwycięstwa”, opiera się ona na strategii uzgodnionej przez wszystkich 32 sojuszników.
Ryzyko wojny z Rosją. Co naprawdę nam grozi?
Odwołując się do Carla von Clausewitza, generał przypomniał, że sposób prowadzenia wojny musi być podporządkowany jej celowi politycznemu. W przypadku NATO celem tym nie jest strategiczne zniszczenie przeciwnika, zajęcie jego stolicy czy obalenie jego władz, cele, które Clausewitz wskazywał jako możliwe środki w wojnie zmierzającej do całkowitego podporządkowania przeciwnika, lecz skuteczna obrona państw członkowskich.
Zablokować, stępić, złamać
Przedstawiona przez Grynkewicha teoria zwycięstwa opiera się na trzech następujących po sobie działaniach, określonych angielskimi czasownikami block, blunt, break: zablokować, stępić i złamać.
Z jego wystąpienia wynika, że pierwszym zadaniem NATO jest zatrzymanie początkowego uderzenia przeciwnika i uniemożliwienie mu zajęcia oraz utrzymania terytorium Sojuszu. Drugim jest pozbawienie atakujących sił impetu i inicjatywy operacyjnej, tak aby nie mogły rozwijać ofensywy. Jeżeli jednak agresor zdecyduje się kontynuować działania, NATO ma przejść do trzeciego etapu, czyli złamania jego zdolności do prowadzenia dalszej wojny. Nie chodzi przy tym wyłącznie o rozbicie nacierających oddziałów, lecz także o zniszczenie lub obezwładnienie systemów dowodzenia, zaopatrzenia, odwodów i innych elementów wspierających agresję.
Jak NATO odpowie na atak Rosji? Wysoki rangą dowódca: „Sojusz jest gotowy”
To właśnie trzeci element koncepcji ma szczególne znaczenie. Samo zatrzymanie ataku nie musi bowiem oznaczać osiągnięcia celu politycznego, jeżeli przeciwnik zachowuje możliwość ponowienia ofensywy. Dlatego NATO musi być zdolne nie tylko do obrony własnego terytorium, lecz także do pozbawienia agresora możliwości kontynuowania działań wojennych. Może to również oznaczać konieczność atakowania celów wojskowych i prowadzenia operacji na terytorium Rosji w zakresie wynikającym z potrzeb obrony i decyzji politycznych Sojuszu.
Jednocześnie gen. Grynkewich wyraźnie ograniczył zakres postulowanego zwycięstwa. NATO nie musi doprowadzić do całkowitej klęski strategicznej Rosji ani zniszczyć całego jej potencjału militarnego. Wystarczy, że uniemożliwi jej osiągnięcie celów agresji i odbierze zdolność do jej skutecznego kontynuowania. Jest to zatem teoria zwycięstwa ograniczonego, podporządkowanego obronnemu celowi politycznemu Sojuszu.
Takie podejście ma również służyć ograniczaniu ryzyka eskalacji, zwłaszcza jądrowej. Jeżeli celem NATO nie jest zagrożenie istnieniu rosyjskiego państwa, lecz odparcie konkretnej agresji, Sojusz może próbować ograniczyć polityczne i strategiczne przesłanki dalszej eskalacji. Nie oznacza to jednak, że ryzyko jej wystąpienia nie istnieje. Przeciwnie, NATO musi być przygotowane na ewentualność, w której to przeciwnik zdecyduje o eskalacji konfliktu zamiast o jego zakończeniu. W takim scenariuszu Sojusz, mając ogromną przewagę nad agresorem, będzie wykonywał swoją polityczną funkcję, dążąc do rozbrojenia przeciwnika na wybranym przez niego poziomie eskalacji konfliktu.
