Nauka

Nie będzie bolało. Wreszcie o nauce, a nie o jej karykaturze

Nauka to nie instytucje. Nauka to też nie biblioteki, książki czy przełomowe artykuły. Nauka jest chwilą. Jest krótkim i ulotnym momentem, w którym pytanie spotyka się z odpowiedzią, a ciekawość spotyka się z prawdą. Jest chwilą spośród tych najpiękniejszych, których doświadczyć może w swoim życiu człowiek – pisze dla Zero.pl dr Andrzej Dybczyński, były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

Andrzej Dybczyński
Felieton autorstwa: Andrzej Dybczyński
10 marca
14 minut
Nauka. (fot. Stanislaw Pytel/ sanjeri / Getty Images)

Reklama

TYLKO NA

Kończąc „tryptyk bólu” polskiej nauki obiecałem, że kolejny tekst będzie już tylko żartobliwy. Oberwać mieli prawnicy – przyznaję, najmniej ambitny z celów żartów. Zastanawiałem się nawet, jak obronić przed redakcją dość krotochwilny tytuł. Uznałem jednak, że skoro za swoje pisanie nie chcę pieniędzy, to mogę pisać, o czym chcę.


Reklama

Nie będzie dziś żartów o prawnikach. Przeczytałem raz jeszcze teksty tworzące ów „tryptyk bólu” polskiej nauki i bolały mnie one tak samo jak wówczas, gdy je pisałem. Nie bolał mnie dosadny język i wulgarna prawda, bo przecież wyrafinowany język intelektualisty nie przekona naszych decydentów nigdy i do niczego. Nie bolało mnie to, jak wiele straciliśmy dla naszego kraju szans i przede wszystkim – bezcennego czasu przez to, do jakiego stanu doprowadzili polską naukę jej rzekomi luminarze wespół z wybieranymi przez nas samych politykami. Nie bolały mnie nawet literacki niesmak i krzywda, którą wyrządzałem swoim przyjaciołom twardymi słowami, uproszczeniami i bezwzględnością ocen.


Reklama

Bolało mnie coś zupełnie innego. Bolało mnie to, że w żadnym z tych tekstów nie ma tak naprawdę ani słowa o nauce. Że dostaję szansę pisania o tym, co jest tak ważne dla mnie, dla naszego państwa i co chciałbym, by było ważne dla nas wszystkich i zdanie po zdaniu, akapit po akapicie i tekst po tekście – nie piszę o tym ani słowa. Chciałbym więc dziś napisać o nauce. Takiej, jaką wydaje mi się ona być naprawdę.


Reklama

Czym jest nauka

Myślimy często, że nauka to instytucje badawcze, ludzie, którzy je tworzą, mechanizmy, zgodnie z którymi cały ten złożony system funkcjonuje. Że nauka to laboratorium, w którym powstaje lek ratujący ludzkie życie. Że to obserwatorium, w którym odkrywamy początki naszego wszechświata. Że to biblioteka, w której rodzi się kwantowa teoria pola lub pomysł na to, że czas i przestrzeń nie są absolutne. Że to konferencje, na których prezentujemy wyniki swoich badań, granty, o które rywalizujemy i które zdobywamy, wynalazki, którymi staramy się uczynić świat lepszym, choć często czynimy go jedynie bardziej krwawym.

Ci z was, którzy są odrobinę bardziej dla nauki wyrozumiali, dostrzegą naukę także w studiach nad subtelnymi laserunkami van Eycka, pendentifami Hagia Sophii czy niewiarygodnym połączeniem matematyki i emocji w kompozycjach Bacha. I jeśli w tym wszystkim widzicie naukę, to jesteśmy w miejscu, w którym faktycznie możemy już zacząć myśleć o tym, czym nauka jest naprawdę i na czym polega jej piękno. Choć – wybaczcie nietakt – nie jesteśmy jeszcze dość blisko.


Reklama

Nowy ocean na Ziemi. Gdzie i kiedy może powstać


Reklama

Podczas swoich kulturoznawczych studiów miałem to szczęście, że moi nauczyciele studia nad samą nauką – choć pod różnymi jej nazwami – uważali za fundamentalne dla zrozumienia tego, czym różni się kultura ludzka od kultury kefirowej, jak żartował profesor Pietraszko. I bez najmniejszych skrupułów zalecał nam lektury, które sprawiały, że słownik wyrazów obcych Kopalińskiego stawał się bezużyteczną broszurką.

