Reklama
Reklama
Reklama

MKOL przywraca Rosję i Białoruś. Sportowcy dla Zero.pl: Nie powinni startować

TYLKO NA

Polska wraz z ośmioma innymi krajami zaapelowała do Komisji Europejskiej o odebranie Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu i części światowych federacji sportowych dostępu do unijnych funduszy. Powodem jest dopuszczanie rosyjskich i białoruskich sportowców do międzynarodowej rywalizacji mimo trwającej wojny na Ukrainie. Zero.pl poprosiło o komentarz znanych olimpijczyków i działaczy sportowych.

IO Mediolan-Cortina 2026: ceremonia zamkni?cia
MKOL (fot. PIERO CRUCIATTI / East News)
  • Polska i osiem innych państw UE zaapelowały o odebranie MKOl i części federacji sportowych unijnego finansowania. Powodem jest dopuszczanie rosyjskich i białoruskich sportowców do międzynarodowych zawodów mimo wojny na Ukrainie.
  • Wydarzenie zbiega się z rekordowym, krwawym bilansem ukraińskich ofiar cywilnych.
  • – Uważam, że nie powinni startować, tylko mieć dalej obostrzenia, by wszyscy wiedzieli, że czynią zło – mówi Zero.pl olimpijczyk, mistrz świata i Europy, wioślarz, Mikołaj Burda.
  • – Przy tej eskalacji to jest za szybko – komentuje medalista olimpijski, były skoczek wzwyż, Artur Partyka.
  • – Trzeba poczekać, bo to impreza o wymiarze symbolu – mówi sędzia piłkarski i działacz sportowy, Michał Listkiewicz.

Estonia, Polska, Holandia, Litwa, Łotwa, Szwecja, Rumunia, Finlandia i Dania skierowały wspólny list do komisarza UE ds. sportu Glenna Micallefa. Sygnatariusze domagają się wykluczenia Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) oraz części międzynarodowych federacji sportowych z programów finansowanych przez Unię Europejską.

Chodzi m.in. o organizacje, które zdecydowały się dopuścić do międzynarodowych zawodów sportowców z Rosji i Białorusi mimo trwającej od 2022 r. rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wśród wskazanych federacji znalazły się m.in. światowe federacje szermierki i pływania.

„Polityka już dawno wkroczyła do świata sportu”

Autorzy listu podkreślają, że sport nie może być oddzielany od polityki w czasie wojny, a rosyjskie i białoruskie władze od lat wykorzystują sukcesy sportowe jako element propagandy. – Polityka już dawno wkroczyła do świata sportu. Mój rywal, Javier Sotomayor nie wystąpił na igrzyskach w Seulu, bo Kuba je zbojkotowała, a on w Seulu pewnie by wygrał, bo był w znakomitej formie – mówi Zero.pl dwukrotny medalista olimpijski w skoku wzwyż Artur Partyka.

Reklama
Reklama

Państwa, które zareagowały na przywrócenie Rosji i Białorusi, przypominają również, że 7 lipca MKOl zdecydował o zniesieniu zawieszenia Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. Zdaniem sygnatariuszy decyzja ta stoi w sprzeczności z wartościami Unii Europejskiej i wcześniejszymi apelami ministrów sportu państw członkowskich o utrzymanie izolacji rosyjskiego i białoruskiego sportu do czasu zakończenia wojny.

– Ta decyzja MKOl pokazuje, że mamy to gdzieś i nie musimy ich alienować, pokazujemy, że wszystko jest w porządku. Nie wiem, czy Rosjanie będą startować pod swoją flagą, ale będą występować obok chłopaków i dziewczyn z Ukrainy. To nie w porządku. Po zakończeniu wojny moglibyśmy wrócić do tematu – komentuje były mistrz świata i trzykrotny mistrz Europy w wioślarstwievMikołaj Burda.

– Za szybko ta decyzja. To postępuje od czasu Zimowych Igrzysk Olimpijskich, wtedy też Rosjanie zostali częściowo przywróceni. MKOL pewnie chce dążyć do normalizacji tej sytuacji wojennej, ale tej normalizacji nie widać na froncie. Zbliżają się kwalifikacje w Los Angeles i wiele federacji będzie się przygotowywać, stąd pewnie ten pośpiech. Powinny być jednak najpierw ruchy ze strony Rosji i Ukrainy, które spowodowałyby negocjacje – ocenia Partyka.

Reklama
Reklama

„Będzie przepychanka”

– Wiadome było, że prędzej czy później do tego dojdzie, bo zwolennicy tej decyzji – ja do nich nie należę – mają argumenty, że wojny trwają w wielu miejscach na świecie i tam nie ma takich sankcji – przykłady Afryki czy Strefy Gazy. Kiedyś to musiało nastąpić, zdaje się, że część federacji nie zamierza tego wykonywać. Będzie przepychanka – przewiduje były prezes PZPN, sędzia i działacz piłkarski Michał Listkiewicz.

„Ekonomia śmierci”. Kreml zauważył, że Rosjanom bardziej opłaca się zginąć na froncie niż pracować

Zdaniem sędziego Listkiewicza MKOL mógł podjąć inne, mniej polaryzujące decyzje. – Prościej byłoby z dopuszczeniem w pewnych dyscyplinach dzieci i młodzieży, bo one w żaden sposób nie uczestniczą w tym konflikcie, nie angażują się politycznie, nikt nie pyta ich o wojnę.

– Igrzyska olimpijskie to zupełnie co innego, i tu uważam, że trzeba poczekać, bo to impreza o wymiarze symbolu. Jest i polityczna, i biznesowa. Jeśli chodzi o rozgrywki młodzieżowe, to mógłbym się zgodzić – niech dzieci powoli wracają, ale igrzyska nie, bo jednak hymn i flaga niosą przesłanie, że w tym kraju wszystko jest normalnie, choć nie jest on normalny – dodaje Listkiewicz.

Reklama
Reklama

Krwawe żniwo wojny

Decyzja MKOl zbiegła się w czasie z gwałtownym pogorszeniem się sytuacji ludności cywilnej na Ukrainie. Z opublikowanego 14 lipca raportu Misji Monitorującej Praw Człowieka ONZ wynika, że w czerwcu 2026 r. zginęło 293 cywilów, a blisko 2 tys. zostało rannych, co czyni ten miesiąc najtragiczniejszym dla ukraińskiej ludności od początku wojny.

ONZ wskazuje, że Rosja coraz częściej uderza pociskami dalekiego zasięgu i dronami w gęsto zaludnione miasta, takie jak Kijów, Dniepr czy Odessa, a niemal połowa wszystkich ofiar śmiertelnych zginęła właśnie w wyniku takich ataków.

W piśmie do KE znalazł się postulat, aby organizacje sportowe, które nie respektują wartości UE, utraciły dostęp do unijnych programów finansowania oraz udziału w inicjatywach realizowanych pod egidą wspólnoty. Dostęp do środków miałby zostać przywrócony dopiero po wykazaniu, że organizacje rzeczywiście przestrzegają zasad praworządności i praw człowieka.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama