Reklama
Reklama

Reklama

Volkswagen odświeżył swoje kompaktowe auto. Późno, ale jednak. Znamy już ceny

Reklama

Sporo czasu zajęło Volkswagenowi odświeżenie modelu ID.3. W momencie debiutu miał on w założeniu stać się Golfem nowej ery elektromobilności i sprawić, że klienci całkowicie zmienią swoje preferencje. Niespecjalnie się to udało, ale czy lifting nakierowany na nadanie bardziej tradycyjnego charakteru ma szanse to poprawić?

Volkswagen - Photo by Gruppe C Photography
Volkswagen - Photo by Gruppe C Photography (fot. Gruppe C Photography / Volkswagen)
  • Volkswagenowi zajęło kilka lat wprowadzenie odświeżonej wersji auta, które miało być elektrycznym megahitem: teraz ID.3 nazywa się ID.3 Neo.
  • Największe zmiany pojawiły się we wnętrzu i potwierdzają trend powrotu do fizycznych przycisków.
  • Cena to 34 tys. euro w Niemczech, w Polsce będzie pewnie ok. 140-143 tys. zł. To oferta dla osób, które nie dopuszczają myśli o aucie z Chin.

Reklama

Mniej więcej 5-6 lat temu europejscy producenci zachłysnęli się samochodami elektrycznymi. Jeden przez drugiego twierdził, że w ciągu 5 lat przejdzie wyłącznie na elektryczność, że właściwie już za progiem czeka przyszłość, do której samochody spalinowe nie mają wstępu. Klienci szybko zweryfikowali te szumne zapowiedzi, a ci którzy przeinwestowali temat samochodów elektrycznych, dziś plują sobie w brodę. Stellantis pluje w nią szczególnie mocno, ale to temat na inny wpis.

Dlaczego małe autka zniknęły z polskich dróg? Unia nie jest jedynym winowajcą

Volkswagen potrzebował sporo czasu, żeby poprawić ID.3

Klienci mieli trochę powodów do narzekań, głównie z powodu niedopracowanego oprogramowania. Kilka razy dokonywano aktualizacji czy nawet przerywano produkcję (np. w grudniu 2023 r.), trochę wskutek konieczności poprawek, trochę przez słaby popyt. Ogólnie Volkswagen raczej zdawał się „testować na produkcji”, zbytecznie nadwyrężając wytrzymałość klientów. Cena też była wysoka: w 2020 r. zaczęto od 167 tys. zł, a były to czasy, gdy do 100 tys. zł kupowało się naprawdę rozsądne auto spalinowe. 


Reklama

Minęło nieco ponad 5 lat. Zamiast nowego modelu – duży lifting

Model ID.3 Neo (nowy) zaprezentowano wczoraj, dziś pojawiły się jego ceny w Niemczech. Największe zmiany objęły przednią część nadwozia, którą przerobiono w taki sposób, żeby wyglądała bardziej „spalinowo” i „tradycyjnie”. We wnętrzu pojawiła się natomiast nowa tablica przyrządów, w której na powrót zastosowano standardowe przyciski m.in. do sterowania klimatyzacją.


Reklama

Jest to trochę zaskakujący zwrot wydarzeń. W czasach gdy samochody z Chin, zwłaszcza elektryczne, odjeżdżają coraz dalej koncernom europejskim, Volkswagen mówi: „zrobimy to trochę bardziej po staremu, żeby się wam podobało”. Wprawdzie niektórzy liczyli na nowy model, ale niemiecki producent działa w trybie ograniczania kosztów, więc na to jeszcze trochę sobie poczekamy. 

Volkswagen ID.3 Neo - tył. (fot. Gruppe C Photography / Volkswagen)

ID.3 po zmianach ma trzy wersje mocy: 170, 190 i 231 KM oraz trzy warianty akumulatora: 50, 58 i 79 kWh. Trudno to nazwać postępem, skoro poprzednia wersja dysponowała akumulatorami 55, 62 i 82 kWh. Bazowy wariant 170 KM/50 kWh nazywa się Trend i kosztuje od 34 000 euro, tj. od 143 500 zł. Najdroższa wersja to Style z baterią 79 kWh i mocą 231 KM w cenie 47 600 euro – po przeliczeniu wychodzi 200 900 zł.


Reklama

Trudno będzie Volkswagenowi konkurować z autami chińskimi, o Tesli nawet nie wspomnę. Problem tu polega na zupełnie innym profilu klienta niż w przypadku aut spalinowych, gdzie wiadomo, że kupuje się Volkswagena, bo jest dobry i sprawdzony. Gdy wybierasz pojazd na prąd, „benchmarkiem” jest Tesla, a na szczycie sprzedaży znajdują się takie marki jak BYD czy Leapmotor. Trudno jest przekonać klientów, że Volkswagen też umie robić auta elektryczne. 


Reklama

Ależ piękne, fizyczne przyciski. Krok w dobrą stronę, nieironicznie. (fot. Volkswagen)

Bez dopłaty pozostał kolor „szary gołębi”

Bazowa wersja ma stalowe, 18-calowe felgi, ale też ekran o przekątnej prawie 33 cm i komplet systemów wspomagania kierowcy ADAS. Jeśli na nowym ID.3 Neo zobaczysz podświetlone logo Volkswagena, to możesz mieć pewność, że ktoś wybrał najdroższą wersję Style. Na zdjęciach prasowych widzimy ekran za kierownicą, na którym wyświetlają się analogowe wskaźniki bardzo podobne do tych z Golfa I po liftingu.

Wygląda na to, że sposobem producentów europejskich na zainteresowanie klientów jest bardziej intensywne sięganie do nawiązań historycznych. To samo robi też Fiat. ID.3 Neo ma teraz dostęp do sklepu z aplikacjami z ekranu centralnego i możliwość jazdy z silną rekuperacją, przy minimalnym użyciu hamulca. Aż dziwne, że podkreślają to jako nowość. 


Reklama

Dziesiątki miliardów strat. Producenci uznali, że kupicie auta elektryczne, a wy nic


Reklama

Ekran wskaźników wyświetla klasyczne „zegary” z lat 80. (fot. Volkswagen)

Jestem wielkim fanem ID.3, uważam że to piękny samochód

Żaden z pozostałych modeli gamy ID w ogóle mi się nie podoba. ID.4 to bulwiasty SUV, ID.5 ma koszmarne proporcje, ID.7 jest za wielki (choć doceniam osobowy charakter). Z całej tej menażerii ID.3 ma najwięcej sensu i najlepszą cenę, a jednak ludzie niespecjalnie go pokochali. Nie wyglądał prestiżowo, faktycznie przypominał trochę minivana – a to w dzisiejszych czasach gwoździk do trumny. Naprawdę mało kto chce, żeby jego pojazd kojarzył się z mikrobusem, choćby nawet tylko kształtem. Mało kto doceni też, o ile przestronniejszy jest ID.3 od normalnego Golfa.

Obawiam się, że lifting w stronę tradycji niespecjalnie poprawi sytuację ID.3 i ostatecznie zostanie on wycofany bez następcy, a na jego miejsce przyjdzie auto, które zastąpi i Golfa, i ID.3 – coś zupełnie innego, już bez kombinowania z jednobryłową sylwetką. Na razie, mimo mojego zamiłowania do ID.3, działania VW wobec tego auta można skomentować tylko jako „too little, too late”. 

Ulepszyli to wnętrze, nie ma wątpliwości. (fot. Volkswagen)


Reklama

Źródło: Zero.pl
Tymon Grabowski
Tymon GrabowskiDziennikarz

Reklama