A gdy wykończeni bezsennymi nocami skarżyliśmy się, że nie da się czytać kilku naukowych książek w każdym tygodniu, że ilość wiedzy z filozofii nauki, jej historii, socjologii, metodologii, epistemologii, która ma być zaledwie dodatkiem do naszych studiów nad literaturą, historią sztuki, muzykologią, antropologią czy semiologią zwyczajnie nas przerasta, słyszałem zdanie, którego nie zapomnę do końca życia. Możecie przenieść się na medycynę – to studia łatwiejsze i dadzą wam pracę, bo po naszych mieć jej nie będziecie. I mówił nam to człowiek, który nigdy w życiu nie postawił studentowi oceny niedostatecznej, bo uważał to za nietakt. Po prostu prosił o kolejne spotkanie.


Reklama

Nauka to nie instytucje – lepsze, gorsze czy solidnie przeciętne. Nauka to też nie biblioteki, książki czy przełomowe artykuły. To nie akceleratory cząstek i niewiarygodnie czułe mikroskopy. Nauka to nie metody i to nie kumulowana przez stulecia wiedza – gromadzona, przekazywana i rozwijana w jednym z najwspanialszych wynalazków ludzkości – uniwersytecie. Przynajmniej do czasów wynalezienia internetu i ministerstwa nauki.


Reklama

Nauka to nawet nie ludzie, choć są dla nauki tak ważni. I nie mam na myśli tych złych, o których napisałem już dość i o których pisać już nie chcę. Mam na myśli tych, którzy naukę pokochali, i których nauka pokochała również. Tych, którzy są naszą dumą. Którym niekiedy, z rzadka, zawdzięczamy najwspanialsze naukowe odkrycia, ale zawsze zawdzięczamy coś jeszcze ważniejszego. Wychowywanie swoich następców z nadzieją i wsparciem, by byli lepsi od nich. Zaszczepianie naszym dzieciom ciekawości świata i odkrywanie przed nimi w salach wykładowych tajemnic, których my sami odkryć nigdy byśmy nie potrafili.

Myślimy często, że nauka to instytucje badawcze, ludzie, którzy je tworzą, mechanizmy, zgodnie z którymi cały ten złożony system funkcjonuje. To nie jest nauka. (fot. Shutterstock / Shutterstock)


Reklama

Ludzi czasem nieco ekscentrycznych, a czasem jak na dzisiejszy świat odrobinę zbyt wrażliwych – jak moi przyjaciele z akademicko-królewskiego Krakowa, którzy muszą cierpieć Dybczyńskie pióro brutalnych słów o polskiej nauce. A przecież, jak to nasze kochane jagiellońskie Krakusy, delikatny niesmak czują już wówczas, gdy ignorując piękno polszczyzny używam słów zawierających mniej niż trzy sylaby. Ci wszyscy wspaniali ludzie nie są jeszcze nauką, choć z nimi u boku jesteśmy już nauki bardzo blisko.


Reklama

Prawda bez zastrzeżeń 

Nauka jest chwilą. Jest krótkim i ulotnym momentem, w którym ciekawość spotyka się z prawdą, a pytanie spotyka się z odpowiedzią. Jest chwilą spośród tych najpiękniejszych, których doświadczyć może w swoim życiu człowiek. I jak chwila – jest czymś, co znacznie łatwiej jest poczuć, niż nazwać, zmierzyć czy komukolwiek opisać. Bez względu na to, ile lat studiowaniu nauki jako takiej poświęciliście i jak mądrze nauczono was o niej ględzić.

Antarktyda: najdłuższe archiwum klimatyczne pod lodowcem Rossa. Rdzenie sprzed 23 mln lat


Reklama

Nauka jest tą chwilą, tym krótkim momentem, w którym poszukując odpowiedzi na coś, co nas tak bardzo ciekawi, zmęczeni, zniechęceni, po tak wielu porażkach i zawodach, których przyczyn nawet nie potrafimy zrozumieć, zaczynamy dostrzegać prawdę. Czasem nawet jeszcze nie dostrzegać, ale już czuć. Już wiedzieć, że ona tam jest i już nam nie umknie – w matematycznym równaniu, w mikroskopowym zdjęciu, w łączących się w całość zależnościach.


