Reklama
Reklama
Reklama

Houellebecq ostrzega: wchodzimy w świat, w którym łatwiej będzie umrzeć

Francuska ustawa o „końcu życia” (loi sur la fin de vie – tak oficjalnie nazwano projekt poddany pod obrady parlamentu) jest gotowa i ma zostać przegłosowana w środę, dzień po francuskim święcie narodowym. O ustawie wypowiedział się jeden z największych francuskich pisarzy, laureat nagrody Goncourtów, Michel Houellebecq.

Michel Houellebecq At An Event
Michel Houellebecq ostrzega przed eutanazją. (fot. Edoardo Fornaciari / Getty Images)
  • Francja stoi przed historyczną decyzją. Ustawa o „końcu życia” wprowadza prawo do medycznej pomocy w umieraniu.
  • Michel Houellebecq twierdzi, że eutanazja jest nie tylko zmianą prawa, ale symbolem cywilizacji tracącej wiarę w wartość ludzkiego życia.
  • Francuski pisarz ostrzega: pojęcie „godności” zostało wypaczone, a społeczeństwo coraz trudniej akceptuje słabość, chorobę i cierpienie.

Przygotowana przez deputowanego Oliviera Falorniego legislacja, wprowadza pojęcie „prawa do pomocy w umieraniu”.

Prawo to przysługiwałoby osobom pełnoletnim, posiadającym obywatelstwo francuskie lub stale i legalnie mieszkającym we Francji. Warunkiem jest również cierpienie na ciężką i nieuleczalną chorobę – niezależnie od jej przyczyny – która prowadzi do zagrożenia życia i znajduje się w zaawansowanym lub terminalnym stadium.

„Faza zaawansowana” została zdefiniowana jako nieodwracalny proces pogarszania się stanu zdrowia, wpływający na „jakość życia” chorego. W ustawie, to dość istotne, używana jest charakterystyczna frazeologia, połączenie terminów medycznych, psychologicznych i „godnościowych”. 

Reklama
Reklama

Kolejnym wymogiem jest występowanie stałego cierpienia fizycznego lub psychicznego, którego nie można skutecznie złagodzić leczeniem albo które pacjent uznaje za nie do zniesienia po odmowie lub przerwaniu terapii. Samo cierpienie psychiczne nie będzie jednak wystarczającą przesłanką do uzyskania pomocy w umieraniu. Pacjent musi także zachować zdolność do swobodnego i świadomego wyrażenia swojej decyzji.

Decyzję o spełnieniu legislacyjnych wymogów podejmuje lekarz po naradach w zespole medycznym. W konsultacji uczestniczyć mają: lekarz prowadzący, specjalista w zakresie danej choroby oraz członek personelu medycznego zaangażowany w leczenie pacjenta.

Lekarz ma 15 dni na poinformowanie pacjenta o swojej decyzji. Następnie przewidziano co najmniej dwudniowy okres ostatecznego namysłu. A pacjent w każdej chwili ma prawo się wycofać ze swojej wcześniejszej decyzji.

Zasadą ma być samodzielne aplikowanie trucizny przez pacjenta. Pomoc lekarza lub pielęgniarki byłaby dopuszczalna jedynie wtedy, gdy chory ze względów fizycznych nie jest w stanie zrobić tego sam.

Reklama
Reklama

Lekarze i pielęgniarki zachowują prawo do odmowy podania trucizny. Mogą się zatem powołać na klauzulę sumienia. Musieliby jednak wskazać pacjentowi innych lekarzy gotowych przeprowadzić eutanazję.

Projekt przewiduje również karę za utrudnianie dostępu do tej procedury.

„Premier? Jest z Sopotu i jego też dotyka ten problem”. Rząd spiera się o najem krótkoterminowy

Inkluzywna śmierć

W trakcie procesu legislacyjnego tekst otrzymywał różne brzmienie. W ostatnim etapie prac swoje poprawki zgłosili – bezskutecznie – posłowie lewicy skupieni wokół Nieuległej Francji. Poprawki te zdradzały, dość osobliwy ideologicznie, zamysł.

