Reklama
Kraj

Krewetka, mandat, Krzysztof Stanowski i kozioł ofiarny ze skarbówki

Wyzywanie i naśmiewanie się z urzędniczek skarbówki stosujących niemądre prawo jest banalnie łatwe. Tyle że mądrzej byłoby wyśmiewać ustawodawcę wprowadzającego idiotyczne przepisy i kierownictwo administracji skarbowej, które wymaga od swoich pracowników skuteczności w karaniu.

Patryk Słowik
Opinia autorstwa: Patryk Słowik
Dzisiaj 16:19
6 min
Urzędnik skarbowy pracujący na szeregowym stanowisku jest – czy to się komuś podoba, czy nie – od stosowania prawa i realizacji wytycznych szefów danego urzędu. (fot. YT Kanał Zero)

Właśnie zrodziła się kolejna awantura, która przykryje poważną sprawę. Oto bowiem Krzysztof Stanowski w Kanale Zero zwyzywał urzędniczkę skarbową. Stwierdził, że powinna ona zostać rozebrana do naga i przywiązana do słupa na rynku, by wszyscy zobaczyli tę pindę.

Powód? Urzędniczka wystawiła mandat w wysokości 2500 zł właścicielowi pizzerii za stosowanie nieprawidłowej stawki VAT na pizzę z krewetkami.

Krajowa Administracja Skarbowa teraz protestuje przeciwko Stanowskiemu i jego słowom, a sprawą zajmie się nawet prokuratura, która oceni, czy są podstawy do postawienia Stanowskiemu zarzutów.

Reklama
Reklama

Łatwy przeciwnik do okładania

Pracuję w portalu Zero.pl, którego właścicielem jest spółka należąca do Krzysztofa Stanowskiego. Ale skoro przez kilkanaście lat broniłem urzędników przed niesprawiedliwymi atakami, nie ma żadnego powodu, abym teraz nie bronił.

Zarzuty Krzysztofa Stanowskiego, pomijając formę (w ostatnią niedzielę w Kanale Zero długo rozmawialiśmy o polaryzacji politycznej i zbyt ostrym języku w debacie publicznej), najzwyczajniej w świecie nie mają sensu. Urzędnik skarbowy pracujący na szeregowym stanowisku jest – czy to się komuś podoba, czy nie – od stosowania prawa i realizacji wytycznych szefów danego urzędu.

Oczywiście można nie lubić urzędników skarbowych, kontrolerów biletów i obsługi lotniska, która każe przed przekroczeniem bramki wyjąć z plecaka półlitrową wodę. Czy to jednak powód, aby kogokolwiek przywiązać do słupa na rynku i wyśmiewać? Nie, po prostu nie.

Czy sensowne jest napiętnowanie człowieka zarabiającego na utrzymanie swojej rodziny, który wykonuje polecenia polskiego państwa? No nie.

Reklama
Reklama

Wreszcie, czy przypadkiem nie jest tak, że urzędnicy są łatwym przeciwnikiem do okładania, bo wciąż w Polsce mają złą sławę, a i taki urzędnik publicznie nie odpowie? Nie wiem, choć się domyślam.

Efekt Igi. Jak Polska wychowuje tenisowe gwiazdy

Głupie prawo, ale prawo

Czy właściciel pizzerii powinien dostać mandat w wysokości 2500 zł za sprzedaż pizzy z krewetkami z VAT-em 8 proc., zamiast 23 proc.?

Na pewno przedsiębiorca postąpił niezgodnie z prawem. I uważam to prawo za niemądre, bo wykazywanie w trzeciej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku, że krewetka to towar luksusowy i dlatego VAT na posiłek powinien być wyższy, wymaga solidnej gimnastyki umysłowej. Fakty są jednak takie, że rząd Prawa i Sprawiedliwości takie prawo wprowadził.

Reklama
Reklama

Obowiązuje od 1 lipca 2020 r. Sprzedaż posiłków zawierających owoce morza opodatkowana jest stawką 23 proc. VAT.