Reklama

Ta prawda, która nakarmi naszą niewytłumaczalną ciekawość świata, nie wymaga całego cudownego bogactwa naszej filozofii, znajomości i rozumienia tych wszystkich koncepcji prawdy korespondencyjnej, semantycznej, koherencyjnej czy każdej innej. Jest prawdą po prostu. Jest prawdą bez przymiotników. Prawdą bez zastrzeżeń. Prawdą bez języka, rasy i religii. Prawdą, którą się czuje, na której istnienie zawsze miało się nadzieję, w której obecność tak często się wątpiło, i która nagle wyłania się z naszego zmęczenia, z naszej pasji, z naszych nadziei, z naszego talentu i z naszej pracy.

Ta prawda jest niezależna od dziedziny nauki, od wieku naukowca czy jego doświadczenia. Jest prawdą poszukiwaną i odkrywaną niezależnie od epoki, płci, koloru skóry, systemu politycznego czy narzędzi, którymi dysponujemy. Jest dokładnie tą samą prawdą, którą odkrywa biolog molekularny próbujący zrozumieć różnicowanie komórek macierzystych, fizyk chcący zrozumieć kwantowe fluktuacje próżni czy teoretyk literatury badający intertekstualność mitu o wielkim potopie. Jest tą samą prawdą, której w swojej ciekawości świata szukał Archimedes, Kopernik czy Einstein. I każdy z nich w pewnej chwili mógł jej dotknąć.


Reklama

Ta chwila, ten krótki moment, w którym obecność tej prawdy czujecie, dla naukowca, który nauce oddał duszę, ciało i wszystkie swoje marzenia, który nie potrafi przestać pytać, wątpić i być ciągle ciekawym, jest nagrodą największą. Jest cenniejsza niż tytuły, stanowiska, władza, pieniądze czy sława. One bywają miłe, tak, to prawda. One potrafią zwieść nawet najwspanialszych wśród naukowców – bo przecież są oni, jak każdy z nas, zwykłymi ludźmi, pełnymi słabostek, śmiesznostek i wad.


Reklama

Nie są od nas ani mądrzejsi, ani lepsi. Są po prostu trochę ciekawsi i trochę bardziej inteligentni. Ale uwierzcie – prawdziwi naukowcy prędzej czy później nasycą się i znudzą tymi profitami czegoś, co tak koszmarnie nazywamy „systemem nauki”. I wówczas znowu tęsknią do tej chwili, tego momentu, który jest nauką w jej najczystszej postaci. Który pachnie, smakuje i dotyka z zawsze tym samym, nieporównywalnym do niczego pięknem olśnienia.

Bakteria z rumuńskiej jaskini odporna na antybiotyki. Szansa czy zagrożenie dla medycyny?


Reklama

Pięknem osobistego odkrycia. Momentu będącego narkotykiem, którego raz poznanego smaku nie zapomina się już nigdy, i do którego tęskni się już zawsze. I zawsze chciałoby się wrócić – bez względu na to, ile bolesnych odejść i jeszcze bardziej bolesnych powrotów jest za nami. Momentu dającego dziecięcą radość, dającego chęć opowiadania o nim każdemu, kto chce i kto nie chce słuchać. Nam, stojącym z boku, wydaje się to tak nieporadnie śmieszne, a w istocie jest tak piękne.


Reklama

Czy warto

Zapytałem przyjaciół, czy czują podobnie. Sławek, jak zwykle celnie, zwrócił moją uwagę na coś jeszcze. W narkotyku prawdy naukowej jest także poczucie wyjątkowości. Odkrywający nową prawdę naukowiec wie, że przez krótką chwilę będzie jedynym, a już zawsze pierwszym na naszej planecie człowiekiem, który się tego dowiedział. Tego uczucia nie da się opisać – można go tylko zazdrościć.

I tak, słusznie wytykamy naukowcom próżność lub irytujące przekonanie o tym, że znają się na wszystkim. Ja sam, będąc menadżerem, niejednokrotnie zżymałem się na chemików czy biologów tłumaczących mi zależności między systemem wynagradzania naukowców a poziomem rezerw aktuarialnych. Ale wybaczmy tę drobną przywarę ludziom mającym szczęście być pierwszymi na naszej planecie, którzy się czegoś dowiedzieli.