Reklama
Reklama

Jedna z czołowych postaci tego ugrupowania, Sandrine Rousseau, zaproponowała między innymi, aby z tego „cywilizacyjnego osiągnięcia” mogli korzystać również uchodźcy. Jej zdaniem migranci, którzy przeszli przez doświadczenie wygnania i gehennę tułaczki, nie powinni być skazywani na „dodatkowe upokorzenia” w systemie opieki zdrowotnej.

Rousseau argumentowała ponadto, że eutanazja ze swej natury powinna być prawem uniwersalnym. Nie może stać się przywilejem dostępnym wyłącznie dla wybranych, lecz – zgodnie z logiką inkluzywności – ma obejmować wszystkich. Chodzi więc o kolejną odsłonę walki o powszechną równość: od początku ludzkiego życia aż po jego kres.

Co znamienne, podobnym językiem posługiwano się również podczas debaty nad wpisaniem prawa do aborcji do francuskiej konstytucji. W 2024 r., przy okazji dodania tego prawa do artykułu 34 ustawy zasadniczej, także odwoływano się do kategorii „cywilizacyjnego dobra”.

„Mamo, jedzie ciężarówka”. Francja 10 lat po tragedii w Nicei

Reklama
Reklama

Głos wołający na pustyni

To szarpiący za mankiet paradoks, iż najbardziej, by tak rzec, „socjologiczny” ze wszystkich żyjących pisarzy, tak bardzo unika publicznych wypowiedzi o sprawach ważkich dla ogółu społeczeństwa.

Michel Houellebecq w swojej twórczości z lubością opisuje absurdy telewizyjnych debat, gdzie równoważnymi partnerami w dyskusjach o zawiłościach rynku półprzewodników są inżynier, licealista i zakonnica. A jednak autor „Cząstek elementarnych” niezwykle rzadko gości we francuskich mediach. Nawiasem mówiąc rzadko wystawia peryskop nosa poza swoimi samotniami między Irlandią a Hiszpanią...

Swoją drogą francuski pisarz, swoją powierzchownością, pauzami, nierzadko bezpośredniością, stanowi dość osobliwy przypadek medialnego talentu „à rebours”. Houellebecq prezentuje się „na opak” ogólnym trendom. Zamiast krzyczeć – mamrocze. Zamiast chodzić w ślad za poprawnością polityczną – szokuje. Nie używa makijażu, za zwyczaj nosi znoszone ciuchy i nigdy – nawet w największe upały – nie rozstaje się z puchową kurtką.

Każde pojawienie się Houellebecqa w telewizyjnym studiu jest więc wydarzeniem. Zresztą sam pisarz z rozbrajającą szczerością wyznał, że są tematy, tak istotne, że powodują, że musi się zmierzyć z wrodzoną niechęcią dla kamer, dziennikarzy i – o, zgrozo! – debatowaniem.

Reklama
Reklama

I tak autor „Uległości” z wyraźnym dyskomfortem wziął udział w debacie poświęconej eutanazji.

– Powiem szczerze: nie wierzę w pragnienie śmierci. Coś takiego nie istnieje. Istnieje natomiast pragnienie zakończenia cierpienia. Eutanazja jest przejawem cywilizacyjnego regresu – jednoznacznie stwierdzał przed kamerami francuski pisarz .

Houellebecq wspominał, że w młodości spotkał w swojej rodzinie osoby, które deklarowały chęć odejścia. Dziś interpretuje ich słowa odmiennie. Jego zdaniem nie chodziło wówczas o autentyczne pragnienie śmierci, lecz raczej o lęk przed tym, że człowiek stanie się ciężarem dla swoich bliskich. Dlatego – podkreśla pisarz – opieka paliatywna powinna przede wszystkim przekazywać jednoznaczny komunikat – „nie jesteś dla nikogo obciążeniem”.

Houellebecq zwracił również uwagę na często pomijany w debacie o eutanazji wymiar. Po pierwsze, medyczny ciężar decyzji. Po drugie - powołanie lekarza.