Pozostaje jeszcze jeden warunek skuteczności tej teorii zwycięstwa, którego nie da się rozstrzygnąć wyłącznie na poziomie planowania wojskowego. Jest nim polityczna determinacja państw członkowskich do wspólnego działania. Nawet najlepszy plan operacyjny nie zapewni zwycięstwa, jeżeli sojusznicy nie będą gotowi podjąć decyzji o użyciu siły, ponosić kosztów wojny i utrzymać jedności w obliczu groźby eskalacji. Wiarygodność odstraszania zależy zatem nie tylko od zdolności wojskowych, lecz także od przekonania potencjalnego agresora, że państwa NATO rzeczywiście będą gotowe je wykorzystać. W tym kontekście moment ogłoszenia przez generała Grynkewicha „teorii zwycięstwa Sojuszu” z całą pewnością nie jest przypadkowy. Najwyraźniej skala rosyjskich agresywnych zachowań osiągnęła taki poziom, że państwa członkowskie Sojuszu uznały, iż konieczne jest uzupełnienie ich komunikacji strategicznej wobec Rosji właśnie o wystąpienie dowódcy strategicznego NATO zawierające teorię zwycięstwa Sojuszu nad Rosją. Istnieje więc w tej sprawie konsensus w NATO. I to jest dobra wiadomość.
W ten sposób wracamy do zasadniczego problemu teorii zwycięstwa w sojuszu wojskowym. Wspólny cel polityczny nie wystarcza. Konieczna jest również zgoda co do sposobu jego osiągnięcia, zakresu dopuszczalnego użycia siły i warunków, których spełnienie pozwoli uznać wojnę za zakończoną zwycięstwem.
Trump ogłasza „rozejm energetyczny” Rosji z Ukrainą
Z tej perspektywy wystąpienie Grynkewicha jest ważne nie tylko dlatego, że NATO publicznie przedstawiło sposób pokonania agresora przy użyciu własnych sił zbrojnych, lecz przede wszystkim dlatego, że jego najwyższy dowódca wojskowy w Europie przedstawił publicznie spójną koncepcję powiązania działań operacyjnych z ograniczonym celem politycznym Sojuszu.
Ostatecznie bowiem nadrzędny cel NATO pozostaje niezmienny od 4 kwietnia 1949 r.: zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa państwom członkowskim. Zmieniają się natomiast sposoby jego realizacji. Współczesna teoria zwycięstwa zakłada, że najlepszym sposobem zapobieżenia wojnie jest przekonanie potencjalnego agresora, iż nie będzie w stanie osiągnąć swoich celów, a jeśli mimo wszystko zdecyduje się na agresję, zostanie militarnie pokonany.
Paradoks polega więc na tym, że najważniejszym zwycięstwem NATO byłoby niedopuszczenie do sytuacji, w której jego teoria zwycięstwa musiałaby zostać zweryfikowana na rzeczywistym polu bitwy.
Atak Ukrainy zatrzymał rosyjskie boty. Tak, tylko... nie o te boty chodzi
Warszawa jako miejsce strategicznych deklaracji NATO
Nie bez znaczenia pozostaje również miejsce, w którym dowódca strategiczny NATO generał Grynkewich zdecydował się przedstawić teorię zwycięstwa Sojuszu. Warszawa ma bowiem szczególne miejsce w historii komunikacji strategicznej Zachodu wobec Moskwy. W ciągu ostatnich kilkunastu lat właśnie znad Wisły wielokrotnie kierowano do rosyjskiego przywództwa ważne deklaracje dotyczące bezpieczeństwa Europy, determinacji Stanów Zjednoczonych oraz zobowiązań sojuszniczych.
Przypomnijmy, że podczas szczytu NATO w Warszawie, 8–9 lipca 2016 r., państwa członkowskie podjęły decyzję o rozmieszczeniu wielonarodowych batalionowych grup bojowych w Polsce, Estonii, na Litwie i Łotwie. Był to jeden z najważniejszych momentów dostosowywania strategii Sojuszu do zagrożenia ze strony Rosji po aneksji Krymu. Obecność wojsk kilku państw NATO na wschodniej flance miała bowiem nie tylko znaczenie militarne, lecz także polityczne. Sygnalizowała Moskwie, że ewentualna agresja od samego początku oznaczałaby konfrontację z siłami wielu państw członkowskich, a nie tylko z armią zaatakowanego kraju.