Reklama

W tej krótkiej chwili najczystszej nauki, chwili spotkania ciekawości z prawdą, pojawia się też często tajemnica. Doskonałość owej prawdy, jej piękno, absolut i nieodwołalność są tak uderzające, że wydaje się wręcz niemożliwe, by była ona przypadkiem. Ot, produktem ewolucji, efektem jakiegoś tam zderzenia, mutacji czy wielkiego podobno wybuchu. Tak, za chwilę napiszę dokładnie to, co właśnie was zaniepokoiło. Ale poradzimy sobie – przecież piękno nauki polega również na tym, że wyzwala nas od lęku. A zatem, jeśli owa prawda, owa chwila jej dotknięcia jest tak doskonała i czysta, że nie może być dziełem przypadku, to może ktoś za nią stoi?


Reklama

Bez obaw – jestem agnostykiem i nie zacznę tu nikogo nawracać. Niestety, nie wierzę w nic i wątpię we wszystko. Ale nie będę zaprzeczał, że piękno nauki prowadzi niekiedy do miejsc, w których najlepiej nawet wyszkolony religioznawczo i filozoficznie agnostyk traci pewność siebie. Zbyt wielu spotkałem fizyków, matematyków, biologów czy chemików, którzy potrafiąc chłodno wyjaśnić strukturę wszechświata, doskonałość tożsamości Eulera, powstanie życia na ziemi czy biochemię ludzkich emocji – ze spokojną pewnością siebie i wyrozumiałym uśmiechem mówili mi, że Bóg istnieje. Że go spotkali. I nie przekonywali mnie, głupca.

To wszystko właśnie sprawia, że nauka, ta prawdziwa, ta będąca chwilą, do której chce się wracać, tym spotkaniem ciekawości z prawdą, jest tak piękna. Piękna swoją tajemnicą i pociągającą niedostępnością. Nie zbawiającą świata, może nie zawsze czyniącą go lepszym czy łatwiejszym – ale zawsze bliższym i prawdziwszym.


Reklama

Ta nauka jest piękniejsza niż karmazynowe szaty rektorów, ich berła i gronostaje. Piękniejsza niż wasza pierwsza książka, gdy jeszcze ciepła przychodzi prosto z drukarni. Piękniejsza niż wspomnienie dyskretnego drobiazgu, który na drugim końcu świata znajdujecie w swojej walizce, włożony tam ukradkiem przez kogoś, kto nie chce, byście zapomnieli, że czeka na wasz powrót z naukowej konferencji. Tak, tak, wiem. Czasami naukowcom zdarza się, że taki dyskretny drobiazg w ich walizce znajdzie po powrocie z konferencji ktoś, kto na ów powrót czekał. I wcale go tam nie wkładał. Ale choć więcej ma to wówczas wspólnego z piekłem, niż z pięknem, to przecież rasowy naukowiec potrafi wytłumaczyć każdy paradoks natury. Również tej ludzkiej.


Reklama

Rzeżucha włochata na ukryte właściwości. Można ją hodować w domu

Być może ktoś czytający ów tekst zastanawia się, czy warto poświęcić się nauce? Ktoś niekoniecznie młody, stojący u progu zawodowych wyborów. Czy warto robić doktorat z fizyki, by pracować w polskiej jednostce naukowej za marne kilka tysięcy złotych? Czy warto być upokarzanym przez własne państwo i tych, którzy przysięgali opiekować się młodszymi kolegami, nim po raz pierwszy włożyli na siebie gronostaje i zapomnieli, że są one zobowiązaniem, a nie przywilejem? Czy warto poświęcić pracy naukowej całe swoje życie, by każdego roku dowiadywać się, że są lepsi, zdolniejsi, bardziej pracowici czy mający po prostu więcej szczęścia? Czy naprawdę warto?


Reklama


Reklama

Dla każdego, kto choć raz doświadczył prawdziwego piękna nauki, kto choć raz przeżył tę chwilę, w której ciekawość spotyka się z prawdą, a pytanie z odpowiedzią – odpowiedź jest oczywista. Bez względu na wszystko – warto. Spróbujcie tylko znaleźć prawdziwych naukowców, jak profesor Pietraszko, jak Karl czy Susan, jak Jacek czy Zosia, którzy wam piękno nauki pokażą, nauczą go szukać i nauczą je odkrywać. Zaopiekują się wami i będą z was dumni tak samo, jak wasi najbliżsi. Kochać piękno nauki nauczycie się już sami. Warto.

 

 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Andrzej Dybczyński
Andrzej DybczyńskiDoktor nauk humanistycznych, były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz – autor zewnętrzny