- Kilkanaście godzin temu pisaliśmy w Zero.pl o tym, że Volkswagen przeprowadzi bardzo głębokie cięcia, a gama modeli ma zmniejszyć się nawet o połowę.
- Dziennikarze niemieckiego „Bilda” podali prawdopodobną listę aut, które znikną z oferty. Nie ma oficjalnego potwierdzenia, ale wygląda to dość realistycznie.
- Wycofanie Taycana czy modeli z rynku amerykańskiego nie martwi, ale brak Skody Fabii będzie mocno odczuwalny.
Kłopoty Volkswagena zdają się nie kończyć, a ich konsekwencje wpływają na cały niemiecki przemysł. Niesłychanie bogata gama modelowa marki VW obejmująca kilkadziesiąt pojazdów jest również bardzo droga w utrzymaniu, więc nieuchronnie zbliżają się cięcia.
Cięcia będą ogromne – w ostateczności ma zniknąć nawet połowa pojazdów.
Trudno w to uwierzyć, bo przecież konkurencja idzie w przeciwnym kierunku: chcą zagarnąć dla siebie jak najwięcej klientów przez oferowanie różnorodnych aut, czasem nawet podobnych do siebie, ale różniących się napędem.
Volkswagen od lat również prowadził podobną politykę, sprzedając auta spalinowe i elektryczne z dwóch różnych rodzin. Teraz twierdzi, że to zaszło za daleko i trzeba będzie wycofać sporo aut z rynku, bo albo nie zarabiają, albo nie opłacają się z innych powodów.
Lista pojazdów, które zamieścił niemiecki „Bild”, jest długa
Znajdziemy na niej na przykład Porsche Taycan, które ma zniknąć z rynku już po jednej generacji. Jest to o tyle dziwne, że Taycan mimo bardzo wygórowanej ceny, sprzedawał się nieźle, a około połowa wyprodukowanych pojazdów trafiała na rynek europejski. Owszem, w ostatnim roku zainteresowanie znacznie spadło, ale to nie jest specjalnie dziwne – klienci z tego segmentu uwielbiają nowości i dość szybko się nudzą. Porsche nie planuje także powrotu spalinowych modeli z silnikiem centralnym, czyli następców serii 718, ale ma zamiar wprowadzić SUV-a większego niż Cayenne.
Jeśli chodzi o Volkswagena, to swoją karierę zakończy zapewne Jetta – i tak dostępna już tylko w Ameryce Północnej. Niewypałem okazał się kompaktowy crossover Taos na rynek amerykański, który wygląda jak brakujące ogniwo między Skodą Karoq a Kodiaq. Bez następcy karierę zakończy elektryczny ID.5, czyli „ID.4, ale coupe”. Nie do końca wiem dlaczego w ogóle ją zaczął – ten pojazd jest wybitnie nieproporcjonalny, nigdy też nie cieszył się powodzeniem na rynku.
Wielkie zmiany czekają też Audi
Cztery modele znikną z rynku, w tym Q5 Sportback i Q6 e-tron. Następców nie doczekają się małe auta tego producenta, tj. A1 Sportback i Q2. W obu przypadkach zapewne chodzi o podnoszenie łącznej emisji CO2 w gamie producenta – niewielkie auta spalinowe są coraz trudniejsze do sprzedaży w Unii Europejskiej, bo emitują często tyle samo dwutlenku węgla co większe, ale z napędem hybrydowym lub plug-in, a generują mniejszą rentowność.
O dziwo, na liście oczekujących na cios toporem zyskowności znalazł się też mały elektryczny hatchback Cupra Raval. Pojazd, który dopiero wszedł na rynek – nawet jeszcze nie wiadomo jak się przyjmie, a już chcą go usuwać?
Ale najsmutniejszy los dotyczy Skody Fabii
Można nazwać ją ofiarą własnego sukcesu. Ten mały hatchback w swoim czwartym od 2000 r. wcieleniu sprzedaje się wciąż świetnie.
Co roku w Europie 110-120 tys. klientów decyduje się na nową Fabię i nie przeszkadza im nawet, że okrojono gamę nadwozi, w której kiedyś był i sedan, i kombi. Fabia jest też jednym z polskich bestsellerów od ponad 25 lat, choć najchętniej wybierają ją odbiorcy flotowi.
Ale musi zniknąć, bo znika benzynowe Polo, na którym się opiera, a przy okazji jej duża sprzedaż również niepotrzebnie podnosi średnią emisję CO2 w gamie Skody.
Gdyby Fabia miała wersję elektryczną, może miałoby to jakiś sens – ale lepiej jest wprowadzić małego, elektrycznego crossovera, na którym lepiej się zarobi, nawet mimo potencjalnie niższej sprzedaży. Poza tym samochody elektryczne są prostsze w konstrukcji i nie trzeba martwić się o to, żeby spełniały normę emisji spalin. Fabia musi więc zniknąć – nie ma szans z nowoczesnością.
Ale to nadal jest tylko kilka, może kilkanaście samochodów z gamy
A ma zniknąć ich połowa, więc to pewnie dopiero początek brutalnych cięć, które mają przynieść Volkswagenowi oszczędności na poziomie 6,5 mld euro rocznie do 2031 r. Rozumiem potrzebę restrukturyzacji, ale nigdy nie przestanie mnie dziwić, że przy pewnym poziomie przeregulowania rynku wysoka sprzedaż jakiegoś produktu oznacza jego zagładę. Spieszmy się kupować Fabie.