Rok później, 6 lipca 2017 r., prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, przemawiając na placu Krasińskich w Warszawie, potwierdził amerykańskie zobowiązania wynikające z artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego, jednocześnie podkreślając konieczność zwiększenia europejskiej odpowiedzialności za wspólną obronę.
Jeszcze wyraźniejszego znaczenia nabrała Warszawa po wznowieniu rosyjskiej agresji na Ukrainę. 26 marca 2022 r. prezydent Joe Biden wygłosił na dziedzińcu Zamku Królewskiego przemówienie, w którym potwierdził gotowość Stanów Zjednoczonych do obrony każdego fragmentu terytorium NATO (every inch of NATO territory). Prezydent Joe Biden powrócił do Warszawy rok później, 21 lutego 2023 r., w przeddzień pierwszej rocznicy rosyjskiej inwazji, a następnego dnia spotkał się z przywódcami państw Bukareszteńskiej Dziewiątki, skupiającej państwa wschodniej flanki NATO.
W ten sposób ukształtowała się pewna tradycja. Warszawa stała się jednym z miejsc, z których przywódcy Stanów Zjednoczonych i przedstawiciele NATO komunikują Moskwie granice akceptowalnego użycia siły, polityczną determinację Sojuszu i konsekwencje ewentualnej agresji na jego terytorium.
Ostatnie wystąpienie generała Grynkewicha wpisuje się w tę tradycję i wnosi do niej nowy element. Wcześniejsze deklaracje dotyczyły przede wszystkim politycznej woli i wojskowej gotowości do obrony państw członkowskich. Tym razem najwyższy dowódca wojskowy NATO w Europie przedstawił również sposób, w jaki Sojusz zamierza przełożyć te zobowiązania na rezultat militarny: zatrzymać agresję, odebrać przeciwnikowi inicjatywę i pozbawić go zdolności do kontynuowania wojny.
Nalot u żołnierza WOT na żywo na TikToku. Wiemy, co z zatrzymanym
Ma to szczególne znaczenie dla Polski. Warszawa jest bowiem nie tylko miejscem, z którego wysyłane są komunikaty strategiczne do Moskwy, lecz także stolicą państwa, którego bezpieczeństwo w szczególnym stopniu zależy od zdolności do wcielenia takich deklaracji w wojskowe planowanie i praktykę operacyjną.
A gdzie jest polska teoria zwycięstwa?
I tutaj dochodzimy do pytania najważniejszego z polskiego punktu widzenia. Co właściwie teoria zwycięstwa przedstawiona przez generała Grynkewicha oznacza dla Polski?
Przede wszystkim nie zwalnia ona polskich władz, prezydenta, rządu i odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa decydentów z obowiązku opracowania, uzgodnienia i przedstawienia polskiej teorii zwycięstwa. Dobrą okazją byłoby zakończenie prac nad aktualizacją Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Poprzednią strategię zatwierdzono w 2020 r. w zasadniczo odmiennej sytuacji strategicznej.
Szef MON zapowiada utworzenie Legionu Dronowego. „Proszę, zgłaszajcie się”
Powinna ona podkreślać, że nadrzędny cel polityczny łączy nas z pozostałymi członkami NATO. Podobnie jak oni chcemy zachowania pokoju, bezpieczeństwa, suwerenności i integralności terytorialnej naszego państwa. Sojusz Północnoatlantycki jest dla Polski podstawowym instrumentem realizacji tego celu. Jego najważniejszym zadaniem pozostaje skuteczne odstraszanie, a więc doprowadzenie do sytuacji, w której Rosja uzna agresję przeciwko Polsce za przedsięwzięcie pozbawione szans na osiągnięcie zamierzonych korzyści politycznych.
Jeżeli jednak odstraszanie zawiedzie i dojdzie do wojny, celem wspólnego działania państw NATO będzie odparcie agresji i przywrócenie pokoju oraz bezpieczeństwa wszystkim członkom Sojuszu. W tym sensie teoria zwycięstwa Grynkewicha stanowi dla Polski niezwykle ważny punkt odniesienia.