Przedsiębiorca – świadomie bądź nieświadomie – zastosował niewłaściwą stawkę. Urzędniczki skarbowe tę nieprawidłowość wykazały.

I teraz idziemy do kolejnej kwestii: czy sprawa powinna zakończyć się mandatem? Moim zdaniem – nie. Przedsiębiorca powinien zostać upomniany, a po kilku tygodniach kontrola powinna być ponowiona i należałoby sprawdzić, czy właściciel pizzerii stosuje już właściwą stawkę VAT, czy świadomie odprowadza mniejsze podatki.

Ale znów: to tylko pozornie decyzja urzędnika przeprowadzającego kontrolę. W praktyce urzędnicy skarbowi działają na podstawie wytycznych. A te sprowadzają się do tego, że należy karać.

Reklama
Reklama

Mariusz Szulc, dziennikarz podatkowy z „Dziennika Gazety Prawnej”, wskazał ostatnio, że z dokumentów jednej z izb administracji skarbowej wynika, że jako wskaźnik realizacji nabycia sprawdzającego przyjmuje się liczbę skutecznych weryfikacji, a te rozumie się jako weryfikacje zakończone mandatem karnym.

Mówiąc najprościej, jak się da: urzędnik ma iść, kupić coś i jeśli okaże się, że przedsiębiorca działa niezgodnie z prawem, czyli np. w ogóle nie ewidencjonuje sprzedaży albo nalicza zbyt niski podatek, ukarać. Na marginesie, znaczna część kontroli to efekt doniesień od konkurencji. Pamiętajmy, że nieuczciwe naliczanie stawki wpływa na rynkową konkurencję (ktoś, kto nalicza uczciwie, ma gorzej).

Pracownicy skarbówek żalą się w internecie na obowiązujące mierniki nabyć sprawdzających – czyli, mówiąc prościej, żalą się na sposób, w jaki są rozliczani z przeprowadzanych zakupów kontrolnych.

Ale dopóki te zasady obowiązują, pracownicy je stosują. Zastosowały je także urzędniczki w pizzerii. Mandat 2500 zł to w „widełkach”, które są stosowane w takich przypadkach, jedna z niższych kar. Nie jest więc też bynajmniej tak, że dano przedsiębiorcy najwyższą możliwą karę.

Reklama
Reklama

Monika Piątkowska kandydatką KO na prezydenta Krakowa

Trzeba mierzyć wyżej

Odkąd pamiętam, politycy zapowiadali proprzedsiębiorczą postawę organów państwa. Mateusz Morawiecki, gdy zapowiadał tzw. konstytucję biznesu, chciał, żeby w urzędach wisiała obok instrukcji przeciwpożarowej. A potem wprowadzano multum idiotycznych przepisów podatkowych.

Donald Tusk, idąc do władzy, przygotował cały pakiet zmian dla przedsiębiorców. Niektóre z nich miały dotyczyć prowadzenia kontroli przez urzędników, ale – niestety, cóż za zaskoczenie – ponad dwa lata to za mało, by zmienić przepisy i rzeczywistość. Zamiast tego mamy skarbówkę wyrabiającą mandatowe normy.

Żaden polityk tego głośno nie powie, ale łatwiej rządzi się państwem i wydaje pieniądze z budżetu, gdy wpływy do tego budżetu są wyższe. A gdy dociśnie się trochę obywateli i wlepi im kary tam, gdzie wystarczyłoby upomnienie, wpłynie do kasy więcej.

Tyle że zmienić tę sytuację mogą politycy. Zachęcać do zmian mogą i powinni eksperci. Motywować mogą dziennikarze. Wyrazy oburzenia i zapowiedzi rozbierania ministrów i szefów skarbówki do naga może przesyłać Krzysztof Stanowski. Ale oczywiście prościej jest zrzucić wszystko na szeregową urzędniczkę. A że nie rozwiążemy w ten sposób żadnego problemu? Przecież nie o to chodzi.

Źródło: Zero.pl