Reklama
Reklama

Jednym z kluczowych elementów proponowanych regulacji jest bowiem kwestia prognozowania. To lekarze mieliby ostatecznie oceniać stan pacjenta, przewidywać rozwój choroby oraz określać, ile czasu pozostało mu jeszcze do życia. Zdaniem Houellebecqa politycy wykazują nadmierną wiarę w nieomylność naukowego paradygmatu. Tymczasem medycyna nie jest dziedziną absolutnej pewności, a przyszłość pacjenta zawsze pozostaje obszarem niepewności.

Pisarz krytykuje również fakt, że proponowane rozwiązania nakładają na lekarzy oraz personel medyczny obowiązek aktywnego przyczynienia się do śmierci pacjenta.

Jego zdaniem istotą opieki lekarskiej jest bowiem relacja oparta na zaufaniu między chorym a lekarzem. Eutanazja natomiast niszczy tę delikatną więź i zastępuje ją atmosferą nieufności oraz podejrzliwości. Lekarski kitel zamiast kojarzyć się z poprawą zdrowia może, w rozumowaniu autora „Możliwości Wyspy”, oznaczać dla cierpiącego pacjenta nadchodzącą śmierć.

Według Houellebecqa moment, w którym lekarz przestaje być wyłącznie opiekunem życia, a staje się także wykonawcą śmierci, prowadzi do fundamentalnej zmiany charakteru tej relacji. Zaufanie – będące jej podstawą – zostaje bezpowrotnie naruszone.

Reklama
Reklama

Cywilizacja, w której łatwo umierać

Houellebecqa nie zaspokoiła przykra połowiczność telewizyjnego występu. Zaledwie kilka dni przed uchwaleniem legislacji napisał długi esej, który został opublikowany na łamach „Le Figaro”. W płomiennym tekście pisarz opisuje Zachód jako cywilizację zmierzającą ku własnemu wyczerpaniu. Cywilizację bez witalności, bez chęci przezwyciężenia przeciwności, spadków demograficznych, busoli wartości i upadku autorytetów. A przede wszystkim cywilizacji, która poddała się i z „rezygnacji” uczyniła swoje modus operandi.

Eutanazja, w jego przeświadczeniu, jest tej „rezygnacji” kolejną emanacją.

Houellebecq uważa, że najważniejszym argumentem zwolenników eutanazji jest pojęcie „godności”. Problem w tym, że, jego zdaniem, współczesny sposób rozumienia tego słowa został wypaczony. Gdy mówi się, że ktoś „nie chciałby stać się warzywem”, kryje się za tym przekonanie, że człowiek ma wartość tylko wtedy, gdy pozostaje aktywny, samodzielny i użyteczny. Autor zwraca uwagę, że człowiek nie może być redukowany wyłącznie do zdolności komunikowania się. Przywołuje przykład osób pozostających w ciężkich stanach neurologicznych, które mimo braku widocznej reakcji mogą zachować wewnętrzne życie.

„Zmniejszenie człowieka do jego zdolności mówienia jest po prostu głupotą” – przekonuje Houellebecq.

Reklama
Reklama

Według pisarza, w tym nowym rozumieniu „godności” zaszyta jest nasza wizja nowoczesności. Przywołuje nawet kanadyjską kampanię społeczną, która miała poprzeć projekt eutanazji. A tam piękna kobieta, która nad brzegiem morza raczy swoich bliskich ostatnią kolacją, mruży oczy w promieniach słońca…

Dla Houellebecqa uczyniono ze śmierci komercyjną reklamę w stylu „glamour”. Pisarz przestrzega przed odwracaniem wzroku od niedołężnych i słabych, od ciała, które się starzeje, pokrywa się zmarszczkami i bruzdami. Skrótowo rzecz ujmując – życie to nie jest reklama perfum, zauważa autor „Platformy”…

Eutanazja staje się nie tyle wyrazem współczucia, ile konsekwencją społeczeństwa, które coraz trudniej akceptuje bezradność i cierpienie.

Houellebecq nie ukrywa, że uważa swoją walkę przeciwko eutanazji za przegraną. Ostrzega jednak, że społeczeństwo, które ułatwia śmierć, może jednocześnie tracić zdolność ochrony życia.

„Wchodzimy w świat, w którym łatwiej będzie umrzeć” – pisze na końcu. „Wolałbym świat, w którym łatwiej byłoby żyć”.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama