Reklama
Moto

Łukasz jeździ Porsche Cayenne. Kupił sobie najtańsze, więc pokazałem mu najdroższe

Wyglądają praktycznie tak samo, ale jedno kosztuje co najmniej 502 tys. zł, a drugie... ponad milion zł. A dokładnie milion i 69 tys. zł. Bez dodatków z konfiguratora. Mowa odpowiednio o Porsche Cayenne Coupé oraz o Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT. Czy warto kupić sobie jedną „kajenkę” w cenie dwóch?

Piotr Rodzik
Opinia autorstwa: Piotr Rodzik
Dzisiaj 15:03
8 min
W cenie jednego Porsche Cayenne można kupić... dwa. (fot. Inne)
  • Porsche sprzedaje swojego hitowego SUV-a – Cayenne – w sześciu wersjach elektrycznych i aż 19 (!) spalinowych. Poszczególne wersje różnią się przede wszystkim komponentami, które mają wpływ na osiągi: wielkością silnika, rodzajem zastosowanych tarcz hamulcowych czy elementami zawieszenia.
  • Na dole gamy modelowej jest bazowe Porsche Cayenne, które jest ponad dwukrotnie tańsze niż topowe Porsche Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT. Czy warto kupić jedno Cayenne w cenie dwóch?
  • Porównujemy prywatne Porsche Cayenne z Porsche Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT udostępnionym przez importera. Po teście zostało ono zwrócone.

Muszę się państwu przyznać, że mam wielką słabość do najwolniejszych Porsche. Te najszybsze tak jakby niewiele mnie interesują. Są trochę bezużyteczne w życiu codziennym. Trudno czerpać z nich maksa (a właściwie to nielegalne w ruchu ulicznym), a poza tym i te najwolniejsze są naprawdę szybkie.

Dobra, nie było tak zawsze. Przez lata najwolniejszym Porsche w ofercie był dwulitrowy Macan, który miał raptem – pod koniec produkcji – 265 koni mechanicznym. Złośliwi powiedzą, że to był Volkswagen Tiguan w jakiejś wersji w stylu R i... trochę ciężko im odmówić racji.

Okej, tak naprawdę nie mieli racji, bo pomimo niezbyt wysokiej mocy był to fenomenalnie jeżdżący samochód. Teraz jednak Macana spalinowego już nie ma, jest tylko elektryczny, który może nie sprzedaje się tak dobrze jak poprzedni, ale chociaż panom ze Stuttgartu spadły klapki z oczu i pracują już nad nowym, spalinowym.

Reklama
Reklama

Teraz jednak, bez spalinowego Macana, najwolniejszym Porsche w gamie jest „zwykłe” Cayenne. Trzy litry, sześć cylindrów i 353 konie mechaniczne. Trudno w ogóle w tym przypadku mówić o wolnym aucie, bo ten wielki SUV do 100 km/h rusza w 5,7 sekundy.

W każdym razie jest najwolniejsze i jednocześnie najtańsze, bo cennik wersji Coupé startuje od 502 tys. zł. Na drugim biegunie jest Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT. Jest nieco ponad dwa razy droższe, więc nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności i nie porównać jednego z drugim.

Jeszcze Niemcy nie zginęły. Tak wygląda odpowiedź na szturm chińskich elektryków

Reklama
Reklama

Na ulicy raczej ich nie rozróżnisz

– Ale wydech, wow – mówi Łukasz Kaca, który do tego porównania udostępnił „zwykłe” Cayenne. Tak, należy do niego. To bazowa wersja, ale solidnie doposażona, m.in. w pneumatykę. I tak, to ten Łukasz Kaca z Kanału Zero i jego formatu Zero Ściemy.

Porównanie dwóch Porsche Cayenne. (fot. Piotr Rodzik / Zero.pl)

I rzeczywiście, wydech to największy wyróżnik wersji z pakietem GT. Tytanowy, z potężnym, basowym pomrukiem. Dwie gigantyczne koncówki wydechu mówią same za siebie. Reszta to raczej kosmetyka – w wersji z pakietem GT mamy żółte zaciski, jest trochę inny spojler... i właściwie to tyle. We wnętrzu różnic również nie uświadczymy.

Reklama
Reklama

Większa różnica to performance obu tych aut. Na początek może wyjaśnienie – o co w ogóle chodzi z tym pakietem GT?

Cóż, Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT to bezpośredni następca Porsche Cayenne Turbo GT. Tak, była taka wersja na rynku i była na samym szczycie gamy modelowej Cayenne. Taki absolutny peak. I co? No i normy spalania, Cayenne Turbo GT wyposażone w tradycyjne, doładowane V8 zniknęło z rynku.

Co zrobili więc Niemcy? Dołożyli do pieca. „Pakiet GT” trafił do hybrydowego Cayenne'a. To auto jest jeszcze mocniejsze niż poprzednie Turbo GT, choć dodatkowe konie mechaniczne muszą też radzić sobie ze znacznie większą masą. W końcu to hybryda.

Niemniej jednak – jest tu dużo mocy. DUŻO mocy. Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT (już mam dość wklepywania tej nazwy) ma ogłupiające w odbiorze 739 koni mechanicznych. Moment obrotowy: 950 (!) niutonometrów. Składa się na to oczywiście podwójnie doładowane V8 oraz silnik elektryczny. Sprint do setki to 3,6 sekundy (!), a prędkość maksymalna to 305 km/h. Tak wygląda król niemieckich autobahnów.