Nie odpowiada jednak na wszystkie pytania, na które musi odpowiedzieć polska strategia.
Co bowiem stanie się, jeżeli Sojusz nie zadziała, zadziała z opóźnieniem albo jego reakcja okaże się niewystarczająca?
Sandały, khat i pociski balistyczne, czyli jak biedaarmia Huti paraliżuje saudyjskie mocarstwo
Co w sytuacji, gdy Rosja zdecyduje się na ograniczoną agresję, licząc na polityczny paraliż NATO? Albo gdy podejmie próbę wymuszenia zakończenia wojny na korzystnych dla siebie warunkach poprzez groźbę eskalacji jądrowej? Albo gdy Sojusz nie będzie w stanie odpowiednio szybko zareagować ze względu na uwikłanie jednego lub więcej swoich członków w jakiś inny konflikt, w innym miejscu świata?
Polska musi dysponować własną odpowiedzią na te pytania. Własną teorią zwycięstwa, określającą nie tylko cel polityczny ewentualnej wojny, ale również sposób jego osiągnięcia, dostępne środki militarne, warunki zakończenia konfliktu oraz akceptowalne poziomy ryzyka i eskalacji. Musi też posiadać rzeczywiste zdolności pozwalające tę teorię realizować, zarówno samodzielnie, jak i we współdziałaniu z sojusznikami.
Dotyczy to również najtrudniejszego ze wszystkich scenariuszy, czyli użycia przez Rosję broni jądrowej przeciwko Polsce.
Polska nie dysponuje własnym arsenałem nuklearnym, a decyzje dotyczące użycia sił jądrowych państw NATO nie należą do kompetencji Warszawy. Nie oznacza to jednak, że polska teoria zwycięstwa może pomijać problem odpowiedzi na rosyjską eskalację jądrową.
Przeciwnie, musi określać warunki dalszego prowadzenia wojny, sposoby zachowania ciągłości funkcjonowania państwa i dowodzenia siłami zbrojnymi, możliwości konwencjonalnego przeciwdziałania agresji oraz zasady współdziałania z sojusznikami. Musi również uwzględniać działania asymetryczne, zwiększające odporność państwa i utrudniające przeciwnikowi osiągnięcie jego celów politycznych. Wszystko to wymaga świadomego zarządzania ryzykiem eskalacji.
Najważniejsze jest jednak to, aby rosyjskie przywództwo nie mogło zakładać, że użycie broni jądrowej przeciwko Polsce automatycznie doprowadzi do zakończenia wojny na warunkach podyktowanych przez Moskwę. Przeciwnie, musi liczyć się z możliwością dalszego polskiego oporu, kontynuowania działań obronnych i podjęcia działań odwetowych przez Polskę samodzielnie lub wspólnie z sojusznikami, których zakresu nie będzie mogło z góry przewidzieć.
Nie chodzi przy tym o publiczne przedstawianie scenariuszy odwetu ani szczegółowych planów operacyjnych. Chodzi o określenie celów politycznych, warunków zwycięstwa oraz zdolności, dzięki którym Polska będzie mogła kontynuować obronę także wówczas, gdy przeciwnik spróbuje wykorzystać eskalację jądrową do narzucenia swojej woli.
Polskie baterie Patriot z problemami. „Dostawy na pewno opóźnione”
Sojusznicza teoria zwycięstwa powinna być fundamentem polskiej teorii zwycięstwa, ale nie może jej zastępować.
Dlatego najważniejsze pytanie, jakie pozostaje po warszawskim wystąpieniu Grynkewicha, nie brzmi już tylko: jak NATO zamierza wygrać ewentualną wojnę z Rosją?
Brzmi ono: jak Polska zamierza zapewnić sobie zwycięstwo, również wówczas, gdy założenia dotyczące skali, szybkości lub skuteczności sojuszniczej pomocy okażą się błędne?
Na to pytanie odpowiedź muszą przedstawić nie dowódcy NATO, lecz polskie władze polityczne. To na nich spoczywa bowiem ostateczna odpowiedzialność za bezpieczeństwo, suwerenność i przyszłość Rzeczypospolitej.