Reklama
Reklama

Oto pierwsze elektryczne Ferrari. Moja reakcja to młodzieżowe słowo roku 2017

I żeby nie było – Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT to nie tylko duży silnik. Adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne z systemem Porsche Active Suspension Management, zmniejszony o 10 mm prześwit, układ Porsche Torque Vectoring Plus, czyli elektronicznie sterowana szpera – dzięki tym elementom ten samochód jeździ dosłownie jak po szynach. W ogóle nie wychyla się w zakrętach. A za hamowanie odpowiada komplet ceramicznych, krzywo nawiercanych tarcz z gigantycznymi, 10-tłoczkowymi (!) zaciskami z przodu i 4-tłoczkowymi z tyłu.

Porsche Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT. (fot. Piotr Rodzik / Zero.pl)

Za kierownicą tego auta ciągle trwa dzień dziecka. Trudno powiedzieć, co jest bardziej tu dojmujące, sposób, w jaki ten samochód przyspiesza, czy jak skręca, czy jak hamuje.

Reklama
Reklama

Jest tylko jeden problem

Ze wszystkich dobrodziejstw Porsche Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT skorzystasz tylko na torze wyścigowym. Może na jakiejś alpejskiej przełęczy jeszcze (i w ograniczonym zakresie prędkości, więc w sumie jednak nie), ale realnie: na żadnej drodze publicznej w Polsce. 

– Przyspieszenie jest porażające, ale w zakrętach nie czuję jakiejś różnicy. Moje Cayenne skręca równie dobrze – mówi Łukasz. Proszę go, żeby doprecyzował. – Na pewno to samochód, w którym nie do końca czujesz, że jedziesz SUV-em. Dla jednych to będzie zaleta, dla innych wada. Pneumatyka sprawia, że jak chcesz to jest dość komfortowy, ale jak masz ochotę, to może być sztywny – kontynuuje. Ma tu jakąś rację. Ale tylko jakąś. Po pierwsze – jego auto jest jednak sporo lżejsze, bo zamiast V8 z ciężką baterią ma V6. Po drugie – swoje zdanie wygłosił zjeżdżając ślimakiem z drogi ekspresowej. Z jakimś zawrotnym 50 km/h na prędkościomierzu.

Dobra, nabijam się, ale jest w tym dużo racji. W codziennej, cywilnej jeździ bazowe Cayenne sprawdzi się tak samo dobrze, jak – uwaga, CTRL + V – Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT.

Reklama
Reklama

Co jest dla kogo?

– Nie mam przekonania po przejażdżce tym samochodem (topową wersją – red.), że to jest coś, czego potrzebuję. W sumie nie wiadomo dla kogo jest ta najszybsza wersja. Do komfortowego podróżowania te 353 KM w zupełności wystarczają, a jak chcesz mieć zabawkę, to kupujesz 911 – przekonuje mnie Łukasz. Trudno żeby mówił inaczej, skoro kupił sobie bazowe.

Ale już zupełnie poważnie – jeśli masz pieniądze na jakiekolwiek Porsche Cayenne, to jesteś szczęściarzem. Każda wersja spełni twoje oczekiwania i będziesz po prostu zachwycony/a.

Brzmi jak hasło reklamowe, ale tak po prostu jest. W tym kontekście zresztą muszę wypowiedzieć się trochę „negatywnie” o wersji z pakietem GT. O ile zastosowane rozwiązania techniczne do mnie przemawiają, to nie przemawia do mnie ponad dwukrotnie wyższa cena. Tak, gdybym miał kupić sobie jedno takie Cayenne, to kupiłbym dwa „tanie”. Jedno dla siebie, drugie dla żony.

Trzeba też pamiętać, że za topowym Cayenne idą też topowe koszty utrzymania. To niby hybryda PHEV, ładowana z gniazdka, ale po pierwsze – nie przejedziesz na niej realnie więcej niż jakieś 50 km. Po drugie – nie kupujesz auta za bańkę, żeby jeździć powoli na prądzie. Kupujesz je dlatego, że chcesz, żeby twoje spalinowe Porsche było jeszcze szybsze.

Reklama
Reklama

Realia w tym aucie to nawet 20 litrów bezołowiowej w mieście i niewiele mniej w trasie. Porsche Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT lubi paliwo i to bardzo, „bazowa” wersja potrafi spalić mniej więcej dwa razy mniej. Tak jak dwa razy mniej kosztuje. Droższy będzie serwis potężnego, czterolitrowego V8, wymiana ceramicznych tarcz itp itd.

Ale na koniec dnia drogie auta to gadżety

Nie chciałbym natomiast, żeby ktoś po tym tekście pomyślał, że zniechęcam go do wydania miliona złotych na Cayenne. To tylko i aż pieniądze, niech każdy robi z nimi co chce. Ja na przykład za bańkę kupiłbym sobie bazową Carrerę i Skodę Superb w kombi. Ale to ja.

Porsche Cayenne Turbo E-Hybrid Coupé z pakietem GT jest fenomenalne. Tylko tyle i aż tyle. To samochód bez cienia wątpliwości zdecydowanie lepszy od bazowego Cayenne'a, rzecz w tym, że przeciętny Kowalski nie zauważy tej różnicy.

A może zauważy? W tym wszystkim pominąłem istotną rzecz. Porsche Łukasza ma na klapie napis Cayenne, a Porsche użyczone do testu jest pozbawione oznaczeń. Ktoś powie – ten nieprawdopodobny wydech zdradza całą prawdę o tym aucie, więc żadnych dodatkowych oznaczeń nie potrzeba. Tak czy owak – jeśli ktoś wydaje bańkę na Cayenne zamiast pół bańki, to często robi to tylko po to, żeby pokazać, że może.

Życzę państwu tylko takich problemów.

Źródło: Zero.pl
Piotr Rodzik
Piotr RodzikSzef newsroomu